Rozczarowanie rządzących, klęska opozycji

W wyborach PiS wykorzystał swój potencjał mobilizacji i skorzystał na większej frekwencji, ale jednak uderzył w sufit.

Reklama

Ładowanie...

Rozczarowanie rządzących, klęska opozycji

Rozczarowanie rządzących, klęska opozycji

14.10.2019
Czyta się kilka minut
W wyborach PiS wykorzystał swój potencjał mobilizacji i skorzystał na większej frekwencji, ale jednak uderzył w sufit.
Premier Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego w sztabie PiS, Warszawa, 13 października 2019 r. / ADAM CHEŁSTOWSKI / FORUM
D

Demokracja parlamentarna trafiła pod władzę nieustannej presji sondaży i kreowanych na ich podstawie narracji, które trwają tylko do następnej burzy medialnej. Dlatego przyjęło się uważać wybory za jeden z rzadkich momentów pewności. Twarde wyniki głosowania przynajmniej na moment mogą zatrzymać potok retoryki (zarówno tej topornej, w stylu TVP, jak i tej bardziej wysublimowanej, choć naznaczonej emocjonalnym szantażem). Elektorat, któremu partyjni spin doktorzy przez całą kadencję wmawiają, co tak naprawdę myśli, teraz mówi: sprawdzam. Te kilka dni po wyborach bywało dotąd otrzeźwiającym momentem. Król stawał się nagi: pychę wygranych tłumiły liczby wskazujące na realny zakres sukcesu, przegrani mogli zbadać anatomię swoich słabości. Leciały głowy liderów, frakcje liczyły szable.

Powyborcze godziny i dni tego roku to jednak czas, w którym polska polityka zrobiła kolejny krok w stronę totalnego spektaklu. Jak rzadko kiedy, wyniki exit poll w niedzielę i te cząstkowe podawane stopniowo w poniedziałek wskazywały na wyrównaną walkę. Rzecz nie w tym, że PiS nie był pewien najlepszego wyniku, bo w to nikt nie mógł wątpić, ale długo nie było jasne, czy wynik przełoży się na większość mandatów (i jak solidną). Poza tym w sposób zupełnie nowy w stosunku do poprzedniej kadencji kształtowała się reszta sejmowego układu – rzecz równie ważna dla odpowiedzi, czy Jarosław Kaczyński będzie mógł rządzić równie bezceremonialnie jak dotąd. Zwłaszcza że na włosku wisiał – do chwili ukończenia tego tekstu – podział mandatów w Senacie. Jeśli senatorzy wybrani jako niezależni będą głosować przeciw PiS, to tzw. blok senacki ma w nim większość.

Z obozu władzy poszedł jednak natychmiast przekaz o triumfie, tak jakby próbowano czym prędzej przykryć własne rozczarowanie i samych siebie przekonać, że te wszystkie sprzeczności, w jakie się wikła obrastająca w tłuszcz partia władzy, nigdy nie zaistniały. Rozczarowanie, bowiem liderzy PiS jeszcze niedawno nie ukrywali, że liczą na większość pozwalającą odrzucać prezydenckie weto (276 posłów), czego wcale nie zapewnił teraz niewątpliwy przyrost poparcia (z 37,5 proc. na ok. 43,7 proc.). PiS okazał się nie całkiem teflonowy. Choć kolejne afery z udziałem jego polityków, a także nieudolność w kluczowych obszarach usług publicznych nie kosztowały go utraty władzy, to strata pewnej części najbardziej prawicowo nastawionych wyborców na rzecz Konfederacji, a także pewnej liczby na rzecz PSL postawiły go w sytuacji, w której może dalej rządzić – lecz raczej za przyzwoleniem niż na fali znacznego wzmożenia.


WYBORY PARLAMENTARNE 2019 – ZOBACZ SERWIS SPECJALNY >>>


W stosunku do wyborów prezydenckich z 2015 r. PiS zbliżył się do wyniku Andrzeja Dudy (wówczas 8,6 mln), co oznacza, że wykorzystał swój potencjał mobilizacji (bo nie wszyscy wyborcy „prezydenccy” zwykli chodzić na wybory sejmowe) i skorzystał na większej frekwencji, ale jednak uderzył w sufit. Owszem, zawieszony wysoko, ale widać, że wyjście poza niecałą połowę wszystkich wyborców jest poza jego zasięgiem. Co ważniejsze – uderzył w warunkach dobrej koniunktury, licznych prezentów dla elektoratu, topornego wsparcia mediów publicznych oraz niezbornej opozycji. W rozgrywce o władzę na następne cztery lata liczy się głównie to, kto za kilka dni powoła nowy rząd, ale nie ma mowy o znaczącym wzmocnieniu mandatu.

Ponad połowa głosujących Polaków nie wystawiła Kaczyńskiemu czeku in blanco na kontynuowanie swoistej rewolucji (nawet jeśli zamiast tego niebezpiecznego słowa prezes woli sformułowania w rodzaju „budowa nowych elit”). Ale warto zauważyć, że grubo ponad połowa też zagłosowała na partie odwołujące się w warstwie emocjonalnej do lęku przed zbyt szybką zmianą codzienności (nie tylko PiS, także mocno konserwatywne PSL i Konfederacja). Stanowi to ogromny problem dla Platformy, która utraciła kontakt z wyborcami środka, przestała być partią umiarkowanego postępu w granicach prawa. Na sporych obszarach Polski, z powodu przejęcia części tych wyborców przez PiS, doszło do niespotykanej dotąd nierównowagi. Ale nic z tego nie przebijało się do myślenia liderów Platformy, którzy w ucieczce przed rzeczywistością niczym nie ustępowali ludziom Kaczyńskiego.

Przy skali obecnej klęski najważniejszej i wciąż niezastąpionej siły opozycyjnej byłoby niepoważne, gdyby czekała zgodnie ze statutowymi terminami aż do stycznia, żeby rozliczyć Grzegorza Schetynę. Owszem, okazał się mistrzem przetrwania, ale już w maju czekają nas jeszcze jedne wybory. A potem kolejne lata zdecydowanego reagowania na dynamiczną sytuację, w której znajdzie się Polska pod rządami PiS.

Lewica wraca na należne jej w ławach poselskich miejsce, co sprawi, że ten Sejm będzie jednak bardziej „proporcjonalny” od poprzedniego – ale warto pamiętać, iż wyraża ona wolę mniej niż jednej ósmej wyborców. Owa proporcjonalność zadziała też w drugą stronę – do Sejmu wchodzi Konfederacja. Zagłosowało na nią ponad 1,2 mln osób, czyli dwa razy więcej niż dość stała dotychczas liczba, którą w kolejnych wyborach zbierały podobnie skrajne formacje. Konfederaci będą nie tylko budzili niesmak liberalnie nastawionej części opinii publicznej, ale sprawią też niejeden kłopot PiS-owi. Zbierze on zasłużone zatrute owoce własnej polityki podgrzewania konfliktów. Gdy już opadną emocje – i wyborcy, i politycy będą mieli nad czym myśleć.  ©℗


ZADYSZKA ZWYCIĘZCY: PiS wygrał w wyborach parlamentarnych i wkrótce rozpocznie drugą kadencję samodzielnych rządów. Ale w partii nie ma euforii. Kaczyński chciał zmiażdżyć opozycję, a ledwie ocalił większość. Komentarz Andrzeja Stankiewicza >>>

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]