Reklama

Noblistka trafia pod strzechy

Noblistka trafia pod strzechy

16.12.2019
Czyta się kilka minut
Dwieście tysięcy egzemplarzy – to oficjalne dane o sprzedaży książek Olgi Tokarczuk od momentu ogłoszenia decyzji o przyznaniu jej Literackiej Nagrody Nobla. I to tylko w jednej, choć największej sieci księgarskiej w Polsce, jaką jest Empik.
Podczas spotkania z Olgą Tokarczuk w ramach Festiwalu Conrada w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie, 26 października 2019 r. / Fot. Jan Graczynski/East News
W

W płytkim bajorku rodzimego rynku książki to sukces właściwie bez precedensu – zwłaszcza że chodzi o ambitną literaturę, a nie o kolejne sprawnie napisane skandynawskie czytadło czy memuary telewizyjnego bądź internetowego celebryty. Wydawnictwo Literackie, które pracuje z Olgą Tokarczuk od 18 lat, wydało do tej pory niespełna milion jej książek. Jeśli potwierdzą się nieoficjalne informacje, że do końca tego roku WL powinno sprzedać ok. 750 tys. książek Olgi Tokarczuk, może się okazać, że to nazwisko znajdzie się także na szczycie rankingu najpopularniejszych tegorocznych polskich prezentów gwiazdkowych.

Otwarte pozostaje jednak pytanie, w jakim stopniu „efekt Nobla” przełoży się także na popularyzację twórczości noblistki. Słabością polskiego rynku książki, oprócz malejącego popytu, jest bowiem także zamierające czytelnictwo. Odsetek Polaków, którzy w ciągu roku przeczytali przynajmniej jedną książkę, w latach 2004-18 spadł z 58 do 37 proc. Sądząc po danych o sprzedaży, która od kilku lat oscyluje na poziomie około 110–115 mln książek rocznie, można wręcz odnieść wrażenie, że to nie popyt na nie jest dziś największą zmorą branży. Serwis Allegro, największy gracz polskiego e-handlu, chwali się np., że w ubiegłym roku sprzedał 7,7 mln książek – o 1,6 mln więcej niż w 2013 r.

Oldze Tokarczuk uda się więc „trafić pod strzechy”. Nie wiadomo tylko, czy nie będzie to znaczyło po prostu „na półkę”. 


CZYTA TAKŻE

 

LITERACKA NAGRODA NOBLA DLA OLGI TOKARCZUK - ZOBACZ SERWIS SPECJALNY >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kupują, ale tylko 115 milionów książek. 115 milionów, ale przede wszystkim jakiegoś badziewia. A jak już coś ambitnego to nie czytają. I zawsze pozostaje to pytanie "w jakim stopniu „efekt Nobla” przełoży się także na popularyzację twórczości noblistki?" <LOL> Co za podli czytelnicy. Patrzeć tylko jak zaczną nabywać książki na metry prosto z Ikei, z grzbietami zaprojektowanymi pod różne kolekcje mebli.

"Nie wiadomo...". Ogólnie biorąc, przyszłość jest wielką niewiadomą, ale o nowych czytelnikach Olgi Tokarczuk można, wbrew pozorom, sporo powiedzieć. Na przykład to, że do tej pory czytali niewiele lub nic zgoła, w odróżnieniu od miłośników czytadeł i memuarów mających gust niewyrobiony, ale własny. Przecież gdyby ci neofani ambitnej literatury interesowali się nią wcześniej, to już dawno mieliby książki noblistki na półkach. ;) To nie jest jakaś nagle rozbłysła gwiazda, tylko od ćwierćwiecza jedna z kilku najbardziej znanych polskich autorek. Kupują, bo olśnił ich blask międzynarodowej sławy, królewskie honory dla pisarki oraz nagle (z ich perspektywy) osiągnięty milionowy majątek. Są to te same powody, dla których ludzie interesują się celebrytami, i gdyby zamiast "Ksiąg Jakubowych" do kupienia były memuary Olgi, to z pewnością byłyby jeszcze większym bestsellerem. A te "Księgi" to chyba jednak pozostaną ozdobą półki. Żaden dramat, moim zdaniem. Można nawet doszukać się tu głębszego, pozytywnego sensu. Książki zawsze były elementem dekoracji wnętrz. Estetycznie oprawione tomy na metry to nie jest wynalazek naszych czasów; wystarczy przypomnieć sobie pierwszą lepszą bibliotekę pałacową. Amerykańscy milionerzy sprowadzali do swoich nowych rezydencji nie tylko klasyczne rzeźby i rokokowe meble, ale obowiązkowo fundowali sobie bibliotekę - kilka tysięcy woluminów w dowolnym języku i o dowolnej treści (50 tomów orzecznictwa szwedzkiego sądu najwyższego można było w USA kupić taniej od najnowszego wydania Encyclopaedia Britannica) w jednakowych, skórzanych oprawach ze złoconymi tytułami na grzbietach. Obecnie wolą jednak, żeby ewentualny wścibski gość odnosił wrażenie, że oni rzeczywiście te książki czytają, toteż oprócz artysty-wnętrzarza zatrudniają tzw. kuratora księgozbioru. (https://www.townandcountrymag.com/style/home-decor/a28680227/how-to-organize-books-thatcher-wine-gwyneth-paltrow/) Następujący fragment wydaje mi się nawet optymistyczny: "Zgodnie z moją filozofią, książki na naszych półkach odzwierciedlają, kim jesteśmy. Ale z książkami to jest tak, że możesz czytać jedną naraz - tak, można czytać i pięć książek, ale nie jednocześnie w dosłownym sensie. Tak więc w domowych bibliotekach, szczególnie tych, które zawierają kilkadziesiąt, kilkaset, czy nawet kilka tysięcy książek, nie chodzi o nieustanne czytanie. Są one odbiciem tego, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy".

do Biedronki za atrakcyjne, promocyjne ceny. Nawet niższe od Świeżaków i Słodziaków. Grzech nie wziąć:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]