Wydamy kolejne miliardy na eskadry myśliwców. Ale kto nimi poleci?

Polska nigdy nie kupowała tyle uzbrojenia, co w ostatnich latach. I nigdy dotąd nie wzmacnialiśmy armii równie chaotycznie.
Czyta się kilka minut
Amerykański F-15E / Aviation-images/UIG Diverse/EAST NEWS

Niemal 137,2 mld złotych wyda Polska w przyszłym roku na obronność. 92 mld zł będą pochodzić z budżetu. Resztę wyłoży Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, czyli kontrolowana przez rząd instytucja, która służy do tego, by niektórych wydatków publicznych finansowanych z pożyczek nie wliczać do oficjalnego bilansu zadłużenia państwa.

Jak by jednak nie liczyć, w 2024 r. Polska zamierza wydać na obronność równowartość 4,2 proc. PKB. Większość krajów NATO z trudem dochodzi do poziomu 2 proc. Nic dziwnego, że w kuluarach zakończonego właśnie Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach mówiono, że dla przemysłu zbrojeniowego jesteśmy dziś jednym z najważniejszych rynków.

F-15EX ex machina

Jakby dla potwierdzenia tych słów przedstawiciele amerykańskiego Boeinga ogłosili w Kielcach, że złożą Polsce ofertę zakupu myśliwców przewagi powietrznej F-15EX. Gotowość przystąpienia do przetargu na taki sam typ maszyn głosili także wysłannicy europejskiego konsorcjum produkującego konkurencyjny samolot Eurofighter 2000.

To o tyle zaskakujące, że polska strona nie zgłaszała dotąd chęci zakupu podobnych myśliwców. Przeciwnie: z wielu wypowiedzi lotników pobrzmiewa, że na taki typ samolotu nie możemy sobie na razie pozwolić. „Mam wiele obaw, czy jesteśmy w stanie w krótkiej perspektywie wykorzystać takie maszyny. (...) Czeka nas duży wysiłek związany ze szkoleniem pilotów. Jesteśmy dziś już na granicy możliwości szkoleniowych w związku z wejściem do służby FA50 i F-35” – mówił inspektor Sił Powietrznych generał Ireneusz Nowak w podkaście Polityka Insight.

Kilka dni po zakończeniu kieleckich targów szef MON Mariusz Błaszczak jeszcze bardziej podgrzał atmosferę. „Potrzebne są nam jeszcze przynajmniej dwie eskadry samolotów wielozadaniowych. Jakie to będą samoloty? Pracujemy nad szczegółami” – zapowiedział na antenie radia RDC.

Pilna potrzeba

Myśliwce przewagi powietrznej służą do przeganiania z nieba wrogich maszyn. To z reguły duże samoloty, zdolne do działania na wysokości niemal 20 km z prędkościami dochodzącymi do 3 tys. kilometrów na godzinę, czyli znacznie szybciej i wyżej od maszyn wielozadaniowych, takich jak F-16. Mogą zabrać także więcej uzbrojenia i po wywalczeniu przewagi na niebie wykonywać zadania klasycznego myśliwca wielozadaniowego, wspierając siły lądowe.

Deklaracja ministra Błaszczaka być może nieprzypadkowo zbiegła się więc w czasie z nagłą zmianą narracji przedstawicieli Boeinga, którzy w mediach zaczęli podkreślać uniwersalność swojej konstrukcji, choć wcześniej koncentrowali się na wąskim aspekcie walki powietrznej. Być może tak naprawdę decyzje w sprawie zakupu F-15EX już zapadły, a my oglądamy jedynie inscenizację, która ma nadać tej transakcji pozory zwykłej procedury. Zresztą, w przypadku MON już od kilku lat trudno mówić o procedurach. Ich miejsce zajęło pojęcie-wytrych: „pilna potrzeba operacyjna”.

Poproszę na wczoraj

Tą formułą MON zaczął się posługiwać podczas misji w Afganistanie, kiedy sytuacja rzeczywiście wymagała obejścia procedur. W 2019 r. resort – już pod rządami Mariusza Błaszczaka – nieoczekiwanie kupił jednak w „trybie pilnej potrzeby operacyjnej” 32 myśliwce F-35. 

Polskie lotnictwo nie brało wówczas udziału w żadnej poważnej misji poza granicami kraju, sytuacja geopolityczna także nie wymuszała pośpiechu. Jedynym argumentem za skróceniem ścieżki zakupowej był pogarszający się stan techniczny floty poradzieckich myśliwców. Seria wypadków samolotów MIG-29 w latach 2016-18 wyeliminowała ze służby trzy maszyny i kosztowała życie jednego pilota. Wojskowi podzielili się więc w ocenach: jedni gratulowali MON odważnej decyzji, inni krytykowali chaotyczne zakupy, łącząc je z nadchodzącymi wyborami do parlamentu.

To, co w 2019 r. mogło jeszcze wydawać się wyjątkiem od reguły, dziś jest standardową praktyką. Pilne potrzeby operacyjne stały się normą, zwłaszcza po napaści Rosji na Ukrainę. Po zakupie F-35 w tym samym trybie kupiliśmy m.in. 250 czołgów Abrams, śmigłowce Black Hawk, tureckie drony Bayraktar i amerykańskie MQ-9 Reaper.

Procedura okazała się tak elastyczna, że resort zamówił w ten sposób nawet 300 mobilnych ołtarzy polowych. Wycofał się z tego pomysłu dopiero po krytyce mediów. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Dwa machy na godzinę