Dramaty w czasach upadku

Norwid miał znakomite sceniczne pomysły i był najciekawszym z naszych autorów piszących dla teatru. Niestety, nieznanym.
Czyta się kilka minut
 / FRANÇOIS JOSEPH DELINTRAZ / BIBLIOTEKA NARODOWA
/ FRANÇOIS JOSEPH DELINTRAZ / BIBLIOTEKA NARODOWA

Ani jeden z wielkich dramaturgów polskich nie był teatromanem. Mickiewicz, Słowacki – jeśli coś oglądali, to opery i melodramy. Krasiński teatrem gardził, Fredro się nań obraził, Norwid nie chadzał, bo za co. Wyspiański uznawał tylko własne sztuki, Miciński żadnych, Witkacy ostatecznie własne, Gombrowicz i Mrożek nie chcieli widywać nawet własnych. Każdy z nich tworzył teatr wyobraźni.

Jednak w najgorszym położeniu był właśnie Norwid: za jego czasów teatr przeżywał półwiecze upadku, z którego w żywym repertuarze dzisiejszym ostało się tylko parę fars. Jakby to przeczuwając, szukał własnej formuły dramatu, pisząc najpierw misteria („Zwolon”, „Krakus”), potem, o dziwo, salonowe komedie („Aktor”, „Za kulisami – Tyrtej”, „Pierścień Wielkiej-Damy”), garść mniej poważnych jednoaktówek, wreszcie tragedię historyczną „Kleopatra i Cezar”.

Wszystkie te dzieła to dramaty poetyckie, i to pisane wierszem, który, jak dowiodło sto lat prób ich wystawień, niełatwo przechodzi przez rampę. Ale pisał je nie tylko poeta, lecz i artysta plastyk. Od strony wizualnej są więc one malarskie, zwłaszcza w sferze gestu, ogrywania rekwizytów czy grupowania postaci. Norwid miał znakomite sceniczne pomysły: teatr w teatrze, ostre kontrasty społeczne, półkryminalna fabuła, podszycie patosu ironią. Do tego dochodzą intuicje teoretyczne znacznie wyprzedzające swój czas, pokrewne dramaturgii naturalistycznej. Słowem, w drugiej połowie życia był Norwid najciekawszym z naszych autorów piszących dla teatru. Niestety, nieznanym.

Kazimierz Braun, wybitny teatrolog i nie mniej wybitny reżyser, opracował dla BN cztery sztuki Norwida: „Aktora”, „Za kulisami – Tyrteja”, „Pierścień Wielkiej-Damy” oraz „Kleopatrę i Cezara”. Trzy pierwsze mają charakter obyczajowy i są to najwyższe osiągnięcia „białej” (czyli bezkrwawej) tragedii. Zaskakuje w tym kontekście „Kleopatra”, rzecz w stylu operowym. Oczekiwać by można raczej „Hrabiny Palmyry” czy „Nocy tysiącznej drugiej”, a więc tekstów prezentujących Norwidowski humor i zręczność w prowadzeniu intrygi.

Jednakże autor opracowania miał cele wręcz przeciwne. Norwida – zgodnie z tym, co pisał przed laty w swoich książkach, stylizuje na własne podobieństwo, czyniąc zeń nieprzejednanego moralistę. W komediach ma on zmierzać do „ujawniania mistycznej głębi w zdarzeniach zwykłych i potocznych”, w niedokończonej „Kleopatrze” – ukazać daremność działań „pod niebem pustym, ołowianym, zamkniętym”. Albowiem „Norwida dramatopisarza wyróżnia głębokie uduchowienie (...). Twórca zalecał dramatopisarzom, a więc i sobie, akcentowanie w sztukach strony »świętej, budującej i religijnej«, jak również dotykanie, choć po omacku, tajemnic ludzkiej duszy. (...) Schodząc w głąb ideo­wej wymowy jego dramatów, można zawsze odnaleźć myśl religijną, echo wiary pisarza”.

Ten ostatni czynnik eksponuje Braun wręcz natrętnie: „Fundamentem całej jego twórczości była postawa katolika i wiernego syna Kościoła oraz dogłębna znajomość Pisma Świętego”; „Norwid żywo manifestował wierność wobec Kościoła katolickiego, w tym względem papiestwa”. Ten sam pogląd ilustrują we wstępie opinie innych badaczy nowej generacji, czyniących z Norwida – wedle tego wyboru – postać nieledwie świątobliwą.

Braun nie pomija też okazji, by wspomnieć, że autor „Promethidiona” inspiruje obecnie dewocyjną poezję Wojciecha Wencla. Bibliografia wstępu na sześćdziesiąt cztery pozycje aż dwanaście poświęca chrześcijańskiemu obliczu Norwida. Nikt katolicyzmu poety nie neguje, co więcej: jego wiara niewątpliwie organizowała jego wizję świata w większym stopniu niż wiele doktryn filozoficznych czy społecznych. Niemniej sprawa jest daleko bardziej złożona, a tu wyraźnie stawia się na jeden ton. Trudno oprzeć się paraleli z doszukiwaniem się w światopoglądzie Norwida materializmu historycznego i znajomości pism jego klasyków. A przydałoby się raczej poszerzyć rys historyczny – choćby o fakt, że fabuła „Aktora” (1861/1862), gdzie zrujnowany arystokrata wstępuje na scenę, wykazuje interesującą zbieżność z pastiszem „Le Roman comique” (1651-1657) Paula Scarrona, czyli popularną powieścią Théophile’a Gautiera „Kapitan Fracasse”, drukowaną od 1861 r. w odcinkach na łamach „La Revue nationale et étrangère”. Ciekawe, nieprawdaż? ©

Cyprian Norwid CZTERY DRAMATY Wybór, wstęp i opracowanie Kazimierz Braun, BN I 332, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 2019

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2019

Artykuł pochodzi z dodatku Biblioteka Narodowa