Pandemia: może zdarzyć się wszystko

Statystyki zachorowań na COVID-19 nie wydają się alarmujące na tle Europy. Wykonujemy jednak bardzo mało testów, a to oznacza, że może być o wiele gorzej, niż myślimy.
Czyta się kilka minut
Przepełniona izolatka na oddziale ratunkowym szpitala uniwersyteckiego w Bukareszcie, 22 października 2021 r. Fot. Vadim Ghirda / AP / East News /
Przepełniona izolatka na oddziale ratunkowym szpitala uniwersyteckiego w Bukareszcie, 22 października 2021 r. Fot. Vadim Ghirda / AP / East News /

Eksplozja pandemii – tak nazwał obecną sytuację w Polsce minister zdrowia Adam Niedzielski. Nie ma na razie mowy o kolejnym lockdownie, jednak już sam fakt, że z tygodnia na tydzień niemal podwaja się liczba zakażeń, każe spodziewać się nieuchronnych obostrzeń. Na początku będą to intensywne kontrole w komunikacji miejskiej, gdzie coraz mniej ludzi używa maseczek. Nie ma jednak mowy o zamykaniu cmentarzy, przerywaniu nauki w szkołach lub ograniczeniach w handlu.

Aktualnie statystyki mówią o 7 tys. przypadków dziennie. Z pozoru nie ma więc powodu do paniki. W Wielkiej Brytanii notuje się ok. 50 tys. zachorowań na dobę (średnia z ostatniego tygodnia), w Niemczech 16 tys., w Rosji 36 tys., na Ukrainie 20 tys., w Rumunii 16 tys. W tych dwóch ostatnich krajach zatrważająca jest zwłaszcza liczba niemal 500 zgonów każdego dnia, niespotykana w żadnym kraju europejskim od zimy. Prezydent Rumunii Klaus Iohannis nazywa tę sytuację katastrofą. Źle jest również w Bułgarii, która ma podobną do nas liczbę zakażeń, ale cały kraj liczy pięciokrotnie mniej mieszkańców niż Polska. Tam bez paszportu covidowego potwierdzającego szczepienie nie sposób odwiedzić muzeum lub wejść do kawiarni, a jednak tylko 20 proc. Bułgarów wzięło dwie dawki szczepionki, co i tak jest wynikiem lepszym niż na Ukrainie (16 proc.). Średnia w UE to 74 proc.

Niepokojące wskaźniki zachorowań mają też Czechy i Słowacja, gdzie statystyki dobijają do 4,5 tys. przypadków dziennie, a zwłaszcza kraje bałtyckie – na czele z niespełna dwumilionową Łotwą, w której notuje się ok. 3 tys. przypadków na dobę, co wymusiło na władzach wprowadzenie twardego lockdownu i godzin policyjnych. Co ciekawe, w ubiegłym roku Łotwa uchodziła za kraj bardzo dobrze radzący sobie z pandemią.

Sytuacja w Polsce może być dużo gorsza, niż nam się wydaje, głównie z powodu wciąż niedużej liczby wykonywanych testów. W ostatnich tygodniach przeprowadzano ich średnio 42 tys. dziennie. To niewiele ponad jeden test na tysiąc mieszkańców. W ciągu ostatnich siedmiu dni mniej ich wykonano jedynie w Bośni i Hercegowinie. Czechy i Słowacja zrobiły ich ponad 6 razy więcej, Litwa 8 razy, nawet Rosja i Białoruś przeprowadziły niemal cztery razy więcej takich badań niż my. Rekordzistką jest Austria – 36 testów na tysiąc obywateli.

Brak testów oznacza, że duża liczba Polaków pozostaje poza radarem władz. Zapewne część z nich choruje, ale nie zgłasza się do lekarza (dopóki ich stan nie okaże się poważny), by nie trafić na kwarantannę. Inni, zwłaszcza młodzi i lepiej znoszący zakażenie, nie wiedzą o chorobie lub lekceważą jej łagodne objawy. Jednak z drugiej strony fakt, że od początku pandemii testy były piętą achillesową Polski, mógłby także oznaczać, iż więcej z nas już przechorowało covid, niż to wynika ze statystyk. Więcej osób ma więc przeciwciała, a tym samym (przy zaszczepieniu 52 proc. populacji) silniejsza jest naturalna ochrona związana z tzw. odpornością stadną. To jednak tylko dywagacje – nasze statystyki nie są źródłem wiedzy o pandemii w takim samym stopniu jak dane z innych krajów europejskich. Nie pozwalają odpowiednio monitorować sytuacji i przewidywać przyszłości. Właśnie dlatego w najbliższych tygodniach może zdarzyć się wszystko. ©


Czytaj także: Nie oczekujmy w szpitalach standardów europejskich – pielęgniarek jest u nas prawie dwa razy za mało.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2021