Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Wychowanie do szczęśliwego seksu

Katolik czyta „#sexedpl”, czyli czego Anja Rubik i Kościół mogą się od siebie nauczyć.

Reklama

Wychowanie do szczęśliwego seksu

Wychowanie do szczęśliwego seksu

05.11.2018
Czyta się kilka minut
Katolik czyta „#sexedpl”, czyli czego Anja Rubik i Kościół mogą się od siebie nauczyć.
Promocja podręcznika „#sexedpl”. Warszawa, 19 września 2018 r. ANDRZEJ HULIMKA / FORUM
N

Na jednej ze stron rysunek składający się z dwóch obrazków. Ksiądz z podniesionym palcem wskazującym mówi: „Pamiętajcie, najskuteczniejsza metoda antykoncepcji to wstrzemięźliwość”. Siedząca przed nim dziewczyna, odwracając się do chłopaka, komentuje: „Jasne, a najzdrowsza dieta to w ogóle nie jeść”. To jedyna aluzja do nauczania kościelnego w tej książce. Trzeba przyznać: delikatna i w zasadzie sympatyczna. Anja Rubik – spiritus movens projektu – nie dąży do konfrontacji z Kościołem, niewątpliwie chodzi jej o dobro nastolatków. To dążenie może być płaszczyzną do spotkania i wymiany argumentów.

Okazję do pierwszego komentarza stwarza już sam rysunek, bo teza, że wstrzemięźliwość jest najskuteczniejszą metodą antykoncepcji (oraz ochrony przed chorobami przenoszonymi drogą płciową), jest prawdziwa niezależnie od tego, kto ją wygłasza. Natomiast owa nastolatka z rysunku...

13041

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Szanowny Panie Arturze dlaczego Pan w swoim artykule całkowicie pominoł kwestie dotyczące seusualności zawarte w dokumencie koncowym Synodu Młodych? cyt" "często" kościelne nauczanie na temat moralności seksualnej "jest powodem niezrozumienia i zdystansowania się do Kościoła, ponieważ jest ono postrzegane jako obszar osądu i potępienia" oraz (par. 150) autorzy dokumentu końcowego piszą, że pojawiają się "pytania dotyczące ciała, uczuciowości i seksualności, które wymagają głębszego antropologicznego, teologicznego i duszpasterskiego opracowania, które z kolei powinny być przeprowadzone w możliwie najbardziej dogodny sposób na poziomie lokalnym i uniwersalnym Kościoła".Kolejny problem to co z młodzieżą która ma orietnację homoseksualną lub biseksualna ??? ani słowa w Pana artykule.Kolejna teza w której autro sam sobie zaprzecza to ze wszczemieżliwość seksualna nie szkodzi prawidłowemu funkcjonowaniu biopsychicznemu u wszystkich ludzi...a dalej w artykule Pan pisze cyt"To nauczanie nie bierze też pod uwagę kontekstu zdrowotnego – np. niektóre choroby po prostu wymagają ćwiczenia seksualnej aktywności (np. problem z opóźnionym wytryskiem czy przeciwdziałanie funkcjonalnej atrofii narządów w późnym wieku)" Więc jak to jest z tą wstrzemiezliwością ??? szkodzi czy nie ?? Kolejny bardzo ważny wątek na koniec -Czy każdy człowiek nie zależnie pod predyspozycji bio-psychicznych jest pretendowany do powstrzymywania się od jakiejkolwiek aktywności seksualnej do konca życia? ( ideał tradycyjnej nauki KK , brud ciała , ciało i zmysłowość jako kanał grzechu pierworodnego nauka o kuipsydencji bodajże ).Teraz przeczytajmy ostatnie raporty dotyczące pedofili w Niemczech i tam zawarte wnioski. Zjawisko występowało z prawie 5 krotną większą częstotliwością w przypadku celibatariuszy niż w przypadku osób żyjących w związkach.Druga sprawa przed którą moim zdaniem zmiazdrzy całe te argumenty o braku szkody dla zdrowia psychoseksualnego wymuszonej wszczemieślizości...patrz liczna zachowań homoseksualnych zastępczych pedofilnych.( to samo zjawisko dokładnie opisane w studiach seksualogicznych mamy w więżieniach męskich czy zakładać psychiatrycznych zamkiętych , gdzie silny popęd seksualny jest przekierowywany na zaspokananie na drodze homoseksualizmu czesto brutalnego ) Czy jeśli analizujemy szeroki zakres pedofili celibat nie ma żadnego zwiazku? jeśli ktoś tak twierdzi ocznacze że jedynie broni totalnie skompromitowanej ideologii subkultury celibatu która moim zdaniem jest częscią uwaga...Cywilizacji Śmierci.Nie da się z człowieka wymazać zaprogramowanych przez miliony lat mechanizmów, owszem mozna je tłumić na jakiś czas. Są jednośtki które ze względu na swoja skrukturę osobowości i cechy neurohormonalne przeżywają stan dożywotniej wstrzemieżliwości bez zaburzeń ale jest to droga dla nielicznych a nie dla każdego wskazana, jak pisał św.Tomasz z Akwinu "łaska buduje na naturze a nie na odwrót ze to nature się buduje na łasce" całkowite pomieszanie i brak całkowitego zaakceptowania postępu nauki na temat ludzkiej seksualnośći przez teologię KK powoduje obecny kryzys KK z pedofilią .Trzeba przyznać się jakoś ....nauka była błędna i spowodowała cierpienia setek tysięcy jeśli nie milionów osób na całym świecie.

Może od tej, że przyczyną nadużyć seksualnych jest jakaś "subkultura celibatu". W sieci łatwo znaleźć pełny tekst raportu amerykańskiego ministerstwa zdrowia (U.S. Department of Health & Human Services) "Child Maltreatment 2011". Z przedstawionych tam danych - wystarczy zajrzeć na stronę 69 - wynika, że przestępstw wobec dzieci dopuszczają się w ponad 80% rodzice. Jasne, że pedofilia to tylko 6,2% wszystkich opisanych w raporcie przestępczych czynów, ale i tak przekłada się to na 55000 przypadków. Jest to skala nieporównywalna z jakimikolwiek ujawnionymi czy nawet tylko możliwymi przestępstwami popełnianymi przez kler katolicki, który po prostu nie ma dostępu do tylu potencjalnych ofiar. A więc przytłaczająca większość pedofili to rodzice ofiar, czyli grupa z definicji nie hołdująca "subkulturze celibatu", a wprost przeciwnie - mająca wszelkie możliwości, by normalnej aktywności seksualnej oddawać się do woli. Jakoś przecież te dzieci spłodzili, nie? Dlaczego zatem dopuścili się przestępstwa (i pewnie nadal to robią, o ile nie siedzą)? Otóż od dawna w psychologii w ogóle, a kryminalistycznej w szczególności, panuje przekonanie, że pedofilia, jak i zresztą inne parafilie, nie jest wyborem lecz losem, wrodzonym uwarunkowaniem. Innymi słowy - "orientacją", podobnie jak pociąg do dojrzałych osobników odmiennej lub takiej samej płci, upodobanie do określonego typu urody, fetyszy, praktyk sado-maso itp. Z tym, że akurat ta orientacja z oczywistych względów nie może nigdy zostać zaakceptowana (próby wszakże były - podejmowane przez środowiska bynajmniej nie kościelne). O ile jednak skłonności pedofilskich nie da się wyleczyć, w ścisłym znaczeniu tego słowa, o tyle nie u każdej naznaczonej nimi osoby muszą one prowadzić do czynów, zwłaszcza zbrodniczych. Niestety, w lżejszych przypadkach pozostaje narzucona samemu sobie wstrzemięźliwość seksualna, a w cięższych... Cóż, chyba jednak "rozbrojenie kusiciela", tyle że farmakologiczne. Badanie przeprowadzone w 2015 roku przez brytyjską National Crime Agency wykazało, że 1 na 35 mężczyzn (tak, mężczyźni są bardziej "podatni") takie skłonności zdradza. W Wielkiej Brytanii daje to zastraszającą liczbę 750000 osób, realnie jednak przestępstw tych jest na szczęście o wiele mniej. I tym bardziej w UK nie ma powodu sądzić, by owymi sprawcami byli szczególnie księża katoliccy.

Na zarzut że nie ma żadnego związku między celibatem a zachowaniami przestępczymi znanymi potocznie pedofilią wyjaśnienie.Przytoczony raport z 2011 r(U.S. Department of Health & Human Services) "Child Maltreatment 2011". dotyczy ogólnych danych bez analizy motywów sprawców przestępstw.Należy rodzielić zajawiska pedofili preferencyjnej ( własciwej) od zachowań pedofilnych motywowanych zastępczo cyt" Jestem zaniepokojony, ponieważ nie rozróżnia się podstawowych kwestii: pedofilii i czynu pedofilnego - przyznał w rozmowie z Agatą Kowalską w audycji "Post Factum" dr Wiesław Czernikiewicz, seksuolog. I tłumaczył: - Pedofilia jest chorobą sfery seksualnej - zaburzeniem preferencji seksualnych. Jest perwersją. Natomiast znakomita większość czynów pedofilnych, czyli zachowań seksualnych osoby dorosłej w stosunku do dziecka, bo aż 70 proc., jest popełniana przez osoby, które wcale nie są pedofilami, tylko z różnych powodów w sposób zastępczy wykorzystują dziecko do zaspokojenia swojego popędu.(..)Jeżeli mówimy w tej chwili o zachowaniach pedofilnych wśród księży, to ta grupa nie różni się od grupy mężczyzn w innych zawodach - mówił gość TOK FM. - W tej grupie też zapewne jest tylko 30 proc. osób, których seksualność jest zaburzona. A cała reszta podejmuje tego typu zachowania, bo uważa np., że jest ono mniej niemoralne niż pełny kontakt seksualny z dojrzałą kobietą. Tacy, którzy mają orientację homoseksualną, ale ją wypierają i podejmują z chłopcami takie zachowania - mają przekonanie, że jak będą dotykać chłopca, to jest to seks niepełny, może mniej niemoralny. - W przypadku księży duże znaczenie ma, że jest to grupa zamknięta i dotyczy jej celibat - kontynuował dr Czernikiewicz. - Popęd seksualny jest naturalną cechą prawie każdego człowieka, z której nie można zrezygnować. Niektórzy muszą walczyć z popędem, dlatego popadają w obsesję i wtedy przestają kontrolować swoje zachowania - tłumaczył seksuolog w rozmowie z Agatą Kowalską.(..) całość artykułu tu dostępna http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,14718126,_Wiekszosci_czynow_pedofilnych_nie_popelniaja_pedofile__.html Kolejna sprawa to zarzut powszechności występowania pedofili w środowisku rodziny , proszę w takim razie przytoczyć częstotliwość zjawiska np.1000 000 osób ? , zgodnie z raportem 3677 małoletnich padło ofiarami wykorzystywania seksualnego przez 1670 katolickich duchownych w latach 1946-2014 – wynika z raportu przygotowanego na zlecenie Episkopatu RFN co daje o stanowi 4,4 proc. wszystkich księży służących w tym czasie w tym kraju !!! (a i tak dane są niepełne ponieważ utrudniano dostęp do wielu dokumentów )Autorzy dokumentu zarzucają niemieckiemu Kościołowi utrudnianie prowadzenia śledztwa w tej sprawie, przez odmawianie dostępu do katolickich instytucji, takich jak szkoły, czy domy dziecka.Pytanie do Alfath jaki odsetek populacji ogólnej meżczyzn świeckich stanowią pedofile ? albo nauczyciele w szkołach publicznych??? Autorzy niemieckiego 350-stronicowego raportu dochodzą między innymi do wniosku, że odsetek księży, którzy dopuścili się nadużyć (5 proc.) jest dużo wyższy niż w przypadku żonatych, stałych diakonów (1 proc.)

Bo jako praktyk ma doświadczenia raczej z kobietami, a nie księżmi. A propos, jak to było z tą jego terapią wibratorem? ;) Nieważne zresztą, skupmy się na tym, co mówi jako fachowy autorytet. Jeśli wśród księży dopuszczających się czynów pedofilskich, pedofili preferencyjnych "też zapewne jest tylko 30 proc." (jego słowa!), tak jak w całej populacji, to znaczy, że specyficzny dla tej grupy celibat NIE MA tu większego znaczenia. W przeciwnym razie byłoby ich procentowo znacznie mniej (a więcej pedofili "oportunistycznych"). To kwestia logiki, która obowiązuje niezależnie od danych, jakimi się posługujemy. Dlaczego doktor chwilę później jednak o tym wpływie mówi, tego już za pomocą analizy (za przeproszeniem) nie rozbierzesz. Ciekawą za to myśl rzucił w wywiadzie dla "Polityki" https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1629749,1,prof-wieslaw-czernikiewicz-o-tym-jak-leczyc-pedofilie.read. "Red.: Ze wszystkich statystyk wynika, że przypadków pedofilii jest coraz więcej. To prawda, czy też chodzi o większe społeczne wyczulenie na niepokojące sygnały? Dr Cz.: To niestety może być prawda – i problem całej Europy, a pewnie i całego Zachodu. A jednym z powodów jest właśnie wzrost zachowań zastępczych. [...] Z badań skandynawskich i zachodnioeuropejskich wynika, że ofiarą zachowań pedofilskich padło 25–30 proc. dziewcząt i około 10 proc. chłopców". To chyba ten wzrost musi być jakoś skorelowany ze wzrostem liczby księży katolickich, nieprawdaż? Szczególnie w krajach skandynawskich ;) Oczywiście jeśli uprzemy się, żeby powiązać oo zjawisko z celibatem. Niestety, i to nie jest kwestia danych, tylko elementarnych praw logiki.

nie jestem pewien czy oni tam już do reszty nie zwariowali i za molestowanie nie odbierają już nawet spojrzenia w dekolt? Podejrzewam, że gdybyśmy w Polsce uwzględnili te ich standardy to wyszłoby nam 99% dziewcząt i 98% chłopców. Pana przywołanie logiki w tym kontekście i tej argumentacji którą pan uskutecznia traktuję jako celowy sarkazm :))) (i to akurat nie jest krytyka, raczej pewne rozbawienie).

a homoseksualizm więzienny też zapewne jest wrodzony? Myślę, że jeszcze się taki nie urodził, który by meandry ludzkiej seksualności w pełni trafnie opisał. Seks i religia z założenia mają głęboko nonszalanckie podejście do logiki. Z tego prostego powodu myślę, że oba żywioły niezwykle trudno opisać z pozycji obserwatora. Natomiast uczestnictwo z założenia czyni człowieka "odpornym" na racjonalizm i logikę :))) Mnie jednak coś szczególnie intryguje w tej skądinąd ohydnej kwestii nadużyć ze strony osób duchownych. Gdzie był Duch Święty? Wygląda na to, że wcale nie dysponują żadną predestynacją (jako instytucja/środowisko) z Jego strony, skoro tego środowiska przed taką ohydą nie chroni. Fakt, że nieraz wręcz systemowo ich występki są tuszowane i ukrywane każe wręcz domniemywać, że jeśli jakaś predestynacja tam istnieje, to raczej inne źródło ma. Oczywiście możemy sobie odpuścić zagadnienie wpływu Ducha Świętego i uznać, że ot korporacja jak korporacja, im bardziej wpływowa tym bardziej zdeprawowana, ani lepsza, ani gorsza od innych. W takim układzie ten ich statystycznie "niewielki" udział w tych przestępstwach z punktu widzenia Cywilizacji nie ma większego znaczenia, ot tragedia jednostki, zwykła statystyka dla ogółu.

jeśli jest, to nie musi być przyczynowo-skutkowy. Być może wiąże się to z równolegle występującymi właściwościami psychiki i podświadomości. Sama koincydencja, jeśli jest, nie jest decydująca.

ale czy kościół daje się badać?... nie daje

Chodzi mi głównie o te przywołane w artykule statystyki z których wynika, że seks przed ślubem o 50% zwiększa ryzyko rozwodu. Kto nie współżyje przed ślubem? Kto? Głównie radykalni członkowie grup religijnych traktujący seks przed ślubem jako grzech zagrożony "mękami piekielnymi". Tak przypadkiem się składa, że te grupy na ogół tak samo pojmują rozwody. Zatem skoro ktoś tak panicznie się boi piekła, że przed ślubem nie dojdzie miedzy nimi do aktu seksualnego, to zapewne tak samo panicznie będzie unikał rozwodu. Zagryzie zęby, będzie cierpiał, ale to wszystko to nic, przynajmniej uniknie piekła, a co tam jakieś 30 lat męczarni? To wszystko nic wobec smoły piekielnej na wieczność. Ok, niech mają co chcą (przynajmniej w tym świecie). Tyle czy te 50% małżeństw to małżeństwa? Ktoś to analizował? To małżeństwa? Czy może małe "piekiełka" fundowane sobie wzajemnie prze ludzi, którzy są z sobą tylko ze względów nakazów religijno-społecznych?

Miałam dokładnie takie same przemyślenia czytając ten fragment artykułu. Znam 4 małżeństwa, które na 100% nie współżyły przed ślubem. W 3 przypadkach ich małżeństwo to wieczne pretensje, żale, brak chęci zrozumienia i częste "ciche dni". No ale religia, co ludzie powiedzą itp... Czwarte już zakończyło się rozwodem...

"Nie można żyć na próbę, nie można umierać na próbę, nie można kochać na próbę"

Żyjemy niezbyt długo, na dobrą sprawę każdego dnia coraz bardziej umierając (zużycie organizmu, itp, itd.), kochamy? cóż, rzecz dyskusyjna, czy mamy wpływ na to czy i kogo kochamy? (o uczuciach). Jest jeszcze miłość fizyczna, akt seksualny. Czy coś tu może być na próbę? Pewnie i może, ale po co? Lepiej się zaangażować, zrobić coś najlepiej jak się da. Tyle, że jak nie wyszło? To po co tkwić w projekcie totalnie nieudanym, nie dającym satysfakcji, nic nie wnoszącym? Po co? Szkoda czasu, szkoda życia.

Samej publikacji nie czytałem i nie mam zamiaru (starego psa nowych sztuczek nie nauczysz). Niemniej w radiu jak była mowa o tym, to usłyszałem jakiś cytat?, do dziewczyn, że niby "zawsze i w każdych okolicznościach mogą przerwać i powiedzieć nie", cóż seks to żywioł, ma pewne podobieństwo do ognia, jest to też sztuka, to coś jakby rzeźbienie w ogniu (tak przynajmniej z obserwacji mi się wydaje). Zatem, jeśli już się odpowiednio dużo ognia podpali, to wtedy zaprzestanie jest używając porównania, jakby spotkać wygłodzonego i spragnionego wędrowca na pustyni, pokazać mu butelkę wody, dać powąchać pachnącego chlebka, takiego z ogórkiem i smalczykiem, a potem spakować do plecaka i sobie pójść, hmmmm coś takiego byłoby zwykłym bestialstwem i torturą, no i zbyt bezpieczne też by nie było. Zatem nie wiem jak to jest tam napisane? ale moja życiowa rada jest taka, jak nie chcesz się sparzyć to z zapaloną zapałką przy rozlanej benzynie biegać nie należy ;p

Chłopiec nie może powiedzieć "nie" w każdej chwili? Jeśli Anja Rubik zakłada, że chłopcy są zawsze stroną aktywną, a dziewczyny mogą się tylko zgadzać albo nie zgadzać, to jest to straszna parafiańszczyzna. Światowa (bez cienia ironii!) kobieta, ale mentalnie jakby z Podkarpacia nigdy nie wyjechała ;)

1) Nie mam bladego pojęcia czy to była pani Rubik, czy jakaś interpretatorka jej dzieła (ot zasłyszane w radiu w trakcie jazdy samochodem), niemniej było to z gruntu fałszywe, stąd moja pewna reakcja. 2) Nieważne kto rozpala, a kto studzi, na dobrą sprawę jak rozbudzisz pan nadzieje kobiety, a potem nagle ni z gruszki ni z pietruszki powiesz "nie", oj człowieku, może tak od razu i nic się nie stanie, ale to tak jakbyś grzechotnika po grzechotce pstrykał palcem :)))

Szanownego Pana widac co rusz to dziewczyny nagabywały i molestowały - ja mam dokładnie "parafialne" doświadczenia, to ja zawsze byłem stroną bardziej aktywną - a było tego trochę, nie tylko na podkarpaciu, wystarczająco, by zauważyć regułę - Sz. P. może jak Belmondo przystojny, a może tylko superatrakcyjny dla samic zapach wydziela?

https://www.pudelek.pl/artykul/73918/rubik_nago_na_okladce_nowej_vivy/

Jeśli źle kobieta pisze, opisz i udowodnij co źle pisze. W jakim celu czepiasz się człowieku jej wyglądu?

powiedzieć "nie". Tak jak np. sprzedający jak i kupujący mieszkanie po miesiącu pertraktacji, zaciągnięciu kredytu, odmówieniu innych propozycji tuż przed wizytą u notariusza może powiedzieć nie. Albo narzeczona czy narzeczony na stopniach ołtarza może powiedzieć nie. Ma prawo.

Porównanie aktu seksualnego do transakcji handlowej jest doprawdy cudowne. Cóż w takim układzie fakt, zawsze można powiedzieć "nie", bo ustalona kasa się nie zgadza, brakuje iluś tam euro i z "riki tiki tak" nici. Niemniej jeśli się to traktuje nie jako handel, tylko relację międzyludzką, wtedy jednak wypada myśleć i czuć nie tylko swoim ego, ale i po części jak ten drugi. Czasem oczywiście wszystko się może zdarzyć, mylimy się, tkwimy w błędzie, i fakt może się zdarzyć, że do błędu przyznajemy się za 5 dwunasta, ale miejmy świadomość, że to dobre nie jest, że sami też tu ponosimy winę.

W każdym z tych przypadków lepiej myśleć wcześniej, bo mimo bycia w prawie, to sprawia się drugiej stronie co najmniej przykrość i nawet jak się jest pozbawionym empatii, trzeba się spodziewać nieprzyjemnych reakcji

„ uprawianie seksu nie jest do życia niezbędne” No pięknie, pewnie pewnie do życia potrzeba nam chleba i modlitwy. Seks potrzebny jest nam do przetrwania gatunku niestety, a więc jedzenie jest czynnością pozwalającą nam utrzymać sprawność fizyczną i płciową na takim poziomie by nasz gatunek nie wymarł. Setki książek i poradników napisano, jak wychowywać dzieci. Z tych, które przeczytałem, gdy moje pociechy były malutkie, dowiedziałem się, że ja sam wychowywany byłem w rodzinie patologicznej. Mało tego, w takich rodzinach wychowywała się większość moich rówieśników. Jednego czego się z tych książek dowiedziałem? Że dzieci trzeba traktować poważnie, że nie ogarnia ich amnezja gdy dorosną, że pamiętają co im robili rodzice. Ale to wiedziałem już z własnego doświadczenia i nijakich poradników nie było mi potrzeba. Podobnie jest z seksem i całą sferą pożycia intymnego. Ewolucja tak nas zaprogramowała, że dajemy radę bez wsparcia uczonych w temacie i ich poradników. Zresztą najmniej do tego celu nadają się celebry-ci. Rozumiem, że ich pożycie intymne wystawione na widok publiczny, to tylko taka poza, gra. Ale sam ten fakt dyskwalifikuje ich jako uświadamia-czy. Ja rozumiem, z roku na rok bardziej idiociejemy, ale żeby aż tak. Moją mamę uświadomił ksiądz w konfesjonale, po dwóch latach małżeństwa. Urodziła i wychowała pięcioro dzieci na porządnych ludzi - mam taką nadzieję. Mnie nikt nie uświadamiał i też dałem radę. Moim synom gdy dorastali i zaczęli imprezować samodzielnie, proponowałem kupno prezerwatyw, jeśli sami mają z tym problem. Problemu nie mieli, szkoda, może bym miał więcej wnuków. Tak mi się wydaje, że to nie młodzież ma problemy z rozpoznaniem zagrożeń i zdrową oceną własnych emocji, ale to my dorośli wmawiamy im niedorozwój. Zresztą to widać na każdym kroku, choćby obserwując babcie jak nadskakują wnukom - tylko nie upadnij, nie pobrudź się. „A czego Kościół może się nauczyć od projektu „#sexedpl”?„ Otóż Kościół nie może się nauczyć niczego, bo on się nie uczy, on naucza i poucza. Robi tak od zawsze, a gdy się ewidentnie okazuje, że błądzi, nabiera wody w usta, a po czasie manipuluje faktami tak, bay wyszło na jego - a nie mówiliśmy. Byłbym niezmiernie rad, gdyby tą tematyką zajmował się nieco mniej. Niestety nic na to nie wskazuje, celibat zakłóca normalne funkcjonowanie duchownych, że tak powiem, głodnemu chleb na myśli. Sami oficjalnie nie mogą, to i wiernym obrzydzają jak się da.

Buddyjscy, prawosławni mnisi - żyją w czystości. Czy też uważasz, że owi panowie normalnie nie funkcjonują, ponieważ żyją na seksualnym głodzie, który ich deprawuje?

mnisi niemal każdej religii żyją podobnie [tu jedna uwaga, w większości tradycji buddyjskich mnichem/mniszką można zostać na określony czas, niewymagana jest deklaracja nieodwołalności decyzji] ale kwestia celibatu to nie jest problem mnichów, z definicji żyjących w odosobnieniu, z minimalnym kontaktem i wpływem na otoczenie - to problem księży k a t o l i c k i c h, funkcjonujących na co dzień w społeczeństwie, wchodzących z nim w przeróżne interakcje - a także hierarchii tego póki co największego kościoła, która także będąc celibatem dotknięta i często nim upośledzona próbuje z większym czy mniejszym skutkiem regulować kwestie moralności, seksualności, życia małżeńskiego miliarda ludzi, wydawać w tych sprawach sądy, ferować wyroki +++ no i nie tylko "seksualny głód" jak piszesz ich deprawuje - przede wszystkim hipokryzja wynikająca ze ślubu życia w celibacie, głoszenia nauk moralnych gloryfikujących czystość i wstrzemięźliwość seksualną naprzeciw realiom własnego życia wbrew przykazaniom

a tam na pewno - i gdzie indziej prawdopodobnie też - mnisi pod względem swojej funkcji społecznej bliżsi są katolickim księżom niż zakonnikom, zwłaszcza klauzurowym. Odosobnienie i kontemplacja właściwe są "filozoficznemu" taoizmowi (bo ten religijny jest w pełnym tego słowa znaczeniu kościołem). Klasztory buddyjskie nawet te zakładane w górach, często na miejscu taoistycznych pustelni, same pustelniami nie były. Stawały się centrami duchowymi świeckiej społeczności, tętniącymi życiem przez cały rok dzięki niezliczonym świętom, pielgrzymkom, kultowi relikwii itp. Toteż okazji do interakcji z "owieczkami" mnisi mieli co niemiara i naturalnie część z nich korzystała z tego dla dogodzenia zgoła nieświętym żądzom. Działo się tak kiedyś i dzieje się teraz, na Wschodzie i Zachodzie, o czym zresztą niedawno pisano (i komentowano ;) w TP: https://www.tygodnikpowszechny.pl/byc-jak-budda-i-gwiazda-rocka-155903. To Sogjal Rinpocze i inni wymienieni w artykule jurni mnisi przynoszą wstyd swojej religii, a nie ich "upośledzeni celibatem" współwyznawcy, którzy ślubów czystości dotrzymują (czyli właśnie nie są hipokrytami). A jeśli Drukpa Kunlej, ów lama-gwałciciel, wciąż zażywa sławy "kulturowego bohatera", to raczej dlatego, że historycznym legendom po prostu wybacza się więcej.

Tak jak w chrześcijaństwie większość to katolicyzm, i jak grzechami katolicyzmu nie ma sensu obciążać chrześcijaństwa, w tym Mormonów i świadków Jehowy, tak i podobnie jest z buddyzmem [który nb. w Chinach ma historię i dzisiejszą postać szczególną]. Szanownego Pana uwagi potwierdzają jedynie obserwację, że pozbawiony [lub z utrudnioną] możliwości realizacji seksualnej kapłan to twór cudaczny, zdecydowanie nienaturalny, często zakłócający funkcjonowanie społeczności. To zresztą efekt uboczny każdej zinstytucjonalizowanej religii, każdego kościoła - tym większy, im większy i silniejszy kościół, w przypadku buddyzmu pozycja religii i jej nauczycieli. Tak czy inaczej dywagacje na temat seksualności mnichów nijak się jednak mają do tematu artykułu. +++ p.s. wiele ciekawych i wiarygodnych informacji także na temat wynaturzeń buddyzmu tybetańskiego znajdzie Sz. P. w książce T. Lairda "Opowieść o Tybecie. Rozmowy z Dalajlamą"

zacząłeś dużo gadać a nie w temacie pytania, które zadałem Oportuniście. Lecz ten typ, już tak ma. By się z tym pytaniem jakoś merytorycznie zmierzyć, należałoby Eddie, zacząć od starożytnej Grecji.Greckie boginie, Artemida, Atena, Westa, były dziewicami. Tak samo ich rzymskie odpowiedniczki. Westalki za stratę dziewictwa, karane były śmiercią. A może słyszałeś co o utrzymywaniu stosunków seksualnych pisał Platon? Poszukaj ciekawe, choć ja się osobiście z Platonem nie zgadzam. Mógłbym tak jeszcze pisać, lecz nie widzę potrzeby. Wniosek. Człowiek zupełnie dobrze może żyć, bez życia seksualnego a pisanie że celibat powoduje molestowanie seksualne, to zwykła, tandetna bzdura. Używając klasyka, ciemny lud wszystko kupi.Zresztą Alfat skutecznie się z tym rozprawił, lecz jego głos, to głos wołającego na puszczy.

Ateną, Artemidą, westalkami i Platonem tłumaczyć dewiacje powodowane celibatem katolickich księży, a taka jest kwintesencja postu do którego się Sz. P. odwołuje - ja nie wiem, i Pan zresztą też nie wie, jak wyglądało życie seksualne westalek albo Platona - za to mam pełną świadomość spustoszenia [także moralnego] jakie wśród katolickiego kleru wywołuje wymuszony na nim celibat - jedna z tez 'oportunisty' po mojemu brzmi, iż człowiek bez seksu to jak seks bez partnera/ki +++ pozdrawiam Sz. Pana i wszystkich celibatariuszy, z nostalgią wspominając te czasy, kiedy obleśnym plebanom ku ich widocznemu zadowoleniu spowiadałem się z onanizmu i z koleżankami zabaw w doktora

Drogi DRU według Ciebie seks jes beee, tyle że skąd się wziąłeś na tym świecie? Ach Ci niedobrzy rodzice, normalnie wstydzili by się.

ponieważ któryś raz z rzędu, wciskasz mi coś czego nie napisałem. Gdzie ja napisałem że seks jest be? Ja napisałem, że można żyć w czystości i normalnie funkcjonować. To oznacza fakt rezygnacji z życia seksualnego, które jest dobre, na rzecz innych, wyższych racji.Oczywiście dla mnie dobre życie seksualne nie oznacza rozwiązłości, czy też seksualnych zboczeń. I tyle.

I to nawet własnego tekstu? Jakie niby są te "racje wyższe"? No jakie? Jeśli seks jest związany z "racjami niższymi"(jeśli są racje wyższe to oczywistym jest, że inne "racje" są "niższe") to jest oczywistym, że seks jest dla Ciebie czymś "bee". No i stąd też ten Twój dopisek o "rozwiązłości", "zboczeniach". Co do Alfath to mu do pięt w przeintelektualizowaniu nie dorastam, jego teksty by wiedzieć o czym on pisze muszę przez godzinę z słownikami sprawdzać :ROTFL

słownikiem sprawdzać. Natomiast nie wiem czy to są racje wyższe czy niższe. Inaczej. Jeżeli jesteś chory i to poważnie na cukrzycę, to niestety musisz z paru rzeczy zrezygnować. Idziesz koło cukierni i patrzysz, taka, mała, piękna kremówka, obsypana, białym puchem pudru. Miam, miam.... W imię wyższych racji ( twojego zdrowia)rezygnujesz z jej spożycia. Czyli rezygnujesz z czegoś dobrego, na rzecz innego dobra. Chyba już jaśniej się nie da.Są oczywiście i racje niższe. Świadomy skutków, pożerasz, rzeczoną kremówkę a potem biegniesz do domu, by sobie zaaplikować insulinę. Ps. Ponieważ znam twoja niesamowitą skłonność do wiary w spiskową wersję dziejów, nie jest moim zamiarem porównywania seksu z cukrzycą. Chodzi mi tylko i wyłącznie o tzw. racje.

i z przyczyn zdrowotnych nie możesz czegoś jeść, to w tym czymś nie ma dla Ciebie niczego dobrego. To coś wtedy jest dla Ciebie złem, jeśli odczuwasz do tego czegoś pokusę jest to zło połączone z pułapką. Prościej się nie da. Zatem Twoje tłumaczenia "dobra" i "dobra wyższego" są pozbawione sensu.

Dlaczego o tym piszę? Bo to ważne. Jeżeli jestem chory i z przyczyn zdrowotnych, czegoś nie mogę jeść, to społecznie, jest dla mnie złe,ponieważ ogranicza mnie w tym co dobre przecież. Jednak dla mnie indywidualnie, fakt niejedzenia czegoś, jest dobrem, ponieważ nie pogarsza moich wyników. A ja, jako człowiek wolny, mogę to przyjąć lub odrzucić. Jeżeli przyjmuję, to dla mnie obiektywne dobro, jeżeli ulegam pokusie i odrzucam, to dla mnie obiektywne zło.

Interes społeczny to interes związany z zbiorowością, a nie jednostką, a wolność jest terminem głęboko subiektywnym. Tak czy siak trudno zrozumieć co chciałeś napisać? i z czym niby się nie zgadzasz? Na serio? To, że mam się opychać ciastkami to interes społeczny?

ja w czystości żyję całe życie i rzeczywiście funkcjonuję w miarę normalnie - ale bez przesady z tą czystością, prysznic góra raz dziennie

napiszesz. Szkoda, że tylko czasem, lecz to insza inszość. Branie często pryszniców, powoduje zabijanie flory bakteryjnej naszego ciała. Raz a dobrze.

Alfath z niczym się skutecznie nie rozprawił, ot ulżył swojej przeintelektualizowanej naturze, dobrze się zabawił i tyle. Celibat jeśli jest wymuszony zawodowo/społecznie/inaczej, może, i na ogół doprowadza, do patologi (przynajmniej do jakiejś formy nerwicy), natomiast jeśli jest dobrowolnym i świadomym wyborem to wtedy raczej jest skutkiem tego, że dana osoba znalazła inne formy realizacji swojej natury seksualnej, na ogół dla pozostałych nieszkodliwe. Ot w uproszczeniu tak bym to ujął, tu nie ma z czym się rozprawiać, bo wszystko zależy od sytuacji i uogólnienia bywają zwodnicze. Natomiast co do samych księży, koncepcja jest taka, że ich celibat jest dla wielu z nich nie tyle dobrowolnym wyborem ile raczej zawodowym wymogiem, i ta grupa przymuszona do celibatu względami zawodowymi jest potencjalnym źródłem zagrożenia. Jak liczna i wpływowa jest to grupa? Trudno ocenić.

Co zresztą wiedzie z powrotem od celibatu i wszelkich wątków pobocznych do edukacji seksualnej. Kiedyś w podróży kartkowałem sobie powieść niejakiego Paulo Coelho "Jedenaście minut" (tak jest, zrobiłem to i wcale się tego nie wstydzę, bowiem nic co ludzkie nie jest mi obce ;), gdzie natrafiłem na "erudycyjny" fragment: coś w rodzaju wykładu z historii sakralnej prostytucji, udzielonego przez jedną z postaci głównej bohaterce - prostytutce o imieniu Maria. Moją uwagę przykuł passus poświęcony westalkom. Według Ralfa, czy też (jak podejrzewam) samego autora, w ramach świątynnych obowiązków miały się one zajmować m.in. edukacją seksualną rzymskich młodzieńców i to bynajmniej nie czysto teoretyczną. Kultu Westy nigdy dogłębnie nie studiowałem, ale najsławniejsza z jej kapłanek, Rea Sylwia - zwłaszcza jej smutny los po utracie dziewictwa i zajściu w ciążę, z której narodzili się Romulus i Remus - tak często pojawia się w sztuce od czasów starożytnych do całkiem nam bliskich, że trudno nie wiedzieć o przynajmniej kilku podstawowych sprawach z tym związanych. Na przykład o ślubach bezwzględnej czystości i celibacie obwarowanym straszliwymi sankcjami za jego złamanie. Gdzie tu miejsce na jakieś figo-fago i bunga-bunga przy świętym ogniu? Zaintrygowany osobliwym konceptem Brazylijczyka, po powrocie udałem się w kolejną wędrówkę, tym razem wirtualną, która doprowadziła mnie do krążącego po Sieci artykułu z Wikipedii pt. "Sacred prostitution" w wersji wówczas już usuniętej z głównej krynicy wiedzy naszych czasów i zastąpionej czymś zupełnie nowym - może bardziej sensownym, ale pozbawionym surrealistycznego uroku tamtego wytworu czyjejś rozbuchanej fantazji. Jakże żałuję, że po latach również pałętające się po Internecie kopie poznikały albo nie umiem ich teraz naprędce znaleźć. Tak mi teraz przyszło do głowy, że misyjny zapał w związku z czymś tak pozornie pragmatycznym jak edukacja seksualna może być w jakim stopniu motywowany... hm, nie wiem, jak to powiedzieć, żeby nikt nie poczuł się urażony... fantazjami bijącymi z mrocznego źródła podświadomości? Niewypowiedzianymi przed nikim pragnieniami? Kompensacją? Nie mam pojęcia. Przejrzałem na stronie sexed.pl kilka wypowiedzi różnych osób o tym edukacyjnym programie i chyba żadna z nich nie mówi po prostu: seks jest fajny i fajnie, żeby wszyscy o tym wiedzieli, a raczej wszyscy odnoszą się bardziej lub mniej wprost do przebytych traum. Może trzeba być nieszczęśliwym, żeby tak usilnie gonić za szczęściem? Z tą myślą, godną mistrza Coelho, pozostawiam szanownego Autora i współkomentujących. Dobranoc państwu.

Nie sądzę aby głód kogokolwiek deprawował. Mam na myśli każdy głód, oczywiście naturalnym odruchem jest jego zaspakajanie. Głód doprowadza nasz organizm do dyskomfortu fizycznego i psychicznego, oddziałuje na funkcjonowanie naszego mózgu, a ten z natury jest powolny naszym zachciankom. Zresztą nie tylko głód nami manipuluje, ponoć w brzuchu posiadamy podobną ilość komórek nerwowych co w głowie, działają one często niezależnie od naszego mózgu, choć poniekąd z nim współpracują. Nasz organizm zamieszkuję ponoć 40% jego masy, organizmy o zupełnie obcym nam DNA, one też nami manipulują. Jednak gdy coś robimy, będąc przy zdrowych zmysłach, świadomie czy pod wpływem, zawsze odpowiadamy za to sami. Jeśli wydaje się Tobie, że mnisi, pustelnicy żyjący w ascezie funkcjonują normalnie, zakładając, że norma to zachowania przypisane większości populacji, to powiem z przekonaniem, nie oni normalnie się nie zachowują, a ich sposób na życie jest bądź co bądź dewiacją. Bardzo lubię oglądać filmiki o mnichach w Tybecie, nie te dokumenty puszczane w telewizji. Jest dużo blogerów wędrujących po świecie, pokazujących go takim jakim go widzą, bez cenzury. Otóż tam każda rodzina musi utrzymać takiego jednego, czasem dwóch mnichów darmozjadów, a im się tam nie przelewa, zaś ich dzieci musowo tylko edukację pobierają w klasztorach, nie uczą się tam niczego przydatnego w życiu. Gdyby nie Chiny psy dupami by tam jeszcze szczekały. Czy na prawdę Tybetańczycy umiłowali sobie życie w takim ubóstwie? Zobacz a Dalajlama gwiazdorzy jeżdżąc po świecie, ach jak go podziwiamy, wybierzmy sobie też, takiego mnicha na prezydenta, będziem sobie dążyć do nirwany, bo i po co nam ten cały cyrk. A prawosławni mnisi? Nie mam pojęcia w czym są lepsi od innych, każdy ma swojego hopla i chciałby być za to podziwiany. Oglądałem reportaż o sikhach indyjskich ascetach, któryś z nich od 25 lat trzyma prawą rękę w górze, dziś jest już martwa i bezużyteczna, on z tego żyje, bo normalni ludzie go karmią, ale czy on jest normalny? W pewnym sensie tak, bo znalazł sobie sposób na zapewnienie sobie egzystencji, ale nie jest dobrym przykładem do powielania, rece są nam potrzebne do pracy na chleb, dla siebie dla rodziny, aby wychować dzieci na porządnych ludzi. Mnisi się tym nie przejmują, zupełnie nie mam pojęcia na czym polega to ich samodoskonalenie się. A jak się tak już całkiem udoskonalą, to jaka korzyść z tego dla niego, czy dla mnie. Bo i jaka korzyść dla księdza z celibatu. Biskup jako zwierzchnik na pracownika nieuwikłanego w życie rodzinne, ale ten szary księżulo nie ma się nawet komu pożalić gdy doła złapie. I jeszcze jedno, seks nie czyni mnie brudnym, nie mam z tym problemu, cnoty też nie odnajduje w błonie dziewiczej, to tylko kawałek tkanki.

naturalnej chęci pożycia seksualnego człowieka, ze względu na miłość do Boga. A mówił o tym nawet Jezus Chrystus i jest to zapisane w Biblii. Rozumiem że to odrzucasz, masz takie prawo. Dobrze mówisz, że biskup ma pracownika nieuwikłanego w życie rodzinne, ale biskup też nie jest uwikłany....... Czyli nie nakłada ciężarów, których sam nie dźwiga. Co do samotności księży (w tym biskupów) masz rację, zresztą sami o tej swojej samotności piszą, czasem w pięknych, poetyckich strofach. Napisałeś na końcu, że seks nie czyni cię brudnym i nie masz z nim problemu. Tylko jak to należy rozumieć, bo tu jest cały szkopuł.Wariant 1.Jesteś żonaty albo w stałym związku i wspólnie macie, udane życie seksualne? W wyniku tego,( + inne racje) jesteś wierny swojej żonie, partnerce i absolutnie ci nie w głowie, tzw. skoki w bok. Wariant 2 - kochasz swoją żonę, partnerkę, ale przy każdej sposobności, kosisz, co ci przychodzi na strzał. Nie ciekawość mną powoduje. Jeżeli prawdziwym jest wariant 1 - to znaczy że potrafisz opanować swoją naturalną dla każdego mężczyzny, skłonność do seksualnego współżycia z kobietą w imię swojej miłości, do twojej kobiety. Wtedy powinieneś zrozumieć, że są ludzie, którzy w imię miłości do Boga, rezygnują ze zdradzania Go z innymi ludźmi i są ludźmi szczęśliwymi. Jeżeli natomiast twoja opcją jest wariant 2 - to nigdy tego nie zrozumiesz, nie ma takiej możliwości.

A ja liczę, że Autor artykułu zasugeruje książkę dla nastolatków która łączyłaby pozytywne podejście do seksu (obecne w sexed.pl) z przekazem wartości które z seksem powinny się łączyć (czego z sexed.pl faktycznie nie ma). Rozpaczliwie szukam takiej pozycji, ale jej niestety jeszcze nie znalazłam - z jednej strony jest pozytywne, przyjazne w formie ale pokazujące seks jak sport sexed.pl, z drugiej kościelne książki w których straszy się masturbacją i pisze się o seksie w sposób tak uwznioślająco-napuszony, że nawet dorosłą osobę to odpycha a co dopiero nastolatka. Może Pan by napisał taką książkę?

Ja tam lubie poczytac co maja do powiedzenia na temat seksu panowie w celibacie ... taka "teologia ciala" :). A co z "Kamasutra" - milosc dla zaawansowanych katolikow ?

To nie jest dobry tekst. Zestawione są ze sobą dwie, nieprzystające do siebie części. Dzięki czemu mógł zostać wyeksponowany punkt widzenia Autora.

...od wiedzy, jak się zabezpieczyć podczas stosunku? Sama wykorzystałam teorię Pitagorasa poza szkołą może raz. A seks uprawiałam wiele razy. I na początku byłam do tego kompletnie nieprzygotowana - mówi Anja Rubik". I dlaczego rozmnażanie pantofelka albo ameby jest ważniejsze od rozmnażania nas samych, to mówię ja. +++ To jest, proszę Państwa, sedno sprawy. Odpowiadam od razu: bo pomijanie w edukacji tematów związanych z seksualnością jest przejawem obłudy, kołtunerii, obskuranctwa - nie tylko nauczycieli, zwłaszcza twórców programów nauczania, nie tylko kleru i hierarchów, co na te programy w zakresie o którym mowa chcą mieć najwięcej do powiedzenia - także w końcu nas wszystkich, w atmosferze tej obłudy i obskuranctwa wychowywanych.

"teorię" Pitagorasa (kto uważał na matematyce, wie, czemu użyłem cudzysłowu), tego nawet się nie domyślam. Mogę za to odpowiedzieć na jej pytanie. Otóż jeśli dzisiejsza piątoklasistka marzy o zostaniu architektem, inżynierem itp., to owo twierdzenie opanować musi, a także wiele innych, jeszcze trudniejszych i jeszcze rzadziej w życiu seksualnym stosowanych. Niewykluczone, że w jakichś innych zawodach bardziej przydaje się dogłębna wiedza o lubrykantach, ale program szkolny nie jest z (nomen omen) gumy. Czytać, pisać, liczyć i prowadzić pojazdy mechaniczne - tak prof. Stelmachowski, minister edukacji w rządzie Jana Olszewskiego, sformułował zakres wiedzy absolutnie podstawowej, która winna być obowiązkowa jak szczepienia. Cała reszta to w pewnym sensie wiedza zbyteczna - dla wszystkich, z wyjątkiem tych, którym jest ona niezbędna ;) - albo taka, którą można pozostawić samokształceniu, doświadczeniu życiowemu, edukacji pozaszkolnej, wychowaniu domowemu itp. Dziwi mnie, że Anja Rubik uwzięła się akurat na Pitagorasa. Wszak powracającym motywem w dyskusjach o nauczaniu religii w szkole jest argument, że można by ten czas z większym pożytkiem przeznaczyć właśnie na matematykę. Zresztą o Pitagorasie mogłaby się dowiedzieć nawet przyszła redaktorka mody w Vogue Polska. Był on mianowicie i w tej dziedzinie nowatorem nosząc spodnie, czego Grecy normalnie nie robili. Czytelniczki uwielbiają takie intelektualne smaczki w artykułach o najnowszych trendach. A gdyby Anja wiedziała, jakie książki wydaje (a więc rekomenduje) Karl Lagerfeld w swojej oficynie L.S.D., to buzia by jej się zamknęła z osłupienia.

nijak nie tłumaczy, dlaczego w szkołach polskich nie uczy się i nie rozmawia o seksie i seksualności +++ p.s. Pitagorasa to raczej Sz. P. się uczepił, dla mnie jest to oczywisty symbol ogromu wiedzy absolutnie bzdurnej i niepotrzebnej, którą się młodym ludziom na siłę do głów wtłacza - tym bardziej bzdurnej, kiedy każdy uczeń w kieszeni nosi zasób informacji po milionkroć potężniejszy niż ten z aleksandryjskiej biblioteki czy Encyclopedia Britannica

a nie o twierdzeniu Pitagorasa. Jestem naprawdę zaskoczony, że za "oczywisty symbol ogromu wiedzy absolutnie bzdurnej i niepotrzebnej" uznaje je ktoś, kto na tym forum wciąż każe coś czytać i dokształcać się - już to z jakichś teorii kosmologicznych, już to z buddyzmu... A co ja w kosmos polecę albo dalajlamą zostanę? Jasne, że natychmiastowa dostępność informacji z Wikipedii i innych internetowych źródeł jest nieocenionym skarbem, ale prawdziwe przetwarzanie tych danych odbywa się dopiero w głowie i tu szkolna wiedza ogólna - w tym wiedza o tym, gdzie szukać wiedzy szczegółowej, jak nią operować, na co uważać, żeby nie było wpadki (pun not intended!) - bardzo się przydaje. Dowodu dostarcza sama Anja Rubik, która musi coś źle pokombinowała z tym trójkątem (pitagorejskim, ma się rozumieć), skoro się zraziła i na tym jednorazowym doświadczeniu poprzestała. I znów potwierdza to moje przeczucie, że najbardziej edukować chcą nas i nasze dzieci ludzie, którzy sami mają z daną dziedziną problemy. Na przykład Anja skarży się, że na początku była do uprawiania seksu kompletnie nieprzygotowana, czyli, jak rozumiem, ma złe wspomnienia z inicjacji. Medice, cura te ipsum, a potem bierz się do uzdrawiania innych.

Pan Szanowny pewnie wyedukowany, może nawet lepiej niż Anja Rubik - ale to widać nie pomogło w przetwarzaniu danych - sugestia o złych wspomnieniach z inicjacji rozumiem, że miała być uszczypliwością wobec AR, jednak nijak się ma do jej nieprzygotowania do seksu - powiem więcej, ja też byłem nieprzygotowany, a wspominam bardzo dobrze - różnie wychodzi, niestety często efektem nieprzygotowania są zbyt wczesne ciąże itepe +++ to po pierwsze - a po drugie, bałamutne są twierdzenia, że polska szkoła uczy jak korzystać z wiedzy, gdzie jej szukać itede - takich szkół w zasadzie w Polsce nie ma, system edukacji oparty na XIX-wiecznych pruskich wzorcach obowiązuje po dziś dzień, uczniowie kują na pamięć tony bzdetów, studiują lekturową makulaturę, tymczasem świat współczesny odlatuje w kosmos - mnie jeszcze w latach '70-tych [ludzie już po Księżycu spacerowali, w nowej fabryce Fiata w Bielsku obrabiarki sterowane numerycznie odwalały robotę za stu ślusarzy w godzinę] na warsztatach najlepszego technikum w mieście przez rok niemal cały uczono, jak przy pomocy wyłącznie pilnika, imadła i wiertarki ze stalowego klocka zrobić młotek - i kiedy po latach się przyglądałem swoim dzieciom, nie tak dawno w wieku gimnazjalnym i licealnym, przekonałem się, że szkoły nie zmieniły się ani o jotę na lepsze - ba, świat przyspieszył, a one nawet jakby zwolniły zajęte wdrażaniem coraz to nowych pseudoreform i skoncentrowane na nucie religijno-patriotycznej - tak, nauka o seksie z a m i a s t religii - to by miało sens +++ to są fantasmagorie Pańskie wyłącznie, że szkoła uczy myśleć - szkoła myślenie i kreatywność zabija, od pierwszej klasy podstawówki - i jak dawniej było uzasadnione uczenie się wielu rzeczy naizust', tak dziś jest to swego rodzaju zbrodnia dokonywana na naszych dzieciach w imieniu prawa - swe najlepsze lata, z największym zasobem energii i potencjałem do nauki dzieci i młodzież marnują siedząc przymusowo kilkanaście lat w beznadziejnych szkołach, na łasce i niełasce dawno temu już w procesie selekcji negatywnej wyprofilowanych nauczycieli, a co gorsza teraz także pod przemożnym wpływem kleru, politycznych indoktrynerów i przepisywaczy historii +++ na koniec bardzo proszę nie podnosić argumentów o rzekomo wyjątkowo dobrych wynikach testów polskich szkół, o ich rzeczywistym poziomie świadczą na koniec rankingi wyższych uczelni i poziom nauki, osiągnięcia techniki czy medycyny - tu możemy jedynie pomarzyć o sukcesach, ewentualnie na okrągło masturbować się doniesieniami o polskim grafenie czy silniku na wodę +++ p.s. ja do czytania tego czy owego zachęcam, kto zainteresowany i zechce skorzysta - edukacja do poziomu szkoły średniej w Polsce jest o b o w i ą z k o w a - może Pan nie czuje różnicy i dlatego próbuje sobie dworować - uważam, iż jedną z przyczyn bezwładu i olbrzymiego zapóźnienia szkół w stosunku do potrzeb współczesnego świata jest właśnie obowiązek nauki - to daje szkołom regularne dostawy świeżego mięsa i zapewnia byt nauczycielom, efekty w połączeniu z ministerialną misją polityczną i biskupią pazernością są gorzej niż mizerne - szkoły przygotowują tak naprawdę materiał ludzki na potrzeby świata sprzed paru dekad, zamiast na parę dekad naprzód, i ta luka między realiami a oczekiwaniami/potrzebami niestety się powiększa

Smutne, że nastrajającymi aż tak pesymistycznie. Skoro jednak mówimy o logice w przetwarzaniu danych... Jeśli Anja Rubik stwierdza, że sama była do seksu nieprzygotowana, i W ZWIĄZKU Z TYM chce przygotowywać innych, to znaczy, że nieprzygotowanie uważa za handicap. Czyli ma złe WŁASNE doświadczenia. Jak widać, niekoniecznie uniwersalne, bo niektórzy wolą zaczynać bez fachowego przygotowania ("ja też byłem nieprzygotowany, a wspominam bardzo dobrze"). Btw, oglądałem kiedyś dokumentalny film o Michalinie Wisłockiej, z którego wynikało, że bohaterka była osobą seksualnie dosyć skrępowaną i w sumie nieszczęśliwą, aż raz na wczasach w jakimś Ciechocinku poznała mężczyznę, z którym, jak to mówią, uleciała do nieba. Po czym on zniknął z jej życia, ale te dwa czy trzy tygodnie wystarczyły na kilka książek, które zapewniły jej sławę.Jeśli zatem chodzi o jej własne życie intymne, była osobą raczej niespełnioną poza tamtym króciutkim epizodem. Chociaż... w biografii pióra Violetty Ozminkowski (znów te cudacznie zapisywane imiona ;) jest ponoć o długoletnim niepitagorejskim trójkącie, złożonym z Michaliny, jej męża i przyjaciółki. A więc jednak seksualność raz rozbudzona i poparta fachową wiedzą prowadzi do bogatego i szczęśliwego życia płciowego? Nic właśnie! Pełna temperamentu przyjaciółka była jej potrzebna, żeby ją samą uwolnić zarazem od seksu i poczucia winy wobec męża. Jak w starym kawale o profesorze, który musi mieć żonę i kochankę, bo kiedy każda myśli, że jest u tej drugiej, to on - hyc! do biblioteki. I żeby było jasne: ani mi w głowie potępiać czy wyśmiewać ten osobliwy "celibat" PRL-owskiej "pani od seksu". To było jej życie i jej najbliższych, i widocznie wszystkim z tym było dobrze. Czego wszystkim - każdemu według potrzeb - należy życzyć.

Strony

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]