Jak badania DNA przywracają pamięć o ofiarach historii

To pierwsze tego typu badanie, otwiera ono nowe metody przywracania pamięci i tożsamości anonimowych ofiar historii.
Czyta się kilka minut
Fot. Pixabay.com

Szesnastu mężczyzn i jedenaście kobiet w różnym wieku. Dwadzieścioro siedmioro z setek czarnych niewolników zmuszonych między 1774 a 1850 r. do pracy w kuźni Catoctin Furnace w stanie Maryland, nieopodal dzisiejszej rezydencji prezydentów USA w Camp David. Ich szczątki odkryto w 1979 r. podczas budowy autostrady. Niewolniczy system nie trudził się dokumentacją ich losów, po odkryciu ich grobów nie dało się więc o nich dowiedzieć więcej. Aż do teraz.

Zespół Éadaoin Harney, genetyczki populacyjnej z firmy 23andMe.com i Uniwersytetu ­Harvarda, ogłosił w „Science”, że zidentyfikował prawie 41,8 tys. żyjących krewnych tych dwadzieściorga siedmiorga, w tym przeszło 2,9 tys. bliskich – od 9. od 5. (prapraprawnuk) stopnia pokrewieństwa. 

Badacze zastosowali te same metody, dzięki którym można dziś wysłać próbkę śliny do firmy takiej jak 23andMe czy MyHeritage, by ich algorytmy porównały nasz genom ze swoimi bazami danych, oszacowały pochodzenie etniczne i geograficzne naszych przodków oraz wytypowały naszych krewnych spośród innych użytkowników: im więcej współdzielimy fragmentów DNA i im są one dłuższe, tym bliższe pokrewieństwo.

Okazało się m.in., że większość z tych bliskich krewnych wciąż żyje w Maryland, jest też grupa w południowych Stanach, co rzuca światło na późniejsze losy niewolników z Catoctin Furnace. Genom wielu z tych dwadzieściorga siedmiorga nosi ślady brytyjskich i irlandzkich przodków po mieczu – świadectwo przemocy seksualnej.

To pierwsze tego typu badanie, otwiera ono nowe metody przywracania pamięci i tożsamości anonimowych ofiar historii. Rodzi też jednak problemy etyczne – nie tylko w kwestii ujawniania wyników podobnych analiz. Otóż genetyczne klucze do takich odkryć dzierżą dziś prywatne firmy nastawione na zysk, co każe pytać o równość w dostępie do badań naukowych i wiedzy o własnej historii. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2023