Reklama

Doświadczenie Wilna

Doświadczenie Wilna

15.11.2006
Czyta się kilka minut
Złożoność historii miasta, jej wielonarodowość, coraz nowe kształty architektoniczne, kulturowe, duchowe - to fascynująca tajemnica.
Napoleon Orda, Kościół św. Anny i kościół pobernardyński w Wilnie, 1875, ołówek i akwarela
C

Czytelnicy trzeciej książki litewskiego pisarza poświęconej Wilnu (wcześniej był "Przewodnik", tłumaczony na wiele języków, i "Alfabet Wilna", niestety jak dotąd tylko w wersji litewskiej) dzielić się będą na dwie grupy: tych, którzy sięgną po książkę, bo zamierzają do Wilna pojechać, i tych, którzy miasto już znają. Ci pierwsi mogą jeszcze nie wiedzieć, że jest "niesamowicie przyciągające, wręcz magnetyczne", drudzy dlatego właśnie, że mają już swoje "doświadczenie Wilna", będą tym bardziej chcieli poznać "opisanie" Venclovy, choćby dlatego, że też z miastem zrośnięty, a przecież przeżywający je inaczej, skoro po litewsku.

Pisarza, do lat 70. ubiegłego wieku mieszkańca Wilna, wtedy pod reżimem sowieckim, potem emigranta, a po odzyskanej przez Litwę niepodległości znów współuczestnika życia stolicy, pasjonuje złożoność historii miasta, jej nieustanna, chociaż mieniąca się wielonarodowość, wyłaniające się z tej przygody coraz nowe kształty architektoniczne, kulturowe, duchowe. To jest dla pisarza fascynująca tajemnica. "Tylko w miejscu świętym może przyśnić się sen, który na całe stulecia wyznaczy przyszłość" - pisze Venclova o legendzie początków miasta zakładanego przez Giedymina (wiele stron później wspomni, że w okresie powstawania ruchu niepodległościowego jego lider posłużył się w decydującym przemówieniu autentycznym cytatem z założyciela miasta, niebywale patetycznym, a przecież zupełnie na miejscu). W książce wciąż wraca wątek wielu narodowości, współtworzących miasto i państwo. Opisując społeczność XVI-wieczną uniwersytetu wileńskiego, pisarz wymienia ich czternaście, dodając, że "nikt nie zwracał uwagi, do jakiej narodowości należał profesor czy student, jeśli dobrze opanował język Wergiliusza" - język wykładów. Ten wątek, im bliżej naszych czasów, tym staje się bardziej dramatyczny, by wreszcie - o czym na końcu książki - stać się perspektywą przyszłości, w którą Venclova tak bardzo chce wierzyć*.

Ale i tak najważniejsze jest owo zapowiedziane w tytule "opisanie Wilna". Pisarz przez wszystkie epoki wędruje po mieście, wciąż przystając tam, gdzie coś powstaje albo się zmienia. Czytelnik przyłapuje się co chwila na oczekiwaniu, kiedy pisarz znajdzie się z nim razem w ulubionym miejscu, przy bliskich sercu murach, wobec najmilszej z perspektyw. I tak się zawsze dzieje: trzeba tylko doczekać właściwego momentu. "Nie warto się spieszyć - mówi doradzając, jak zwiedzać miasto - najlepiej błąkać się bez celu". Ale to jest pozorne błąkanie, bo naprawdę tak odnajduje się kolejne ślady, także te zatarte, jak zagubiony na jednym z socjalistycznych osiedli kamień na miejscu domu żydowskiego mędrca albo tablica upamiętniająca egzekucję powstańca Szymona Konarskiego. Kościoły, pałace, dziedzińce i zaułki ożywają kolejno, gdy do nich razem z Venclovą wchodzimy. Opisywane fachowo, starannie, ale także budzące zachwyt. "A kościoły płyną w dolinie niczym flotylla żaglowców" - czytamy. Kiedy indziej, wyszedłszy razem z nami na górę tuż nad katedrą i resztkami Zamku, pokazuje nam stawanie się miasta z perspektywy, a zarazem z samego środka tego, co powstało.

Wilno było jednym z najsilniejszych centrów judaistycznych w Europie średniowiecznej, i aż po czasy zaborów. Końcem tej historii jest Holokaust w podwileńskich Ponarach - w książce Venclovy to karty szczególnie poruszające przez uczciwą prawdę o współudziale rodaków. Dlatego wędrówka po nieistniejącym już getcie wileńskim zapada w pamięć na zawsze. I wreszcie sprawa odradzającej się od połowy XIX wieku litewskości, opowiadana z pełną świadomością, że to cezura, od której także przeszłość wspólnej historii staje się - bez nadziei na zmianę - widziana i oceniana zupełnie rozbieżnie przez obie strony: Litwinów i Polaków. Nie zostało tu pominięte nic z ważnych, choć bolesnych przeżyć. Oddano sprawiedliwość litewskim ofiarom owocującym zwycięstwem.

Książka kończy się bardzo osobistym wyznaniem pisarza, wyznaniem głębokiego przekonania o przyszłości Wilna jako przyszłości europejskiej, nie nacjonalistycznej. "Staromodny nacjonalizm w Wilnie nie odniósł prawdziwego zwycięstwa: w klimacie wolności stało się jasne, że nie jest on wszechmocny. (...) Nie jestem pewien, czy jakakolwiek miejscowość w Europie może lepiej ucieleśniać to ryzyko, niedokończoność i otwartość niż Wilno - odwieczne pogranicze i kres, ekscentryczne, kapryśne i nieregularne miasto o dziwnej przeszłości, łamiące zasady logiki i prawdopodobieństwa". Czytając te słowa nie mamy wątpliwości, że zrodziły się one z wymiany przyjaznych myśli z wielu twórcami z najszerszego kręgu europejskiego, także polskimi. Właśnie tak, jak budowało się i wzrastało przez wieki, trudno i zawile, miasto dzisiaj litewskie, ale także polskie, kresowe i europejskie. Wilno Tomasa Venclovy i moje.

PS. W polskim przekładzie wątpliwości budzi użycie słowa "nagrobek Piłsudskiego" na określenie płyty mauzoleum z jego sercem i prochami matki, oraz słowa "okupacja" na oznaczenie zaboru rosyjskiego, ale przede wszystkim niefortunny "cytat" z "Pana Tadeusza". Przywołany przez Venclovę Jakub Jasiński, bohater Pragi, to u Mickiewicza nie "piękny i ponury młodzieniec", lecz "młodzian piękny i posępny" ("obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny"). Sprostowanie konieczne!

* W tym roku ukazało się też (w toruńskim Wydawnictwie Adama Marszałka) studium Andrzeja Pukszty "Między stołecznością a partykularyzmem", analizujące problemu wielonarodowości Wilna w czasie I wojny światowej. Autor jest pracownikiem naukowym uniwersytetu w Kownie.

Tomas Venclova, "Opisać Wilno", przeł. Alina Kuzborska. Warszawa 2006, Fundacja Zeszytów Literackich.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, publicystka, felietonistka, była posłanka. Od 1948 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, gdzie do 2008 r. pełniła funkcję zastępczyni redaktora naczelnego, a do 2012 r....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]