Reklama

Lekcja seksu

Lekcja seksu

21.10.2019
Czyta się kilka minut
W kwestii edukacji seksualnej pytanie nie brzmi: „czy”, ale „w jaki sposób”. I jak uzgodnić wspólne stanowisko mimo różnic światopoglądowych.
„Chcemy edukacji, 
a nie indoktrynacji” – zorganizowany przez Ogólnopolski Strajk Kobiet protest 
w Szczecinie, 
16 października 2019 r. / Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
N

Na zwołanym już po wyborach posiedzeniu Sejm poprzedniej kadencji skierował do dalszych prac obywatelski projekt nowelizacji kodeksu karnego, grożący karami więzienia dla tych, którzy zajmują się edukacją seksualną (oficjalnie nazywa się to „propagowaniem lub pochwalaniem podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej”), a mnie wciąż nie chce się pomieścić w głowie, o co ten zgiełk. Jakie niepokoje albo zranienia mają w sobie ci, którzy nie tylko w ostatnich dniach, ale także w trakcie całej kampanii wyborczej (dlaczego akurat teraz, a nie np. w 2010 r., kiedy WHO opublikowała swoje standardy edukacji seksualnej?), uczynili z kwestii uświadomienia - nazywają to „seksualizacją” - naszych dzieci centralny temat debaty publicznej?

Może jest tak, że po prostu miałem szczęście. Kiedy moja licealna polonistka w trakcie omawiania „Komu bije dzwon” zatrzymała się na chwilę przy scenie miłosnej (tej w śpiworze, podczas której pod Marią miała zatrząść się ziemia), powiedziała do swoich uczennic, że pewnie jeszcze tego nie wiedzą, ale to rzeczywiście może tak wyglądać i dodała jeszcze, że serdecznie im tego życzy. Przesłanie profesor Krengielowej było jasne: seks jest czymś pięknym i dobrym, tego nie można się bać ani tym straszyć, choć - z czasem była mowa również i o tym - trzeba to poważnie traktować.

Z drugiej strony przecież sam jestem ojcem i oczekiwałbym od szkoły nie tyle tego, by zastąpiła mnie w kwestii rozmów o seksie (jak słusznie pisał w „TP” Maciej Muller, edukacja seksualna nie jest kategorią wyodrębnioną od reszty rzeczywistości, o której mówi się specjalnym tonem w specjalnym czasie: ona wpisuje się w naszą codzienną relację), ale by dopełniła moje świadectwo własnym przekazem. Przekazem o akceptacji swojego ciała, o szacunku do partnera, świadomości własnych i jego granic, prawie do mówienia „nie”, a także szerzej: o ludzkiej biologii, anatomii i fizjologii. O przyjemności. O budowaniu poczucia własnej wartości. O poczuciu bezpieczeństwa, intymności, delikatności, ale też o instynkcie napędzającym nas do działania, o pasji czy o kreatywności, które również z seksualnością mają niemało wspólnego. Także o tym, co współczesna nauka mówi o kwestii orientacji seksualnej (i co prawo mówi o zakazie dyskryminacji na jej tle). O tym, jak wygląda debata na temat aborcji czy antykoncepcji (ich przeciwnicy nie zawsze odwołują się przecież do przekonań religijnych) rzecz jasna również. Czy zamiast potępiać z ambon i protestować na ulicach nie moglibyśmy o tym przekazie porozmawiać bardziej szczegółowo?


Czytaj także: Maciej Muller: Porozmawiajcie z nimi


Obecność w szkole nauczyciela, który wszystkie te tematy potrafi podjąć bez skrępowania, ale też bez nadmiernej ekscytacji, ot po prostu: oddając im należne (czyli jedno z najważniejszych w życiu) miejsce, byłaby z perspektywy rodzica bezcennym wsparciem. Jeśli sam traktuje kwestie seksualności jako coś naturalnego, jeśli pozwala dziecku widzieć czułość, jaką darzy partnerkę czy partnera - będzie mogło się przekonać, że rodzic nie jest dziwolągiem. Jeśli z mówieniem o seksie, albo szerzej: z okazywaniem emocji czy uczuć, ma kłopot - dziecko zobaczy, że taki model wychowania nie musi być jedyny. Co równie ważne: w obu tych przypadkach pojawi się alternatywa wobec dostępnej na wyciągnięcie ręki, wypaczającej obraz seksu i często uzależniającej „wiedzy” z internetu albo (za moich czasów uświadamianie odbywało się, niestety, tą drogą) ze szkolnej toalety. Na pomysł zakazania internetu chyba nawet Ordo Iuris nie wpadnie.

Wiem: trochę w tym tekście pierwszej osoby. Trudno, żeby jej nie było. Najważniejsze może pytania świetnego „Nowego wychowania seksualnego” Agnieszki Stein padają już na samym początku. Brzmią bardzo prosto: „Skąd wy, czytelnicy tej książki, wiecie różne rzeczy o seksie i seksualności? Jakie swoje doświadczenia pamiętacie? Co wpłynęło na wasz rozwój i na to jakimi ludźmi jesteście dzisiaj?”. Nie byłoby źle, żeby każdy z tak głośno perorujących o zagrożeniach związanych z edukacją seksualną, spróbował w cichości serca na nie odpowiedzieć.

Czytaj także: Anna Dziewit-Meller: Miasto kobiet

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Edukacja seksualna to bardzo delikatna sprawa. Jakaś powinna być, ale jej zakres i forma mogą się bardzo różnić. Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Powinny to być uzgodnione między obu opcjami ("konserwatywną" i "postępową" :)

Opcja konserwatywna to model abstynencyjny, a w małżeństwie głoszący nierozerwalność seksu od płodności, a opcja liberalna głosi, że dozwolone jest wszystko na co jest obopólna zgoda i nie prowadzi do cierpienia i uczy jak podporządkować naturę wykorzystując wiedzę oraz technologię. Ewentualnie można wprowadzić model mieszany, ale wtedy ta druga opcja i tak zdominuje pierwszą.

"Na zwołanym już po wyborach posiedzeniu Sejm poprzedniej kadencji skierował do dalszych prac obywatelski projekt nowelizacji kodeksu karnego, grożący karami więzienia dla tych, którzy zajmują się edukacją seksualną (oficjalnie nazywa się to „propagowaniem lub pochwalaniem podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej”), a mnie wciąż nie chce się pomieścić w głowie, o co ten zgiełk." Michał, trzymaj się faktów. Robi to redaktor gazety.pl: "Na początek obalmy jeden mit. Obywatelski projekt ustawy komitetu "Stop pedofilii", o którym od kilku dni mówią wszyscy politycy w Polsce, nie zakazuje ani wprost nie penalizuje edukacji seksualnej. Warto to podkreślić, ponieważ w debacie nad tym dokumentem jest to nagminnie powtarzana informacja. Zmiany w prawie, które przewiduje nowela, zakładają karanie "propagowania lub pochwalania zachowań o charakterze pedofilskim" oraz "propagowania lub pochwalania podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego".

W czym te problemy? Co za wzmożenie? Jedna z naturalnych czynności którym oddaje się człowiek. Cecha którą został obdarzony. Jak to można zagmatwać, zbudować dokoła mury, wylać morze łez, powznosić oburzone okrzyki, przywalić inaczej myślącemu (bywa , że różańcem). skąd to się wzięło? jakby się zastanowić, to ponownie z fobii i obsesji kilku panów w koloratkach wysoko postawionych w hierarchii naszego, polskiego, narodowego kościoła. Zwłaszcza ten pan z Krakowa wykazuje dziwne zamiłowanie do tematu. Nie ma okazji kiedy nie zahaczyłby o tego potwora.

Czytam i nie wierze, ze to sie dzieje naprawde. Propagowanie tej zmiany pod haslem „Stop pedofilii” jest przejawem skrajnej hipokryzji. Tym, co najlepiej chroni dzieci przed wykorzystaniem seksualnym, jest rzetelna wiedza. Stanowisko przedstawione przez rzecznika Konferencji Episkopatu Polski Pawla Rytel-Andrianika jest wyrazem apodyktycznego narzucania przez Kosciol swoich imaginacji na temat tej sfery zycia czlowieka, o ktorym z racji narzuconego sobie rezimu zycia i bycia (celibat) ludzie kosciola nie maja bladego pojecia, a jezeli juz, to z tejze samej racji jest ono zwyrodniale, wynaturzone a nawet zboczone. Przyzwoicie wiec byloby aby w sprawach seksu, Kosciol milczal.// Czy autorzy tego projektu i mundi8 sa naprawde przekonani, ze pedofile – “ PUBLICZNIE propaguja lub pochwalaja podejmowania przez nieletnich obcowania plciowego ? Toz to idiotyzm !

Od kilku lat narzuca nam się przekłamane, o innym znaczeniu słowa, określenia, nazwy. To równolegle wyszło z kościoła oraz PiS-u. Także lansowane obecnie zrównanie różnych zachowań seksualnych z pedofilią należy do tego nurtu. To jest istny Orwell. Mam nadzieję, ze ktoś spisuje i zachowuje te przekłamania. Może powstanie z tego mowa kościelno - pisowska tak jak kiedyś powstałą mowa PZPR-owska. Tamci także zmieniali znaczenie słów. proszę zauważyć że obecne aparatczyki próbują już na forum UE narzucać swe przekłamania.

"Od kilku lat narzuca nam się przekłamane, o innym znaczeniu słowa, określenia, nazwy." Patrz pan. Wyjął mi pan to z ust. Tak właśnie myślałem o opozycji i wcześniej kiedy "rządziła".

"Pedofil" , czyli człowiek odmiennej orientacji seksualnej. "Gorszy sort", czyli ludzie inaczej myślący. "Tęczowa zaraza", czyli ludzie odmiennych orientacji seksualnej. "Reforma szkoły", "reforma sądownictwa" - czyli rozwałki i ustanawianie "nowych elit", "reforma służby zdrowia" czyli wykańczanie resztek szpitali. "Wprowadzanie i umacnianie demokracji"."Nowe elity" - krewni i znajomi królika obsadzani na intratnych stanowiskach. "Zadzwoń do Banasia" - synonim mafijnych powiązań "nowych elit" ze światkiem przestępczym.Polska w ruinie" - kłamstwo pozwalające dorwać się do włądzy "nowym elitom". "Smoleńsk" - każdy wie o co chodzi, nie tłumaczę. To tylko wyjątki z gadek prezesa wszystkich prezesów, nie opozycji. "Umacnianie demokracji" czyli próby przekupstwa wobec senatorów. Poczekajmy, zobaczymy jak nazwana będzie machloja z głosami wyborców. Czy już poszedł przekaz dnia? Pan powinien wiedzieć.

Już wiadomo jak nazywać te machloje i przekręty z wyborami do Senatu związane. To "z ciekawości". Wczoraj już aparatczyki pisowskie tego jak mantry używali.

i przewodniej roli biskupów w państwie - no i mamy co mamy, dobry Bóg da już niedługo

„Na pomysł zakazania internetu chyba nawet Ordo Iuris nie wpadnie.” A ja sądzę, że już na to wpadli dawno temu, tyle, że nie mają pojęcia jak się do tego zabrać. Z tą ustawą to też tylko takie podchody i tak szkoła nie edukuje seksualnie młodzieży. Z innymi dziedzinami też sobie nie radzi, zabijanie kreatywności ucznia, to im wychodzi najlepiej. Moi synowie są pokłosiem pierwszej reformy, tej z gimnazjami, też o seksie nic im nie objaśniano. Pamiętam jak w mojej średniej szkole, na lekcji wychowawczej, w programie była pogadanka o seksie. Miałem wychowawczynie prosto po studiach. Poprosiła by na ochotnika ktoś przygotował referat. Mieliśmy w klasie taką aparatkę szybko-mówiącą Małgorzatkę. Wywaliła z grubej rury co i jak, a przygotowała się solidnie. Wychowawczyni tylko co chwila robiła buraka. Dwie koleżanki wyszły na znak oburzenia i protestu. Obie zresztą nie skończyły szkoły bo zaszły, a takie wyrzucano, zresztą nie tylko one zaszły, a był to nie lada problem w owych czasach. Prawdę powiedziawszy śmieszą mnie te „Igraszki z Diabłem” można toto znaleźć w internecie i obejrzeć. Tam jednak wszystko jest w sumie proste i czarno- białe. O co gra idzie w realu, tego za bardzo nie wiem, trzeba by młodych zapytać, ale oni się specjalnie nie wyrywają do odpowiedzi. No a te protesty - ktoś powie. Z relacji wynika, że faktycznie jest tam sporo młodzieniaszków, jednak kto ich tam zaprowadził? Na pewno nie głód wiedzy o seksie. Każdy z nich ma smart-fona i transfer danych jak się patrzy, czyta lepiej lub słabiej po angielsku, jeśli gorzej to dysponuje translatorem i hulaj duszo. Na wiec to raczej dla draki. Zostaje jeszcze troska młodzieży o poziom edukacji. Podczas ubiegłorocznego strajku nauczycieli, podpytywałem młodzież w rodzinie i ich znajomych, gremialnie twierdzili, że jest zajebiście siedzieć w domu i imprezować. Też tak uważam. Pani Godek ponoć, za koedukacyjne uświadomienie młodzieży czym jest menstruacja, proponuje karać trzema latami paki. Nie wnikam ile w tej wizji jest prawdy, a ile medialnej manipulacji, dowodzi to jednak, że idioci byli są i zawsze będą wśród nas, ten fakt trzeba zaakceptować takim jaki jest, pochylić czoła i robić swoje.

Prawda jest, co pisze Oportunista - "dowodzi to jednak, że idioci byli są i zawsze będą wśród nas". Ja dodam, ze ta mniejszosc "idiotow" rzadzi wiekszoscia obywateli ! Ktos napisal- " nie przeraza mnie wygrana PiS. Przeraza mnie, ze zyje wsrod ich wyborcow". To oddaje klimat obecnej rzeczywistosci w Polsce. Tego podzialu niepredko uda sie wyeliminowac. Trzeba znow pokolenia aby to zmienic !? I to jest najsmutniejsze. Wracajac jeszcze do tematu artykulu, to takich niedorzecznosci moze pojawic sie wiecej - niedlugo zwykla biologia w szkolach bedzie zakazana, bo traktuje o tych rzeczach, a nauczyciele beda obawiac sie kary. Zalosne jest to, ze z seksu, rozrodczosci, popedu seksualnego , ktore sa scisle zwiazane z bytem czlowieka robi sie temat tabu, cos brudnego i niedorzecznego. Dojdzie do takiego absurdu, ze kobieta w ciazy nie bedzie mogla wychodzic z domu, co najwyzej noca, aby nikt nie pomyslal, ze uprawiala seks. W koncu ciaza to efekt, prawda? Bedzie za to wiecej pokatnych aborcji, nastolatek w ciazy i innych problemow. Polska to jednak dziwny kraj i to na wlasne zyczenie.

@Melchior, "skąd to się wzięło? jakby się zastanowić, to ponownie z fobii i obsesji kilku panów w koloratkach wysoko postawionych w hierarchii naszego, polskiego, narodowego kościoła. ". Obawiam się, że zainteresowanie sprawami rozporkowymi w religii jest znacznie starsze i nie ma nic wspólnego z naszą lokalna specyfiką. W Nowym Testamencie, a więc świętej księdze chrześcijan sporo pesymizmu seksualnego wniosły listy przypisywane Szaulowi z Tarsu, nikt w pierwszych wiekach kształtowania się kanonu i doktryny nie wygumkował ich, następnie temat nie raz ostrzej podejmowali znani Ojcowie Kościoła jak choćby św. Hieronim i Augustyn oraz całe gabinety tych mniej popularnych imion. Małżonkowie niech się radują, że do przeszłości (nie tak dawnej) należy zakaz aktywności s. w czasie świąt i postów co w sumie stanowiło ponad trzecią część roku, a podejście od drugiej strony było potępione jako technicznie upodabniające do parzenia się zwierząt. W sumie każda z trzech wielkich religii Księgi grzebie przy rozporku, więc to nie są jakieś prywatne obsesje Abp Jędraszewskiego, taki dajmy na to buddyzm tybetańskie też nie zostaje w tyle w kwestii rygoryzmu.

Zalecenia WHO to złoty standard w medycynie.Wszystko dziś leczymy wg standardów WHO.Nie rozumiem jak dzieci,które mają dostęp do pornografii czy w łagodnej formie są "edukowane"przez osoby pokroju seksmasterki( miliony odsłon żałosnej celebrytki) mogą być seksualizowane na zajęciach wg standardów WHO?Nie powinniśmy dyskutować nad tymi standardami tylko zorganizować dobre wychowanie seksualne,które w sposób rzeczowy przekaże wiedzę nie urażając nikogo.Krytyka edukacji(prawa podstawowego wg ONZ)przez Rzecznika praw dziecka to dramat.Państwo zamiast penalizować edukacje seksualną powinno znaleźć środki by wykształcić kilka tysięcy edukatorów seksualnych,których praca podlegała by ocenie w taki sam sposób jak praca nauczyciela fizyki czy chemii.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]