Sąd idzie

Ks. Jacek Prusak SJ, psychoterapeuta: Mamy do czynienia z największym kryzysem w Kościele od czasów Reformacji – i stworzyliśmy go na własne życzenie. Przecież to nie kosmici wykorzystują dzieci w...

Reklama

Sąd idzie

Sąd idzie

20.05.2019
Czyta się kilka minut
Ks. Jacek Prusak SJ, psychoterapeuta: Mamy do czynienia z największym kryzysem w Kościele od czasów Reformacji – i stworzyliśmy go na własne życzenie. Przecież to nie kosmici wykorzystują dzieci w Kościele, ani nie zlecają im tego wrogowie Kościoła!
GRAŻYNA MAKARA
A

ANNA GOC, ARTUR SPORNIAK: Po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu” powiedziałeś podczas kazania, że na wilków w koloratkach czeka sąd. Boży czy ludzki?

KS. JACEK PRUSAK SJ: Jeden i drugi. Co do tego pierwszego, jestem pewny. Wiedziałem, co chcę powiedzieć, choć nie miałem napisanego kazania. Po tym filmie ludzie nie pozostaną już obojętni.

Ale bez sądu ludzkiego nie rozwiązalibyśmy problemu, o którym dokument Sekielskich mówi. To musi się wreszcie stać. Kolejnych przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych nie można potraktować jako czegoś niefortunnego, jako zaniedbania. Głos ofiar jest wyraźny. To wszystko jest owym sądem.

Takich historii było już bardzo dużo, opisywanych przez media, zbieranych w raportach. Skąd zaskoczenie i poruszenie wśród duchownych, zwłaszcza tych, którzy musieli mieć dostęp do zeznań ofiar?

W większości przypadków biskupi dopiero od niedawna zaczęli spotykać się z ofiarami. Dotąd w ich imieniu zajmowali się tym kurialiści, najczęściej kanclerze kurii albo prawnicy.

Jak nie masz ofiary przed sobą, jej świadectwo cię nie dotknie.

A prawnik reprezentuje Kościół, nie ofiarę.

Przed laty reprezentowałem ofiary w jednym z sądów kościelnych. Byłem już księdzem i terapeutą. Podczas składania zeznań poczułem się tak, jakbym to ja był oskarżony. Pamiętam dokładnie to uczucie. Wtedy sobie wyobraziłem, co może przeżywać ofiara. Księża, którzy mnie przepytywali, robili to tak, że zaczynałem się bronić. Czułem, że dopóki czegoś nie udowodnię, to jestem niewiarygodny. Pytania były tak sformułowane, że zastanawiałem się przez dłuższy czas, co się dzieje. To było wiele lat temu, procedura się zmieniła, ale uświadomiłem sobie wtedy dwie rzeczy. Po pierwsze: że ofierze nie jest łatwo zmierzyć się z funkcjonariuszami. Po drugie: że brakuje podczas takich spotkań obecności biskupa. Otrzymuje on jej świadectwo jako przekaz zapośredniczony, pozbawiony bólu i emocji. A to od biskupa w dużej mierze zależy dalszy los sprawy.

W filmie widzimy, że wbrew obowiązującym wytycznym delegat biskupa wyprasza osobę, która miała towarzyszyć ofierze podczas składania zeznań.

Żeby pomagać ofiarom, nie wystarczy szkolenie, podobnie jak nie wystarczy empatia. Potrzebna jest wiedza, wykształcenie, żeby takiej osobie pomóc, a nie tylko jej nie skrzywdzić. W scenie wyproszenia kogoś, kto miałby wesprzeć ofiarę, widzimy mentalność obronną. Ksiądz myśli nie o ofierze jako osobie, której trzeba pomóc, tylko jako o tej, która stwarza zagrożenie. Podobnie jest podczas składania przysięgi.


PO STRONIE OFIAR O wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, o zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym internetowym wydaniu specjalnym. Czytaj na: TygodnikPowszechny.pl/postronieofiar


Ty też składałeś taką przysięgę zeznając?

Tak. Podobnie jak jeszcze jedna osoba, zeznająca w tej samej sprawie. Po tym, jak ją złożyliśmy, nie mogliśmy się już w tej sprawie konsultować. Przysięga zamknęła nam usta. Mogliśmy rozmawiać o tym, czego doświadczyliśmy wcześniej, ale nie o tym, czego doświadczyliśmy w trakcie składania zeznań.

Dla ofiary to może oznaczać koniec wsparcia.

Rozmowa z ofiarą powinna odbywać się na podobnych zasadach jak psychoterapia: mnie, jako terapeutę, obowiązuje tajemnica, ale nie mogę jej wymagać od mojego klienta czy pacjenta. Jedyne, co mogę zrobić, to poprosić, by był rozważny w opowiadaniu o naszych spotkaniach. Ale jeśli rozmowa o tym z kimś jeszcze daje mu wsparcie, nie mogę mu tego zabronić.

To pokazuje, jak prawo jest wykorzystywane przeciwko ofierze, jak się nim manipuluje.

Rzeczywiście, może działać jak manipulacja. Na poziomie psychologicznym, nieświadomym, ofierze, ale także świadkowi zamyka się w ten sposób możliwość dalszego działania. Dla ofiary jest to o wiele większe zamknięcie, bo powoduje, że zostaje sama ze swoim bólem. Z jej bólu robi się tajemnicę, która ma chronić nie ją, lecz instytucję.

Wytyczne wprowadzone przez Franciszka niewiele zmieniają. Ofiara wciąż nie ma przyznanej w Kościele podmiotowości prawnej. Sprawa, którą zgłasza, dotyczy więc nie jej, a relacji między sprawcą a jego biskupem lub przełożonym zakonnym. Ofiara nie ma prawa domagać się informacji o przebiegu postępowania, a nawet o tym, co dzieje się ze sprawcą.

To, że Franciszek dotąd tego nie załatwił, nie oznacza, że tego nie zrobi. Ale tu chodzi o coś więcej niż tylko zmianę prawa kanonicznego. Potrzebna jest zmiana myślenia. Teraz ważny jest tylko sprawca i jego przełożony, który jest za niego odpowiedzialny. Ofiara w tej relacji jest petentem. Aby jej sytuacja się zmieniała, potrzebne jest przyznanie ofierze praw, których dotąd nie miała.

Dotychczasowe podejście wynika z teologii święceń. W trakcie święceń biskup publicznie zobowiązuje się do usynowienia nowego kapłana, a kapłan do czci ojcowskiej w stosunku do biskupa. Za tym idzie mentalność, która pozwala stwierdzić: zrobiłeś coś złego, ale my to rozwiążemy między sobą, bo tu chodzi o naszą więź. Instytucja była bardziej skupiona na reprezentowaniu księdza niż na reprezentowaniu ofiary, bo ksiądz w swojej sprawie mógł wiedzieć wszystko.


Czytaj także: Ks. Jacek Prusak: Jeśli po filmie Sekielskich mam nadal ze spokojnym sumieniem patrzeć jako ksiądz w twarz wiernym, przekona mnie do tego jedynie powołanie komisji z udziałem świeckich do badania nadużyć.


Mamy do czynienia z dwoma systemami w obrębie jednego Kościoła. Pierwszy to system ksiądz–biskup. I drugi: wierny petent, którego dotąd nikt poza nim samym w Kościele nie reprezentował. Ofiara ma prawo wiedzieć, co dzieje się w jej sprawie i co dzieje się ze sprawcą. Dlatego nie wystarczy zmiana paragrafu, potrzebna jest zmiana teologii.

Powtarzane przez biskupów słowa, że w centrum stoi ofiara, są puste?

Nie wiem, czy są puste – są nieadekwatne. Teraz bycie ofiary w centrum sprowadza się do jednego: mamy obowiązek cię wysłuchać.

Kościół ma ekspertów, którzy potrafią pomagać ofiarom?

Nie ma, bo dotąd najwyżej miał kanclerzy i prawników, którzy zajmowali się zgłoszeniami ofiar od strony formalnej i prawnej. Proceduralnie: spisać protokół, zebrać zeznania, odprawić petenta. A jeśli do takich rozmów byli angażowani profesjonaliści, osoby świeckie, to rzadko, raczej na zasadzie konieczności, nie reguły.

Ci, którzy pomagają ofiarom, powinni mieć gruntowne wykształcenie. Najlepiej, gdyby to byli psycholodzy, mający doświadczenie w rozmowach z osobami, które doświadczyły traumy. Na te potrzeby Kościół dotąd nie odpowiedział adekwatnie.

Dlaczego Kościół nie dopuszcza do takich spraw świeckich?

Być może Kościół wciąż nie potrafi zaufać świeckim ekspertom, nad którymi nie ma pełnej kontroli. A może osoba świecka „podkręci” ofiarę? Będzie się domagała, żeby ofiara powiedziała więcej? To tylko hipotezy robocze, ale sprowadzają się do tego, że nie mamy do świeckich zaufania. Na końcu zwykle jest przeświadczenie, że księdza zrozumie tylko ksiądz. Na dobre i na złe. Że tylko on będzie wiedział, z czym zmaga się w swoim powołaniu inny ksiądz. To myślenie jest powszechne – słyszałem je nawet z ust księży, których bardzo cenię.

Żeby zmienić mentalność, trzeba zmienić teologię?

Potrzeba jakiegoś przełomu. Takich wydarzeń, jakie teraz obserwujemy. Franciszek próbuje wrócić do wizji Kościoła soborowego. Jan Paweł II przypominał: „człowiek drogą Kościoła”. Przenieśmy te słowa na obecną sytuację. Drogą Kościoła do tej pory był sprawca, a biskup się zastanawiał, gdzie na tej drodze pozostawić ofiarę. Mamy do czynienia z problemem, którego w polskim Kościele po Soborze nie przepracowaliśmy – z wciąż obowiązującym modelem klerykalnym.

Co to znaczy?

Kościół to duchowni, a reszta jest do nich dodatkiem. Po drugie, Kościół to duchowni, a ty musisz patrzeć na nich zawsze z dołu. W filmie jest pokazane to nieszczęsne wyobrażenie, kiedy pojawia się proboszcz, którego poprzednikiem był ksiądz-pedofil, i który z niedowierzaniem mówi, że przecież ksiądz jest jak Jezus.

Ksiądz jest uczniem Jezusa, nie Jezusem! Ksiądz w sakramentach użycza Jezusowi głowy, rąk, serca, jeśli je jeszcze ma. Klerykalizm polega właśnie na tym, że ksiądz myśli o sobie, że jest jak Jezus, podczas gdy Jezus powinien być dla niego aspiracją i wzorem. Stąd blisko już do myślenia, że bliskość z księdzem oznacza bliskość z Bogiem, że jeśli dotyka cię ksiądz, dotyka tak naprawdę Jezus. To jest zdemolowana teologia, bo człowieka dotykają jedynie sakramenty.

Ofiara myśli, że gdy ksiądz-pedofil się od niej odwróci, opuści ją także Bóg.

Albo że ją ukarze. Wykorzystywanie tej władzy i symboliki, statusu duchownego, ubezwłasnowolnia ofiarę. Ostatnio usłyszałem, że ksiądz biskup jest następcą apostołów. Biorąc pod uwagę sukcesję apostolską, to rzeczywiście prawda. Ale ten naddatek jest niebezpieczny: zaczynasz myśleć, że jesteś drugim św. Piotrem, że masz asystencję Ducha Świętego tylko dlatego, że otwierasz usta. Tak nie jest, ale takie jest przekonanie. Nadal w katolicyzmie kulturowym funkcjonuje silne przekonanie, że całując biskupa w pierścień prawie możesz sobie ściągnąć niebo. Dlatego Franciszek nie pozwolił się pocałować w pierścień. Tu przecież nie chodziło o higienę, tylko o pokazanie, że on jest biskupem Rzymu, a nie chodzącym Bogiem.

Podczas homilii mówiłeś, żeby nie klękać przed księżmi. To jest symboliczne, ale co świeccy mogą zrobić?

Prostą rzecz: ludzie, którzy słuchają kazania, mają prawo iść do kapłana i powiedzieć mu, że ten i ten fragment im się nie podobał. Przecież to jest słowo do nich, więc mają prawo reagować. Bierność w takich sytuacjach jest wyrzekaniem się własnej odpowiedzialności za Kościół. Franciszek mówi o tym, żeby Kościół stał się bardziej synodalny, a w jego wizji oznacza to znacznie więcej niż aktywizowanie rad parafialnych. Ale to długa droga, żeby ksiądz pozbył się myślenia, że bez niego o niczym nie można decydować w Kościele.

Formacja tylko utrwala takie myślenie.

Ważne, żeby formacja seminaryjna nie sprowadzała się do uczenia przyszłych księży życia w samotności. Seminarium było dotąd po to, żebyś zdobył wiedzę do wykonywania zawodu i żebyś się nauczył żyć sam wśród sobie podobnych. Tymczasem formacja powinna przygotowywać do tego, żeby ksiądz był częścią wspólnoty, której służy. Do tej pory seminarium to było spędzanie sześciu lat z kolegami. Przez to pojawiają się silne więzy koleżeńskie, wytwarza się mentalność kastowa. Jest jak w wojsku – kompania braci. My najwyżej o coś świeckich zapytamy, ale nam nie można doradzać – tak myślą księża.

I to właśnie musi się zmienić. Na niezbędnym wysłuchiwaniu głosu świeckich polega synodalność, która dopiero się kształtuje. Musimy odejść od formacji na kształt zakonu monastycznego do modelu, który trzeba dopiero stworzyć.

Podobnie jak zmienić się musi styl życia księży, którym w filmie Sekielskich kuchnię sprzątają siedmioletnie dziewczynki.

Model proboszcza – pana na włościach, któremu ludzie przychodzą odrobić pańszczyznę... Opiera się to na myśleniu: jak służysz księdzu, służysz Bogu.

Bohaterami tego filmu są także rodzice, którzy nie reagowali na sygnały krzywdzonych dzieci.

Ciągle pokutuje jedno: komu bardziej wierzymy – dorosłemu czy dziecku? Przed moimi święceniami na wyjeździe z grupą, którą przygotowywałem do bierzmowania, zauważyłem, że jedna z dziewczyn jest bardzo przygnębiona. Po pewnym czasie powiedziała mi, o co chodzi. Sąsiad, który był lokalnym politykiem, na podwórku ją dotykał w taki sposób, że czuła się niekomfortowo. Ale gdy poskarżyła się matce, usłyszała, że skoro się ubiera w takie kuse spódniczki, sama jest sobie winna. Wygrał prestiż osoby dorosłej, obdarzonej publicznym zaufaniem.


Czytaj także: Szymon Hołownia: Kościół przetrwa, bo nie jest wasz


Do niedawna ksiądz miał status w społeczeństwie jeszcze wyższy. W filmie Sekielskich widać, jak nieświadomość rodziców może doprowadzić dzieci wręcz na próg śmierci, gdy są ofiarami czyjejś przemocy. Gdy rodzice posyłali swoje dzieci na parafię, to przecież zakładali, że nigdzie nie będą bezpieczniejsze. Teraz jednak konieczne jest wprowadzanie procedur prewencji, łącznie z kodeksami zachowań, co osobom mającym kontakt z dziećmi wolno, a czego nie wolno: jakie zachowania i w jakich kontekstach są dopuszczalne, a jakie nie. Abp Grzegorz Ryś dał swoim księżom siedem dni na zapoznanie się i podpisanie nowych procedur w archidiecezji łódzkiej.

Czyli chodzi o status społeczny księdza?

Jeszcze niedawno, gdy ksiądz przychodził do czyjegoś domu, to było dla ludzi wyróżnienie. Gdy byłem w Stanach Zjednoczonych, wysłuchałem świadectwa księdza, który w młodości był molestowany przez innego księdza, będącego przyjacielem rodziny. Sprawca przyjeżdżał w odwiedziny i specjalnie zostawał tak długo, aż rodzice mówcy proponowali mu nocleg. W nocy zaś przychodził do jego pokoju i go molestował. Rodzice nigdy tego nie zauważyli, a on nigdy się nie poskarżył. Panowała swego rodzaju wspólnota bez granic – ksiądz mógł w niej przebywać na własnych warunkach.

Oczywiście zagrożenie nie płynie ze strony wszystkich księży – problemem jest mniejszość. Ale właśnie przez to, że większość była obdarowana aż tak wielkim zaufaniem, mniejszość to wykorzystywała.

Podczas homilii powiedziałeś dosadnie, że księża wykorzystują dzieci – nasze, nie swoje. Co zatem rodzice mogą zrobić, by dzieci były bezpieczniejsze – oprócz normalnej czujności i roztropności rodzicielskiej?

Po pierwsze, muszą wiedzieć, co wolno, a czego nie wolno księdzu w relacji z ich dzieckiem. Zatem powinni się zapoznać z kościelnymi wytycznymi odnośnie do prewencji. Po drugie, powinni przekazać tę wiedzę dzieciom w taki sposób, żeby dziecko nie bało się powiedzieć, gdyby poczuło się w relacji z księdzem źle. Powinno wiedzieć, czym jest bezpieczny dotyk. Tego księża nie zrobią.

Jak możemy pomagać ofiarom?

Może warto pomyśleć o funduszu na rzecz terapii i pomocy psychologicznej dla ofiar nadużyć seksualnych w Kościele. Widać, że ofiary uczestniczące w filmie Sekielskich, choć wszystkie doświadczyły skutków ubocznych (np. rozpadu małżeństwa), to jednak przepracowały traumę i same stały się liderami zmiany dla innych ofiar. To są dobrze funkcjonujące społecznie osoby. Jest jednak wiele ofiar, które trauma tak zniszczyła, że żyją poniżej poziomu, na którym mogłyby żyć. Są rozbite, więc jakaś forma pomocy ze strony wspólnoty wierzących powinna do nich trafić. Oczywiście ofiara musi na to pozwolić.


Posłuchaj: Film "Tylko nie mów nikomu jest też terapią" - ks. Jacek Prusak w Podkaście Powszechnym


Publicznie przyznałeś, że jako dziecko byłeś świadkiem wykorzystania dzieci przez księdza. Co zobaczyłeś?

Jako ministrant i lektor wiedziałem, że istnieje w naszym środowisku ksiądz pedofil, choć oczywiście wtedy nie znałem takiej nazwy, ani nie rozumiałem wszystkiego. Wiedziałem, że robi krzywdę niektórym moim kolegom, ale jako nastolatek nie umiałem go jeszcze z tym skonfrontować, choć sam umiałem się oprzeć. On mnie nie mógł skrzywić, gdyż mam taki charakter, że sobie mnie odpuścił. Byłem traktowany na innych zasadach – starał się mnie faworyzować i od pewnych rzeczy izolował. Ale obserwowałem z bliska, jak działał jako sprawca. Cieszył się w środowisku ogromnym autorytetem i był bardzo przebiegły. U niego w mieszkaniu chłopcy byli codziennie. Myśmy do niego przychodzili, niektórzy nawet tam spali, ale ci, co byli krzywdzeni, nie mówili o tym wprost, bo nie potrafili.

Jak ta sprawa była załatwiana?

Za pierwszym razem, gdy byłem w jezuickim nowicjacie, spotkałem się z przedstawicielem kurii, co miało charakter przekazania poufnej wiadomości. Za drugim razem, po wielu latach, już jako ksiądz, pojechałem zeznawać przed sądem kościelnym.

Jaki był finał?

Sprawca zmarł i w związku z tym sprawa ostatecznie została zamknięta.

Czym ta sprawa jest dla Ciebie?

Nigdy nie zapomniałem, że były ofiary, i zobaczyłem, jak przebiegli potrafią być przestępcy oraz jak silnie ochrania ich funkcja i struktura.

Postulujesz powołanie wewnątrzkościelnej komisji z udziałem świeckich do badania nadużyć. Czy taka komisja pod kuratelą biskupią byłaby skuteczna?

Z punktu widzenia prawa świeckiego wiele przypadków się przedawniło albo nie było przestępstwami, np. współżycie z osobą powyżej 15. roku życia. Dlatego powinna być to komisja kościelna, a świeccy niepodlegający bezpośrednio biskupom gwarantowaliby kontrolę – każdy członek takiej komisji miałby wgląd w kościelne akta.

Z powołanej przez Franciszka watykańskiej komisji ds. ochrony małoletnich szybko odeszły osoby będące w dzieciństwie ofiarami, na znak protestu wobec jej nieskuteczności.

Okazała się nieskuteczna nie dlatego, że miała zły skład, tylko dlatego, że ignorowali ją niektórzy kardynałowie z kurii rzymskiej. Paradoksalnie, właśnie z tego powodu nie można z takiego pomysłu rezygnować.


Obejrzyj: WIlki w koloratkach - głośne kazanie ks. Jacka Prusaka


Gdybyś mógł decydować, co byś zrobił z pomnikiem ks. Makulskiego w Licheniu?

Usunąłbym bez skrupułów.

Ojciec Rydzyk, niektórzy publicyści, a także politycy mówią, że teraz następuje frontalny atak na Kościół.

To reakcja obronna. Tak mówią ci, którzy nie chcą dopuścić do prawdziwych reform w Kościele. Co to za atak na Kościół, skoro zajmujemy się ofiarami Kościoła w Kościele? Mamy do czynienia z największym kryzysem w Kościele powszechnym od czasów Reformacji, który stworzyliśmy na własne życzenie. Przecież to nie kosmici wykorzystują dzieci w Kościele, ani nie zlecają im tego wrogowie Kościoła!

Uważasz, że abp Sławoj Leszek Głódź powinien podać się do dymisji?

Myślę, że tak – i tak myśli zdecydowana większość katolików.

A jak do tego doprowadzić?

Konsekwentnie nie odpuszczać. Domagać się wyjaśnienia wszystkich spraw związanych z archidiecezją gdańską i nie dać się zwieść pustym przeprosinom.

Czy przyjazd do Polski abp. Charlesa Scicluny coś może zmienić?

Może wiele, bo nie sądzę, że będzie to „kurtuazyjna wizyta”.

Ale on przyjeżdża jako ekspert, a nie jako prokurator.

Biskupi zaprosili go, gdyż miał być świadkiem tego, że postępują zgodnie z wytycznymi papieża. Przeliczyli się, ponieważ nie spodziewali się, że w międzyczasie wybuchnie aż taki kryzys. Scicluna, przyjeżdżając do Polski na zebranie plenarne Episkopatu 13 i 14 czerwca, będzie doskonale zorientowany w naszych problemach. Oczywiście, jeżeli papież nie da mu specjalnej władzy, to nic dodatkowo nie zrobi. Ale wystarczy, że wysłucha głosów, które inaczej do niego by nie dotarły. Nie wierzę zresztą, że nie zdaje sobie sprawy, iż charakter jego wizyty przynajmniej nieoficjalnie musi ulec zmianie. Zakładam, że Franciszek dodatkowo do czegoś go w sprawie Polski upoważni. ©℗

KS. JACEK PRUSAK SJ (ur. 1971) jest jezuitą, teologiem i psychoterapeutą, kierownikiem Katedry Psychopatologii i Psychoprofilaktyki Instytutu Psychologii Akademii Ignatianum w Krakowie. Wieloletni członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, od 2018 roku jej stały współpracownik.

TYLKO POWIEDZ KOMUŚ

– Nie nadążamy – przyznaje Agata Diduszko z fundacji Nie Lękajcie Się. – Od momentu emisji w ciągu sześciu dni dostaliśmy około dwustu maili. Codziennie odbieramy też kilka­dziesiąt telefonów z nowymi zgłoszeniami.

– Nasz telefon działa w każdy wtorek. Przez dwa miesiące zadzwoniły w sumie 33 osoby. Aż dziewięć we wtorek, który przypadł kilka dni po emisji. Efekt filmu wydaje się oczywisty, zwłaszcza że niektóre osoby się nań powoływały – dodaje Katarzyna Jabłońska z „Więzi”. Warszawski KIK, Laboratorium „Więzi” i Fundacja Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu powołały w marcu telefon wsparcia „Zranieni w Kościele”.

– Efekt jest tak duży, że nie jesteśmy na razie w stanie przebrnąć przez te kilkadziesiąt nowych zgłoszeń – mówi z kolei współtwórca głośnego dokumentu Tomasz Sekielski.

Jabłońska i Sekielski podkreślają nieoczywiste motywacje, jakie towarzyszą osobom opowiadającym o swoich krzywdach. – Dla wielu ważne jest nie tylko uzyskanie psychologicznej czy prawnej pomocy, ale też uchronienie przed krzywdą kolejnych potencjalnych ofiar w sytuacji, gdy oprawcy żyją – mówi redaktorka „Więzi”.

A współautor „Tylko nie mów nikomu” dodaje, że bohaterom filmu zależało przede wszystkim na dodaniu odwagi tym, którzy nadal żyją w milczeniu. – Nie chodziło koniecznie o to, by ujawniali publicznie swoją krzywdę, ale by zgłosili sprawę lub przynajmniej opowiedzieli o niej najbliższym. By przestali żyć w poczuciu krzywdy, wstydu, a czasami nawet winy. To się udało. Do dwojga bohaterów filmu zgłosiły się nawet dwie osoby z ich najbliższego otoczenia, ujawniając swój dramat.

Telefon wsparcia „Zranieni w Kościele” czynny we wtorki między 19 a 22 pod numerem 800 280 900. Szczegóły na www.zranieni.info


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Podczas czytania powyższego wywiadu nasunęło mi się, oprócz wielu innych, jedno pytanie: co w naszym kraju robił i co robi nuncjusz papieski? jaka jest funkcja, jakie zadania, takiego faceta? Korzystanie z dobrodziejstw funkcji? Czy nadzór, śledzenie, reakcja na panoszenie się eminencji w kraju, puszczanie mimo uszu zaleceń papieskich? No i od razu sobie odpowiedziałem , biorąc za przykład Hosera w Rwandzie. Takie stanowisko jest tylko dla polepszania bytu samego nuncjusza.

Jeśli Bóg – po latach rozkwitu – dopuści jakieś nieszczęście na nasz Kościół i naszą wiarę, to przyjdzie ono nie z zewnątrz, ale od wewnątrz: z krzykliwej wiary nie w Boga, ale wiary w wiarę”.

pycha wydaje się dziś rozsadzać tę zdegenerowaną instytucję, gorzej już chyba nie może być

w polemice ks. prof. Chrostowskim, a dotyczyło ono problemu, który można by określić jako połowiczna reforma Kościoła, hamowana duchem klerykalizmu. Sobór Trydencki w poł. XVI w. był zwołany na potrzebą odnowy duchowego życia Kościoła i zahamowania postępów Reformacji. Niestety, ale ten drugi cel(polityczny) zdominował ten pierwszy(ewangelicznej odnowy), stąd trydencki jezuityzm został zdominowany przez trydentynistyczną kontrreformację-z wszystkim negatywnymi tego skutkami, które trapią Kościół po dzień dzisiejszy-szczególnie w Polsce. To, że Reformacja sprzed 500 lat doprowadziła do schizmy w Kościele, to m.in. skutek niedopracowanej reformacji minoryckiej z XIII w. inspirowanej duchem św. Franciszka z Asyżu. Bo choć ówczesny papież Innocenty III w anty-klerykalnym geście klęknął przed bratem najmniejszym, to minorytyzm nie miał być ograniczony do zakonu i reguły, ale miał to być ruch obejmujący całą społeczność ówczesnej Christianitas. Tak się nie stało, dlatego franciszkanie zawsze stanowili problem dla hierarchicznego Kościoła swoją "niekonwencjonalnością"(by wspomnieć spirituałów, dulcynian, reformatów czy kapucynów). I pewnie dlatego, że hierarchia kościelna opanowana duchem bizantynizmu, nie słuchała tego "słabego" argumentu, została w końcu postawiona wobec twardego "tu stoję-nie ustąpię" i protestanckiej alternatywy. Postrydencki klerykalizm trzeba w końcu przepracować w duchu minoryckim, a jest ku temu okazja, skoro biskupem Rzymu został jezuicki reformator, który przybrał imię Biedaczyny. I jest nadzieja, że ten największy od czasów Reformacji kryzys w Kościele, zostanie ostatecznie zażegnany

Intuicja, przeświadczenie wyższego stopnia, wiara? Św. Franciszek nie był reformatorem...

ewangelicznego ideału i daje ku temu inspirujący przykład, to jak takowego nie idealizować? Przemawia za nim Słowo Boże, z którym coraz większa rzesza katolików ma bliską relację-tak "po protestancku"...

to odwaga Krzyża, to wiara jak ziarnko gorczycy, to zwyciężenie świata. To najdziwniejsze życie, jakie możemy poznać...

Amen.

Według mnie wydźwięk tego tekstu jest nader łagodny - jakby chodziło o jakieś niuanse, subiektywności teologiczne... Nie czas na takie rozważania! W stosunku do ofiar, w wielu przypadkach była/jest zwykła, brutalna agresja (co z tego, że werbalna i ubrana w szaty "kościelnej mowy"). To nie żadne <<niedociągnięcia w ojcowsko-synowskiej relacji biskupa z księdzem>>. To zwykłe, całkowite zaprzeczenie Ewangelii - innymi słowy ŚMIERĆ DUCHOWA. Ja tam się nie łudzę - żadne "procedury prewencji, łącznie z kodeksami zachowań" tego nie naprawią.

Pamiętam czas śmierci papieża Jana XXIII. Miałem 13 lat i niewiele z wszzystkiego wokół mnie rozumiałem. Staliśmy po lekcji religii na schodach kościoła i słuchaliśmy komentarza młodego księdza, że to znak boży, bo to, co robił ten papież to wprowadzanie do Kościoła nauk Marksa i Engelsa. Pewnie sam tego nie wymyślał, lecz usłyszał gdzieś w kurii. Wiele lat później, były to lata 70, zapamiętałem procesję Bożego Ciała, w czasie której miejscowy proboszcz skierował swój pobożny gniew i rękę w kieunku miejscowego kościoła protestanckiego, wygrażając tym bezbożnikom.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]