Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ciemna strona świata

Ciemna strona świata

12.06.2017
Czyta się kilka minut
Mbembe odwołuje się do ciemnej, szalonej strony rozumu, do profanacji, do myślenia za pomocą błyskawic i gromów.
Fot. Matthias Balk / DPA / PAP
J

Jakie są źródła globalnej przemocy? Gdzie szukać dziś sposobów, by się jej przeciwstawić? Oto pytania, które stawia Achille Mbembe, jeden z najciekawszych współczesnych filozofów historii. W swojej najnowszej książce (a zarazem pierwszej przełożonej na język polski) – „Polityka wrogości” – proponuje bezwzględną diagnozę: „Możliwe, że nasza epoka nie jest spod znaku różnorodności, lecz fantazji o separacji, a nawet eksterminacji”.

Błyskawice i gromy

Mbembe to intelektualista globalny. Urodził się w 1957 r. w Kamerunie i tam też studiował, doktorat zrobił jednak w Paryżu. Dziś, choć wykłada od Berkeley przez Yale po Harvard, najściślej związany pozostaje z uniwersytetem Witwatersrand w Johannesburgu. Nie przeszkadza mu to wciąż pisać po francusku, kontynuując tradycję – którą sam nazywa myślą cyrkulacji, ruchu, przeprawy – zapoczątkowaną m.in. przez martynikańskich pisarzy, takich jak Aimé Césaire, Edouard Glissant czy Frantz Fanon.

Mbembe, podobnie jak jego poprzednicy, nie cofa się przed ideą „nieprzezroczystości”. W jego esejach, gęstych i literackich, znaczenia podróżują na wiele sposobów. Do pracy zaprzężony zostaje nie tylko intelekt, ale też intuicja i wyobraźnia. Mbembe wspomina nawet o odwoływaniu się do ciemnej, szalonej strony rozumu, o profanacji, o myśleniu za pomocą błyskawic i gromów. Refleksja bowiem, jak twierdzi, winna nie tylko zanurzać się w przeszłość i teraźniejszość, ale i inspirować przyszłość. Do tego zaś niezbędne jest przełamywanie skostniałych nawyków i wprawianie w ruch nowych wyobrażeń.

Szczególną rolę odgrywa u niego przesłanie Frantza Fanona, psychiatry i teoretyka dekolonizacji, zmarłego młodo w 1961 r. Pisma Fanona są dziś na świecie tematem intensywnych badań. Mbembe, zaliczający się do jego najważniejszych komentatorów, cały rozdział „Polityki wrogości” skonstruował z ingrediencji zaczerpniętych z tzw. „apteki Fanona”. Obu myślicieli łączy paląca etyczna potrzeba poszukiwania nowej formy „radykalnego humanizmu”, który odpowie na wyzwania teraźniejszości i pozwoli wynaleźć inną przyszłość.

Świat od podszewki

Pierwszą książką, którą Achille Mbembe zdobył popularność, był błyskotliwy, niemal barokowy w stylu zbiór esejów „De la postcolonie” (O postkolonii) z 2000 r. Badał w nim uporczywe mity, które rządzą naszym pojmowaniem postkolonialnej Afryki. Nie wahał się przy tym podjąć zadania stworzenia od podstaw teoretycznej reinterpretacji sposobów ustanawiania (się) władzy. Odczytywał na nowo kluczowe dla niego pojęcia – śmierci, utopii i boskiego libido – dając wyraz głębokiemu zainteresowaniu profetycznym wymiarem chrześcijaństwa.

Waga tej analizy i miejsce, jakie zdobyła w programach uniwersytetów w USA, sprawiają, że Achille Mbembe uznawany jest dziś za jednego z najwybitniejszych odnowicieli badań postkolonialnych. On sam wykracza jednak zdecydowanie poza tę ramę, zmierzając ku nowej filozofii politycznej i badaniom nad globalnymi mechanizmami władzy i dominacji.

Nie ma świata, który nie posiada swojej dozy cienia – zauważa Mbembe. Jego rozmyślania wychodzą właśnie od tej drugiej, ciemnej strony świata, od jego rewersu. To spojrzenie niejako od podszewki, z marginesu, na który wypchnęliśmy to, o czym chcieliśmy zapomnieć. Dla wielu twórców współczesnej myśli, od Hanny Arendt poczynając, kolonizacja i niewolnictwo nie były marginalnymi zjawiskami w dziejach Europy, ale kluczem do pojmowania procesów nowoczesności.

Tą właśnie drogą kroczy Achille Mbembe. Perspektywa ta pozwala mu nie tylko na lepsze zrozumienie głębokich struktur europejskiej tradycji, ale umożliwia też radykalną analizę neoliberalizmu i dzisiejszych schematów przemocy.

Człowiek-towar i nekropolityka 

W swej książce „Critique de la raison nègre” (Krytyka czarnego rozumu) z 2013 r. Mbembe nawiązuje do kantowskiej „Krytyki czystego rozumu”. Rozum, zauważa, nigdy wszakże nie istniał w „czystej” formie. Kategorie filozoficzne zawsze były uwikłane w praktykę. To właśnie koncepcja rozumu i racjonalności, centralna dla europejskiej nowoczesności i jej definicji człowieka, pozwoliła na budowę idei praw obywatelskich i politycznych. Ta sama koncepcja rozumu okazała się jednak podstawą segregacji. Narody, które zdawały się nie wypełniać europejskich kryteriów racjonalności, zostały wyrzucone symbolicznie (czasem też realnie) poza nawias człowieczeństwa. Uznane za przed-ludzkie, niezdolne do wyzwolenia się ze swej zwierzęcości, były synonimem nieokiełznanych instynktów, dziczy i ciemności. A także śmiertelnego zagrożenia. Czy samym swym istnieniem nie podkopywały zrębów tego, co rozumne?

W ten sposób Europa wymyśliła poręczny koncept rasy, zbudowała zeń figurę „Negra”, napiętnowała ją jako nieludzką i zamieniła w towar – kluczowy dla rozwoju europejskiej, a następnie amerykańskiej gospodarki. Oto i kontekst, w jakim europejska nowoczesność przez wieki rozwijała swą refleksję na temat tego, co ludzkie i nieludzkie, kształtowała swoje wizje wiedzy, obmyślała projekty rządów.

Dziś nowe formy wyzysku i wykluczenia wyrastają właśnie na przedłużeniu tej historycznej figury „Negra” – przekonuje Mbembe. „Człowiek-towar” to jedno z podstawowych pojęć dla zrozumienia neoliberalnego świata. Nowe sposoby utowarowienia mieszają rasę i klasę, dwie kategorie, które w historii nowoczesności zawsze nawzajem się „wytwarzały”. Każdy z nas może stać się „Negrem”. Mając to w pamięci, powinniśmy na nowo przemyśleć nasze pojmowanie odmienności i podobieństwa w łonie ludzkości.

Mbembe posiada rzadkie wyczucie formuły. Nie okazuje się ona nigdy pustą formą. Przeciwnie, działa jak silnik napędzający nowe analizy, dostarczający nowych obrazów naszej wyobraźni. Przykład: kapitalizm jako współczesne wcielenie animizmu. Czy do jego sedna nie należy bowiem zacieranie granicy między istotą ludzką a przedmiotem? Człowiek przekształcany jest w towar, towar zaś staje się bożkiem. Wszystko jest tu wymienne, zamienne w dane cyfrowe, zauważa Mbembe, nic więc nie jest już niemożliwe. Istoty ludzkie mogą traktować się z absolutną dowolnością. Granice człowieczeństwa zacierają się coraz bardziej za sprawą zmian wprowadzanych przez nowe technologie. Przyrodę można skonsumować do końca. A ludzkość, przez zniszczenie środowiska, może podpisać wyrok śmierci na samą siebie.

„Nekropolityka” – najsłynniejsza z formuł zaproponowanych przez Mbembego – na trwałe weszła do słownika analiz współczesnego świata. Uzupełnia ona koncepcję biopolityki Michela Foucaulta i pozwala, jak podkreśla sam filozof, badać współczesne sposoby oddawania życia we władzę śmierci. Chodzi tu o opis tych form suwerenności, których celem nie jest walka o polityczną autonomię, ale powszechna instrumentalizacja ludzkiego istnienia. I napiętnowanie tego, co Mbembe nazywa „światami śmierci” – nowych form społecznej egzystencji (np. obozów dla uchodźców), w których duże zbiorowiska ludzkie funkcjonują w warunkach, które z człowieka czynią żywego trupa.

Polityka wrogości

Ostatnia książka Mbembego jest zwięzła i niezwykle klarowna. Nasze czasy – rozpoczyna swą diagnozę filozof – są naznaczone ciągłymi migracjami ludności i planetaryzacją świata dokonującą się pod egidą militaryzmu i kapitalizmu. To zarazem czasy wyjścia z demokracji lub przynajmniej odwrócenia jej biegu.

Zachodnie demokracje zawsze posiadały dwa oblicza, a nawet dwa ciała: solarne i nocne. Współdziałały ze sobą dwa odrębne, choć nierozerwalnie powiązane porządki. Pierwszy to wspólnota bliźnich, podobnych sobie, rządzona przynajmniej w teorii przez zasadę równości. Drugi to zbiór nie-bliźnich, nie-podobnych, pozbawionych wszelkich praw. Ta nierówność, zauważa Mbembe, wynikała z uprzedzeń rasowych, które pozwalały utrzymać niemal nieprzekraczalny dystans pomiędzy wspólnotą bliźnich a resztą. Rewers demokracji najlepiej ucieleśniały imperium kolonialne i plantacja zbudowane na niewolniczej pracy.

Począwszy od XVII w. Europa próbowała uporządkować zasady prowadzenia wojny na własnym obszarze, ale poza swym terytorium pozwalała sobie na wszystko. Zapoczątkowany został wtedy ciąg wojen asymetrycznych, w których „inny” był wrogiem z definicji. Terror, który „tu” doprowadziłby do wojny domowej, mógł swobodnie wylewać się „tam”, gdyż poza granicami naszego świata prawo zostało zawieszone. „Poza” stanowiło laboratorium bezwzględnej przemocy, której ostatecznym celem była eliminacja. To stamtąd właśnie powróciła do Europy rykoszetem brudna wojna, z wynalazkiem obozu koncentracyjnego na czele.
Podział na „tu” i „tam”, ukształtowany w czasach kolonialnych, ujawnia się dziś w wojnie przeciw dżihadyzmowi. Mbembe opisuje ją jako starcie dwóch ogarniętych nihilizmem mitologii. Pierwsza z nich wierzy, że wyeliminuje namiętności religijne za pomocą bombardowań, zaś jej narzędziem jest dron, konsekrujący „czyste” egzekucje poza prawem. Druga chce położyć kres zewnętrznym wpływom poprzez publiczne ścinanie jeńców czy terrorystyczne zamachy. Obie mają podobny cel: unicestwienie wszelkiej możliwości wzajemnej relacji.

Świat jednak się skurczył. Przecinają go niepowstrzymane prądy: migrujących ludzi, krążącego kapitału, przepływu danych. Zacierają się fizyczne granice. To dlatego – zauważa Mbembe – dwa ciała demokracji, ciało dzienne i ciało nocne, zdają się dziś ze sobą łączyć. Coraz trudniej oczekiwać bezpiecznego życia „tu”, gdy toczy się wojnę „tam”. Chaos, który siejemy gdzie indziej, wraca jak bumerang. Nie tylko w formie zamachów, ale też nasilających się wszędzie zapędów autorytarnych.

Sposób zarządzania z pomocą stanu wyjątkowego, niegdyś zarezerwowany dla kolonii, przenosi się na terytoria narodowych demokracji. Terroryzm pozwala demokracjom na nowo się konstruować, w negatywie, poprzez cofanie praw i wzrost roli policji. W tym samym czasie narasta chęć odbudowy granic i murów. Kolonia i plantacja służyły niegdyś za maszyny do kategoryzacji i segregacji. Ta sama zasada rozdziału populacji powraca dziś w zachodnich państwach narodowych. Rośnie potrzeba rozróżnienia grupy na przyjaciół i wrogów, „rdzennych” i „obcych”. Dawniej mówiło się o „nieprzystawalności ras”, dziś mówi się o „nieprzystawalności kultur”. Rasizm odradza się tak w starych, jak i nowych formach. Mbembe nazywa to tendencją do planetaryzacji apartheidu.

Gdzie szukać alternatyw ?

Tkanie więzi

Demokracje liberalne, zauważa Achille Mbembe, wspierają się na idei tożsamości, budowanej z kolei na kategorii korzeni. Kto jest członkiem wspólnoty, obywatelem państwa? Wyłącznie autochton. Jeśli zechce nim zostać cudzoziemiec, czekają na niego złożone procedury. W imaginarium liberalnej demokracji przypadek, który decyduje o miejscu naszego urodzenia, zamienia się automatycznie w los, na jaki jesteśmy skazani. Tymczasem ani urodzenie, ani pochodzenie nie czynią nas tym, kim jesteśmy! Dzieje się to natomiast za sprawą przebytej drogi, spotkań, jakie na niej następują, i użytku, jaki z nich robimy. Tożsamość, pisze Mbembe, ofiarowuje mi inny człowiek.

Wbrew temu, co sądzą nacjonaliści, świat zawsze był tylko jeden. Jak zamieszkiwać go razem? Mbembe wzywa do konstrukcji wspólnych genealogii. Do pracy nad wspólną pamięcią, abyśmy potrafili rozpoznać w sobie wzajemnie fragmenty jednej ludzkości.

Wspólne, jak zauważa, jest choćby pojęcie długu. Nikt z nas nie narodził się sam z siebie. Na życie zawsze otwiera nas ktoś inny. Do nas zatem należy przekazywanie dalej tego społecznego życia. Mbembe nazywa to „etyką przechodnia”, świadomego, że świat nie jest własnością żadnej jednostki. I wreszcie – nasza kruchość oznacza, że musimy tkać więzi solidarności. Niezbędne jest odtwarzanie tych więzi, które nie są wykluczające. Tylko one pozwolą skonstruować przyszłość polityczną inną niż zasada wrogości, która dziś dominuje, przyszłość opartą na relacji wzajemnej opieki.

Realna wspólnota naszego przeznaczenia winna przeważyć nad kultem różnicy – postuluje Mbembe. I nie ulega dla niego wątpliwości, że czas rozszerzać ideę tej wspólnoty na całość życia egzystującego na naszej planecie.

Nowe imaginarium

Zadanie wypracowywania całkiem nowych wyobrażeń to, powtórzmy, jedno z najważniejszych zadań refleksji. Achille Mbembe dostrzega tu rolę nie tylko literatury, ale i sztuki współczesnej. Nic dziwnego, że jego analizy stały się w tym roku jednym z ważnych punktów odniesienia dla Dokumenta 14 – tegorocznej edycji najbardziej oczekiwanego przeglądu sztuki na świecie, odbywającego się co pięć lat. Wystawie, zorganizowanej tym razem przez polskiego kuratora Adama Szymczyka w Atenach i w Kassel, towarzyszy m.in. cykl debat pod hasłem „Stowarzyszenie na Rzecz Zakończenia Nekropolityki”.

Niespełna dekadę temu martynikański filozof Edouard Glissant opisywał przyszłość, w której cały glob staje się niejako „nowym regionem świata”, zbudowanym z niespotykanych dotąd konfiguracji związków ludzi i przyrody, opartych nie na hegemonii, lecz na wzajemności. Dziś coraz silniej odnosimy wrażenie, że doganiają nas ciemne widma z odległej przeszłości, a lepsze jutro jest już za nami. Czy można sprawić, by optymizm Glissanta zachował rację bytu? Achille Mbembe odpowiada na to pytanie. Pozbawiona złudzeń analiza współczesności łączy się u niego z przekonaniem o możliwości rozwijania etycznych perspektyw. W rezultacie, jak zauważył dziennik „Libération”, Mbembe należy do tych paradoksalnych optymistów, którzy przepowiadają najgorsze, zachowując zarazem wiarę w przyszłość. ©

ACHILLE MBEMBE urodził się w 1957 r. w Kamerunie. Jest wykładowcą historii i nauk politycznych na Uniwersytecie Witwatersrand w Johannesburgu (RPA) oraz członkiem Wits Institute for Social and Economics Research (WISER), wykłada też na wydziale literatury francuskojęzycznej Duke University (USA). Zajmuje się przede wszystkim krytyką postkolonialną, nadając jej nowy wymiar dzięki wydobywaniu podobieństw między sytuacją krajów postkolonialnych oraz zachodnich demokracji. Jego książki tłumaczone są na wiele języków. Do najważniejszych należą: „De la postcolonie” (2000) (O postkolonii), „Critique de la raison nègre” (2013) (Krytyka czarnego rozumu), „Sortir de la grande nuit: Essai sur l’Afrique décolonisée” (2010) (Wyjść z wielkiej nocy: esej o Afryce zdekolonizowanej) i „Polityka wrogości” (2016) (Politiques de l’inimitié).

OLGA STANISŁAWSKA jest reportażystką i eseistką. Publikuje w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, „Kontekstach” oraz „Widoku”. W 2002 r. otrzymała Nagrodę Fundacji im. Kościelskich za książkę „Rondo de Gaulle’a” – owoc roku spędzonego w drodze od Casablanki do Kinszasy. Przewodnicząca kapituły Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Książkowy. Mieszka w Paryżu.

PODCZAS FESTIWALU CONRADA odbędzie się spotkanie z Achilleem Mbembem oraz premiera jego pierwszej polskiej książki „Polityka wrogości” (ukaże się nakładem wydawnictwa Karakter w przekładzie Katarzyny Bojarskiej i Urszuli Kropiwiec), która jest też inspiracją – obok innych źródeł – dla wystawy „Nowy region świata”, przygotowywanej na jesień przez galerię Bunkier Sztuki w Krakowie. Związana programowo z Festiwalem, wystawa za punkt wyjścia obiera Conradowską żeglugę po rzece Kongo – ucieleśnienie paradygmatu opartego na wizji sztywnych tożsamości i podziałów w łonie człowieczeństwa. Sam Mbembe dokonywał krytycznej lektury Conrada – warto jednak zapytać, czy wśród możliwych interpretacji „Jądra ciemności” nie odnajdzie się pokrewieństwa z metaforą „nocnego ciała” europejskich demokracji?

ARTYŚCI z Afryki, Europy, Karaibów i obu Ameryk stawiają pytania o te właśnie zjawiska. Badają też, jak myśleć i działać bez kategorii, za którymi wciąż ukrywają się relacje dominacji. Sondują możliwości światów zbudowanych na innych zasadach.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]