Reklama

Rycerze słowa

Rycerze słowa

20.06.2017
Czyta się kilka minut
Miłość pod postacią, która do dziś dostarcza natchnienia zarówno poetom, jak i autorom kolejowych romansideł, przyszła na świat w XII wieku.
P

Powstała w czasach wypraw krzyżowych, gwałtownego rozwoju stanu rycerskiego i odrodzenia retoryki starożytnej w nowo otwieranych uniwersytetach. Była miłością tym piękniejszą, im bardziej niespełnioną. Miłość dworna – jak nazwał ją w końcu XIX stulecia francuski pisarz i mediewista Gaston Paris – wskazywała ścieżkę do doskonałości. Pod pozorem kształcenia idealnych kochanków przemycała naukę, jak zostać dobrym wasalem i zadowolić suwerena. Z tym szczególnym przejawem kultury rycerskiej przez wiele lat kojarzono poezję prowansalskich trubadurów i nieco późniejszą twórczość północnofrancuskich truwerów. Dorobek piszących w języku średnio-wysoko-niemieckim minnesingerów plasował się na odrębnej pozycji. Po pierwsze, ze względu na ich status społeczny: wielu przedstawicieli ­minnesangu wywodziło się z kręgów arystokracji, inni z niższego rycerstwa, niemieccy piewcy miłości byli jednak przede wszystkim dworzanami, a nie zawodowymi, najmowanymi przez szlachtę muzykami. Po drugie, minnesingerzy parali się nie tylko liryką: Wolfram von Eschenbach stworzył genialnego „Parzivala”, Hartmann von Aue był autorem kilku eposów, m.in. „Der arme Heinrich”, w którym opisał historię rodzinną swego pana. Nawet samo słowo minne, potocznie tłumaczone jako „miłość”, ma nieco szlachetniejszy wydźwięk niż prowansalskie określenie amor. To nie tyle uczucie, choćby w wyidealizowanej formie, ile oddawana mu cześć, hołd upamiętniający jego czystość i zawartą w nim tajemnicę.

Polscy romantycy – zapatrzeni we wzorce francuskie i ze zrozumiałych względów niechętni wpływom dziedzictwa kulturowego zaborców – minnesingerów ignorowali, lekceważyli bądź mieli o nich całkiem spaczone wyobrażenie. Anonimowy autor tekstu „O wpływie czci Matki Boskiej na sztuki piękne”, opublikowanego w 1842 r. na łamach leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu, czyli Tygodnika Potrzebnych i Pożytecznych Wiadomości”, wepchnął ich do jednego worka z celtyckimi bardami i skandynawskimi skaldami, pisząc o „prawdziwej religii, która nie zniweczyła sztuk, lecz owszem, po macierzyńsku pielęgnowała je i niemi kierowała”, nauczając pogan „po obaleniu krwawych ołtarzy bóstw narodów północnych”.

Minnesang trafił do świadomości Polaków okrężną drogą, m.in. dzięki Wagnerowskiej operze „Tannhäuser” – w II akcie odmalowującej turniej śpiewaczy na Wartburgu, zamku landgrafa Turyngii – oraz za sprawą historyków analizujących rękopisy Jana Długosza w szerszym kontekście przekazów ikonograficznych, na czele z bogato ilustrowanym XIV-wiecznym Codex Manesse, w którym zebrano utwory blisko 140 minnesingerów wraz z miniaturami przedstawiającymi autorów oraz ich herby.

Na odkrycie ich muzyki wszyscy musieli poczekać mniej więcej do połowy ubiegłego stulecia. Stan wiedzy muzykologicznej długo nie pozwalał na prawidłowe odczytanie średniowiecznych neum, większość poezji minnesingerów zachowała się bez jakiejkolwiek notacji, nieliczne wyjątki dotyczą zabytków stosunkowo późnych. Wiadomo też, że przedstawiciele minnesangu uciekali się często do praktyki kontrafaktury, czyli podkładania nowych tekstów pod istniejące, popularne melodie. Od pierwszych prób wskrzeszenia tego repertuaru – przede wszystkim przez monachijski zespół Studio der frühen Musik pod dyrekcją Thomasa Binkleya – minęło prawie 60 lat. Zważywszy na tempo rozwoju wykonawstwa historycznego, to już cała wieczność. Między wysiłkami pionierów a propozycjami współczesnych artystów-badaczy rozpościera się istna przepaść, zarówno pod względem merytorycznym, jak i stylistycznym. Ansambli specjalizujących się w minnesangu przybywa jak grzybów po deszczu. Sporo wśród nich muzyków z Austrii. I to nie bez powodu.

Bo choć nikt już nie widzi w minnesingerach pogan, składających ofiary na krwawych ołtarzach bóstw północnych, mało kto wie, że minnesang narodził się nad Dunajem, niewiele później niż twórczość trubadurów, bo w połowie XII wieku. Potężna rzeka była jednym z głównych szlaków komunikacyjnych ówczesnej Europy, którym płynęły nie tylko towary, ale też myśli, idee i pieśni. Pierwszy mistrz gatunku, Der von Kürenberg, pisał swoje poezje tą samą strofą, którą znamy z anonimowej „Pieśni o Nibelungach”, powstałej zapewne w okolicach naddunajskiej Pasawy. Walther von der Vogelweide, największy minnesinger w dziejach, pobierał nauki od Reinmara von Hagenau, dworzanina książąt Babenbergów w Wiedniu. Oswald von Wolkenstein, wielki epigon tradycji, słynny awanturnik i piewca wypraw krzyżowych, urodził się i zmarł w Tyrolu Południowym, który wcielono do Włoch dopiero po I wojnie światowej, na mocy traktatu pokojowego w Saint-Germain.

Do minnesingerów przylgnęła niesprawiedliwa etykieta naśladowców poezji prowansalskiej i północnofrancuskiej. Tymczasem ich twórczość jest często znacznie bardziej subtelna, wyrafinowana i niejednoznaczna. Kryje tożsamość podmiotu lirycznego, otwiera szerokie pole interpretacji, maluje obrazy, które dosłownie stają przed oczyma, mimo że pełnią funkcję metafory. Jak w słynnej „Falkenlied” Kürenberga, gdzie narratorką zapewne jest kobieta, która oswoiła sokoła, wplotła mu złote wstążki w pióra, a potem go utraciła. Wiele miesięcy później wypatrzyła na niebie ptaka, który miał szpony ustrojone jedwabnymi frędzlami, ale w piórach pobłyskiwały znajome złote refleksy. Czy to ten sam sokół? Czy dostał frędzle od kogoś innego? Trudno o piękniejszą i bardziej przemawiającą do wyobraźni figurę tęsknoty, lęku przed porzuceniem i nadziei. Zwłaszcza że wiersz kończy się modlitwą o połączenie kochanków, którzy chcą się nawzajem miłować. ©

Pieśni minnesingerów związanych z ośrodkami dzisiejszej Austrii przedstawi Ensemble Unicorn 8 lipca o godz. 21.30.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Całkiem niemało wśród nich było królów, książąt, hrabiów, baronów, rycerzy... A także królowych, księżniczek itp. Niestety, Minnesang z powodów językowych nie przemawia do mnie tak, jak literatura Prowansji i okolic - możliwość skonfrontowania przekładu z oryginałem w nawet niedoskonale znanym nam języku uważam za niemal konieczny warunek pełnego odbioru słowa poetyckiego - ale tym ciekawiej było przeczytać, co ma Pani do powiedzenia o Niemcach. Pozdrawiam.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Paweł Piasecki, Jerzy Maksymiuk
Robert Zakrzewski, Piotr Kosiewski
Łukasz Rostkowski (L.U.C), Błażej Strzelczyk

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]