„Nie pomożemy napadniętej Europie”: Donald Trump zapowiada, co zrobi, jeśli wróci do Białego Domu

Występując w dyskusji podczas prawyborów Partii Republikańskiej, były i być może przyszły prezydent USA otwarcie zakwestionował to, co przez 80 lat spinało Zachód.
Czyta się kilka minut
Po wiecu z byłym prezydentem Donaldem Trumpem w Indianoli. Stan Iowa, 14 stycznia 2024 r. / Fot. Scott Olson / Getty Images
Po wiecu z byłym prezydentem Donaldem Trumpem w Indianoli. Stan Iowa, 14 stycznia 2024 r. / Fot. Scott Olson / Getty Images

Jeszcze niedawno wymagało to wysiłku: ustalić – lub choćby: spróbować ustalić – co tak naprawdę chodzi po głowie byłego i może przyszłego prezydenta USA, gdy idzie o najistotniejszą zasadę, która po II wojnie światowej trzymała w sojuszu kraje Zachodu, dając im poczucie bezpieczeństwa oraz polisę na stabilność i pomyślność, a którą można streścić literackim: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Jeszcze gdy jesienią 2023 r. amerykański magazyn „Rolling Stone” opublikował tekst – efekt wysiłków dziennikarzy, którzy namówili na szczerość „dwa pragnące zachować anonimowość źródła” z otoczenia Trumpa, brukselski korespondent niemieckiego dziennika „FAZ” relacjonował, że artykuł ten (zatytułowany „Trump planuje wycofanie się z NATO, jeśli nie postawi na swoim”) miał być uważnie, linijka po linijce, studiowany w tamtejszej kwaterze głównej NATO.

Walczyć za Łotwę? To nie ma sensu

Było co studiować. „Źródła” sugestywnie opisywały scenę, która miała miejsce w 2018 r. w Białym Domu: rozparty w fotelu ówczesny prezydent miał odczytać na głos swoim współpracownikom listę krajów NATO, akcent kładąc na tych najmniejszych. Łotwa, Czarnogóra? Żaden Amerykanin w życiu o nich nie słyszał. I to z ich powodu Stany miałyby iść na trzecią wojnę światową, bo zobowiązuje ich do tego traktat o NATO? To wszystko nie ma sensu – miał mówić Trump.

„Źródła” ujawniały też, że po reelekcji w 2024 r. Trump chce sfinalizować, co nie udało mu się w pierwszej kadencji: wprowadzić NATO niejako w stan uśpienia. Tak można przełożyć słowa stand by, którymi sam Trump miał określić docelowy, w jego intencji, stan NATO. Jak telewizor, gdy świeci się na nim czerwona lampka: fizycznie jest obecny, istnieje, trwa, ale jednak nie działa. Ekran jest martwy.

„Nigdy wam nie pomożemy”

Dziś nie trzeba już szukać źródeł w otoczeniu Trumpa ani analizować jego wcześniejszych strumieni świadomości. Występując w mieście Des Moines, stolicy Iowa – ten amerykański stan tradycyjnie inauguruje proces prawyborów, w których Partia Republikańska wyłania kandydata na prezydenta USA – Trump otwarcie zakwestionował ów pewnik, który przez 80 lat spinał Zachód. Pytany, czy pod jego rządami Stany przyjdą z pomocą Europie w razie napaści, odparł, że „to zależy, czy oni [tj. Europa] będą nas odpowiednio traktować”. Dodał, że w przeszłości europejscy członkowie NATO „wykorzystywali” Stany.

Pytanie w Iowa padło być może dlatego, gdyż parę dni wcześniej, podczas dyskusji w Parlamencie Europejskim, unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton opowiedział o rozmowie, która miała miejsce w styczniu 2020 r. między Trumpem a Ursulą von der Leyen w kuluarach forum gospodarczego w Davos. Breton, który był przy niej obecny, zacytował z pamięci słowa Trumpa do przewodniczącej Komisji Europejskiej: „Musi pani mieć jasność, że my nigdy wam nie pomożemy, nigdy nie udzielimy wam wsparcia, gdyby Europa miała zostać zaatakowana”. I dalej: „A poza wszystkim, NATO jest martwe i my je opuścimy, wystąpimy z NATO” (dalej nastąpić miała konstatacja, że Niemcy są winne Stanom „400 miliardów dolarów”, których nie musiały wydawać na własną obronę; skąd taka akurat suma, Trump nie wyjaśnił).

Lepiej wiedzieć, niż żyć złudzeniem

Co to wszystko oznacza? Najkrócej: że warunkowym może stać się to, co dotąd miało być bezwarunkowe. I to niezależnie nawet od tego, kto ile wydaje na obronność. Bo prawdą jest, że po przełomie z lat 1989/1991 część krajów Europy rozbroiła się w przekonaniu, że odtąd nastał wieczny pokój. A jeśli nie do końca i nie wszędzie, to amerykański „parasol” nad Europą – nie tylko ten atomowy – jest i będzie czymś stałym, pewnym, niezmiennym.

Czas dziś taki, że co i rusz to, co chwilę wcześniej wydawało się pewnikiem, być nim przestaje. Mimo wszystko lepiej wiedzieć, na czym się stoi, niż żyć złudzeniem. Przynajmniej można wyciągać wnioski, próbować się przygotować. A także działać, natychmiast.

Bo w kontekście tych wszystkich przemyśleń Trumpa – oraz bardziej może nawet faktu, że jego pozycja w amerykańskiej polityce nie jest najwyraźniej „wypadkiem przy pracy” w najnowszych dziejach USA, skoro w prawyborach popiera go 49 proc. sympatyków Partii Republikańskiej, a w sondażach symulujących jesienne wybory wygrywa on dziś nieznacznie z Joem Bidenem – nowego, bardzo praktycznego już wymiaru nabiera stwierdzenie, które dla wielu mogło dotąd brzmieć jak patetyczno-górnolotna deklaracja: że bezpieczeństwo, stabilność i pomyślność Europy są dziś bronione także pod Kupiańskiem, Awdijiwką czy Wuhłedarem. I w jakiejś mierze zależą również od tego, czy ludzie, którzy bronią tych miejsc, będą mieli czym strzelać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Szczerość Donalda Trumpa