Marzenie, tłok, enfant terrible

W 1959 roku udało nam się pojechać do Albanii, tuż przed jej wieloletnią, pełną izolacją od Europy. Z albańskiego porciku Saranda spojrzeliśmy któregoś dnia na niedaleki brzeg wyspy. Nie było widać żadnych osiedli, tylko masywne góry, porośnięte skołtunioną zielenią. Powiedziano nam, że wyspa nazywa się Korfu i że to już Grecja.
Czyta się kilka minut

Marzenie

Patrzyliśmy na nią z jakimś zapierającym oddech uniesieniem. To była nie tylko ta Hellada z lektur szkolnych, ale również część ,,Zachodu", kawałek wolnego świata, do którego tak trudno było się wtedy dostać. Górzysty brzeg utrwalił się w mojej pamięci jako symbol marzenia.

Później wielokrotnie bywaliśmy w Grecji, ale na Korfu trafiliśmy dopiero we wrześniu tego roku. Wyspa jest ładna, z bujną roślinnością, z dużym ruchem turystycznym - ale całkiem zwyczajna. Organizuje się z niej wycieczki do... Albanii, reklamowanej jako kraj egzotyczny i szalenie ciekawy.

Marzenie niezrealizowane pozostaje do końca marzeniem. Marzenie dotknięte traci swoją moc.

Dobrze, jeżeli chodzi tylko o jakąś wyspę...

Tłok

Na Korfu lotnisko jest nad samym morzem. Pas startowy to jakby grobla na paru maleńkich wysepkach. Samolot niemal dotyka brzuchem wody, a w dwie sekundy później koła podwozia stukają o beton.

Dworzec lotniczy nieduży, ale ruch na nim niesamowity. Olbrzymie kolejki do wszystkich stanowisk, speaker co chwila ogłasza przyloty i odloty do Manchesteru, Wiednia, Amsterdamu, Pragi...

Od kilku lat mam takie dziwne wrażenie, że za mojego życia ludność świata powiększyła się co najmniej pięciokrotnie. Wszędzie kłębią się nieprzebrane masy ludzkie - na szosach, na ulicach, na plażach, na stadionach, na imprezach, w samolotach. Wiem, ludzie stali się po prostu mobilni, częściej się przeprowadzają, chcą coś oglądać, wyjeżdżają...

A jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że otacza mnie gęstniejący z godziny na godzinę tłok.

Enfant terrible

Z pasją i werwą rzuciliśmy się w spory dotyczące Unii Europejskiej. Z lubością używamy terminów militarnych: bitwa, manewr oskrzydlający, walka, amunicja, Nicea albo śmierć itd.

Pat Cox z Parlamentu Europejskiego zachęcał nas, żebyśmy do Unii wnieśli naszą odrębność, polskość (po czym posłowie jednej z partii wyszli z sali!!). Owszem, można to wnieść, byle bez przesady. Na przykład: zamiast dużo, patetycznie i bezkompromisowo gadać - spróbować cośkolwiek zrobić. Może przygotować na czas system Ajaks, może parę innych drobiazgów?...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2003