Biurokracją w wirusa

Jeśli mniej testujemy, a wykrywamy coraz więcej zakażeń, oznacza to, że maleje nasza zdolność do szybkiego wykrywania i izolowania ognisk COVID-19.

Reklama

Biurokracją w wirusa

Biurokracją w wirusa

28.09.2020
Czyta się kilka minut
Jeśli mniej testujemy, a wykrywamy coraz więcej zakażeń, oznacza to, że maleje nasza zdolność do szybkiego wykrywania i izolowania ognisk COVID-19.
Centrum testowe COVID-19 przy Stadionie Energa Gdańsk, 25 września 2020 r. / WOJCIECH STRÓŻYK / REPORTER
T

Tych kilka liczb definiowało emocje społeczne w ubiegłym tygodniu: 974, 1136, 1587, 1584. Liczba dziennych zakażeń SARS-CoV-2 przekracza kolejne psychologiczne bariery, choć na mapie Europy zdajemy się być może nie zieloną, ale przynajmniej żółtą wyspą. Liczba prowadzonych testów nie przekracza 24 tys. i wiąże się z wprowadzoną po dymisji Łukasza Szumowskiego zmianą strategii walki z epidemią. Nowy szef resortu zdrowia Adam Niedzielski optuje za „testowaniem celowanym”. Badań jest mniej niż miesiąc temu (liczba testów sięgała 35 tys.), bo poddaje się im głównie osoby objawowe, zrezygnowano też z testowania kończących izolację lub kwarantannę.

Minister i Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas są na tyle zadowoleni z nowej strategii, że zalecają ją całej Unii. Tyle że nie przypadkiem większość krajów podąża w kierunku przeciwnym: ułatwienia dostępu do testów dla osób dostrzegających u siebie objawy COVID-19. Światowa Organizacja Zdrowia przyjmuje wskaźnik 5 proc. testów pozytywnych jako granicę, powyżej której rośnie ryzyko utraty kontroli nad epidemią. Dlaczego? Jeśli mimo mniejszej liczby testów wykrywamy coraz więcej zakażeń, oznacza to, że maleje nasza zdolność do szybkiego wykrywania i izolowania ognisk choroby. Oszczędzamy na kosztach testów, ale infekcje wykrywamy na stosunkowo późnym etapie – dajemy więc koronawirusowi czas na transmisję. W krajach południowoamerykańskich, gdzie SARS-CoV-2 szaleje, uśrednione wskaźniki testów pozytywnych wynoszą 49 (Argentyna), 28 (Paragwaj) czy 51 proc. (Meksyk). W Polsce obecnie 4,4 proc.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Koronawirus rośnie w siłę, tymczasem minister trwoni kredyt zaufania, z jakim rozpoczynał urzędowanie. Nad jego strategią załamują ręce lekarze rodzinni, którym przypisano rolę sanepidu i call center. „To miks e-medycyny z epoką kamienia łupanego” – skomentował lekarz POZ Maciej Biardzki opublikowane przez ministerstwo algorytmy postępowania. Lekarze rodzinni zyskali wprawdzie możliwość kierowania pacjentów na testy, ale muszą ich zbadać osobiście. Chyba że wystąpią naraz cztery objawy: gorączka, kaszel, utrata węchu lub smaku i duszność – wtedy wystarczy teleporada. Od dawna protestuje Porozumienie Zielonogórskie, jednoczące właścicieli przychodni POZ, w minioną niedzielę zabrało głos na ogół stroniące od mocnych słów Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. W liście otwartym wskazało, że zakażonych pacjentów z pełnymi objawami jest stosunkowo niewielu, a przepis „prowadzi do niepotrzebnego narażenia szerokiej grupy pacjentów oraz personelu przychodni”. Dokument podkreśla też, że „błędnym podejściem jest zachęcanie do »normalności« i większego »otwarcia« właśnie wtedy, gdy w populacji przybywa osób zakażonych”.

Problemów ze strategią jest więcej. Do najpoważniejszych należy konieczność skierowania pacjenta „pozytywnego” na konsultacje ze specjalistą chorób zakaźnych. Zakaźników jest w Polsce ok. 1100, realnie pracujących w systemie – kilkuset mniej. „Tylko pierwszy dzień funkcjonowania tego zarządzenia spowodował zatkanie izb przyjęć – napisał do ministra prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak. – Napór chorych skąpoobjawowych lub wręcz bezobjawowych (...) uniemożliwi hospitalizację i leczenie osób faktycznie wymagających leczenia”. Według wielu ekspertów powstał system czysto administracyjny, zapominający o medycynie i epidemiologii, nie mówiąc już o dobru pacjenta. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Strategia, jakież to eleganckie słowo, jakże potrafimy nim żaglować. Tymczasem nawet "mam plana" jak to powiadał serialowy Ferdynand Kiepski, nie mamy. Od samego początku nie mieliśmy i nie sądzę by coś się ulęgło. Kolega z pracy cyklicznie gorączkuje, ma kłopoty z gardłem, trzeci raz leczy się go konsultacjami telefonicznymi. Jeszcze trochę a wyląduje u znachora.

No cóż, zakażeń coraz więcej, wiosenna epidemia okazuje się pestką, teraz większość z nas zna osobiście kogoś chorego. Na to nakłada się sezon grypowy,szykuje się nam mały armageddon...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]