Reklama

Tłumacząc tych, którzy nie mają słów

Tłumacząc tych, którzy nie mają słów

26.04.2021
Czyta się kilka minut
Valeria Luiselli zaczęła od opowieści o życiu na styku języków, kultur i tradycji. Ale jej rzeczywistym powołaniem jest literatura opowiadająca o tych, którzy nie mają głosu, a którzy według niej są przyszłością obu Ameryk.
DIEGO BERRUECOS
T

To miała być książka o doświadczaniu Meksyku, próba odnalezienia się w rzeczywistości meksykańskiej stolicy – tak po latach Valeria Luiselli wspominała projekt debiutanckiego tomu. Chodziło o potrzebę oswojenia miasta. Krótko po osiągnięciu pełnoletności pisarka po raz pierwszy tak naprawdę zamieszkała w swoim kraju. Dotychczasowe życie wiodła bowiem – jako córka dyplomaty – w odległych zakątkach świata: w RPA, Korei Południowej, Indiach. Językiem domowym był hiszpański, ale w szkole i z rówieśnikami porozumiewała się po angielsku. Meksyku doświadczała na odległość i poprzez lektury, teraz miała się w nim wreszcie zanurzyć.

Pielgrzymka do grobu ulubionego pisarza

Tyle że wyszło zupełnie inaczej. „Papeles falsos” („Fałszywe papiery”, 2010, na angielski przetłumaczone jako „Sidewalks”; wątek angielsko-hiszpańskiego galimatiasu z tytułami jeszcze powróci) to książka tak kosmopolityczna jak biografia autorki. Owszem, znajdziemy tu rozdział o doświadczaniu miasta Meksyk i o poczuciu zagubienia, ale to tylko jeden z tekstów w całym zbiorze tych – jak nazwała je autorka – bildungsesejów. Na plan pierwszy wysuwa się Wenecja, choć zdaniem Luiselli pisanie kolejnej opowieści o tym mieście przypomina dolewanie szklanki wody do oceanu.

Podróż do Wenecji ma jednak określony cel: spotkanie z duchem Josifa Brodskiego. Otwierająca tom scena poszukiwania grobu poety na cmentarzu San Michele daje nam wyobrażenie o metodzie pisarki: anegdota o błąkaniu się po nekropolii zarysowana jest dowcipnie i lekko (narratorka przygląda się kobiecie, która pielgrzymuje do „konkurencyjnego” grobu Ezry Pounda i podkrada czekoladki z nagrobka Brodskiego), ale nie brak literacko-intelektualnych odniesień (tu Chesterton, tam Bergson – wyłania się z tego lista lektur ambitnej czytelniczki) ani błyskotliwych obserwacji (np. tej o uderzającym podobieństwie między szukaniem czyjegoś miejsca pochówku na nieznanym cmentarzu a wypatrywaniem w tłumie osoby, z którą się umówiliśmy).

Oczytana, uważna, skłonna do refleksji, ale powściągliwa w słowach – taka jawi nam się Luiselli i pewnie to właśnie ujęło Ceesa Nootebooma, który poprzedził niderlandzkie wydanie „Papeles falsos” bardzo ciepłą przedmową. To książka podróżnicza w formie zbioru esejów – opisuje ją niderlandzki prozaik – całość utrzymana w tonie filozoficzno-flanerskim. Istotą tego tomu jest przechadzanie się, jego metodą zaś – obserwacja, która determinuje formę książki: Luiselli prezentuje nam notatki, nie wdaje się w analizy, tylko rzuca szybkie myśli.

W trzecim szkicu, poświęconym przewagom jazdy na rowerze nad innymi formami pokonywania przestrzeni, autorka stawia tezę, że różnica między lataniem samolotem, chodzeniem pieszo i jazdą na rowerze jest taka jak między patrzeniem przez teleskop, przez mikroskop i przez obiektyw kamery filmowej. W obserwacji nie chodzi jednak tylko o patrzenie, ale także o nawiązywanie kontaktu z ludźmi, a to jest możliwe dzięki językowi. Wątek poruszania się w języku, którego do końca nie znamy, to zapewne echo powrotu autorki do Meksyku. Jak opowiadała w wywiadach, wejście w codzienną mowę meksykańskiej ulicy okazało się dla niej sporym wyzwaniem. Być może stąd fascynacja Brodskim, poetą rozpiętym między rosyjskim a angielskim.

Mistyfikacja cenniejsza niż prawda

Rok po debiucie Luiselli ogłosiła pierwszą powieść: w 2011 r. ukazali się „Nieważcy” („Ingrávidos”, w wersji angielskiej „Faces in the Crowd”), polska edycja pojawiła się cztery lata później, w przekładzie Katarzyny Okrasko i nakładem W.A.B. Debiutancki zbiór esejoreportaży i powieść to książki pod pewnymi względami zupełnie odmienne, pod innymi zaś – wyraźnie spokrewnione. Podobna jest tu fragmentaryczność. Tekst powieści tworzą krótkie ustępy, stopniowo układające się w logiczną całość; na plan pierwszy wybijają się znów poeci, a także autotematyczna refleksja nad pisaniem.

Gdyby podjąć próbę streszczenia – trudna sztuka! – można by „Nieważkich” opisać tak: to historia spisywana przez kobietę, która opowiada o okresie, kiedy mieszkała w amerykańskim mieście (w domyśle: Nowym Jorku) i pracowała w małym, ambitnym wydawnictwie, wyszukując ciekawych pisarzy latynoskich. Oszustwem przekonała swojego szefa do publikacji wierszy Gilberta Owena (1904–1952), meksykańskiego poety, który znalazł się w amerykańskiej metropolii mniej więcej w tym samym czasie co Federico García Lorca. Bohaterka fabrykuje przekłady Owena, rzekomo autorstwa Louisa Zukofsky’ego. Robi się szum, potem sprawa wychodzi na jaw, acz paradoksalnie – a może wcale nie – cel zostaje osiągnięty: publiczność zaczyna się interesować latynoskim twórcą.

Na fabularną oś nanizane są jeszcze inne wątki. Owen wysuwa się na plan pierwszy, ale istotne okazują się również spisywane przez narratorkę wspomnienia. Kobieta mieszka teraz w Meksyku, a na tekst zerka jej przez ramię mąż, który pyta o prawdziwość przedstawianych zdarzeń, więc przy okazji śledzimy relację pary i jej życie rodzinne. W początkowych partiach „Nieważkich” pojawia się wzmianka o Robercie Bolaño i jego wpływie na literacką obecność Latynosów w Stanach, utrzymana w lekko ironicznym tonie (ironia nie jest wymierzona w pisarza, tylko w propagatorów jego kultu).

Na dobrą sprawę jest to nieco bola- ñowska powieść: środowisko poetów, pisarzy i ich przyległości, czytających, gadających i wchodzących ze sobą w interakcje. Pomysłowe, literackie i metalitera- ckie; na podstawie tych dwóch pierwszych książek można było uznać, że Luiselli zmierza w rejony artystowskie. Ale wtedy pisarka zrobiła zwrot.

Powieść w fabryce

„Historia moich zębów” („La historia de mis dientes”, 2013; w tym akurat przypadku nie ma żadnych komplikacji z wersjami tytułu; po polsku wydana w 2017 r., nakładem W.A.B. i w moim przekładzie) na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie literackiego żartu. Mamy tu utrzymaną w surrealno-humorystycznym tonie relację niejakiego Gustava Sáncheza Sáncheza, który opowiada o swoim poplątanym życiu oraz zawodzie: organizuje aukcje, na których sprzedaje tak dziwne artefakty jak zęby znanych postaci, np. Platona, Virginii Woolf, Borgesa czy Enriquego Vili-Matasa. Tekst usiany jest literackimi żarcikami i aluzjami, dla polskiego czytelnika nie zawsze czytelnymi, bo oprócz klasyków pojawiają się tu pisarze współcześni, często w Polsce nieznani. Nie zmienia to jednak faktu, że powiastkę tę daje się czytać jako coś w rodzaju literackiego capriccio.

Dopiero posłowie autorki rzuca na całość inne światło. Luiselli została zaproszona do współpracy przy okazji wystawy organizowanej na przedmieściach stolicy Meksyku w galerii prowadzonej przez firmę Jumex, potentata na rynku soków i napojów owocowych (butelki z ich logo można znaleźć w każdym sklepie i sklepiku w tym kraju). Nie miała jednak ochoty angażować się w sztampowe działania, toteż współpraca przybrała specyficzny charakter. Luiselli pisała anonimowo powieść w odcinkach – czyli właśnie historię o licytatorze zębów – którą czytano zatrudnionym w rozlewni soków, naśladując praktyki sprzed wielu dekad, kiedy to w kubańskich fabrykach tytoniu zatrudniano lektora, by czytał pracownicom i pracownikom teksty literackie.

Robotnicy z rozlewni nie tylko wysłuchiwali kolejnych rozdziałów napisanych przez Luiselli, ale także dyskutowali na ich temat, wyrażali opinie, często bardzo krytyczne. Nagrania z dyskusji przekazywano autorce, ta zaś brała je pod uwagę podczas pracy nad kolejnym odcinkiem. Tak, to jest literacka zabawa, ale z mocno społecznym wydźwiękiem. Rzecz zupełnie odmienna od dwóch poprzednich tytułów, i znowu: czytana w trakcie premiery jawiła się jako ciekawy eksperyment; czytana teraz – okazuje się logicznym etapem prowadzącym do następnych dwóch tytułów.

Czterdzieści pytań, od których zależy wszystko

Latem 2014 r. amerykańskie media żyły jednym tematem: tysiące dzieci z Ameryki Środkowej szturmowały południową granicę USA. Oczywiście napływ nielegalnych imigrantów to nic nowego, ale tym razem było ich naprawdę dużo, na dodatek właśnie dzieci i niepełnoletniej młodzieży. Luiselli wraz z mężem, córką i pasierbem wybrała się w tamtym czasie na wakacje do południowych regionów USA. Stopniowo wiadomości o nieletnich migrantach pochłaniały jej uwagę. Jej – Meksykanki w trakcie oczekiwania na zieloną kartę, osoby na tle tych tysięcy indocumentados uprzywilejowanej, ale także doznającej w nowym kraju poczucia obcości. Media donosiły o maszerujących dzieciach, jakby to była klęska żywiołowa, jakaś plaga, istny szturm; drażniąco brzmiało w tym kontekście słówko alien używane na określenie przybyszów.

To doświadczenie skłoniło pisarkę do działania: zgłosiła się na wolontariat do nowojorskiego sądu. Ona i jej siostrzenica zaczęły pracować jako tłumaczki pomagające migrantom. Nielegalnie przybyłe na teren Stanów dzieci muszą odpowiedzieć na liczący czterdzieści pytań kwestionariusz, który następnie analizowany jest przez prawników. Na tej podstawie decyduje się o dalszym postępowaniu: deportować od razu czy zaoferować azyl. Nawet jeśli pojawi się wstępna zgoda, trzeba znaleźć prawnika, który zechce się zająć sprawą. Nielegalnym imigrantom nie przysługuje przecież adwokat z urzędu.

To doświadczenie stało się podstawą dwóch następnych książek Luiselli, książek siostrzanych, ale nie bliźniaczych. Najpierw był esej napisany po angielsku, który został przetłumaczony na hiszpański i rozbudowany przez samą autorkę – ukazał się jako „Los niños perdidos” („Zaginione dzieci”, 2016), potem zaś te dopisane fragmenty przełożono na angielski i całość opublikowano w Stanach jako „Tell Me How It Ends: An Essay in Forty Questions” („Powiedz mi, jak to się kończy. Esej w czterdziestu pytaniach”, 2017), z przedmową Jona Lee Andersona.

Kanwą eseju są pytania z formularza, które autorka musi przełożyć i objaśnić młodym (czasem bardzo młodym) uciekinierom z Salwadoru, Hondurasu czy Gwatemali. Przy okazji Luiselli opowiada o przyczynach oraz przebiegu masowej i ciągłej migracji Latynosów: nie powoduje nimi chęć lepszego życia czy wiara w ekonomiczny American dream – oni wiedzą, że życie w Stanach będzie ciężkie, a po drodze czeka ich piekło. Niemniej pozostanie w kraju, w którym wszechwładne gangi wyciągają swoje macki już po najmłodszych, nie wchodzi w grę. To poruszająca opowieść, ale podana bez cienia sentymentalizmu. Dodatkowa gra na emocjach nie jest potrzebna. Wystarczą fakty.

Książka wykracza poza ramy dokumentu o katastrofie humanitarnej. Pisarka rozmawia z dziećmi, które uciekły z domu, bo groziła im śmierć, które przemierzyły tysiące kilometrów na dachu pociągu, przeszły przez pustynię, padły ofiarą napadów, kradzieży, porwań, gwałtów, a na amerykańskiej ziemi doświadczyły różnych form przemocy ze strony ochotniczych patroli i służb mundurowych. To tym przybyszom musi objaśnić suche pytania z formularza. Jej esej jest także traktatem o komunikacji między różnymi ludźmi i różnymi światami. Dzieci mają swoje historie, ale nie mają słów, by je opowiedzieć – zauważa pisarka. Po powrocie do domu Luiselli słyszy pytanie córki, która chce wiedzieć, jak kończą się historie relacjonowane przez młodych uchodźców.

„Tell Me How It Ends” łączy w sobie regularny reportaż z esejem stawiającym nie tylko doraźne pytania. Na końcu czytelnik dostaje informację, która może budzić wątłą nadzieję. Uczniowie zakładają małą, ale prężnie działającą organizację broniącą migrantów. Pojawia się także nieoczywista deklaracja przynależności Luiselli do tego właśnie kraju, do Stanów Zjednoczonych Ameryki: „A kiedy już się tu znajdziesz – pisze autorka – będziesz gotowy oddać wszystko albo prawie wszystko, żeby zostać i zagrać swoją rolę w tym wielkim teatrze przynależności. W Stanach Zjednoczonych »zostać« jest celem samym w sobie, nie środkiem: »zostać« to założycielski mit tego społeczeństwa”.

Krucjata dziecięca

Niewiele ponad sto stron – bo tyle liczy „Tell Me How It Ends” – to dla Luiselli, jak się okazuje, za mało, by zmierzyć się z tak trudnym tematem. „Archiwum zagubionych dzieci” („Lost Children Archive”, 2019; tym razem napisane całkowicie po angielsku, po hiszpańsku wydane jako „Desierto sonoro”; a w Polsce ukaże się w tym roku, nakładem Pauzy i w przekładzie Jerzego Kozłowskiego) to rodzaj wariacji na temat wcześniejszego eseju, tyle że napisanych z wielkim literackim rozmachem.

Oś wydarzeń jest w zasadzie taka sama: narratorka wraz z mężem, dziesięcioletnim pasierbem i pięcioletnią córką jadą do Arizony. Ją pochłania temat imigranckiej odysei nieletnich Latynosów, on zaś pracuje nad dokumentem dźwiękowym o pierwszych mieszkańcach, Apaczach. Wiele się dzieje podczas tej podróży między jej uczestnikami. Związek przechodzi poważny kryzys, dzieci starają się ogarnąć obsesje dorosłych (w pewnym momencie dziesięciolatek przejmuje narrację), wszystko zmierza ku dramatycznemu przesileniu. Jednocześnie Luiselli nie spuszcza z oka centralnego tematu migrantów.

Gdybym miał podać wzór na tę powieść (ośmielam się, bo sama autorka proponuje matematyczne równanie opisujące „Historię moich zębów” w posłowiu do tejże), to powiedziałbym, że „Archiwum zagubionych dzieci” równa się „Nieważcy” plus „Tell Me How It Ends” przemnożone przez trudny do określenia czynnik literackiej wartości dodanej. Główny trzon narracji pisarka uzupełnia np. o serię elegii poświęconych wędrującym dzieciom; elegii, w których rzeczywistość migrantów nałożona zostaje na siatkę literackich aluzji (np. do „Krucjaty dziecięcej” Marcela Schwoba czy też „Bram raju” Jerzego Andrzejewskiego; te drugie Luiselli zna dzięki przekładowi wielkiego meksykańskiego pisarza i tłumacza Sergia Pitola).

Dostajemy też spis zawartości pudeł wiezionych przez rodzinę w bagażniku – układający się w rodzaj mapy inspiracji i wskazówek – a także materiał zdjęciowy. Są akty zgonu uchodźców (najczęściej śmierć z przegrzania), są notatki i cytaty, wreszcie kapitalne anegdoty, jak choćby ta o mężczyźnie, który oferował latynoskim nieletnim migrantom kursy łaciny i klasycznego metrum, a także zaangażował ich w projekt zbiorowego tłumaczenia na angielski „Don Kichota”, w którym tytułowy bohater nie jest rycerzem, tylko grupą dzieci wędrujących przez pustynię.

Ta powieść każe spojrzeć na pisarstwo Luiselli jako na zaskakująco spójną całość. Jest tak, jakby pisarka najpierw przygotowała sobie literackie instrumentarium, a następnie użyła go do przeprowadzania wiwisekcji na pulsującej rzeczywistości. Od wyniku tego zabiegu – w przeświadczeniu Luiselli – zależy przyszły kształt relacji między Ameryką a krajami Południa. ©


DIEGO BERRUECOS

VALERIA LUISELLI (ur. 1983) – meksykańska pisarka mieszkająca w Stanach Zjednoczonych. Uczy kreatywnego pisania, współpracuje z wieloma galeriami sztuki, stworzyła też libretta dla New York City Ballet. Jej zbiory esejów i powieści były nagradzane i tłumaczone na wiele języków. Pracowała jako wolontariuszka w amerykańskich sądach, gdzie pomagała migrantom, głównie dzieciom. W Polsce ukazały się jej dwie powieści: „Nieważcy” i „Historia moich zębów”. Niebawem wydawnictwo Pauza opublikuje „Archiwum zagubionych dzieci”.

Na Festiwalu Conrada z pisarką będziemy rozmawiać m.in. o wpływie literatury na relacje między krajami hiszpańskojęzycznymi a USA, a także o losie migrantów, którzy uciekają z ogarniętych przemocą miast Ameryki Południowej. Spotkanie poprowadzi Tomasz Pindel.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]