Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kłopotliwy Jacob Zuma

Kłopotliwy Jacob Zuma

w cyklu STRONA ŚWIATA
25.01.2019
Czyta się kilka minut
Niedoszłym kontraktem płytowym przypomniał o sobie były prezydent RPA, którego rządy, będące synonimem złodziejstwa i skandali, obciążają Afrykański Kongres Narodowy na sto dni przed nowymi wyborami.
Jacob Zuma (z lewej) w rozmowie z prawnikiem podczas jednego z procesów korupcyjnych, Johannesburg, lipiec 2018 r. / Fot. Phill Magakoe / AFP / East News
Jacob Zuma (z lewej) w rozmowie z prawnikiem podczas jednego z procesów korupcyjnych, Johannesburg, lipiec 2018 r. / Fot. Phill Magakoe / AFP / East News
W

Wieści o kontrakcie płytowym dla 76-letniego polityka pojawiły się pod koniec 2018 r. Władze Durbanu, największego miasta prowincji KwaZulu/Natal, rodzinnych stron Zulusa Zumy, zaproponowały byłemu prezydentowi, by nagrał płytę z pieśniami z czasów walki z apartheidem, partyzantki i rewolucji. „Te pieśni mówią nam, jacy byliśmy i kim jesteśmy, opowiadają o naszej stuletniej walce o wolność. Jeśli nie zachowamy ich dla potomności, zostaną zapomniane, a wraz z nimi pamięć o naszej przeszłości i o nas samych” – tłumaczył Thembinkosi Ngcobo, szef wydziału parków, rozrywki i kultury w durbańskim ratuszu, a także działacz Afrykańskiego Kongresu Narodowego. „Rozumiemy i popieramy troskę, by chronić przed zapomnieniem stare pieśni wyzwoleńcze – powiedział na to opozycyjny Sojusz Demokratyczny. – Ale dlaczego do nagrania płyty wybrano akurat Zumę?”. Opozycję oburzał także koszt całego przedsięwzięcia – prawie półtora miliona dolarów – oraz fakt, że pieniądze miały pochodzić z budżetu ratusza, czyli z kieszeni podatników.

Thembinkosi Ngcobo przyznał, że wybrał Zumę, bo jako były bojownik o wolność, więzień polityczny i towarzysz Nelsona Mandela, będzie wiarygodniejszym wykonawcą pieśni partyzanckich i rewolucyjnych niż współcześni muzycy, a w dodatku w śpiewie i tańcu wcale im nie ustępuje. „Nikt nie śpiewa tak jak on, przerasta innych talentem – tłumaczył Ngcobo. – Przyznają to nawet jego najgorsi wrogowie”.

Śpiewający partyzant

Zuma rzeczywiście ma za sobą piękną przeszłość. Jako nastolatek przystał do Afrykańskiego Kongresu Narodowego i podjął walkę z apartheidem, ustrojem rasowej segregacji, jaki obowiązywał w Południowej Afryce w latach 1948-1990 (wcześniej rasistowskie porządki obowiązywały, ale nie były wyniesione do rangi ustroju państwowego). Za działalność wywrotową został skazany na 10 lat więzienia, które odsiadywał na wyspie Robben, razem ze skazanym na dożywocie Nelsonem Mandelą. Potem wyjechał z kraju, by na wygnaniu tworzyć partyzantkę. Został szefem partyzanckiego wywiadu i służb bezpieczeństwa. W 1990 r., po uwolnieniu Mandeli i zniesieniu apartheidu, Zuma wrócił do kraju jako pierwszy z politycznych uciekinierów. Po pierwszych wolnych wyborach, w 1994 r., w wyniku których czarnoskóra większość i Afrykański Kongres Narodowy przejęli władzę w Południowej Afryce, wszedł z kolei do rządu rodzinnej prowincji KwaZulu/Natal, a także został członkiem partyjnej elity. W 1999 r. został wiceprezydentem, a 10 lat później prezydentem Południowej Afryki.

Na partyjnych i państwowych uroczystościach popisywał się tańcem i śpiewem, poczuciem rytmu i barwą głosu. Pod tym względem faktycznie nie miał sobie równych wśród kongresowych przywódców. Zasłynął zwłaszcza z wykonania barytonem swojej ulubionej pieśni partyzanckiej, „Dajcie no mi tylko mój karabin maszynowy”. Miała się ona, rzecz jasna, znaleźć na płycie, zamówionej u Zumy przez durbański ratusz.

Nadgorliwy urzędnik

Ngcobo twierdzi, że pomysł, by namówić Zumę na nagranie, przyszedł mu do głowy już 2-3 lata temu. Pod koniec zeszłego roku przedstawił pomysł Zumie, a ten się chętnie zgodził. Płyta miała zostać zarejestrowana w wersji koncertowej, a byłemu prezydentowi w roli „chórku” mieli towarzyszyć muzycy z zespołu Ladysmith Black Mambazo, którzy przed laty towarzyszyli Paulowi Simonowi przy nagraniu płyty „Graceland” i w późniejszej trasie koncertowej. Sesje miały się zacząć w kwietniu, a płyta znalazłaby się w sklepach pod koniec roku.

Zamiast uznania spotkał się jednak z krytyką. Gazety i opozycja zarzuciły mu, że trwoni publiczne pieniądze na głupstwa, zamiast wydać je na sprawy naprawdę potrzebne mieszkańcom Durbanu. Oskarżono go nawet, że ratusz chce podpisać z Zumą kontrakt, by zapewnić mu pieniądze na pokrycie kosztów procesów sądowych o korupcję, kumoterstwo i nadużywanie prezydenckiej władzy dla prywaty. Ngcobo bił się w piersi i przysięgał, że za nagranie Zuma nie weźmie grosza. W końcu do akcji wkroczyło sama burmistrz Durbanu, Zandile Gumede, przyjaciółka i polityczna stronniczka Zumy, która obwieściła, że ratusz żadnej płyty nagrywać nie będzie. Wszystko za późno. O byłym prezydencie zrobiło się głośno, a rozgłos znów miał posmak skandalu.

Skorumpowany prezydent

Jako państwowy dygnitarz Zuma zawsze miał kłopoty z rozróżnianiem, co publiczne, a co jego własne. Już jako wiceprezydent wdał się w korupcyjny skandal przy rządowych zamówieniach zbrojeniowych. Jeden z jego najbliższych doradców finansowych został wtedy skazany na więzienie. Zuma stracił tylko posadę wiceprezydenta, bo prezydent Thabo Mbeki wyrzucił go z pracy. Afera została jednak zamieciona pod dywan, bo Zuma zemścił się na Mbekim, dokonał pałacowego przewrotu i w 2008 r. zmusił go do ustąpienia na rok przed upływem prezydentury. Rok później sam został prezydentem.

Jego panowanie zapisało się w historii jako czas powszechnej korupcji, kumoterstwa, prywaty, bałaganu i dyletanctwa. Pod jego rządami partia Mandeli, z ugrupowania kojarzonego z walką o wolność, zaczęło się kojarzyć z karierowiczostwem, pazernością i złodziejstwem. Obawiając się, że Zuma pogrąży Kongres, towarzysze partyjni zmusili go do ustąpienia, jak niegdyś on Mbekiego – na rok przed końcem kadencji. Cyryl Ramaphosa, który zastąpił Zumę na stanowisku prezydenta, mówi dziś o panowaniu Zulusa jako o „zmarnowanej dekadzie”.


Czytaj także: Wojciech Jagielski o wymuszonej dymisji Jacoba Zumy


Za mniej więcej sto dni, na początku maja, Południowa Afryka znów wybierać będzie nowe władze. Afrykański Kongres Narodowy znów jest faworytem (już nie tyle z powodu dawnych zasług, co słabości opozycji), ale jeśli zdobędzie mniej głosów niż dotychczas (zdobywał zwykle około dwóch trzecich), może to się okazać początkiem końca kolejnego ruchu wyzwoleńczego, który przejąwszy władzę przerodził się w pospolitą partię, kierującą się wyłącznie żądzą władzy i przywilejów.

Skrępowany następca

Ramaphosa zapewnia, że do tego nie dopuści: wypleni korupcję, która jak rak przeżarła południowoafrykańskie państwo, a pod jego kierownictwem Afrykański Kongres Narodowy przypomni sobie dawne ideały. W przekonywaniu rodaków przeszkadza mu jego poprzednik, Zuma, który usunięty z urzędu wcale nie przeszedł na polityczną emeryturę, ani nie zniknął z publicznej sceny. Mieszkańcy Południowej Afryki przypominali sobie o nim głównie wtedy, gdy musiał się stawiać na kolejne rozprawy w sprawach o korupcję i nadużywanie władzy dla prywaty. Ramaphosa powołał nawet specjalną komisję śledczą, która bada sekrety zawłaszczenia państwa i gospodarki przez podejrzanych przedsiębiorców, którzy oblegali Zumę za czasów jego panowania. Wznowiony został proces w sprawie afery zbrojeniowej.

Pod koniec roku zwolennicy Zumy wpadli na pomysł, by w maju kandydował na posła albo przynajmniej włączył się w kampanię wyborczą Kongresu.  W grudniu Zuma założył sobie twitterowe konto i zaczął udzielać się w tzw. mediach społecznościowych. W partyjnych władzach ma wciąż wielu zwolenników, którzy za jego panowania porobili kariery i zbili majątki. Ramaphosa musi się z nimi liczyć.

Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Pod jego rządami partia Mandeli, z ugrupowania kojarzonego z walką o wolność, zaczęło się kojarzyć z karierowiczostwem, pazernością i złodziejstwem." Tak to probuje sie przedstawiac, co zdecydowanie upraszcza cala sprawe i pomija niewygodne fakty. Niestety korupcja, walki wewnetrzne, pazernosc i zwykle zlodziejstwo sa czescia emigracyjnej historii Kongresu. Ciekawie pisze na ten temat S.Ellis w "External Mission. The ANC in Exile". Dosjcie do wladzy otworzylo przed Kongresem nowe i prawie nieograniczone mozliwosci. Obecny prezydent przedstawiany jest jako "maz opatrznosci", zbawca partii i kraju. Ramaphosa powolal kilka komisji. Niemniej, jak warto zauwazyc, komisje pracuja wolno, raporty przypuszczalnie ukaza sie za rok lub dwa lata i nie maja mocy obowiazujacej. Wiele na temat korupcji na najwyzszych szczeblach jest w sferze publicznej, jednak nie widac zapalu do karania winnych. Co trzezwiejsi zarzucaja Ramaphosie, ze bedac vice-prezydentem widzial, wiedzial i nie interweniowal. Gdy zas przychodzilo do wystapien publicznych i glosowan w parlamencie w obronie prezydenta lojalnie wspieral Zume. Ramaphosa calkiem otwarcie mowil o wspolpracy z Zuma w czasie kampanii wyborczej. Byly prezydent zostal wpisany na liste kandydatow do parlamentu. Raczej watpliwe by zostal parlamentariuszem, gdyz wtedy straci apanaze dozywotnio przynalezne bylej glowie panstwa. Pozdrawiam

Przepraszam, że wypowiedź nie odnosi się bezpośrednio do artykułu ale raczej do refleksji wywołanej tym artykułem. Czytałam i z każdym zdaniem artykułu i komentarza autorstwa vandermerwe, odkrywałam analogię do naszej rodzimej sytuacji (mam na myśli okres kilkudziesięciu lat). Może my powinniśmy być mierzeni nie miarą Europy Zachodniej, Centralnej czy Wschodniej ale Afryki, może wtedy wszystko będzie zdecydowanie bardziej oczywiste i przewidywalne. To jest nasz układ odniesienia - geografia nie powinna nas zwodzić. Mentalność jest kluczowa. Oczywiście są pewne różnice – my preferujemy disco polo.

Chyba jest jakis zwiazek. Moje potomstwo chetnie jezdzace do kraju dziadkow okresla Polske jako "Afryke w Europie". Pozdrawiam
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]