Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

List z Lasek

List z Lasek

07.02.2018
Czyta się kilka minut
Podczas debaty nad ustawą o IPN przegraliśmy moralnie. Żadne zaklęcia i dekrety nie zmienią przeszłości.
Yad Vashem /  Fot. akg-images / Israel Talby/EAST NEWS
Yad Vashem / Fot. akg-images / Israel Talby/EAST NEWS
J

Jest parę rzeczy, których nie rozumiem. Dlaczego uchwalona ustawa nosi nazwę: ustawa o IPN? Przecież Instytut Pamięci Narodowej ma o wiele szerszy zakres działalności, programów badawczych, celów, jakie sobie stawia, niż tylko: obrona dobrego imienia Polski w kraju i na świecie. Co jeszcze ważniejsze: dlaczego tyle dobrych rzeczy osiągniętych w przeszłości zostało zniszczonych, a ile jeszcze zniszczymy?  Nie tylko Rząd, Sejm, Senat, Partia, Prezydent RP, ale my wszyscy, niezależnie od opcji, Kościół, który jest w Polsce, nie tylko Episkopat, ale  wszyscy, którzy do Niego należymy: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, pojednanie polsko-niemieckie, pojednanie polsko-żydowskie, szerzej chrześcijańsko-żydowskie, pojednanie polsko-ukraińskie z takim trudem osiągnięte. Wejście Polski do Unii Europejskiej, którego tak gorąco pragnął dla nas św. Jana Paweł II.

W sporze, jaki się toczy widzę dwie płaszczyzny. Pierwsza jest czysto językowa i dziecinnie prosta: „polskie obozy”. Ten termin pojawia się najczęściej w strefie anglojęzycznej. Zdarza się raczej rzadko w prasie niemieckiej, Niemcy wiedzą, czyje były obozy.  Tłumacz nie powinien wprowadzać tutaj dwuznaczności. To dosłowność wprowadza w błąd wedle znanego włoskiego powiedzenia: traduttore – traditore (tłumacz zdrajca).

Mały brat Moris z Izabelina, kiedy w prasie pisano o „polskim Kościele”, natychmiast reagował: nie ma „polskiego Kościoła”, jest Kościół w Polsce. Dokładnie to samo odnosi się do „polskich obozów”. Nawet początkujący tłumacz doskonale o tym wie. Oczywiście chodzi o „niemieckie, nazistowskie obozy zagłady w Polsce” czy „na terenie okupowanej Polski”. Przy odrobinie dobrej woli sprawa byłaby zamknięta. Tendencyjnego rozumienia tej kwestii nie powstrzyma żaden dekret. Czy polski wymiar sprawiedliwości dosięgnie kogoś w Izraelu, w USA czy gdziekolwiek indziej na świecie?

Można tępić paskudne, kłamliwe napisy na murach czy tytuły prasowe. Ale czy jesteśmy w stanie wyplenić je z ludzkich myśli i serc, u nas i na całym świecie? Napisał ktoś, że „prawda sama się nie obroni. Musimy o nią walczyć”. Ale jak? Przecież nie przemocą, choćby tylko słowną. Jest tylko jedna droga: stawić czoła prawdzie, tam gdzie to jeszcze możliwe naprawiać zło, nade wszystko zaś „zło dobrem zwyciężać”  w duchu Ewangelii Ośmiu Błogosławieństw. 

Chyba, że chcemy wywołać hic et nunc  trzecią wojnę światową. Putin bardzo się z tego ucieszy. Nie tylko on. Spójrzmy na mapę lub globus. Jak okiem sięgnąć: wokół nas sami wrogowie.

Pod zaborem rosyjskim w polskich szkołach nie wolno było mówić po polsku, nawet na przerwach, nawet na rekreacjach. Młody gimnazjalista Władek [Korniłowicz] zapytał nauczyciela: „a myśleć po polsku wolno”? I został ze szkoły natychmiast wyrzucony, z wilczym biletem!

Płaszczyzna druga sporu jest jak wciąż otwarta rana: Shoah – ZAGŁADA. Tu żadne zaklęcia ani dekrety nic nie pomogą. Polska jest w tej szczęśliwej sytuacji, że jako państwo nie przyłożyła ręki do eksterminacji zamierzonej i dokonanej przez nazistów niemieckich. Kolaboracji na szczeblu rządowym nikt Polsce nie może zarzucić i nikt nie zarzuca. Nie mieliśmy rządu Vichy ani faszyzmu a la Mussolini.

Co zaś się odnosi do postaw Polaków w czasie okupacji, do pamięci ocalałych od Zagłady Żydów i nie-Żydów, to jest istna „puszka Pandory”. Nie otwierajmy jej, bo przegramy. Moralnie już przegraliśmy. Byli „Sprawiedliwi pośród Narodów”, liczni Polacy i Polki, zwykli, a niezwykli ludzie. Bogu niech będą dzięki za to, czego dokonali, w czasach terroru nazistowskiego – nie dla Medalu „Sprawiedliwych” przecież, ale z czystej miłości drugiego człowieka.

Byli też inni, o których chcielibyśmy raczej zapomnieć. Ciężko o nich mówić. Może ulegli pokusie ratowania swoich bliskich, może w nadziei przeżycia tego piekła na ziemi, może w nadziei, że wydając w ręce gestapo żydowskie dziecko ratowali własne? Któż to wie? „Są w Ojczyźnie rachunki krzywd”, napisał Władysław Broniewski.

Przeraża mnie to wkraczanie władzy i zapowiedź sankcji wobec ludzkiej pamięci indywidualnej i zbiorowej. Niedawno ktoś z rodziny naszej siostry Teresy Landy napisał mi, że ich krewny Janek Landy (1928-1943) zginął prawdopodobnie z rąk Polaków, a dwaj wujkowie Adam (1896-1945) i Jan (1907-1941) zostali zamordowani przez Niemców. Czy za tę informację o 15-letnim Janku, nie do końca zresztą sprawdzoną, autor listu miałby być teraz ścigany?

Wrażliwość polska, niemiecka, ukraińska, także rosyjska, to są cztery absolutnie nieprzetłumaczalne języki. A cóż dopiero żydowska! I tak już pozostanie. Nasz ból ojczysty, polski ból, ból zwykłych uczciwych Niemców [nie nazistów], ból zwykłych Francuzów ratujących od śmierci żydowskie dzieci, ból Ukraińców, ból Rosjan wplątanych wbrew ich woli w tryby nieludzkiego systemu... Od lat słucha ich i leczy – nie tłumaczy, tam właśnie, na terenie byłego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz- Birkenau niemiecki kapłan – nasz Przyjaciel ks. Manfred Deselaers. W imieniu nas wszystkich daje świadectwo, że pojednanie jest możliwe.

Czy ofiara życia polskiego franciszkanina o. Maksymiliana Kolbego, niemieckiego pastora Dietricha Bonhoeffera, niemieckiego i katolickiego księdza Maxa Metzgera, rosyjskiego duchownego prawosławnego Aleksandra Mienia, bestialsko zamordowanego przez nieznanych sprawców, były daremne? Jedyna moja - nasza nadzieja w tym, że wszystko przemija, a „Łaska Pańska trwa na wieki”  (Ps. 118).

S. Maria Krystyna Rottenberg należy do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, założonego w 1918 r. przez Różę Czacką i związanego z Zakładem dla Ociemniałych w Laskach. Laski to jeden z najważniejszych ośrodków w dziejach katolicyzmu otwartego w Polsce (pracowali tu m.in. ks. Władysław Korniłowicz, ks. Jan Zieja i ks. Stefan Wyszyński, a przyjeżdżali Tadeusz Mazowiecki, ks. Jan Twardowski, Stanisław Stomma, Zygmunt Kubiak, Jerzy Zawieyski oraz wielu przedstawicieli katolickiej i liberalnej inteligencji). Podczas II wojny światowej w prowadzonym przez siostry Zakładzie ukrywano żydowskie dzieci.


W ODPOWIEDZI NA KOMENTARZE PONIŻEJ:

Napisałam: nie otwierajmy tej „puszki Pandory", przegramy! Nie chodzi mi absolutnie o ukrywanie czegokolwiek czy o pisanie historii „na nowo”. Prawdę mówiąc, jest obojętne czy ją otworzymy czy nie, czy zrobimy to sami, czy zrobią to za nas inni. Wiemy, co jest w tej puszce Pandory. Niestety, coraz więcej wiemy. Wszelkie próby negowania są skazane na moralną porażkę. W tym upatruję moralną porażkę, a nie w samej debacie, czy w badaniach historyków, czy we wspomnieniach naocznych świadków.  Jeśli napisałam wyżej: nie otwierajmy jej, przegramy, to jedynie dlatego, że - w moim przekonaniu - zło popełnione w przeszłości wywlekane wciąż na nowo doprowadzi nasze emocje do zenitu, niczego nie naprawi, nadal będzie dzielić i tak już podzielone społeczeństwo, nie mówiąc o relacjach z innymi krajami.

S. Maria Krystyna FSK


CZYTAJ TAKŻE:

Paweł Śpiewak: Zmieniając ustawę o IPN, rządzący działają na szkodę Polski. Budzą podejrzenie, że coś jest z Polakami nie tak: że chcemy ukryć prawdę, a zamiast wymiany argumentów wybieramy sądy i więzienie.

Dariusz Libionka, historyk Zagłady: Polacy brali udział w zabijaniu Żydów. Mówimy o tym publicznie, ale nie wbrew faktom.

Ks. Adam Boniecki: Nie umiemy się uczyć na własnych błędach. Konflikt w połowie lat 80. o klasztor karmelitanek na terenie KL Auschwitz raz na zawsze powinien nam uświadomić szczególną wrażliwość na wszystko, co się wiąże z Holokaustem. czytaj więcej

Karolina Przewrocka-Aderet z Tel-Awiwu: Izrael korzysta z prawa do decydowania, kiedy użyć argumentu Zagłady, a kiedy zostawić go na później. W relacjach z Polską długo bratał się z prawicą, a teraz dziwi się, gdy wystawiła mu rachunek.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo dziwny głos chrześcijanki, która powinna znać słowa Jezusa, że nie kłamstwa, niedomówienia, fałszerstwa czy też lęki strachy, ale właśnie tylko PRAWDA wyzwala. Nie, nie można bać się żadnej prawdy, nawet najgorszej. Należy bezstronnie profesjonalnie wszystko wyjaśnić i wtedy będzie można twierdzić, że to jest "puszka Pandory" której otwarcie może kogoś kalać tym co zawiera. Dowiedzmy się tego. Jesteśmy to winni prawdziwej pamięci ofiar zagłady i całemu światu. Tej ustawy boją się tylko ludzie mali, głównie tacy, którzy wygadywali dotąd bezkarnie wiele bredni o Polsce i Polakach i teraz mogą być rozliczeni.Relatywizowanie win, odpowiedzialności, bólu itp. jest fałszowaniem faktów.

...

poskutkowało

Nie ma siostra racji co do kwestii tłumaczenie "Polish death camps". Problemem jest właśnie to, że takie sformułowanie jest DWUZNACZNE. Może oznaczać "obozy w Polsce" ale może też oznaczać "polskie obozy". Tyle tylko, że działania dotychczasowe (reakcje ambasad, uwagi wysyłane do osób, które wykorzystywały to sformułowanie) były skuteczne i w ciągu ostatniej dekady liczba takich publikacji systematycznie spadała. Teraz oczywiście nasz rząd jednym ruchem spowodował, że to wyrażenie pojawiła się MILIONY razy. Jeśli ktoś nie zna historii to zapadnie mu w pamięć to właśnie stwierdzenie. Mało kto będzie sprawdzał, o co naprawdę chodzi i w świadomości świata anglojęzycznego pozostaną "polskie obozy". Ironią losu jest to, że w zasadzie wszyscy członkowie rządu odpowiedzialni za tę awanturę powinni zostać natychmiast ścigani sądownie na mocy tej właśnie ustawy!

Zasadniczo zgadzam się co do joty z tezami artykułu, przynajmniej takimi, jakimi je rozumiem. Sprawę "polskich obozów" już dawno temu nieodwracalnie przegraliśmy i to na każdej płaszczyźnie po prostu nieudolnością, głupotą, zacietrzewieniem, bezmyślnością, hipokryzją i czym tam jeszcze. Co gorsze, materia wokół "polskich obozów" wydaje się być o wiele za skomplikowana jak na miałkość polskich umysłów. Dlatego też sam osobiście nie mam już siły wyjaśniać za każdym razem skomplikowanych aspektów i podchodzę do tego formalistycznie. Otóż niedopuszczalne jest dla mnie karanie kogokolwiek za użycie określenia "polskie obozy"/ "polskie obozy koncentracyjne" z tej prostej przyczyny, że takie obozy istniały, a karanie kogoś za mówienie prawdy, to przepraszam - jakaś paranoja. Istniał przecież założony w 1934 obóz w Berezie Kartuskiej; niezależnie od tego, jakie intencje przyświecały założycielom, chluby Polsce nie przynosi. Dalej, już jesienią 1939 r. powstał obóz w Cerizay we Francji, gdzie reżim Sikorskiego więził różne osoby słusznie czy niesłusznie podejrzewane o działalność antyrządową. Po upadku Francji obóz został przeniesiony na Wyspę Bute niedaleko Glasgow - w tym samym celu. Ponad 100 osób przypłaciło życiem "turnus" w tym obozie, zlikwidowanym dopiero w 1943 wskutek interwencji w Izbie Gmin. Wśród pensjonariuszy Rothesay na wyspie Bute była m.in. wdowa po marszałku Piłsudskim, wielu oficerów, generałów itd. No i wreszcie już w 1944 r. okazało się, że d. KL Majdanek, odziedziczony po Niemcach, świetnie nadaje się na obóz koncentracyjny dla AK-owców i innego elementu wywrotowego. Do tego samego celu wykorzystywano KL Auschwitz, niezależnie od obozu w Świętochłowicach i kilkudziesięciu innych miejscowościach. I na koniec sprawa przypominająca kabaret, mianowicie ściganie za mówienie nieprawdy. Otóż chciałbym przypomnieć dwie rzeczy, mianowicie: 1. sala sądowa jest ostatnim miejscem powołanym do ustalania prawdy historycznej, 2. od 50 lat interesuję się, jako hobbysta, historią i dobrze wiem, że w nauce historii nic nigdy nie jest ustalone raz na zawsze. To, co jest w podręcznikach i innych publikacjach, ma sens tylko i wyłącznie "prawdy wedle dzisiejszego stanu wiedzy". Przykłady można sypać z rękawa: gdyby wierzyć ruskim latopisom, pod Grunwaldem walczyły półmilionowe armie. Dopiero specjaliści od historii wojskowości ustalili, jakie były możliwości finansowe i rezerwy mobilizacyjne stron, i wyszło, że po ok. 35 tysięcy. Do niedawna przyjmowano, że tzw. chrzest Polski miał miejsce na Wielkanoc 966 r. Kamil Janicki w niedawnej publikacji udowodnił "na palcach", że to niemożliwe. Że 1. na pewno nie na Wielkanoc 966, i 2. na pewno nie chrzest Polski, lecz co najwyżej Mieszka I. Na życzenie jestem w stanie podać dziesiątki takich zrewidowanych wersji. Co to oznacza w razie rozstrzygania sprawy przez sąd, wyjaśniać chyba nie muszę.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]