Ministrze Sienkiewicz, kończ waść...

Projekt nowej organizacji mediów publicznych zawiera bardzo ciekawe rozwiązania, jednak trzeba do nich przekonać nie tylko prezydenta, ale również samego ministra kultury.
Czyta się kilka minut
Bartłomiej Sienkiewicz / Wojciech Olkusnik/East News

„Media Obywatelskie – Media Służby Publicznej” – tak zatytułowano konferencję w Fundacji Batorego, podczas której odbyła się pierwsza prezentacja założeń nowej ustawy medialnej. Przygotował ją zespół ekspertów (m.in. Jan Dworak i Tadeusz Kowalski) w konsultacji ze środowiskami dziennikarskimi.

Projekt ma być próbą przecięcia węzła gordyjskiego w mediach publicznych. Wprowadza wiele nowych rozwiązań, np. gwarancje niezależności dla dziennikarzy, wyznacza dokładnie sprecyzowane zadania mediów publicznych i precyzyjnie określa standardy, których powinny przestrzegać. Zwiększa też kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ale jednocześnie podnosi wymogi, jakie będą stawiane jej członkom. Ponadto skład KRRiT zostałby powiększony z 5 do 6 osób (po dwie mianowane przez prezydenta, Sejm i Senat), a kadencja połowy Rady kończyłaby się co trzy lata, co umożliwiałoby z jednej strony „mijanie się” z wyłanianiem większości parlamentarnej czy prezydenta, a z drugiej – szybsze umożliwienie nowej większości uzupełnienie składu KRRiT.

W myśl projektu, w spółkach medialnych zarządy byłyby jednoosobowe, wybierane na 4-letnie kadencje, a w zarządzie mogliby zasiadać ludzie, którzy ewentualną działalność polityczną zakończyli co najmniej pięć lat wcześniej. Organami powołującymi zarządy oraz czuwającymi nad ich działalnością byłyby tzw. rady powiernicze (coś w rodzaju połączenia obecnych rad nadzorczych i programowych). Kandydatów do rad powierniczych, wybieranych na 4-letnie kadencje, typowałyby organizacje społeczne, środowiska akademickie, stowarzyszenia twórcze, choć także instytucje polityczne. Członkowie rad powierniczych byliby wyłaniani w otwartym konkursie, natomiast rolą KRRiT byłaby tylko ich formalna nominacja.

Ponadto media publiczne miałyby być finansowane z budżetu, a w przyszłości z tzw. składki audiowizualnej. Od obecnego abonamentu RTV różniłaby się tym, że nie płaciłyby jej wszystkie gospodarstwa domowe, tylko podatnicy i firmy (w wysokości ok. 9 zł miesięcznie). Składka byłaby pobierana wraz z podatkiem dochodowym.

Założenia projektu ustawy zawierają oczywiście szereg kontrowersyjnych propozycji, jak np. połączenie Polskiego Radia z Telewizją Polską lub możliwość odwoływania członków KRRiT w trakcie kadencji. Najważniejsze jednak, że prezentacja projektu jest krokiem naprzód w rozwiązywaniu kryzysu wokół mediów publicznych. Jak słusznie zauważył podczas dyskusji szef sejmowej komisji kultury Bogdan Zdrojewski, najbardziej cieszyłby się nie z rozpoczęcia prac nad projektem, w czym uczestniczył już nie raz, ale z zakończenia i uchwalenia ustawy.

Wydaje się, że ten apel były minister kultury powinien skierować do swoich kolegów z KO, Koalicji 15 Października i rządu Donalda Tuska. Przede wszystkim jednak do obecnego ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza.

W ostatnim wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” Sienkiewicz zasugerował, że na pracę nad ustawą medialną jest dużo czasu, bo póki w Pałacu Prezydenckim zasiada Andrzej Duda, nie ma szans np. na wymianę obecnego składu KRRiT.

Nie wydaje mi się to słusznym podejściem. Minister kultury najwyraźniej zakłada, że z politycznymi antagonistami nie ma sensu negocjować, tylko trzeba ich przegłosować albo ominąć. Takie myślenie ma niestety mało wspólnego z demokracją. Polega ona przecież nie tylko na tym, że większość przegłosowuje mniejszość, ale także na tym, że w sytuacji istnienia ośrodków władzy, różniących się wizjami politycznymi, podejmuje się chociaż próbę negocjacji, by znaleźć konsensus, który jest do zaakceptowania dla obu stron. Zwłaszcza jeśli jednym z ośrodków jest prezydent, bez którego udziału niemożliwe jest domknięcie procesu ustawodawczego. I zwłaszcza wtedy, kiedy brak rozstrzygnięcia ustawowego powoduje destrukcję ważnej sfery publicznej.

Rozumie to np. minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Przygotowuje właśnie projekt ustawy o KRS, który mógłby w zasadzie zaakceptować prezydent. Wiadomo, że Krajowa Rada Sądownictwa wymaga nowego ukształtowania, bo po pierwsze jej niekonstytucyjność ciąży na statusie sędziów przez nią proponowanych, a po drugie jej reforma jest jednym z wymogów uzyskania przez Polskę środków z KPO. Trzeba więc to zrobić nawet za cenę dokonania połowicznych zmian.

Podobnie jest w przypadku mediów publicznych. Nie mogą one przecież wiecznie być w stanie likwidacji, nie mówiąc już o tym, że obecna KRRiT, w zemście za dotychczasowe działania ministra Sienkiewicza, odmawia ich finansowania. Ten kryzys trzeba jak najszybciej zakończyć i najlepszym sposobem byłoby uchwalenie nowej ustawy medialnej. Nawet za cenę kompromisu z Andrzejem Dudą. A jeśli okazałby się niemożliwy, stawiałby przynajmniej nową władzę w korzystnym świetle w społeczeństwie – jako ludzi próbujących szukać kompromisu.

Do ministra Bartłomieja Sienkiewicza można więc zaapelować cytatem z dzieła jego słynnego antenata: kończ waść… pracę nad ustawą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”