Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wybierz dobrze

Wybierz dobrze

03.12.2018
Czyta się kilka minut
Prof. LIDIA GRZESIUK, psychoterapeutka: Kiedy przychodzi do mnie pacjent, nie znam jego życia. To on, opowiadając, nadaje mu pierwszy sens. Dopiero podczas terapii ujawniają się wcześniej ukryte, nieświadome problemy.
BARBARA NIEWIADOMSKA
A

ANNA GOC, MARCIN ŻYŁA: Kiedy jest czas na psychoterapię?

LIDIA GRZESIUK: Odpowiem na to pytanie, ale chciałabym zacząć od tego, czym jest psychoterapia.

Prosimy.

Psychoterapia to, po pierwsze, metoda leczenia, w której stosuje się oddziaływania o charakterze psychologicznym. Po drugie, psychoterapeuta stosuje zaprogramowane oddziaływania w sposób intencjonalny. Po trzecie, w psychoterapii – a zwłaszcza w psychoanalizie – zwraca się uwagę na relację między pacjentem a terapeutą.

Czyli wykorzystuje się ją.

Tak. Przykładem takiego wykorzystania jest zjawisko przeniesienia. Polega ono na tym, że pacjent, nie zdając sobie z tego sprawy, rzutuje na psychoterapeutę swoje doświadczenia z przeszłości. Wraca do tego, co się wydarzyło. Dzięki temu wspólnie z terapeutą może sprawdzić, jak tamte wydarzenia wpłynęły na jego obecne...

18034

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czytając ten wywiad z psychoterapeutą aż prosi się zauważyć kilka rzeczy w wypowiedziach odnośnie psychoterapii. Po pierwsze jednak, wrzucając do Google nazwisko psychoterapeutki dowiadujemy się z Wikipedii, że jest z wykształcenia psychologiem i pracownikiem naukowym - brak informacji o wykształceniu psychoterapeutycznym - lub tych informacji nie widać. W dalszych wynikach Google o psychoterapii tyle wzmianki, że Pani teoretycznie i akademicko ją analizuje w swoich publikacjach naukowych. Na pytanie Autorow, bardzo zasadne czy klient/pacjent, który z założenia może być w złym stanie emocjonalnym, może racjonalnie i szczerze ocenić co on chce osiągnąć w terapii - co słyszymy od psychoterapeutki? Że to " kwestia nie szczerości, a świadomości i że odpowiedź może pojawić się później " A nie o szczerość chodzi lecz o zupełne pominięcie kwestii nierówności stanu i roli stron w relacji terapeutycznej w takiej odpowiedzi. Pytam - GDZIE TU RACJONALNA OCENA STANU PACJENTA NA WSTĘPIE? Pod kątem nie szczerości - cokolwiek to znaczy, a diagnostyki problemu? Przyjmiesz, specjalisto psychoterapeuto, równie dobrze osoba z psychozą, która nie rozróżnia rzeczywistości jak i nerwicowca, który ma delikatny problemik i stawiasz na równi - ich świadomość? Podkreślam, że na wstępie. A pośrodku są jeszcze zaburzenia osobowości. Co w ostatnim wypadku? Poczekasz, psychoterapeuto, 5 albo 105 sesji (oczywiście za ponad 100 zl każda ) az pacjent z takim zaburzeniem "dojdzie do świadomości i szczerości " ? Świetnie - jak się uda. A jeśli sie nie uda to co? Jesli zamiast tego, pogorszy mu się? Potem powiesz, psychoterapeuto, że nie widziałeś albo nic z tym nie masz wspólnego? Pomijanie diagnostyki - i to wystandaryzowanym narzędziem - a tak po ludzku w ogole zero refleksji na pytanie o racjonalność pacjenta pod kątem faktycznej oceny dość niepokoi w kontekście świadomości terapeuty i poczucia odpowiedzialnosci za stan pacjenta. W druga stronę - jak "coś nie wyjdzie" i przypadkiem nie da się tego uciszyć, potem terapeuta będzie płakał, że przykladowo - przyjął na terapię "osobowość antyspoleczna" i nie jego wina, że pacjent złośliwie prowadzić terapii nie dawał (latami całymi oczywiście " nie dawał " za to dawał grube tysiące, tylko wcześniej nikt o tym pierwsztym rzekomym nie dawaniu nie wiedział, a poszkodowany w ten sposob niejeden zapewne psychoterapeuta "bał się" - całą pewnością- mówić) Jak tu niżej czytamy w komentarzu u Tomasz Witkowski ? https://tomwitkow.wordpress.com/2018/10/29/prosba-do-naukowego-towarzystwa-psychoterapii-psychodynamicznej/ Ten sam wątek cukierkowego opisu psychoterapii pojawia się dalej, w szczególności w opisach osób, które boją się przechodzić przez ulicę, zemdlec i cały szereg temu podobnych. Halo, tu ziemia - opisujemy nerwice i lęki. Czy to jedyny klient psychoterapii? Jeśli tak, to powiedzmy wprost, że przyjmujemy tylko tych grzecznych, ładnie trzymających się ramek pacjentów - z problemami natury nerwicowej - bez przerysowywania, że pacjentów z np. afazja nie przyjmujemy - to oczywiste. Po co wiec wypowiedź sięgająca do afazji? Pomiędzy nerwica, a afazja jest dużo i na tym pilnujmy - by sie nie wyłożyć, a nie pomijamy to? TERAPEUTO CHYBA POWINIENEŚ BYĆ PROFESJONALNIE PRZYGOTOWANY DO POMOCY RÓŻNYM PACJENTOM, NIE TYLKO TYM GRZECZNYM ALE I ZABURZONYM, NIEGRZECZNYM? A jeśli nie, to bynajmniej mieć narzędzia by na wstępie rozróżnić jednego od drugiego i temu drugiemu podziękować w ramach świadomości własnej juz NA WSTĘPIE - bo nawet ten trudny pacjent zależy od Ciebie. Co prawda, dalej czytamy o pewnej heroicznej próbie szarpania się z pacjentką , ona zaś miała pluć i grozić psychoterapeucie, który przyjął to " na klatę " (oprócz tego, że szarpano się z nią, wciągając w to inne osoby) Ależ Szanowni Panstwo psychoterapia stoi na stanowisku przecież, wyrażonym już medialnie zresztą, że pacjent tak sie zachowujacy łamałby prawo karne i staje się podsadnym? To zdecydujemy się ? Dalej czytamy, że jeśli pacjentowi się nie poprawia lub poprawia na chwile.. hm, co wtedy ma zrobić psychoterapeuta, czy się poddać? I co odpowiada nasz psychoterapeuta - podaje przykład pacjenta zgłaszającego poprawę " na chwile", która miała trwac 10 lat. Od razu zakładamy, że pacjent nie wie co mówi, poprawa jest długotrwała tylko on tego nie zauważa, a nawet jeśli coś nie idzie to zapraszamy dalej na terapię. A przy okazji ładnie omijamy temat tych popraw, które trwały 10 minut. Albo zgoła ani minuty. A pacjent siedzial w terapii lat 5. Czy to jakiś żart? Zastanawia też kwestia opisywanego pacjenta z objawami psychotycznymi. Terapia dalej trwa? A po co, skoro jakościowe i ilościowe zaburzenia świadomości są podstawą do przerwania oddziaływań psychoterapeutycznych? Tutaj nic Pani psychoterapeutka nie mówi oprócz dobrotliwego namawiania do pójścia do lekarza - i tak ma trwać 100 sesji po 100-130 zł z których pacjent nic nie wyniesie?Mocno niepokojący obraz psychoterapii.. Wybierz dobrze.

zauważyć kilka rzeczy. Po pierwsze, czego brakuje prof. Grzesiuk (habilitacja w 1978), kierowniczce zakładu psychoterapii w państwowym uniwersytecie, redaktor naukową akademickiego podręcznika psychoterapii i - jak można wnosić z wywiadu - praktykującej psychoterapeutce - żeby uznać jej kwalifikacje za wystarczające? Brak "wykształcenia psychoterapeutycznego"? A co to takiego? Żadna uczelnia nie oferuje takiego kierunku, przynajmniej w Polsce. Nie ma w tej dziedzinie żadnych certyfikatów wydawanych przez jakieś ministerstwo, czy chociażby tylko oficjalnie "delegowaną" do tego instytucję. Nie ma nawet prawnej definicji tego zawodu, który najkrócej można określić jako praktykę metodycznej psychomanipulacji osobami z szeroko rozumianymi problemami psychicznymi za wiedzą i zgodą tych osób. Oraz przeważnie za ich pieniądze, naturalnie. Ten sam schemat definicji stosuje się też do medytacji transcendentalnej albo masażu bańką tybetańską. Zaglądam na stronę Polskiej Federacji Psychoterapii (Organizational Member of the EAP, jak dumnie dodają), szukając odpowiedzi na proste pytanie: kto jest psychoterapeutą. I cóż my tu widzimy, proszę wirtualnej wycieczki? PFP zaleca - tylko to, bo nikomu nie może niczego zabronić - korzystanie z usług psychoterapeutów z 19 stowarzyszeń zrzeszonych w Polskiej Federacji Psychoterapii i Polskiej Radzie Psychoterapii, posiadających certyfikaty psychoterapeuty lub (uwaga!) będących w szkoleniu certyfikacyjnym. Odpowiada też enumeratywnie na pytanie, kto psychoterapeutą nie jest - m.in. lekarz psychiatra, profesor nauk medycznych, profesor psychologii (no to mamy was, Grzesiuk! tego się nie wyprzecie!) itd. Według definicji PFP, "psychoterapeuta to wolny, niezależny zawód. Kształcenie w zawodzie psychoterapeuty wymaga najpierw ukończenia studiów uniwersyteckich, zwykle humanistycznych lub społecznych (gdzie indziej piszą, że medyczne też mogą być, tylko chyba nie z psychiatrii i trzeba uważać, żeby nie dorobić się profesury - przyp.mój). Potem przechodzi 4-7 letnie szkolenie składające się z własnej psychoterapii (sic!), szkolenia praktycznego i teoretycznego, praktyki superwizowanej, superwizji i stażu klinicznego". A tak naprawdę, to patrz punkt pierwszy, czyli zwróć się do któregoś ze stowarzyszeń naszej federacji. Na dobrą sprawę mógłbym jeszcze dziś założyć Europejski Instytut Psychoterapii im. C.G. Junga i już nazajutrz wydać pierwszy certyfikat. Sobie lub komuś innemu. Wykształcenie posiadam (to znaczy medycznego ani psychologicznego nie posiadam), a zakładać prywatne instytuty wolno każdemu. Do federacji - albo innego samozwańczego kółka reprezentującego "środowisko" - mógłbym aplikować później i chyba nie bez szans. Bez szans jest tylko "Polskie Towarzystwo Psychiatryczne i Polskie Towarzystwo Psychologiczne - koncesjonowane jeszcze przez PZPR, wciąż, po 20 latach, próbują utrzymać postkomunistyczny monopol". No tak, instytucje istniejące przed 1989 rokiem są mocno podejrzane. Monopol polega, zdaje się, na tym, że certyfikaty tych instytucji są respektowane przez NFZ. Tam jest jeszcze wiele innych zabawnych rzeczy, np. twierdzenie, że fundamentalnie sprzeczne z sobą metody, fachowo zwane "modalnościami", są równie wartościowe (pewnie pod warunkiem, że praktykujący je opłacają składki PFP), bo i tak naprawdę liczy się tylko... osobowość terapeuty. Serio! Tak napisali w piśmie do ministerstwa. I w tym kontekście aż prosi się, żeby zapytać o te "wystandaryzowane narzędzia". Wystandaryzowane według jakiego standardu? Bo jak idę z kaszlem do swojego doktorka, to spodziewam się, że zapyta o temperaturę, zajrzy w gardło i osłucha płuca. A czego mam oczekiwać na pierwszej wizycie u psychoterapeutki stosującej jedną z ćwierć setki "modalności", a tak naprawdę absolwentkę stosunków międzynarodowych w Wyższej Szkole Kształcenia Prywatnego w Piekutowicach, po praktyce "klinicznej" w klinice założonej przez innego tak wykształconego psychoterapeutę i certyfikatem tej lub innej federacji? Czy nie chodzi tu tylko o pieniądze pacjentów, a zwłaszcza o te konfitury z NFZ, a także o walkę z konkurencją lekarzy i psychologów "zawłaszczających" zawód i z ministerstwem, które próbuje uregulować zasady, lekkomyślnie kierując się przesądem, że na psyche najlepiej powinni się znać jednak dyplomowani psychologowie, a od jej leczenia są lekarze psychiatrzy?

czepianie się psychoterapeutów w kraju, w którym ponad setka "legalnych" egzorcystów od lat bezkarnie znęca się nad swymi ofiarami - no to chyba przesada jest, jeśli robić porządek to od tych ewidentnych szalbierzy wypada zacząć

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]