Na rynku walki o klimat

Naukowcy swoje, politycy i biznes – swoje. Polityka klimatyczna Europy stała się zakładnikiem gospodarki i interesów partyjnych.
Czyta się kilka minut
Przed szczytem Unii Europejskiej, Bruksela, 
21 czerwca 
2019 r. / Fot. VIRGINIA MAYO / AFP / EAST NEWS /
Przed szczytem Unii Europejskiej, Bruksela, 
21 czerwca 
2019 r. / Fot. VIRGINIA MAYO / AFP / EAST NEWS /

Zabezpieczyliśmy interesy polskich obywateli i uniknęliśmy narażania ich na dodatkowe koszty i opodatkowanie” – zapewniał w Brukseli premier Mateusz Morawiecki tuż po tym, jak Polska wraz z Czechami, Węgrami i Estonią zablokowała postulat osiągnięcia przez gospodarkę Unii neutralności klimatycznej do 2050 r.

Rząd PiS od początku kadencji przedstawia politykę klimatyczną Unii jako jedno z głównych zagrożeń dla Polski. To prawda, że uzależnienie od węgla odziedziczyliśmy po PRL, ale prawdą jest też to, że kolejne polskie rządy nawet nie próbują z tym dziedzictwem zerwać. Głosy naukowców (choćby ostatni list otwarty czterystu polskich uczonych do premiera), pokazujące, że walka ze zmianami klimatycznymi musi się odbyć tu i teraz, przemawiają do politycznej wyobraźni o wiele słabiej od prognoz wzrostu PKB, któremu może chwilowo zaszkodzić transformacja energetyczna. A gdy opinia publiczna naciska, łatwiej po prostu kłamać.


Czytaj także: Marcin Napiórkowski: Naukowcy o odpowiedzialności za klimat


– Mówienie o tym, że to my jesteśmy jakąś zakałą w Europie, jest absolutnie nieprawdziwe – zapewniał kilka miesięcy temu minister środowiska Henryk Kowalczyk w wywiadzie dla Polsatu, cytując dane o 30-procentowym spadku emisji CO2, który Polsce udało się rzekomo wypracować od 1989 r.

Tyle że dane Eurostatu tego nie potwierdzają. W latach 1990–2016 r. Polska zmniejszyła emisję CO2 z 467,9 do 397,8 mln ton – czyli o ok. 15 proc. Spadki zanotowane na początku lat 90. spowodowane były w dodatku bankructwem części zakładów, a nie troską o klimat. W latach 2005-10, czyli w szczycie gospodarczej hossy zeszłej dekady, Polska ponownie rozkręciła kurek z CO2 z 398,6 do 407,4 mln ton rocznie – czyli do poziomu niewiele wyższego od notowanego obecnie. Polską politykę klimatyczną trudno uznać zatem za sukces. Zwłaszcza gdy zestawić jej efekty z tym, co udało się Litwie, Łotwie czy Rumunii: krajom, które emisję dwutlenku węgla zredukowały o ponad 50 proc.


Czytaj także: Adam Robiński: Zmierzch epoki człowieka


Wbrew pozorom to nie Francja i Niemcy, dwa najmocniejsze silniki europejskiej gospodarki, są forpocztą unijnej dekarbonizacji. Od 1990 r. Niemcom udało się wprawdzie zmniejszyć emisję niemal o 26 proc., ale ich przemysł nadal odpowiada za aż 21,12 proc. europejskiej emisji CO2. W dodatku gabinet Angeli Merkel już w ubiegłym roku przyznał, że nie ma szans na realizację celu zakładającego ograniczenie produkcji gazów cieplarnianych o 40 proc. Do 2020 r. w najlepszym razie uda się ją zmniejszyć o 32 proc. Powód? Rząd oficjalnie wskazał dwóch winowajców, czyli gospodarczą hossę oraz ponad milion dodatkowych mieszkańców, których zaniosła do Niemiec fala ostatniego kryzysu imigracyjnego.

Wiele wskazuje jednak na to, że chodzi po prostu o pieniądze. Berlin sukcesywnie odchodzi od energetyki atomowej, z której zamierza wyjść całkowicie do 2022 r. Oficjalnym powodem są względy bezpieczeństwa. W brukselskich kuluarach nieoficjalnie, ale coraz głośniej mówi się jednak o technologicznej wojnie między Berlinem a Paryżem, w której stawką jest możliwość narzucenia własnych technologii nowej, uwolnionej od węgla Europie. Francuska energetyka opiera się na atomie. Niemcy bazują z kolei na źródłach odnawialnych (34 proc.) i węglu (43 proc.), które na razie uzupełniają energetyka nuklearna (14 proc.) i gaz (9 proc.) W strategii transformacji energetycznej kraju mowa jednak o zwiększeniu udziału OZE do aż 60 proc. do 2030 r. przy jednoczesnym wzroście udziału gazu do 20 proc. i redukcji węgla do 20 proc.

Gdzie w tym wszystkim redukcja emisji CO2? Oczywiście na drugim planie. Walka ze zmianami klimatycznymi staje się bowiem rynkiem usług walki ze zmianami klimatycznymi, na którym nie chodzi o sam cel, lecz pieniądze, jakie można na nim zarobić.


ZOBACZ TAKŻE SERWIS SPECJLANY O KRYZYSIE KLIMATYCZNYM >>>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2019