Nagroda specjalna dla Agnieszki Holland: czy sztuka wygra z doraźną polityką?

Zagraniczny sukces skromnego filmu o wydarzeniach na białoruskiej granicy, który u nas stał się wyklęty, zanim powstał, musi drażnić.
Czyta się kilka minut
Agnieszka Holland z Nagrodą Specjalną Jury 80. Festiwalu Filmowego w Wenecji za film „Zielona granica” / fot. Gian Mattia D'Alberto / Associated Press / East News

„Nie było łatwo zrobić ten film” – mówiła Agnieszka Holland, odbierając Nagrodę Specjalną Jury na festiwalu w Wenecji. Taktownie nie wspomniała, że po nakręceniu „Zielonej granicy” zrobiło się jeszcze trudniej. Hejterski ćwierkot ministra Ziobry, który filmu oczywiście nie widział, uruchomił lawinę, a stawką jest nieomal interes narodowy. Można by to nazwać cenzurą prewencyjną, gdyby nie fakt, że film został zrealizowany niezależnie, bez środków publicznych. Ale „szkaluje Polskę” i, co gorsza, poszedł z tym w świat. 

To nie pierwszy raz, kiedy prawicowi politycy zamieniają się w politruków od kultury. Film to wszak najważniejsza ze sztuk. Pamiętamy larum nad „Idą” czy „Pokłosiem”, wówczas szło o historię i tzw. pedagogikę wstydu. Nie jest to też jedyny przypadek, kiedy próbuje się instrumentalizować czyjąś twórczość. A że słuszny i wysokobudżetowy „Raport Pileckiego” nie spełnił pokładanych w nim nadziei, tym bardziej musi drażnić zagraniczny sukces skromnego filmu o wydarzeniach na białoruskiej granicy, który u nas stał się wyklęty, zanim powstał. 

Jednak personalny atak na reżyserkę i retoryka spod znaku reductio ad Hitlerum to w przededniu wyborów wyjątkowo brudne zagranie. Nie dość, że straszy, wzmacnia polaryzację i usiłuje przykryć aferę wizową, to jeszcze wywołuje po drugiej stronie odruch samobiczowania: czy premiera takiego filmu przed 15 października nie będzie dla opozycji strzałem w stopę? Przed nami kino szybkiego reagowania, nakręcone przez reżyserkę, której filmy często bywały głosem w palącej sprawie. Miejmy nadzieję, że obroni się właśnie jako kino. Że pospolite ruszenie na seanse będzie w Polsce nie tylko decyzją polityczną, ale obejmie także mniej przekonanych. I że sztuka ostatecznie wygra z doraźną polityką, a język zaangażowanej opowieści okaże się silniejszy niż język nienawiści. 

Więcej o samym filmie w tygodniu jego polskiej premiery, wyznaczonej na 22 września.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Sztuka i hejterzy