Była to pierwsza „nieświęta wojna” między dwoma krakowskimi klubami: Wisłą i Cracovią. O co poszło?

Na początku XX wieku w Galicji powstają liczne drużyny piłkarskie. Futbol staje się sportem, któremu kibicują masy. Oto opowieść o tym, jak ponad 110 lat temu rywalizacji na boiskach towarzyszyły zabiegi o to, kto lepiej służy „sprawie polskiej” – wybijaniu się na (piłkarską) niepodległość.

06.02.2024

Czyta się kilka minut

Mecz Wisła Kraków - Cracovia, 1934 r. // Fot. Narodowe Archiwum Państwowe
Mecz Wisła Kraków - Cracovia, 1934 r. // Fot. Narodowe Archiwum Państwowe

Bomba wybucha 6 listopada 1910 r. „Jak się dowiadujemy w ostatniej chwili, zamierzony na niedzielę najbliższą match między Wisłą a Cracovią nie odbędzie się” – pisze krakowski „Czas”. „Że match ten został obecnie pogrzebany, jest to wyłączną winą Cracovii i jej nieuzasadnionego, nie zbyt nawet »sportowego« postępowania” – czytamy parę dni później w „Gazecie Poniedziałkowej”.

O co poszło w jednej z pierwszych – i nie całkiem świętych – wojen między dwoma krakowskimi drużynami? Cofnijmy się o kilka lat.

Z parku na boisko

Wisła i Cracovia: oba kluby, założone w 1906 r., przez pierwsze lata istnienia można określić (narażając się na oburzenie tych, którzy do dziś wiodą zacięty spór o starszeństwo któregoś) mianem dzikich lub podwórkowych. Wprawdzie wśród tych, którzy je tworzą, są persony obdarzone w przyszłości tytułami naukowymi czy stopniami oficerskimi. Ale na razie zajmuje je po prostu gra w piłkę, a nie pisanie statutów i protokołowanie zebrań.

Wiedza na temat futbolu jest na ziemiach polskich wciąż niewielka. Praktyków brakuje, a opowieści przyjezdnych – np. nauczyciela angielskiego Williama Caldera, zatrudnionego w krakowskiej szkole języków Berlitza, w 1908 r. będącego już kimś w rodzaju grającego trenera Cracovii, sędziującego też mecze Wisły – przyjmowane są jak ewangelia. Z każdym rokiem wśród młodzieńców, którzy początkowo spotykają się w parku doktora Jordana, rosną jednak ambicje. Pojawia się coraz więcej chętnych i do kibicowania, i do gry. Już nie na ciasnych parkowych placach, lecz na Błoniach. Już nie tylko w szkolnych mundurkach, ale w spodenkach z odsłoniętymi kolanami. I już nie tylko między sobą, ale też z drużynami przyjezdnymi, choćby ze Lwowa.

Żeby zrobić kolejny krok i myśleć np. o włączeniu się do europejskiego systemu rozgrywek, trzeba się zalegalizować.

„W Galicji proces przekształcania się dzikich drużyn piłkarskich w stowarzyszenia z osobowością prawną zapoczątkował się we Lwowie” – pisze historyk sportu Dobiesław Dudek. Władze, czyli C.K. Namiestnictwo, zatwierdzają status lwowskiej Pogoni w czerwcu, a Czarnych w lipcu 1908 r. Cracovia zostaje „stowarzyszeniem sportowym o celach niezarobkowych” w listopadzie 1909 r., Wisła podobny status uzyskuje w lutym 1910 r.

Przed najlepszymi zespołami, przyciągającymi w największych miastach Galicji największą publiczność, otwierają się w ten sposób nowe perspektywy: powołania wspólnej organizacji i rywalizowania z innymi klubami, zarówno na terenie Austro-Węgier, jak za granicą.

Football i c.k. polityka

Spór między Cracovią i Wisłą wybucha w niespokojnym czasie. Nad Europą wisi już widmo wojny, w Galicji dochodzi do niespotykanego wzmożenia patriotycznych emocji. Latem 1910 r., podczas hucznych obchodów 500-lecia grunwaldzkiego triumfu nad Krzyżakami, tysiące krakowian uczestniczą w odsłonięciu pomnika tej bitwy przed Bramą Floriańską. Na Błoniach zaś – wielkiej łące za zachodnimi rogatkami miasta – buduje się stadion na rocznicowy zlot Towarzystwa „Sokół”; później korzystają z niego miejscowe drużyny piłkarskie.

„Sokół” oficjalnie promuje sprawność fizyczną młodzieży, faktycznie wychowuje ją w duchu patriotycznym. Nie on jeden: w tym samym 1910 r., z inicjatywy kierowanego przez Józefa Piłsudskiego nielegalnego Związku Walki Czynnej, w Krakowie i Lwowie powstają Związek Strzelecki i Towarzystwo Strzelec. A Andrzej Małkowski tworzy podwaliny pod przyszłe harcerstwo.

Czy to zmieniające się uwarunkowania „sprawy polskiej” leżą także u podłoża awantury między Cracovią i Wisłą?

Od paru miesięcy oba kluby (podobnie jak najmocniejsze drużyny ze Lwowa) należą już do Austriackiego Związku Footballowego, zrzeszonego w FIFA. Ale oprócz FIFA istnieje jeszcze jedna organizacja: Union Internationale de Football Association. Wprawdzie słabsza, ale zrzeszająca nie instytucje reprezentujące państwa, lecz amatorskie związki o charakterze narodowym.

Podporą UIFA są kluby z Czech, z którymi Wisła ma ożywione kontakty i które namawiają ją, by opuściła szeregi AZF oraz doprowadziła do powstania związku piłkarskiego ze słowem „Polska” w nazwie.

Austriacka kara dla Wisły

Rozgrywka toczy się więc również o to, aby galicyjscy Polacy – choć nie mają państwa – uzyskali samodzielność w życiu sportowym, co w ramach Austriackiego Związku Footballowego wydaje się niemożliwe.

W cytowanym już tekście w „Czasie” mowa jest o tym, że mecz Cracovia-Wisła nie doszedł do skutku, „ponieważ Związek austryacki zabronił klubom swoim zawodów z Wisłą”. Rygor ten, czytamy dalej, dotknął Wisłę „za to, że wbrew zakazowi i ostrzeżeniu, grała dwukrotnie z czeskimi klubami, nienależącymi do związku, Unionem i Slavią. Wobec karności w międzynarodowej organizacyi piłki nożnej, kluby galicyjskie muszą na razie poddać się zakazowi Związku, pod grozą, że one z kolei byłyby wykluczone ze Związku, a zatem odcięte od całego ruchu footballowego we wszystkich krajach”.

Wisła odpowiada, że dotąd AZF zezwalał – obu krakowskim klubom zresztą – na mecze z drużynami czeskimi. A następnie odpala wspomnianą w pierwszym zdaniu bombę: „T.S. Wisła zrażona przeto niekonsekwentnym postępowaniem Austr. Związku Football. zgłosiła telegraficznie d. 6 bm. swoje wystąpienie nie chcąc krępować nadal swego tak pięknego rozwoju”.

Intencja kolejnych zdań jej stanowiska jest oczywista i wpisuje się w to, co Marian Kukiel nazwał (w „Dziejach Polski Porozbiorowej 1795-1921”) taktyką „czynną, dążącą do stworzenia faktów dokonanych, aktywistyczną”, przeciwstawiając ją dominującemu, zwłaszcza na terenie obdarzonej autonomią Galicji, wyczekiwaniu.

„Dodać by jeszcze należało, że hegemonia niemiecka nad budzącym się sportem polskim nie bardzo zdaje się być sympatyczną i doprawdy wstydzić się trzeba, że dzięki jednemu z klubów krakowskich niemiecki Związek grać nie pozwala dwu polskim drużynom” – czytamy w oświadczeniu Wisły.

O własny związek, ponad zaborami

Kolejne miesiące – jest zima, mecze się nie odbywają – upływają na gorączkowych negocjacjach. Stanowisko Austriaków, wspieranych przez FIFA, brzmi twardo: samodzielność klubowa i międzyklubowa jest nie do przyjęcia, a udział w meczach z drużynami reprezentującymi konkurencyjną UIFA grozi sankcjami.

Wisła jednak uznaje, że nie ma wyboru: wstępuje do UIFA i rozpoczyna kampanię mającą na celu pociągnięcie za sobą kolejnych polskich drużyn. W redagowanym przez jej późniejszego prezesa, doktora Antoniego Beaupré, narodowo-katolickim „Głosie Narodu” w styczniu 1911 r. ukazuje się „Sprawozdanie Towarzystwa sportowego »Wisła« w Krakowie”. Czytamy w nim, że „z okazyi matchów z czeskiemi drużynami” klub popadł w konflikt z AZF, który „powodując się wysoko wybujałym szowinizmem, zabronił jej grać z Czechami, nie uznającymi supremacyi Wiednia w sporcie, samotnie narzuconej innym narodowościom”.

Antoni Beaupré, data wykonania fotografii nieznana // Fot.  NAC

W tekście mowa o wystąpieniu z AZF, wstąpieniu do UIFA oraz „zapoczątkowaniu akcyi mającej na celu utworzenie własnego Polskiego Związku sportowego, obejmującego prócz Galicyi także dwa pozostałe zabory”. Celem takiego związku ma być m.in. „utrzymanie łączności między wszystkimi drużynami polskimi” oraz – uwaga – urządzanie dorocznych zawodów o mistrzostwo Polski.

Kibice „w prawdziwym kłopocie”

Kluczem do powodzenia akcji zapoczątkowanej przez Wisłę musi być poparcie jej przez czołowe lwowskie kluby i Cracovię. Te jednak nie kwapią się do wystąpienia z AZF. Przeciwnie: Stanisław Kopernicki, prezes Cracovii – i redaktor „Czasu”, w stańczykowskim duchu lojalistycznego wobec monarchii (a także konkurencyjnego wobec „Głosu Narodu”) – korzystając ze swoich wiedeńskich kontaktów, zaczyna grę, aby w ramach AZF powołać jednak autonomiczny galicyjski związek.

Stanisław Kopernicki, fotografia opublikowana w "Nowościach Illustrowanych" nr 24 z 1913 r. // Fot. wikimedia.com / domena publiczna

Secesjonistów z Wisły wspierają, rzecz jasna, czeskie kluby. Dzięki temu kibice pod Wawelem oglądają wiosną 1911 r. sporo niezłej piłki, np. w wykonaniu zawodników Sparty Praga.

Rywalizacja Cracovii i Wisły przybiera wówczas formy gorszące. W kwietniu 1911 r. „Ilustrowany Kurier Codzienny” z zażenowaniem donosi o motywach „osobistych nieledwie zawiści i konkurencyi” między klubami. Zauważa, że współzawodnictwo może być „bodźcem szlachetnym, o ile nie wprowadza się w nie osobistych inwektyw, które nawiasem mówiąc, obu towarzystwom nie wychodzą na dobre, dyskredytując je w opinii publicznej”.

Przyczyną, dla której „IKC” używa tych sformułowań, jest wyznaczenie przez Wisłę i Cracovię tego samego terminu na mecze, „wskutek czego sfery interesujące się sportem znalazły się w prawdziwym kłopocie: interes wybitnie sportowy ciągnie ich ku matchowi Wisły ze Spartą [Praga], drużyną par excellence pierwszorzędną i najlepszą, jaką dotąd oglądaliśmy w Krakowie, obowiązki gościnności natomiast każą wziąć udział w walce Cracovii z reprezentacyjną drużyną Królestwa Polskiego z Warszawy i Łodzi” (pod tym opisem kryje się drużyna wyłoniona przez Warszawskie Koło Sportowe, którą gospodarze łatwo pokonają).

„Na cele narodowe”

W końcu działacze Wisły postanawiają, by uchylającą się od spotkań z nią Cracovię zaszachować: proponują jej rozegranie meczu 3 maja, w rocznicę konstytucji z 1791 r., a cały dochód przeznaczyć na Dar Narodowy Towarzystwa Szkoły Ludowej.

„Cracovia odmawia walki na cele narodowe” – pisze krakowska prasa 30 kwietnia. To wskazywałoby, że pułapka jest udana przynajmniej medialnie. Wisła próbuje zastawić ją również na kluby lwowskie, ale i one się uchylają.

Cracovia zresztą potrafi ujść z matni także wizerunkowo: „Odnosząc się w zasadzie z największą sympatyą do tej propozycji, wydział K.S. Cracovia nie może jej na razie wykonać z powodów od siebie niezależnych, dla ogółu publiczności obojętnych, a T.S. Wisła znanych – piszą jej działacze w liście do Zarządu Głównego Towarzystwa Szkoły Ludowej. – Nie chcąc jednak, aby wewnętrzne stosunki obu Towarzystw sportowych przyniosły jakikolwiek uszczerbek funduszowi Daru Narodowego, obowiązujemy się złożyć na ten cel połowę domniemanego czystego dochodu z proponowanego a nierozegranego matchu w tej wysokości, w jakiej złoży ją poprzednio T.S. Wisła jako inicyatorka pięknego pomysłu”.

Kto zaprosi większe sławy

Maj roku 1911 to apogeum konfliktu.

Argumentem Cracovii za utrzymywaniem status quo – tj. przynależnością do austriackiej organizacji piłkarskiej – jest trzydniowy „meeting footballowy”, w którym oprócz gospodarzy biorą udział Czarni Lwów i ściągnięta z Wiednia, dzięki zabiegom Kopernickiego, reprezentacja Austrii. Pokaźny dochód z biletów na te mecze pozwoli potem gospodarzom na zaangażowanie pierwszego profesjonalnego trenera, Czecha Františka Koželucha.

Przyciśnięta do ściany Wisła odpowiada zaproszeniem FC Aberdeen, które wcześniej odwiedziło Pragę. I właśnie przy okazji przyjazdu Szkotów (każda drużyna z ojczyzny futbolu, odbywająca w tamtym czasie tourneé po kontynencie, budzi ogromne zainteresowanie), decyduje się zagrać va banque: jak pisze prasa, zwołuje „zjazd delegatów wszystkich polskich towarzystw i klubów piłki nożnej na 21 maja 1911 r. w Krakowie, celem ułożenia statutu i wprowadzenia w życie tego związku [tj. polskiego narodowego związku piłkarskiego], zapraszając delegatów drużyn polskich, bez względu na granice terytorjalne, do jak najliczniejszego udziału”.

Pomysł skazany na klęskę

W niedzielny poranek 21 maja na pozlotowym boisku na Błoniach zjawiają się jednak przedstawiciele zaledwie jedenastu klubów galicyjskich – i wspierający inicjatywę goście z Czech, m.in. prezes Slavii. W większości są to przybysze z mniejszych miejscowości. Z liczących się drużyn akces do Związku Footballistów Polskich składają jedynie Czarni Lwów. W powołanym zarządzie dominują działacze Wisły.

Inicjatywa jest więc skazana na klęskę już w momencie powstania.

W czerwcu 1911 r. wprawdzie na mecze z Wisłą zjeżdżają do Krakowa reprezentacja Czeskiego Związku Footballowego i praska Slavia. Tyle tylko, że w tym samym czasie we Lwowie konstytuuje się... Związek Polski Piłki Nożnej – pozostający wprawdzie w strukturze AZF i uznający jej zwierzchnictwo na arenie międzynarodowej, ale obdarzony przez Wiedeń szeroką autonomią i – na czym przecież zależało wiślakom – z Polską w nazwie.

Stanisław Kopernicki zostaje wiceprezesem AZF, Polakom przypada też jedno z czterech miejsc przynależnych austriackiemu związkowi na Kongresie FIFA. Jako że w nowej instytucji są znów Czarni – spośród dużych galicyjskich zespołów Wisła zostaje w Związku Footballistów Polskich sama.

Drogą pragmatyczną

„Dobrego rozwiązania nie było – uważa badacz dziejów tego klubu Paweł Pierzchała. – Z jednej bowiem strony zaprzestanie działalności ZFP godziło w te kluby, które zawierzyły Wiśle i wsparły ją w tworzeniu tego związku. Z kolei bojkot ze strony czołowych polskich klubów, wsparty zakazem rozgrywania spotkań z drużynami austriackimi i węgierskimi, skazywał Wisłę na sportową bylejakość. A przecież klub ten dopiero raczkował w rywalizacji sportowej, także tej międzynarodowej, i kontaktów z lepszymi piłkarsko drużynami potrzebował jak kania dżdżu. Do tego dochodziły względy pozasportowe, ambicjonalne i patriotyczne. Wisła ostatecznie wybrała drogę pragmatyczną”.

Walne zebranie klubu 26-28 lipca 1911 r. jest burzliwe. Po dyskusji zapada decyzja o powrocie w szeregi AZF i dołączeniu do ZPPN.

Krakowska prasa nie jest tym zachwycona. „IKC” pisze 6 sierpnia o „rzuceniu się w objęcia Niemców” (tj. Austriaków) i „zawarciu sojuszu z dawnym swym wrogiem”. Utworzenie nowej struktury w ramach związku austriackiego nazywa się „wątpliwymi koncesjami na rzecz poszczególnych narodowości”.

Wisła odpowiada, że miała na celu „zsolidaryzowanie drużyn krajowych” i danie „widomego znaku autonomii sportu polskiego na zewnątrz”. „Znaczniejsze drużyny polskie” uznały jednak, że ich „żywotne interesy klubowe” ucierpiałyby na skutek kar ze strony AZF. Rzucone przez Wisłę „hasło solidarności polskiego sportu nie zostało jednak bez echa”, więc „bezstronny sąd wykazać musi, że, aczkolwiek pośrednio, usiłowania nasze zostały uwieńczone odpowiednim skutkiem” – czytamy w jej oświadczeniu.

Nagroda za lojalność

Trudno nie widzieć w tym konflikcie przejawów różnic większych niż czysto sportowe.

Jak pisze Paweł Pierzchała na stronie historiawisly.pl: „Wisła u zarania stawała się klubem stricte polskim, pielęgnującym tożsamość narodową swoich członków, co w czasach zaborczych miało swoją patriotyczną wymowę i wcale nie było powszechne w innych galicyjskich klubach”. W Cracovii tymczasem grywali wówczas Czesi, Węgrzy, Żydzi, a „nawet [podkreślenie Pierzchały] Austriacy”. Jeden ze współzałożycieli Wisły, Roman Wilczyński, opisując pierwsze spotkanie przyszłych piłkarzy tej drużyny z prof. Tadeuszem Łopuszańskim (ich nauczycielem w II Wyższej Szkole Realnej), wspomina, że „po jego odejściu podjęliśmy wobec siebie jeszcze jedną uchwałę, by w naszym klubie grali tylko sami Polacy”.

Historyk związany z Wisłą, opisując tę „nieświętą wojnę”, pisze w puencie, że Cracovia za swą lojalną postawę wobec austriackiego związku została nagrodzona nadaniem klubowi tzw. A-klasy, najwyższego stopnia przyznawanego drużynom występującym wówczas na terenie c.k. monarchii (inne polskie kluby ubiegające się o podobny status musiały rozegrać turniej kwalifikacyjny). To jednak niepotrzebna złośliwość: na ziemiach polskich nie było w tamtym czasie drużyny budzącej większe zainteresowanie, lepiej zorganizowanej, a przede wszystkim ciekawszej piłkarsko niż Cracovia.

To jednak temat na inną opowieść.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich, a także w wywiadzie prasowym. W redakcji od 1991 roku, był m.in. (do 2015 r.) zastępcą… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pierwsza (nie)święta wojna