Przyszłość jest dzisiaj. Polska osiągnęła miks energetyczny planowany na 2030 rok

W zeszłym roku tylko 62 procent prądu w Polsce pochodziło z węgla. Rzadki to przypadek, kiedy rzeczywistość wyprzedza rządowe strategie.
Czyta się kilka minut
Gdańsk Żuławy - osiedle i farma wiatrowa. Gdańsk, 2 marca 2023 r. / fot. Wojciech Stróżyk / REPORTER
Gdańsk Żuławy - osiedle i farma wiatrowa. Gdańsk, 2 marca 2023 r. / fot. Wojciech Stróżyk / REPORTER

Pod koniec 2018 roku rząd ogłosił wstępny projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”. Dokument, ostatecznie uchwalony w 2021 roku, jest najbardziej kompleksową strategią energetyczną naszego państwa.

Jak wyglądała wtedy sytuacja? W 2018 roku ponad 82 procent prądu produkowaliśmy spalając węgiel, budowa farm wiatrowych była od kilku lat prawnie zablokowana przez rząd PiS, a fotowoltaiki było tak mało, że w ogólnokrajowych statystykach produkcja prądu ze słońca była pomijalna. Przypominam, że cofamy się w czasie o zaledwie pięć lat, w silnie scentralizowanej i regulowanej branży energetycznej to dłuższe mrugnięcie okiem.

Rząd (także pod naciskiem różnych grup interesów, choćby górników) był wtedy bardzo ostrożny w prognozach. We wstępnym projekcie PEP2040 znajdziemy plany, według których jeszcze w 2030 roku ponad 60 procent krajowej energetyki będzie oparte na węglu. To, co planowaliśmy na 12 lat, wydarzyło się w zaledwie 5. Gdy przeanalizowaliśmy dane za zeszły rok, okazało się, że mamy dokładnie taki miks energetyczny, jaki rządowi stratedzy planowali na 2030 r. Decydujące znaczenie ma tu rozwój odnawialnych źródeł (głównie fotowoltaiki), które dzisiaj produkują ponad 25 procent prądu w Polsce.

Udało się też, mimo absurdalnych barier prawnych, rozwinąć energetykę wiatrową (na razie lądową, prace nad pierwszymi farmami na Bałtyku są już mocno opóźnione), co widać zwłaszcza w ostatnich dniach. 24 stycznia wiatraki wykręciły więcej energii niż wszystkie elektrownie na węgiel kamienny razem wzięte.

Dodajmy jeszcze kontekst międzynarodowy: w 2023 roku Unia Europejska wyemitowała o 8 proc. mniej dwutlenku węgla z paliw kopalnych niż w roku poprzednim, osiągając najniższy poziom emisji w ciągu ostatnich 60 lat. Tak, jest się z czego cieszyć, ale w tej beczce miodu jest nawet nie łyżka, a chochla dziegciu. Po pierwsze: progres nie oznacza sukcesu, wciąż bardzo nam daleko do poziomu, w którym unikniemy bardzo poważnych konsekwencji katastrofy klimatycznej. 

Druga wątpliwość zawiera się w tytule tego tekstu. Jeśli centralna strategia energetyczna dużego państwa rozmija się z rzeczywistością o całe rzędy wielkości, to musi budzić wątpliwości. Zwłaszcza jeśli dopowiemy, że pomyłka wynikała nie z odkrycia jakiejś nowej technologii, przełomu politycznego, czy radykalnej zmiany kursu, tylko z tego, że zwykli ludzie zaczęli masowo instalować panele słoneczne na dachach domów. PEP2040, uchwalony trzy lata temu, jest dzisiaj boleśnie nieaktualny, a wciąż przeciągają się prace nad jego nową edycją. Proces sprawiedliwej  transformacji energetycznej to dla Polski (tak mocno opartej na węglu) ogromne wyzwanie i po prostu nie poradzimy sobie z nim na chybił-trafił. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”