Zrobieni na zielono, czyli jak nikną małe partie w wielkiej koalicji

Decyzja PO, by w wyborach samorządowych nie tworzyć komitetu wspólnie z Lewicą, oznacza, że Donald Tusk postawił na wzmocnienie własnej hegemonii w koalicji.
Czyta się kilka minut
Adrian Zandberg i Magdalena Biejat rozdają drożdżówki w ramach kampanii wyborczej Lewicy. Warszawa, październik 2019 r. // Fot. Piotr Molecki / East News
Adrian Zandberg i Magdalena Biejat rozdają drożdżówki w ramach kampanii wyborczej Lewicy. Warszawa, październik 2019 r. // Fot. Piotr Molecki / East News

Zerwanie rozmów z Lewicą w sprawie wspólnych list do samorządów to pierwszy sygnał, że wewnątrz koalicji rządzącej, mimo pozorów jedności, toczy się ostra walka. Spodziewany słaby rezultat w wyborach lokalnych może sprawić, że pozycja negocjacyjna Włodzimierza Czarzastego mocno spadnie. Tego właśnie chce Tusk, którego niektórzy podejrzewają wręcz o chęć utopienia Lewicy, obecnie najsłabszego podmiotu w koalicji.

Platforma przeciągała negocjacje z Lewicą, a decyzja o samodzielnym starcie zapadła niespodziewanie i wywołała ogromne zaskoczenie sojusznika. Jedną z istotnych przesłanek była obawa Tuska przed nadmiernym wzmocnieniem Trzeciej Drogi, gdyby KO zbytnio przesunęła się w lewo (choć sama PO obficie korzysta z programu Lewicy). Notowania TD już i tak są zaskakująco wysokie, zapewne dzięki Szymonowi Hołowni w roli marszałka Sejmu.

– Zadziałała zasada Grzegorza Schetyny z 2019 roku – mówi jeden z polityków KO. – Ówczesny lider Platformy był wtedy architektem Koalicji Europejskiej. Poza PO uczestniczyły w niej SLD, PSL, Nowoczesna i Zieloni, które wystawiły wspólne listy do europarlamentu. I choć bez tej współpracy nie byłoby potem paktu senackiego, a być może także Koalicji 15 października, to jednak tamten eksperyment nie był udany, bo przegraliśmy z PiS. Gdy po porażce z koalicji wycofał się PSL, Schetyna odmówił tworzenia na jesienne wybory parlamentarne sojuszu z samym SLD, by takiego bloku nie postrzegano jako „centrolewu”. Dzięki temu jednak wszystkie ugrupowania lewicowe: SLD, Wiosna i Razem, zostały zmuszone do porozumienia, co zaowocowało ich powrotem do Sejmu po 4 latach.

Polityk KO przypomina, że to właśnie SLD odniosło największe korzyści z przegranych wyborów do europarlamentu w 2019 r. – mandaty zdobyli wówczas m.in. byli premierzy Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller. Teraz, dodaje polityk KO, Lewica w podobny sposób chciałaby „spijać śmietankę”. W negocjacjach żądała w wielu okręgach pierwszych miejsc, nie paląc się zarazem do obsadzania swoimi działaczami tych dalszych. Brak realnej oceny własnej siły wywołał niechęć Tuska, a zwłaszcza liderów regionalnych PO, którzy mieliby utykać lewicowców na listach kosztem swoich ludzi.

Jedyny korzystny dla Lewicy skutek to – być może – ponowne zbliżenie głównego nurtu z Partią Razem, która z racji zlekceważenia jej postulatów przez Tuska (głównie mieszkaniowych) nie weszła do koalicji rządzącej. Ugrupowanie to, jeszcze w trakcie negocjacji Nowej Lewicy Czarzastego z PO, planowało samodzielny start w wyborach do niższych szczebli samorządu, dopuszczając jedynie wspólne listy na poziomie sejmików. Widać było też, jak ostro Adrian Zandberg krytykuje nowy rząd za kontynuację push-backów na granicy. Ostatnia decyzja Tuska zapewne spowoduje, że środowiska lewicowe będą znowu zwierać szeregi, także z lokalnymi stowarzyszeniami. W Warszawie ma np. powstać koalicja Nowej Lewicy, Razem i Miasto Jest Nasze, a jej kandydatką na prezydenta ma być wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat.

Nie jest wykluczone, że samodzielny start całej Lewicy, przy niskich notowaniach w sondażach, będzie zmuszał jej działaczy do aktywności niekorzystnej dla Koalicji 15 października. Nowa Lewica Czarzastego i Biedronia była dotąd wiernym sojusznikiem PO w kontrowersyjnych sprawach, takich jak działania ministrów Sienkiewicza i Bodnara. Partia Razem była bardziej sceptyczna, ciekawie więc będzie obserwować, jak zmieni się narracja całego środowiska, pragnącego odróżnić się w kampanii.

Zerwanie negocjacji przez Tuska cieszy głównie działaczy PO, którzy nie będą się musieli z nikim dzielić „jedynkami”. Martwi za to inne podmioty KO – Nowoczesną, Inicjatywę Polską i Zielonych, które także zatracają swą podmiotowość. Działacze dwóch pierwszych przyznają, że są już praktycznie częścią PO, a tylko Zieloni zachowali resztki autonomii. Jednak oni też przeżywają kryzys; nie widać ich w mediach, nie są aktywni – poza Klaudią Jachirą, od dawna uważaną jednak za enfant terrible KO. Jedynym sukcesem Zielonych było objęcie przez Urszulę Zielińską stanowiska wiceministry klimatu i środowiska.

Ostatecznie może się okazać, że do kolejnych wyborów parlamentarnych w 2027 r. sytuacja w Koalicji Obywatelskiej zmieni się na tyle, że będzie mogła wrócić do starej nazwy. Wystarczy poprawić pierwsze słowo.


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zrobieni na zielono