Eksperyment na Polakach

Resort zdrowia nie udziela odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpiecznie. Rządowe komunikaty i decyzje na to by wskazywały. Statystyki zachorowań już nie.

Reklama

Eksperyment na Polakach

Eksperyment na Polakach

18.05.2020
Czyta się kilka minut
Resort zdrowia nie udziela odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpiecznie. Rządowe komunikaty i decyzje na to by wskazywały. Statystyki zachorowań już nie.
Przygotowywanie restauracji i kawiarni do otwarcia, Warszawa, 18 maja 2020 r. / PIOTR MOLECKI / EAST NEWS
L

Liczba, od której zależy los Polaków, nadal wynosi około 1. To wskaźnik reprodukcji koronawirusa, czyli „R”. Według ministra Szumowskiego spadł on wprawdzie na Mazowszu nawet do 0,5 (10 chorych zakaża 5 kolejnych), ale statystyki podbija Śląsk. Epidemiolodzy są sceptyczni wobec twierdzeń, że epidemia wygasa – nie ma gwarancji, że wkrótce nie zacznie się piąć do kolejnego wierzchołka.

Od poniedziałku 18 maja można pójść do fryzjera czy restauracji. Życie codzienne odmraża się spontanicznie od kilku tygodni. Ludzie, którzy poddawali kwarantannie torby z zakupami i nie chodzili do parków – zarzucają te środki ostrożności. Inni kapitulują przed dziećmi: trudno przez kolejny miesiąc powstrzymywać je przed zabawą z sąsiadami. Niełatwo zresztą rozmawiać z dziećmi, skoro sami jesteśmy coraz mniej przekonani do dystansowania społecznego.

Dominują emocje, bo brakuje racjonalnych argumentów. Z rządowych konferencji wynika, że się otwieramy, ale już nie – dlaczego. Narracja ministra zdrowia, godna pochwał w marcu, w kolejnych tygodniach się posypała. Szumowski maseczki wyśmiewał, po czym nakazał ich noszenie. Zapowiadał, że wakacyjnych obozów nie będzie – po czym okazało się, że będą. Policjanci ścigali spacerowiczów, teraz niemal zupełnie sobie odpuścili. Nie dostajemy uzasadnienia, dlaczego coś, co było niedozwolone, staje się dozwolone. Z jednym wyjątkiem: liczbę osób na nabożeństwach zwiększono do jednej na 10 m2 „na setne urodziny naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, który zmienił losy świata” – powiedział premier.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Coraz częściej pada pytanie: dlaczego zamknięto nas w domach przy kilkudziesięciu zachorowaniach, a przy kilkunastu tysiącach wracamy do (w miarę) normalnego życia? Nic dziwnego, że strach zmienia się w irytację. Ze statystyk, wbrew pozorom, niewiele wyczytamy, bo nie da się porównać stanu epidemii z początku marca i drugiej połowy maja. Dopiero teraz w Polsce przeprowadza się ponad 20 tys. testów na dobę; wtedy – kilkadziesiąt. Prawdopodobnie pierwsze zakażenia pojawiły się nawet w styczniu, a w momencie zamknięcia granic i wprowadzenia izolacji w drugim tygodniu marca infekcji mogło być wiele tysięcy: i tamte decyzje zapewne ocaliły Polskę przed losem Włoch czy Niemiec. Nigdy zresztą nie poznamy prawdziwej historii COVID-19 w Polsce, bo wykresy nie pokazują stanu faktycznego, tylko badany. Poseł Zjednoczonej Prawicy i lekarz Andrzej ­Sośnierz twierdzi nawet, że rząd przy pomocy sanepidu steruje danymi o pandemii.

W marcu brakowało testów i środków ochronnych dla medyków. W dyskusji nad ujawnioną przez „Gazetę Wyborczą” sprawą zakupu przez rząd niecertyfikowanych maseczek umyka najistotniejszy szczegół: w lutym Unia Europejska rozpisała przetarg na zakup środków ochrony dla krajów członkowskich. Gdyby Polska nie przespała zapisów, ministerstwo nie musiałoby kupować małych partii sprzętu za zawyżoną cenę od instruktora narciarskiego z Zakopanego.

W polskich szpitalach lekarze nie byli zmuszeni do dramatycznych decyzji: komu pomagać, a komu nie. Gospodarkę odmrażamy jednak, w przeciwieństwie do innych krajów, przy wysokim wskaźniku R. Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie, czy możemy się już czuć bezpieczni. I czy nie uczestniczymy w eksperymencie, którego podstawy są ekonomiczne i polityczne. Bo zdrowotne nakazywałyby nadal siedzieć w domu. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niech to pozostanie osobistą decyzją, kto zostanie w domu. Można się nawet zamurować w piwnicy czy innym schronie. A przestrzegać zaleceń sanitarnych należy jak najbardziej, jak to dobrze,że będą teraz dezynfekować stoliki w restauracji i fotele u fryzjera, bo bywało,że można się było przykleić...

Lech Wałęsa już dawno temu rozszyfrował niezwykły talent tego psychopaty

Od początku do czynienia mamy z eksperymentem na żywym organizmie (ludzkości). Nie, to nie kolejna spiskowa teoria: eksperymentem, do którego zostaliśmy zmuszeni, jest to, jak społeczeństwa przetrwają coś, z czym dotąd nie miały do czynienia. Lockdown, społeczne dystansowanie, kwarantanna - nikt tego dotąd nie ćwiczył, nie na taką skalę. Co gorsza, nie da się za bardzo porównywać (w czym przoduje TVP) sytuacji Polski do sytuacji z innych krajów. To jest pseudonaukowe. Włosi "dostali" COVID-19 w innym momencie, mają inne zwyczaje, inaczej działa ich gospodarka... Jak się do nich przyrównywać? Nam się bardziej "udało" - pewnie dzięki decyzjom władz, ale dzięki którym konkretnie decyzjom? Teraz "odmrażanie" to nie tyle "popuszczanie pasa", co odwrotnie - ratowanie firm. Premier, który lepiej zna się na ekonomii niż na medycynie, podejmuje decyzje (bo to, moim zdaniem, jego decyzje) w obronie gospodarki. Czy słusznie? Przecież to eksperyment, skąd możemy wiedzieć? Epidemiolodzy mogą mieć rację, ale maję ten przywilej, że ich firmy nie padają z powodu jakiegoś niewidzialnego bakcyla, o którym słyszą tylko z mediów. Władza państwowa musi podejmować trudne decyzje, zrównoważyć bezpieczeństwo ekonomiczne i epidemiczne. Warto popatrzyć przez ten pryzmat... nie - to właściwie jedyny pryzmat, przez który należy patrzyć, przyglądając się działaniom rządu.

Od kilku tygodni liczba codziennie wykrytych nowych przypadków utrzymuje się u nas na poziomie pomiędzy 300 a 400, czyli w pobliżu wcześniej notowanego maksimum. W związku z tym całkowita liczba zachorowań wyraźnie rośnie i nie maleje liczba aktywnych przypadków. W Niemczech, Czechach i wielu innych krajach, dziennie notowane przypadki osiągnęły maksimum, a potem względnie wielokrotnie zmalały. To pewnie efekt konsekwentnego trzymania się zasad. U nas np. kandydat Bosak chce oskarżać WHO. Wtórują mu złotouści gadacze Grzegorz Braun i inni. W konsekwencji część nas wątpi i nie ma ochoty stosować się do ograniczeń, dystansu, masek lub je wprost ignoruje. Korea skutecznie sobie radzi, a jej prezydent jako główne źródło powodzenia wskazuje "wartości demokratyczne i otwartość". Jednocześnie właśnie tam pokazało się, że pojedynczy chory, nie stosujący się do zasad, może uruchomić kolejną lawinę nowych zachorowań. Dlatego przy nadchodzącej u nas stopniowej rezygnacji z ograniczeń wypada minimalizować wpływ durnych teorii. Z jednej strony rzetelnie przedstawiając sytuację, a z drugiej wskazując wady teorii spiskowych

A tymczasem rzecznik Bodnar upomina się o porody rodzinne. "W innych krajach jest to już możliwe m͟i͟m͟o koronawirusa" - apeluje do MZ, podkreślając, że świadomość, iż gdzie indziej jest lepiej, potęguje "poczucie niesprawiedliwości, którego doświadczają kobiety". "Pacjenci wskazują na przykład sytuację panującą w Republice Czeskiej" - dodaje, co powinno obudzić czujność redakcji, bo niedawno na temat sytuacji panującej w Republice Czeskiej negatywnie wypowiadała się na tych łamach red. idzikowska. To jak, redaktorze? Potępimy RPO za nawoływanie do eksperymentowania na polskich kobietach i dzieciach?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]