Dlaczego nie warto uczyć się wiary z pobożnych obrazków

Coraz mniej ludzi (nie tylko Europejczyków) widzi w nas owe dzieci Boże, skoro Kościół się wyludnia i częściej słyszymy: „Jezus tak, Kościół nie”.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Na świętych obrazkach wygląda to przepięknie. Jezus w bielusieńkiej tunice, za Jego plecami zieloniutka łączka i stadko bielusieńkich owieczek, świeżo wykąpanych i utrefionych. Jedną z nich Jezus niesie na barkach i prawie że daje się słyszeć szemranie potoku i śpiew słowika. Papież Franciszek, nawiązując do tego obrazka, przestrzegał duszpasterzy, żeby przestali zajmować się wyłącznie pięknotkami i zajęli się przede wszystkim tymi brudniejszymi i niesfornymi.

W świetle tej przestrogi jakże inaczej wygląda przypowieść Jezusa o dobrym pasterzu. Odnosi się ona przede wszystkim do pasterzy, a nie do owiec; do kleru, a nie do laikatu. Spróbujmy wyjść poza agrarne skojarzenia i za Pawłem Apostołem mówić o Kościele jako o ciele Jezusa, Jego organizmie i dzisiejszym sposobie Jego istnienia. Przecież 99,9 proc. obecnych na mszy, jeśli miało do czynienia z kierdlem owiec, to na zdjęciach, a jeśli na pastwisku, to z daleka. A wiadomo przecież, że aby coś o owcach sensownego powiedzieć, trzeba najpierw je powąchać, ale wtedy czar słodkiego Jezusa pasterza i anielskich dusz pryśnie jak tęczowa bańka mydlana. Ale to prawda wyzwala, a nie złudzenia.

Jeśli chciałoby się namalować dzisiejszego Jezusa, zapewne za model bardziej niż tyrolski pastuszek z szopki betlejemskiej pasowałby baca albo juhas, ale nie w niedzielno-odpustowej cusze, białych portkach z kolorowymi parzenicami, z pasem sięgającym pod same pachy, tylko w codziennych, pastwiskowych, obłoconych gumofilcach, znoszonym skafandrze zalatującym wonią owiec i dymem, w sportowym kaszkiecie nabytym na targowicy pod Gubałówką. A co się tyczy zagubionej i odnalezionej owcy, to nie próbujmy jej zazdrościć. Jeśli nadal zacznie znikać z koszaru, z obawy przed tym, żeby nie zdemoralizowała pozostałych owiec, wyląduje w kotle i ubogaci kwaśnicę.

Jan Apostoł mówi: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest”. Kłopot jednak w tym, że najwidoczniej coraz mniej ludzi (nie tylko Europejczyków) widzi w nas owe dzieci Boże, skoro Kościół, Boży koszar, się wyludnia i słyszymy: „Jezus tak, Kościół nie”. Wielu odchodzących twierdzi też, że odrzucając Kościół, nie odrzucają Boga. Socjologowie dopowiadają, że procentowo rzecz biorąc, po pandemii do Kościoła nie wrócili ci, którzy przed epidemią deklarowali się jako głęboko wierzący. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pasterz w gumofilcach