Wokół tego, skąd pochodzi wasze jedzenie, będą się kręcić polityczne kampanie tego roku

W dzisiejszym świecie traktor służy nie tylko w polu, ale też do politycznej orki i rozrzucania wizerunkowego obornika.

30.01.2024

Czyta się kilka minut

fot. NoirChocolate / shutterstock
fot. NoirChocolate / shutterstock

Siedem procent w ciągu 10 lat ma szansę wzrosnąć dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji produkt krajowy brutto – czy raczej produkt światowy brutto, bo raport banku inwestycyjnego Goldman Sachs omawia rzecz w skali globalnej, ci panowie nie zajmują się drobniakami, na rachunki poniżej bimbaliona szkoda ich pozłacanego czasu. Procenty są raczej wabikiem, jednak sama metodologia oszacowania okazała się warta uwagi ludzi, którym bardziej ufam niż bankierom: oto „The Economist” w dużym tekście wysnuł paralelę między AI a traktorem, pokazując, że jego upowszechnienie w pierwszej połowie XX w. doprowadziło do mniej więcej porównywalnego ze spodziewanym obecnie wzrostem PKB, tyle że w dłuższym znacznie czasie.

Historia zmian, jakie traktor wywołał, i problemów, jakie musiał pokonać, zanim stał się częścią codzienności, może być przydatna, jeśli ktoś chce przewidzieć, co jego światu zrobi wkrótce sztuczna inteligencja. Obok listy łatwych do wyobrażenia korzyści, np. otwarcia milionom ludzi drogi do pracy w mieście, uwolnienia znacznych areałów dotychczas potrzebnych do wykarmienia koni, londyńscy redaktorzy przypominają też np. wyjałowienie i erozję Wielkich Równin w Ameryce, dopiero dzięki maszynom wykorzystanych na wielką skalę do uprawy. Kto pamięta „Grona gniewu” i historie wielkich burz pyłowych (Dust Bowl) z lat 30., ten może sobie wyobrazić, że i nas czekają nieznane na razie momenty zbiorowej rozpaczy. Oby tylko znalazł się godny ich opisania Steinbeck.

Inżynierzy i księgowi wszystkiego nie zdołają przewidzieć. Traktor służy nie tylko w polu, ale też do politycznej orki i rozrzucania wizerunkowego obornika. W tym tygodniu będziemy oglądać eskalację blokad dróg we Francji, aż do zapowiadanego pełnego oblężenia Paryża – mimo że świeżo mianowany premier szybko zapowiedział cofnięcie podwyżek podatku od paliwa rolniczego i niektórych restrykcji ekologicznych. Podatek od ropy do traktora był tak samo zapalnikiem ogromnych akcji ulicznych w Niemczech, ocierających się o otwartą przemoc. Ostatnie masowe demonstracje w tamtejszych miastach przeciwko partii AfD i jeszcze bardziej skrajnej prawicy zepchnęły w cień rolniczy bunt, ale tylko na moment.

Jedno z drugim zresztą się ściśle wiąże, to znaczy partie określane mianem populistycznych i prawicowych (tyle się ich pojawiło i w tylu wariantach, że te terminy stają się cokolwiek mgliste) szybko wzięły „obronę rolnictwa” i walkę o tzw. suwerenność żywnościową na sztandary, obok typowych dla nich spraw, jak obrona czystości rasowej Europy czy rozmaite wojenki kulturowe. Jak bardzo te hasła rezonują wskroś tradycyjnych podziałów lewo-prawo, mogliśmy się w Polsce już dawno przekonać, obserwując pionierski pod tym względem projekt Samoobrony. Teraz Europa boryka się z Samoobronami na sterydach, współczesnymi wersjami ruchów chłopskich, z tą różnicą, że dziś „chłopstwo” to ułamek, jednocyfrowy procent zachodnich społeczeństw.

Na dobrą sprawę, jesteśmy na tyle bogaci, że moglibyśmy ściągać całość naszego pożywienia z dalekich lądów. Ale nawet miejski człowiek z lodówką pełną importowanych rzeczy ma atawistyczne przywiązanie do ziemi, nosi w sobie głęboką mentalną bruzdę, gotową na gniewny siew. Dlatego temat, jak to mówią macherzy od kampanii, „zażarł”. Bardziej tradycyjne partie starej centroprawicy próbują przejmować traktorowy język, obiecując np. cofnięcie rozwiązań narzuconych przez Zielony Ład, które utrudniają życie „tradycyjnemu rolnictwu”. Wokół tego, skąd pochodzi wasze jedzenie, kto i jak je produkuje, będą się kręcić wielkie polityczne kampanie tego brzemiennego w różne elekcje roku.

Jean Monnet, jeden z tzw. ojców założycieli Unii, mawiał, że Europa się wykuwa w kryzysach i że będzie ona niczym innym, jak sumą odpowiedzi na te kryzysy. Nieutopijne, a zarazem pełne skromnej nadziei. Dotychczas miał rację i ta funkcjonalna definicja się świetnie sprawdzała. Co dalej? Trzeba nam pamiętać, że Monnet oprócz tego, że był wizjonerskim działaczem gospodarczym i politycznym (bo nie pełnił żadnych urzędów z wyboru), zajmował się przez wiele lat zarządzaniem rodzinną firmą koniakową, istniejącą do dzisiaj. Czasy idą tak ciekawe, że oprócz jego trzeźwych słów, może się przydać i butelka z jego nazwiskiem.

Prawie nikt z nas nie jest rolnikiem, ale często bywamy zbieraczami. Jedni zbierają grzyby, inni, bardziej na południe np., jadalne kasztany w pięknych kolczastych łupinach. Ale możemy też je kupić i zrobić z nich rozgrzewającą zupę. Pół kilo kasztanów nacinamy na wypukłej stronie łupiny, wrzucamy do garnka z wodą, gotujemy 20 minut. Kiedy trochę ostygną, obieramy je. Równolegle szykujemy litr wywaru warzywnego, podkręconego rozmarynem. Obrane kasztany wrzucamy do gorącego wywaru i gotujemy kolejne 20 minut. Wyjmujemy je i miksujemy na gęstą papkę, dolewając po trochu wywaru, aż osiągniemy średnio gęsty krem. Doprawiamy solą, pieprzem i dobrą oliwą, dodajemy grzanki. Kto lubi ryzykowne połączenia smakowe, może dodać do misek kapkę miodu kasztanowego lub gryczanego.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego powrócił do zawodu – najpierw jako redaktor pierwszego internetowego tygodnika książkowego „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Siew i gniew