Prezydent mówi o świniach siedzących w kinie. Gdy państwo odbiera godność

Okazuje się, że w polityce nie da się upaść, że każdy upadek można zrelatywizować.

27.09.2023

Czyta się kilka minut

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara /
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara

Naprawdę tak to musi wyglądać? Nie można ugryźć się w język? Nie można znaleźć słowa mniej palącego, mniej dzielącego? Czy władza jest rzeczywiście czymś tak wspaniałym, że dla jej utrzymania lub zdobycia warto ­podeptać godność przeciwnika? Czy warto dla tego celu podeptać godność własną?

Jakoś inaczej mnie rodzice wychowali… Wiadomo, że człowiek nie jest ideałem, ale kłamać publicznie, poniżać, stosując najbardziej obraźliwe porównania, rzucać błotem ot tak, nie przejmując się, gdzie upadnie? Po co? Żeby dokupić jeszcze trochę ziemi? Kolejnych kilka mieszkań? Zabezpieczyć się w ten sposób na późny wiek? Zabezpieczyć dzieci, rodzinę? Tylko przed czym?

Możliwe, że to jest bardzo prosty mechanizm: chodzi o adrenalinę i nic więcej. Albo jeszcze prostszy: o adrenalinę i posiadanie właśnie. Żadne wartości nie mają tu nic do rzeczy, oprócz tych, które dają się wyrazić w pieniądzach. Nie przysłuchuję się uważnie, ale zdaje się, że nikt już w tej kampanii nie cytuje wielkiej polskiej literatury. Uff, jak dobrze. Przynajmniej tyle. Może nie cytują, bo nie wiedzą, co cytować. Herberta, który modlił się: „żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia”? Który o cnocie pisał, że jest „śmieszna jak strach na wróble / jak sen anarchisty”? Nie, nie, o tym lepiej nie wspominać. Nie ma poezji w kampanii – i może lepiej. Bo jak nawet była, to przecież nie była poezją, tylko wyszarpanym z rąk poety kawałkiem nie wiadomo czego.

Gdy usłyszałem prezydenta cytującego powiedzenie o świniach siedzących w kinie, przyszły mi na myśl jedynie dwa słowa: „Jezus Maria!”. Człowiek chciałby się oburzyć, ale już właściwie nie ma siły. Czuje wstyd – i może także ból. To tak można? No można, jak widać… Człowiek czuje wstyd, choć właściwie nie on powinien się wstydzić, tylko ten, który tak powiedział. Skoro nie potrafi wznieść się ponad jedną konkretną perspektywę, jeden punkt widzenia, mógł chociaż powiedzieć: „Nie dziwię się, ale jednak pewnych słów używać nie wypada”. Albo: „Podzielam złość, ale nie akceptuję formy”. Zamiast tego brnął dalej, uśmiechnięty, zadowolony z siebie. Jezus Maria! Bał się? No może się i bał. Jest prawdą, że nikt cię tak nie sponiewiera, jak twoje własne zaplecze polityczne – jeśli tylko zrobisz krok w bok. Okropne to jest właściwie, „Tygodnik” pisał o tym wielo-krotnie.

Muszę powiedzieć, że ostatnio często rozmyślam o godności. Co to jest ta godność? Czy można ją utracić? Czy można ją odzyskać? Powiadają nam, że jest ona „przyrodzona” i „niezbywalna”, a to znaczy, że cokolwiek byśmy zrobili, nie pozbędziemy się jej ani też nikt nie może nas jej pozbawić. Powiadają też, że jest „nienaruszalna” i że państwo powinno tej nienaruszalności bronić. No ale przecież na własne oczy widzimy, że tak nie jest. Że naruszanie godności to jest sport narodowy i jednocześnie fundament polityki państwa. Że państwo w resztkach swojego majestatu godność przyznaje lub odbiera, a bywa i tak, że cieszy się i wspiera tych, którzy innym godności odmawiają. I że to wszystko daje się ładnie objaśnić i opakować, tak że człowiek już właściwie nie wie – stało się tu coś złego czy nic się nie stało?

Okazuje się, że w polityce nie da się upaść, że każdy upadek można zrelatywizować. Miał rację Różewicz, kiedy pisał, że dziś już nie spada się w dół, lecz we wszystkich kierunkach. No ale on też był poetą – czyli anarchistą – więc pożytek z niego w polityce żaden. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995), a także Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Sen anarchisty