Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Hamza, ulubiony syn Osamy

Hamza, ulubiony syn Osamy

20.09.2017
Czyta się kilka minut
Potomek bin Ladena, założyciela Terrorystycznej Międzynarodówki, szykowany jest na politycznego spadkobiercę ojca. Mówi się też, że tylko pod jego przywództwem podzieleni i osłabieni ostatnimi klęskami dżihadyści mogą się zjednoczyć i stać się jeszcze groźniejsi dla znienawidzonego Zachodu.
Hamza, syn Osamy bin Ladena, kiedy był młodym chłopcem / Screen ze strony edition.cnn.com/
D

Dobiegający trzydziestki Hamza bin Osama bin Mohammed bin Awad bin Laden od dwóch lat wygłasza najważniejsze wojenne kazania w imieniu Al-Kaidy, organizacji, którą 30 lat temu założył jego ojciec. Wzywa dżihadystów do zgody i wytrwałości, podpowiada, jakie mają wybierać cele i jakie stosować sposoby walki, by ugodzić wroga jak najboleśniej. „Bądźmy dumni, że na Zachodzie nazywają nas terrorystami. To nie zniewaga, lecz powód do dumy. Bądźmy dumni z naszej nienawiści do Ameryki i Rosji, współczesnych faraonów. Gdy cały świat występuje przeciwko muzułmanom, nie ma usprawiedliwienia dla tych, którzy sieją wśród nas podziały i kłótnie. Wszyscy jesteśmy Osamami”.

Niezłomny

Od lat mówiło się o Hamzie, że był ulubionym synem swojego ojca, jedynym dzieckiem, jakie urodziła mu najbardziej kochana z czterech żon Chairia Sabar. Starsza od niego o siedem lat, niezależna i znakomicie wykształcona nauczycielka i lekarka psychiatra, wywodziła się z jednego z najbardziej szanowanych saudyjskich domów. Kiedy się poznali, Osama uchodził w rodzinnej Arabii Saudyjskiej za bohatera i męczennika, który wyrzekł się życia w dostatku, by się poświęcić świętej wojnie, którą w Afganistanie mudżahedini toczyli z Armią Radziecką.

Hamza przyszedł na świat w 1989 r. Dano mu imię, które w języku arabskim znaczy „niezłomny”. Dla jego ojca miał to być rok triumfu, bo wykrwawiona Armia Radziecka wycofywała się w końcu z Afganistanu. Mudżahedini, zamiast świętować zwycięstwo, rzucili się jednak sobie do gardeł i wywołali bratobójczą wojnę. Nie słuchali próśb ani gróźb swojego saudyjskiego dobrodzieja Osamy. Nie zareagowali nawet wtedy, gdy obiecywał, że zapłaci im złotem, byle tylko przerwali walki. Rozczarowany Saudyjczyk wrócił do kraju. Tam czekały go jednak próby jeszcze cięższe. Saudyjski król nie zgodził się, by Osama wezwał z Afganistanu swoich towarzyszy broni i na ich czele ruszył przeciwko irackiemu tyranowi Saddamowi Husajnowi, który najechał na Kuwejt. Zamiast mudżahedinów Saudowie zaprosili na świętą ziemię islamu bezbożnych Amerykanów. Oburzony Osama wystąpił przeciwko królowi; król kazał mu się wynosić z kraju.


CZYTAJ TAKŻE:


Osama wraz żonami i dziećmi wyjechał najpierw do Sudanu, a gdy i tamtejszy prezydent zląkł się Saudów i wyprosił go z Chartumu, skorzystał z zaproszenia talibów, którzy właśnie wygrali wojnę domową w Afganistanie i przejęli władzę w Kabulu. Kiedy przeprowadzali się pod Hindukusz, Hamza miał siedem lat.

Z afgańskich czasów pochodzą jedyne fotografie Hamzy-Niezłomnego, obie z tego samego 2001 r. Z wesela jego brata Mohammeda w styczniu i z późnej jesieni, gdy zamachowcy Al-Kaidy zaatakowali już na rozkaz Osamy Nowy Jork i Waszyngton, a Amerykanie w odwecie najechali na Afganistan. Na nakręconym pod Ghazni propagandowym filmie Al-Kaidy mały Hamza ściska w rękach kawałek pancerza z zestrzelonego śmigłowca (mówi, że amerykańskiego, ale jest to raczej część z wraku strąconego przed laty helikoptera radzieckiego) i recytuje wiersze wychwalające bohaterstwo talibów. Wkrótce potem widział ojca po raz ostatni. Osama pożegnał się z rodziną i ukrył w górskiej twierdzy Tora Bora na afgańsko-pakistańskim pograniczu, a żony z dziećmi odesłał do Pakistanu. Nie ufając Pakistańczykom, szefowie Al-Kaidy postanowili potem przerzucić rodzinę Osamy do Iranu, gdzie nie kręcili się amerykańscy szpiedzy.

Pewnie byś mnie dziś nie poznał

Życie Hamzy i jego rodziny w Teheranie przypominało pobyt w areszcie domowym. Irańczycy strzegli ich bezpieczeństwa, ale nie pozwalali ruszyć się na krok. Matka zadbała, by nawet w niewoli Hamza nie marnował czasu. Pod okiem przywódców Al-Kaidy zgłębiał Koran i prawo koraniczne, uczył się języków obcych. Opiekunowie nie mogli się nachwalić jego pilności i zapału. Na irańskim wygnaniu Hamza tęsknił jednak za ojcem i marzył, by pójść w jego ślady i zostać mudżahedinem, rycerzem świętej wojny. Wśród dokumentów znalezionych w willi, w której w Pakistanie ukrywał się Osama, znaleziono m.in. przemycone listy Hamzy. „Byłem małym dzieckiem, kiedy odszedłeś…pewnie byś mnie nawet dziś nie poznał. Ale najbardziej martwi mnie, że pułki mudżahedinów pomaszerowały na wojnę, a ja się do nich nie przyłączyłem”.

Początkowo Osama upierał się, żeby Hamza wyjechał do Kataru, studiował, został duchownym, ulemą. Stracił już jednego z synów, Saada, zabitego przez Amerykanów. Dopiero w kryjówce w pakistańskim mieście garnizonowym w Abbottabadzie kazał sprowadzić do siebie Hamzę. Al-Kaida wykupiła go z niewoli u Irańczyków, wymieniając na irańskiego dyplomatę, uprowadzonego przez pasztuńskich plemieńców. Hamza nie zdążył jednak zobaczyć ojca. W kwietniu 2011 r. był już w pakistańskim Beludżystanie, skąd klucząc przez Karaczi i Peszawar, żeby zgubić ewentualnych szpiegów, miał zostać doprowadzony do Abbottabadu. Czekał wciąż na rozkaz i kuriera, kiedy amerykańscy komandosi dokonali nocnego rajdu na ojcowską kryjówkę i zabili Osamę bin Ladena. W Abbottabadzie zginął też brat Hamzy, Chalid. Jego matka, wraz z pozostałą rodziną Osamy, została aresztowana i wydalona do Arabii Saudyjskiej, a tam osadzona w areszcie domowym.

Po śmierci Osamy Al-Kaida zaczęła podupadać. Jeszcze gdy żył, Terrorystyczna Międzynarodówka straciła jedną trzecią najważniejszych komendantów, zabitych i uwięzionych przez Amerykanów. Pozostali przy życiu bardziej troszczyli się o swoje bezpieczeństwo, niż planowali nowe ataki przeciwko Amerykanom. Sprawy zaczęły się mieć jeszcze gorzej, kiedy zgładzonego Osamę zastąpił jego wierny druh Ajman al-Zawahiri, Egipcjanin, pozbawiony jednak charyzmy i przywódczych talentów. Wśród dżihadystów zaczęły się waśnie, a w 2014 r. iracka filia Al-Kaidy oderwała się od niej, nazwała Państwem Islamskim i ogłosiła powstanie kalifatu, rozciągającego się na ogarniętych wojną rozległych obszarach Iraku i Syrii. Sukcesy wojenne Państwa Islamskiego sprawiły, że to ono przejęło z rąk Al-Kaidy sztandary dżihadu i zawładnęło wyobraźnią młodych radykałów z Bliskiego Wschodu i północnej Afryki.

Kazania o dżihadzie

Po śmierci Osamy Hamza przepadł jak kamień w wodę. Pojawił się w 2015 r., kiedy Państwo Islamskie i jego kalifat były u szczytu potęgi, a Al-Kaida rozpaczliwie próbowała ratować swoją renomę. W zeszłym roku, gdy do walki przeciwko kalifatowi przyłączyły się kraje Zachodu, Kurdowie i wszelkiej maści partyzanci wspierani przez Zachód, a także Rosję oraz Iran, dżihadyści zaczęli przegrywać bitwy i wojnę. Stracili stolicę kalifatu, Rakkę i Mosul.

Starzejący się przywódcy Al-Kaidy coraz częściej wyznaczają Hamzę do wygłaszania kazań o dżihadzie. On pilnuje się, żeby nie powiedzieć złego słowa o rywalach Al-Kaidy z Państwa Islamskiego. Ci zaś, nie kryjąc pogardy dla Zawahiriego, czczą imię Osamy. Znawcy światowego dżihadyzmu uważają, że jeśli rycerze świętej wojny mieliby się kiedyś zjednoczyć, to najprędzej pod przywództwem syna Osamy, Hamzy-Niezłomnego.

Przemawia za nim nie tylko sławne nazwisko i przynależność do spokrewnionych z dworem Saudów rodów saudyjskich i jemeńskich, ale też gruntowne religijne wykształcenie, a także charyzma i przywódcze talenty, które zdaniem znających go komendantów Al-Kaidy odziedziczył po ojcu. O awansie Hamzy w szeregach Al-Kaidy świadczy nie tylko coraz większa liczba jego kazań o świętej wojnie, lecz również fakt, że w komunikatach Terrorystycznej Międzynarodówki nazywany jest już nie „bratem” czy „mudżahedinem”, tylko „szejkiem”. Że sposobi się do jeszcze ważniejszej roli albo że jest do niej szykowany, dowodzi także to, że nie ujawnia swojego wizerunku. Nie wiadomo, jak dziś wygląda. Jego ostatnie zdjęcia pochodzą jeszcze z czasów afgańskich, kiedy był chłopcem.

Al-Kaida na sterydach

Przeszkodą w awansie nie powinien być brak doświadczenia bojowego Hamzy. Jego ojciec też go nie miał, nigdy nie walczył z Rosjanami, lecz zajmował się zaopatrzeniem mudżahedinów i dopiero po latach dorobiono mu legendę nieustraszonego partyzanta. Gdyby miał zostać nowym przywódcą Terrorystycznej Międzynarodówki, Hamza przynajmniej na początku miałby pełnić przede wszystkim rolę sztandaru, zawołania bojowego, codzienne dowództwo pozostawiając w rękach najważniejszych komendantów Al-Kaidy, jak choćby Egipcjanina Saifa al-Adela, swojego opiekuna z irańskiej niewoli.

Najważniejszą przeszkodę z drogi dżihadystycznej kariery syna Osamy mogą usunąć Amerykanie lub Rosjanie, jeśli uda się im w końcu wytropić i zgładzić samozwańczego kalifa Abu Bakr al-Baghdadiego, przywódcę Państwa Islamskiego. Jeśli zginie, osieroceni mudżahedini kalifatu mogą zechcieć przejść pod komendę emira Hamzy-Niezłomnego. Według oficerów irackiego wywiadu nowa hydra dżihadystycznego ruchu może okazać się dla Zachodu jeszcze groźniejsza niż dwa jego poprzednie wcielenia. Szef wywiadu kurdyjskiego Lahur Talabani przepowiadał latem, że to będzie „Al-Kaida na sterydach”. Wskazówki, jak ma wyglądać dalsza wojna, można znaleźć także w kazaniach Hamzy. „Nie możecie się pewnie doczekać, żeby wyruszyć na wojnę, walczyć i zginąć męczeńską śmiercią na polu bitwy” – mówił w maju. – „Wiedzcie jednak, że ugodzić Żydów i krzyżowców możecie też tam, gdzie mieszkacie, bez potrzeby wyruszania w daleką podróż. Wybierzcie starannie cel i broń. Jeśli macie pod ręką karabin, to świetnie, ale jeśli nie, to jest wiele sposobów, by zadać cios wrogowi”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

blisko trzydziestoletnie dziecko. Taki jest ostateczny wpływ środowiska na człowieka (ssaka) drodzy Państwo, (nie)odpowiedni nauczyciele, plus religia … i można walczyć za skrawek kropki na Ziemi, jednej z miliardów miliardów miliardów planet w Kosmosie…

a "godny" następca papy Osamy. Nie wiadomo, czy to kwestia genów, czy środowiska, czy nieszczęśliwej interakcji tych dwóch czynników. Natomiast walka o "skrawek kropki na Ziemi" to rzecz u terytorialnych ssaków jak najbardziej naturalna. Ustąpił(a)by Pan(i) swojej, zadowalając się miliardami wolnych planet?

bardziej cywilizowane sposoby życia na skrawku Ziemi w którym mieszkam(y), lub zamieszkam(y) - tj. (współ)praca, wymiana jej na dobra (materialne lub kulturowe), i najogólniej mówiąc ubogacanie jej. Tylko (i aż) tyle możemy zostawić po sobie po jedynym znanym padole jaki zna człowiek. Co do kwestii "genów" polecam dwie sympatyczne lektury "Dlaczego zebry nie mają wrzodów" której autorem jest Robert Sapolsky, oraz prześwietną treść "Jednakowo odmienionych" Tima Spectora. Pozdrawiam Pana(?) serdecznie. ps. biedny - w sensie - zindoktrynowany przez społeczeństwo, możliwe że mieszkając nad Bałtykiem wśród rozlicznych "białogłów" nie miał by czasu czytać skryptów sprzed 1400 lat…

że też wygrzebał Pan tego "plemieńca"! Słowo nienotowane w słownikach, nawet u Doroszewskiego, gdzie jest "plemiennik". A użyła go (wymyśliła?) Zofia Kossak i to przypadkiem w bliskowschodnim, biblijnym kontekście ("Przymierze").
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]