Miara cywilizacji

Od wicedyrektor jednego z dużych szpitali usłyszałem niedawno: „Kiedy zapoznałam się z sytuacją, zrozumiałam, że stoję na mostku kapitańskim »Titanica«”.

Reklama

open eyes economic summit 2019

Miara cywilizacji

Miara cywilizacji

21.10.2019
Czyta się kilka minut
Od wicedyrektor jednego z dużych szpitali usłyszałem niedawno: „Kiedy zapoznałam się z sytuacją, zrozumiałam, że stoję na mostku kapitańskim »Titanica«”.
N

Nie tylko ona, niestety, tak uważa. Kolejne rządy po 1989 r. nie zdołały rozwiązać problemów polskiej ochrony zdrowia. Teraz również zapewnieniom, że wszystko idzie ku lepszemu, towarzyszy utajnianie informacji o wysokości zadłużenia szpitali i zamykanych oddziałach. Media donoszą, że codziennie działalność zawiesza co najmniej jeden oddział, najczęściej internistyczny lub pediatryczny. Narodowy Fundusz Zdrowia dementuje informacje, według których w ciągu ostatnich 20 miesięcy zlikwidowano 357 oddziałów, a 308 zawiesiło działalność. Wiemy jednak, że sytuacja dobra nie jest.

Zdaniem wielu lekarzy jedną z przyczyn zadłużenia szpitali jest stary system szacowania kosztów leczenia, m.in. zabiegów. Postęp w dziedzinach aparatury medycznej i farmacji jest szybki. Rośnie skuteczność leczenia, ale i jego koszty. Trudno też w naglących przypadkach odmawiać ratowania chorego, powołując...

3610

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Chrześcijańskie korzenie europejskiej kultury wpoiły w nas przekonanie, że miarą cywilizacji jest troska o najsłabszych, o chorych, niepełnosprawnych, starych i ubogich.”Jakoś nie mogę dociec, kto i kiedy wpajał nam to przekonanie. Ksiądz pewnie wie, dlatego prosiłbym o konkrety. Nie mówi o tym dziesięć przykazań, dopiero nauczanie Chrystusa przybliża nas do takiego traktowania bliźniego. Odkąd chrześcijaństwo stało się religią państwową, realizuje zasadniczo zadania polityczne, nauczanie Chrystusa traktując instrumentalnie. Tego, że o chorych, starych biednych nikt się w naszym kręgu kulturowym nigdy nie troszczył, nie trzeba przekonywać, wystarczy wspomnieć jak traktowano sieroty w przytułkach prowadzonych przez Kościół. Gdy podróżuje, stałym elementem zwiedzania nowych miejsc są kościoły. Ich przepych, majestat i bogactwo podkreślane złoceniami, zawsze skłania do refleksji, ilu głodnych by się najadło, zziębniętych przyodziało, bezdomnych znalazło dach nad głową. Ile ofiar pochłonęła budowa obiektu, jakie są koszta utrzymania go. Jesteśmy chyba jedyni w Europie gdzie ciągle się buduje nowe, majestatyczne kościoły mimo że wierni jakoś coraz mniej entuzjastycznie do tego podchodzą. Powie ktoś - co ma piernik do wiatraka. Ja uważam, że ma i to dużo. Władza decyduje o organizacji życia społecznego, podczas uroczystości państwowych, krajowych i lokalnych, w pierwszym szeregu oficjeli, zawsze siedzą księża. Znaczy mocno kolaborują z władzą, jak zawsze zresztą i to bez względu na rządzącą opcję. Jakoś nie widać aby naciskali na poprawę organizacji w służbie zdrowia, lepszego jej funkcjonowania. Chory bezradny człowiek, jak to powiadają, gdy trwoga to do Boga, pokornieje i chętnie plebanowi ostatnią koszulę zostawi. Sami księża obsługiwani są na mocno preferencyjnych warunkach, ot taka profesja. A pani dyrektor „Tytanika” zamiast się zwolnic bierze całkiem ładną kasę i biadoli, to potrafimy najlepiej. Chcieliście darmowej służby zdrowia to macie, lubimy płacić podwójnie. Wczoraj przeczytałem, że połowę moich rodaków nie kojarzy inflacji z dewaluacją waluty, szczęśliwy naród po prostu.

Smerfie Marudo, marudź do woli, ale zachowuj w tym elementarną logikę. Twierdząc, że dopiero nauczanie Chrystusa przybliżyło nas do takiego (tj. nacechowanego troską o słabych, ubogich itd.) traktowania bliźniego, wyrażasz dokładnie to, co napisał Ksiądz Nadredaktor. Wszak nauczanie Chrystusa to są właśnie chrześcijańskie korzenie naszej kultury co najmniej w tym sensie, że znasz jego treść wyłącznie dzięki chrześcijaństwu i jego historycznej dominacji w kulturze europejskiej ostatnich kilkunastu stuleci. Dalej brniesz w sprzeczności pisząc, że dowodem na brak troski o bliźniego są... przytułki prowadzone przez Kościół. A jak wyglądała troska o bliźniego zanim przytułki zaczęto zakładać i w ogóle w jakim celu to robiono, zamiast pozwolić wyżej wymienionym spokojnie zdychać pod płotem? Traktowanie podopiecznych w takich miejscach bywało, no cóż, różne, co częściowo wynikało z poglądów panujących w danej epoce, a częściowo z moralnych kwalifikacji konkretnych ludzi, którzy takimi instytucjami kierowali i w nich pracowali. I tak jest zresztą do dzisiaj.

Oportunizm kieruje się jedną logiką - mieć argumenty za i przeciw jednocześnie. To musi odbywać się kosztem logiki myślowej. I nie wymaga angażowania odwagi. Znakomita gwarancja względnie spokojnej starości, jeśli zdrowie pozwoli.

Mniejsza o to co kto rozumie pod pojęciem oportunizmu, ale jeśli masz problem do rozwiązania, który wymaga podjęcia decyzji, jeśli masz odrobinę rozumu analizujesz argumenty za i przeciw. Aby coś takiego zrobić musisz takowe argumenty sformułować. Czy do tego potrzeba odwagi? Odwaga raczej potrzebna tym, którzy podejmują wezwania bez analizy argumentów, spokojnej zaś starości nikt i nic nie gwarantuje, nawet końskie zdrowie.

tam analiza jest bezrozumna

Jak marudzić to marudzić, moja logika oscyluje gdzieś pomiędzy rozbieżnościami teorii a praktyką, Zakładam, że nauczanie Chrystusa jest takie jakie nam podają święte księgi, Pomijam manipulacje Konstantyna w tej materii. Przykładam do tego realne działanie kościoła, te polityczne i społeczne. Tak jakoś nie wychodzi mi znak równości. Co do zdychania pod płotem, to też wynalazek naszej cywilizacji, Gdy w mrokach średniowiecza zgnilizna i zarazy trawiła chrześcijańskie miasta, świat islamski jawił się krainą szczęśliwości i oświecenia. Do dziś jednostka w kościele jest niczym. Kościół nie tylko zajmował się organizacją przytułków, nie robił tego zresztą bezinteresownie, organizował też domy publiczne, przy każdym niemal starym kościele do niedawna stała karczma prowadzona przez Żyda, który mógł prowadzić w niedzielę interes, owa karczma zazwyczaj była własnością plebana. Można by i o pańszczyźnie i wielu innych nieciekawych sprawkach. Zawsze, za jakimkolwiek działaniem stoi konkretny człowiek, postępuje tak jak pozwalają mu okoliczności czasu i miejsca, ale nauczanie Chrystusa od ponad dwóch tysięcy lat jest takie samo i jakoś nijak nie przekłada się na codzienność. Dziwne te korzenie.

kto na poważnie uważa, że współczucie, miłosierdzie itepe to wynalazek Jezusa albo [co gorsza] chrześcijaństwa - powinien modlić się o u w o l n i e n i e

zaprotestować przeciwko takiemu poglądowi. A nie chcę, bo bardzo Szanownego Pana poważam :) Otóż przyroda, świat fizyczny, w którym żyjemy, jest wobec człowieka obojętny w tym sensie, że nie można mu przypisać "świadomego" działania na korzyść lub niekorzyść. Zatem dostępne człowiekowi doświadczenie w relacjach ze tym światem nie mogło go przywieść do idei miłosierdzia. Pozostaje więc szukać w doświadczeniu w relacjach z bliźnimi. A tutaj powszechnie wiadomo, że jeśli jesteś miękki, musisz mieć twarde siedzenie :) Czyli znowu pudło? Okazuje się, że niekoniecznie. Istota ludzka lubi spekulować. Nie jestem specjalistą, ale przypuszczam, że znajdę kilku filozofów przedchrześcijańskich, którym namiastka idei miłosierdzia błąkała się po głowie. O ile wiem, nie spotkało się to z szerszym poparciem. Dopiero nauki Chrystusa radykalnie zmieniły stan rzeczy. Później tę ideę przyswoiło wiele różnych koncepcji filozoficznych. Ale co ja tam wiem :) W każdym razie będę wdzięczny za profesjonalny komentarz do mojego bajania :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

żeby nie wchodzić za daleko, na przykład w rozpoznane już dobrze odruchy emocjonalne u zwierząt, nie tylko naczelnych, czy obyczaje dawnych wspólnot łowców-zbieraczy i ich współczesnych odpowiedników żyjących w zakamarkach dżungli, wymienię kilkaset lat s t a r s z ą od chrześcijaństwa i do dziś szeroko rozpowszechnioną tradycję zwaną buddyzmem - jej sednem i istotą, jak w chrześcijaństwie miłość bliźniego, tak w niej jest w s p ó ł c z u c i e, z całym dokoła niego instrumentarium - i to nie tylko wobec drugiego człowieka, ale względem w s z y s t k i c h istot o d c z u w a j ą c y c h, a to już jest różnica wręcz jakościowa i zdecydowanie wyższy poziom - idea ta narodziła się, aby pozostać przy Pana pomyśle, z doświadczenia człowieka z samym s o b ą - i ma Pan rację, znalazłoby się bez trudu - i myślę bez liku, a nie tylko kilku - równie zabytkowych mędrców, którzy także w innych kręgach cywilizacyjnych podobne idee głosili - ale nie będę się wymądrzał i klikał w necie po próżnicy, niech sobie każdy sam takie ćwiczenie zrobi jak potrzebuje - co do Chrystusa, są znawcy tematu, na myśli mam na przykład Gezę Vermesa [polecam jego Twarze Jezusa], którzy dowodzą, że Chrystus był jednym z w i e l u w jego czasach głosicieli 'nowinek' religijno-filozoficznych - zbieg przypadków i okoliczności uczynił z tej postaci i k o n ę, i w oczach wielu ustawił na pozycji 'odkrywcy' owej "miłości bliźniego", współczucia, miłosierdzia itepe - a to nawet nie na biblisty, tylko zwykły chłopski rozum mało prawdopodobne się wydaje - całkiem na marginesie pozostaje fakt, że te kilkaset lat, które dzieliły nauczanie Jezusa od działalności Siddhartha Gautamy były przy ówczesnym żywym przepływie ludzi i idei w obrębie obu cywilizacji wystarczającym czasem, by Nazarejczyk miał skąd czerpać wzorce czy nawet je na swoją modłę i potrzeby modyfikować

Dziękuję za poszerzenie mojej wiedzy. Pozdrawiam serdecznie.

Pozwoli Pan wtrącę grosik. Miłosierdzia, empatii i takich tam spraw związanych miłością bliźniego, nie wymyśliła żadna religia, ani filozoficzna idea. To zwyczajne przystosowanie do życia w stadzie, wykształcone w procesie ewolucji. Zwyczajne się to opłaca z punktu walki o przetrwanie. Jest małe ale, katolik w ewolucję nie wierzy, dlatego musiał to wymyślić Bóg korzystając z usług proroków. Wszak ogólnie wiadomo, On z byle ciurą nie gada.

w pierwszej linijce swojego postu - a co do kompetencji twórczych PB - cóż, nie mogą być większe niż tych, co jego samego wykreowali [p.s. myśli Pan, że ja też mogę być c i u r ą?... ani słowa przez tyle lat, ani be, ani me, ani pocałuj mnie w... no gdziekolwiek, a życie się powoli kończy!]

Kilka dni temu byłem na Zamek w Reszlu. A w nim na wystawie "Średniowieczne narzędzia tortur". Kontrowersyjny to pomysł - wstęp powinien być co najmniej od 16-18 lat - ale mniejsza o to. Jak łatwo się domyślić inicjatorem i użytkownikiem wielu tych okrucieństw byli przedstawiciele Kościoła. Czy da się ich moralnie obronić ? Nie bardzo. Jedyny (rozpaczliwy) argument brzmi, że gdyby tego nie robili byłoby jeszcze gorzej ("lepiej zadręczyć jedną <<czarownicę>> niż całą wioskę"). Ma rację Oportunista, że nasz poziom moralny/duchowy nie bardzo się wznosi na przestrzeni tysiącleci...

Lata temu zwiedzałem objazdową wystawę pod takim tytułem i pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłem uwagę, było to, że wszystkie co do jednego eksponaty były replikami, a opisy wskazywały, że chodzi o narzędzia stosowane w XVI wieku i później. A więc nie średniowieczne. Wystawa w Reszlu zlokalizowana jest w miejscu nieprzypadkowym, ponieważ tam właśnie wykonano w 1811 roku ostatnią w Europie egzekucję przez spalenie na stosie. Reszel nazywał się wtedy Rößel, zamieszkiwali go głównie Polacy, m.in. oskarżona o czary Barbara Zdunk, a skazał ją pruski sąd po czterech latach przesłuchań z torturami. Jeśli chodzi o reszelskie eksponaty, to oczywiście też są to rekonstrukcje albo raczej "rekonstrukcje", jak bodaj budząca największe zainteresowanie "norymberska dziewica". Urządzenie istotnie ciekawe, bo w oświeconym wieku XVIII i jeszcze bardziej postępowym XIX stało się symbolem średniowiecznego, podszytego religijnym fanatyzmem i oczywiście katolickiego barbarzyństwa. Rzecz w tym, że jest to od początku do końca wymysł protestanckiej, a później oświeceniowej antykatolickiej propagandy, wykorzystany przez przedsiębiorczych organizatorów objazdowych wystaw z dreszczykiem. Gdzieś tam w tle mitu o sarkofagu z kolcami do torturowania czarownic i heretyków majaczy prawdziwe urządzenie zwane płaszczem hańby (Schandmantel) i służące do wymierzania kary na honorze, a więc polegającej na upokorzeniu, a nie okaleczaniu czy zabijaniu ukaranego. Skazywały na tę karę świeckie sądy (zgodnie z rzekomym - znów! - pierwszym opisem ukaranym był fałszerz, zamknięty w "dziewicy" na trzy dni). Kto ciekawy szczegółów, niech zajrzy do Wikipedii, ale lepiej do wersji angielskiej bądź niemieckiej, bo polska, chociaż też podkreśla fikcyjny charakter opowieści o żelaznej dziewicy, to jednak zawiera przynajmniej dwie błędne informacje (jedna dotyczy owego rzekomego pierwszego opisu). A Inkwizycja, chociaż za uszami swoje ma, to albo nie to, co się jej przypisuje, albo na skalę wręcz znikomą w porównaniu z przerażającymi opisami i wyliczeniami. No i sądy Świętego Oficjum na pewno nie były okrutniejsze od świeckiej sprawiedliwości dawnych epok. Jeśli ktoś serio uważa tego rodzaju argumenty za niemoralne i "rozpaczliwe", to niech ma odwagę WŁASNYCH, wysoce moralnych argumentów nie wzmacniać przesadą i zmyśleniami, zaczerpniętymi z jarmarcznych pokazów.

No i zobacz, jesteśmy o krok od uznania inkwizycji jako postępowego ruchu, który cywilizował sądownictwo. Wszak inkwizytorzy osobiście wyroków nie wykonywali, to świecki kat podpalał stosy. Inkwizytor tylko skłaniał do zeznań i przyznania się do stawianych zarzutów. Fakt, palenie na stosie było niechętnie stosowaną praktyką, zasadniczo chodziło o przejęcie przez kościół dóbr oskarżonego, taki oświecony trybunał. Chłopców też nie kastrowano dla pięknego głosu, by radowali uszy papieży i hierarchów śpiewając chorały, to wszystko propaganda oczywiście, jarmarczne opowieści. Czytałem przed chwilą relację z procesu księdza oskarżonego o molestowanie dwójki niepełnosprawnych dziewczynek, na sali rozpraw jarmark, widownia mówi różaniec w intencji oczyszczenia z zarzutów, a sam oskarżony wkracza na salę rozpraw ze spiewem na ustach. Proszę przeczytać „ Miłosierdzie Gminy” Konopnickiej - zdaje się, nie pamiętam już dokładnie.

Przyjacielu, po co namawiasz do lektury czegoś, czego sam nie pamiętasz? Gorzej! To co ci się wydaje jest kompletnie na opak. "Miłosierdzie gminy" to obrazek z kalwińskiej Szwajcarii, a tematem jest miłosierdzie demokratycznie wybranej władzy. Świeckie, uregulowane ustawowo i w zasadzie bliskie nowoczesnym, liberalnym koncepcjom. Jeśli literatura ma dawać do myślenia, to ta daje, ale tylko czytającym.

dla wielu być może paradoksalnie, ale to właśnie zinstytucjonalizowane i upaństwowione przez rzymskich cesarzy, a potem już bez większych przeszkód jak okrutny polityczny walec sunące przez świat c h r z e ś c i j a ń s t w o stało się źródłem niewyobrażalnej liczby p o t w o r n o ś c i, niezliczonych o f i a r, ciągnących się przez stulecia w o j e n, morza k r w i przelanej dla władzy i złota - tak Pycha i Mamona, po dziś dzień zresztą, kierują poczynaniami przywódców i szeregowych funkcjonariuszy formacji u nas akurat znanej jako "kościół katolicki"

Ksiądz ma rację pisząc,że same pieniądze nie uzdrowią opieki zdrowotnej.Jednak bez wzrostu nakładów nic się nie zmieni.Dodatkowo sytuację komplikuje fakt,że największy wyż demograficzny z lat 1946-1956[do 800 tyś /rok] wszedł w okres kiedy choroby stają się normą.Coś,co powinno być najważniejsze [oświata i zdrowie] jest u nas na szarym końcu.Wszystkie resorty siłowe czy mundurowe są najważniejsze[sądownictwo,wojsko, straż pożarna, biurokracja rządowa itp].Najsłabsi u nas są pozostawieni samemu sobie>Niestety wystawia to bardzo złe świadectwo polskiemu kościołowi,kościołowi,który skupił się na innych celach myśląc głównie o sobie.

Jeśli przyjąć że "miarą cywilizacji jest troska o najsłabszych, o chorych, niepełnosprawnych, starych i ubogich" to niestety nie wypadamy dobrze:( Myślę, że każdy z nas mógłby bez problemu sypać tu przykładami jak z rękawa. Titanic tonie i ratunku nie widać. Księdza Adama serdecznie pozdrawiam i dziękuję, że ciągle ma odwagę poruszać tematy trudne, niewygodne ale ważne.

zżarta rdzą pychy i chciwości stara, dziurawa skorupa

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]