Bogaci, sławni i martwi

Serial „American Crime Story” jest fabułą opartą na dokumentalnych źródłach. Jego twórcy umieszczają historie zbrodni w zdumiewająco szerokim społecznym kontekście.

25.03.2019

Czyta się kilka minut

„American Crime Story: Zabójstwo Versace” / MATERIAŁY PRASOWE
„American Crime Story: Zabójstwo Versace” / MATERIAŁY PRASOWE

W powieści i filmie kryminalnym narracja zaczyna się na ogół wraz z odkryciem zbrodni, a kończy na wskazaniu jej sprawcy. Równie ciekawe bywa jednak to, co do zbrodni doprowadziło, jak i to, co dzieje się po tym, gdy już wiadomo, kto zabił.

Na tym „przed” i „po” skupiają się dwa sezony serialu „American Crime Story”. Pierwszy rekonstruuje proces O.J. Simpsona z 1995 r. – czarnego sportowca oskarżonego o zamordowanie byłej żony i jej przyjaciela. Drugi odtwarza okoliczności śmierci projektanta mody Gianniego Versace, zamordowanego w 1997 r. przed swoją rezydencją w Miami przez Andrew Cunanana.

Kwestia rasy

Pierwszy sezon serii musiał poruszyć kluczową dla sprawy Simpsona kwestię rasy. Oskarżony jest czarny, jego ofiary białe. W ocenie sportowca także amerykańskie społeczeństwo dzieli się wzdłuż tych linii. Czarni niemal powszechnie uznają, że jest niewinny, został wrobiony przez znaną z rasizmu policję Los Angeles i nie ma szans na uczciwy proces.

Jak widzimy w kolejnych odcinkach serialu, mają czasami dobre powody, by tak sądzić. Przesłuchania kolejnych świadków wyraźnie pokazują, że policja w Los Angeles faktycznie ma problem z rasizmem swoich funkcjonariuszy. Jak się okazuje, funkcjonariusz, który odkrył kluczowe dowody, miał w przeszłości na koncie liczne rasistowskie zachowania.

Karta rasowa bywa bardzo cynicznie rozgrywana przez Simpsona i jego obrońców. W czasach sławy i chwały Simpson otaczał się białymi celebrytami, nigdy się nie wypowiadał w kwestii dyskryminacji czarnych. Gdy jednak tylko trafia do aresztu, zaczyna mówić, jakby całe życie był kimś w rodzaju Martina Luthera Kinga świata sportu. Zgodnie z radą prawników każe nawet na nowo umeblować swoją rezydencję, tak by przypominała muzeum kultur Afryki.

Obrona Simpsona decyduje się zagrać va banque rasową kartą, gdy do zespołu reprezentujących go adwokatów dołącza czarny prawnik Johnnie Cochran. Cochran (co świetnie podkreśla wybitna rola Courtneya B. Vance’a) na sali rozpraw zachowuje się trochę jak charyzmatyczny kaznodzieja, trochę jak telewizyjna gwiazda. Przedstawia się jako obrońca czarnej społeczności, choć sam żyje w niedostępnym większości jej przedstawicieli luksusie. Trudno go jednak uznać za cynika i hipokrytę. W przeszłości pracował jako prokurator, poznał system od środka, wie, jak bywa uprzedzony wobec czarnych.

W jednej z najbardziej przejmujących scen sezonu widzimy, jak prowadzący drogi samochód Cochran zostaje zatrzymany przez białego policjanta i potraktowany w skrajnie wrogi i upokarzający sposób na oczach swoich kilkuletnich córek. Wszystko to dzieje się, gdy Cochran pracuje jeszcze dla prokuratury, nie wiadomo, jak sprawa by się skończyła, gdyby funkcjonariusz nie zorientował się, że zatrzymał przedstawiciela prawa. Choć twórcy serialu tego nie pokazują, Cochran bronił nie tylko czarnych celebrytów, ale także walczących o swoje prawa więźniów oraz pozbawione koneksji, pieniędzy i przyjaciół autentyczne ofiary policyjnej przemocy. Mógł kalkulować, że obnażając nieprawidłowości działań policji przy okazji procesu Simpsona, chroni w ten sposób przyszłe, potencjalne ofiary.

Twórcy nie zajmują jasnego stanowiska w sprawie winy, lub niewinności Simpsona. Nie widzimy sceny morderstwa, o które został oskarżony, serial nie pokazuje, kto zabił. Wiemy tylko, że poza Cochranem pozostali obrońcy Simpsona są przekonani, że jest winny. Prawnik na początku prowadzący sprawę, Robert Shapiro, liczy na korzystną ugodę z prokuraturą i niższy wyrok, nie na uniewinnienie. Także widz, na podstawie przebiegu pokazanego w serialu procesu, raczej dochodzi do wniosku, że Simpson najpewniej faktycznie zrobił to, o co został oskarżony. Jednocześnie musi przyznać, że obrona przedstawiła sporo dowodów na liczne nieprawidłowości ze strony policji i prokuratury, które – biorąc pod uwagę historię postępowania tych instytucji wobec czarnych Amerykanów – mogą budzić pytania, czy wina Simpsona została faktycznie udowodniona ponad wszelką wątpliwość.

Zbrodnia i kara na żywo

Sprawa rasy obecna jest w pierwszym sezonie „ACS” nie tylko na sali rozpraw. Przed gmachem gromadzą się zwolennicy sportowca. Proces odbywa się zaledwie trzy lata po trwających prawie tydzień rozruchach czarnej ludności w Los Angeles. Zginęły w nich 63 osoby, rany odniosło ponad 2 tysiące. By opanować sytuację w mieście, prezydent George H.W. Bush musiał wysłać wojsko. Rozruchy wywołało uniewinnienie przez sąd czterech policjantów oskarżonych o przekroczenie uprawnień i pobicie aresztowanego czarnego mężczyzny.

Temat rozruchów nieustannie powraca w serialu. Władze Kalifornii boją się powtórki. Robią wszystko, by sprawa Simpsona nie zamieniła się w rasową wojnę. W zespole oskarżających go prokuratorów obok białej kobiety umieszczają czarnego mężczyznę. Sędzią zostaje Amerykanin japońskiego pochodzenia. Jednak im bardziej przeciąga się proces, tym bardziej rośnie polityczne napięcie wokół niego. Pierwsza obrada ławy przysięgłych pokazuje, że do jej czarnych członków nie trafiają żadne argumenty wskazujące na winę oskarżonego. Na końcu wszyscy – obrona, oskarżenie, sędzia – chcą tylko, by wszystko to się jak najszybciej skończyło i nie przyniosło powtórki z 1992 r.

W tych warunkach trudno, by sprawiedliwości stało się zadość. Zwłaszcza że od początku sprawa trafia do globalnej przestrzeni informacyjnej, pulsującej w rytm całodobowych telewizji informacyjnych. Gdy Simpson zamiast (jak ustalili jego prawnicy z policją) stawić się dobrowolnie na posterunek, ucieka przed siłami porządku, jego ucieczka zmienia się w transmitowany na żywo pościg rodem z kina akcji. Sam proces staje się czymś w rodzaju pierwszego reality show. Prokuratorzy i obrońcy z miejsca zostają osobami publicznymi, media wdzierają się w ich życie prywatnie równie brutalne co w życie gwiazd czy polityków. Prasa prześwietla finanse i konflikty małżeńskie Cochrana. Najtrudniej z mediami ma jednak główna prokuratorka, Marcia Clark. Wpada w pułapkę znaną wielu polityczkom: zamiast zajmować się jej linią oskarżenia, media nieustannie analizują to, jak się ubiera i jak wygląda, czy jest „dość” czy „nie dość kobieca”. Gdy w trakcie procesu Clark zmienia fryzurę, staje się to przedmiotem okrutnych żartów we wszystkich niemal amerykańskich mediach – z tabloidami na czele. Głęboko empatyczna kreacja Sarah Paulson pozwala wydobyć z tej postaci całą siłę, jakiej potrzebowała, by w takich warunkach dotrwać do mowy końcowej.

Od początku widzimy też, że w całym zainteresowaniu mediów nie chodzi o ważne kwestie, ujawniające się w procesie (rasizm, przemoc policji), ale o nakręcanie medialnego kołowrotka karmiącego się kultem sław i zdolnego z niczego je wykreować. Jednym z obrońców Simpsona jest Robert Kardashian – ojciec słynnych sióstr. W najbardziej ironicznej scenie sezonu młode Kardashianki oglądają ojca w telewizji. Dziennikarze mają problem z zapamiętaniem jego nazwiska. „Kardashian” – krzyczą dziewczynki z entuzjastyczną pewnością siebie. Za 12 lat w telewizji ruszy reality show z ich udziałem, dzięki któremu nazwisko to pozna cała Ameryka i świat.

Ten sam medialny kołowrotek widać w drugim sezonie. Ciało Versacego, leżące przed jego rezydencją w Miami, jest jeszcze ciepłe, gdy gromadzą się przed nią gapie, a za nimi media. Wszyscy ściągnięci aurą sławy, bogactwa i sensacyjnej śmierci. Ktoś z przechodniów zdążył zrobić zdjęcie nieboszczyka i wystawia je na aukcję dla kupców w prasie i telewizji. Serial zaczyna się od morderstwa projektanta mody, kolejne odcinki pokazują w retrospekcjach przeszłość jego zabójcy.

Szybko dowiadujemy się, że Versace nie był jego pierwszą ofiarą – zanim dotarł na Florydę, Cunanan zamordował już cztery osoby, w tym znanego dewelopera z Chicago. Media relacjonują pościg – gdyby do pewnego radia nie przedostała się informacja, że policja jest bliska namierzenia ukradzionego przez Cunanana samochodu, służby najpewniej zdołałyby go aresztować, zanim dojechałby nim do Miami.

„American Crime Story: Zabójstwo Versace”

Blask i cień sławy

Tak jak tematem pierwszego sezonu jest rasa, tak tematem drugiego jest kapitalizm lat 90. i otaczająca go celebrycka kultura. System ten z jednej strony daje takim postaciom jak Versace szansę, by z ubogiej włoskiej prowincji przedostać się w ciągu jednego pokolenia do światowej elity i żyć w zaprojektowanej przez siebie bajce. Z drugiej strony zwycięzcy biorą w nim wszystko, ich sukces, style życia i konsumpcji celebrowane są przez wszystkie możliwe środki przekazu. Przegranym zostaje tylko resentyment i agresja wobec innych i samych siebie. W świecie drugiego sezonu „ACS” nie widać żadnej wartości, jaka mogłaby nadać sens życiu człowieka, poza bogactwem i sławą.

Do tego świata aspiruje Cunanan. Tak jak robił to jego ojciec – jego kariera w sektorze finansowym załamała się jednak, gdy odkryto, że przywłaszcza sobie pieniądze klientów. Mężczyzna ucieka ze Stanów i zostawia rodzinę bez grosza. Cunanan próbuje przedostać się do świata wysokiego statusu, spotykając się jako chłopak do towarzystwa ze starszymi, zamożnymi mężczyznami – bardziej „udanymi” wersjami swojego ojca. Wszystkie te związki się rozpadają.

Ofiary morderczego szału Cunanana to w większości odnoszący sukcesy mężczyźni: młody architekt u progu błyskotliwej kariery, starszy przedsiębiorca budowlany, który z niczego zbudował znaczący majątek, wreszcie Versace. Pierwszy był kiedyś jego kochankiem, z drugim także łączyły go relacje intymne, projektant mody poznał go kilka lat wcześniej w nocnym klubie i raz zabrał do opery jako osobę towarzyszącą. Każdy z nich mógłby dać zabójcy miłość i życie, na jakie – jak jest przekonany – zasługuje, ale tego nie robi. Cunanan mordując ich, wymierza karę rzeczywistości, która rozbudziła w nim aspiracje nie do spełnienia. Zachowuje się jak ktoś, kto świętokradczo niszczy posąg bóstwa, by ukarać je za to, że pozostaje głuche na modlitwy. Oczywiście, widzimy, że filmowy Cunanan jest psychopatą i jego psychopatia ujawniłaby się pewnie w każdym systemie polityczno-społecznym, nawet najbardziej egalitarnym. Jednocześnie trudno nie dostrzec w jego pragnieniach i celach ataków odbicia moralnego klimatu epoki. Darren Criss w brawurowej kreacji wydobywa z Cunanana cały jego narcyzm, galopującą mitomanię, agresję i narastające szaleństwo, ale też autentyczną krzywdę, zranienie, samotność.

Co się zmieniło?

Oba sezony „ACS” rozgrywają się dwie dekady temu. Na ile poruszane tam problemy dotyczą nas dzisiaj? Na pewno oglądając drugi sezon, z łatwością można dostrzec zmianę, jaka się dokonała w stosunku do homoseksualizmu. Ameryka z 1997 r. z serialu wydaje się pod tym względem trochę inną planetą. Ujawnienie się jako gej może grozić utratą pracy, zniszczeniem reputacji, utratą przyjaciół. Wdowa po zamordowanym deweloperze z Chicago bardziej niż okrutnym zabójstwem męża wydaje się przerażona tym, że na jaw wyjdzie jego orientacja – prawda, której sama, nawet w obliczu oczywistych dowodów, nie jest w stanie przyjąć do wiadomości.

Policjanci mają problem ze zrozumieniem, że od lat żyjący z Versacem mężczyzna jest z nim w stałym związku jednopłciowym. Sam projektant decyduje się na parę lat przed śmiercią na coming out, gdyż czuje, że może to zrobić jako osoba u szczytu potęgi. Robi to jednak przy sprzeciwie rodziny. Ta po śmierci Gianniego odmawia jego partnerowi obiecanego mu spadku. W Polsce bliżej dziś jesteśmy Stanów sprzed 20 lat, ale nawet widz nad Wisłą, porównując to, co widzi w drugim sezonie „ACS”, ze współczesnymi obrazami gejów z amerykańskiego kina, musi dostrzec, jak znacząca zmiana dokonała się we względnie krótkim czasie.

Niestety, jeśli chodzi o pozostałe poruszane przez serial kwestie, to jeśli coś się zmieniło, to na gorsze. Wbrew nadziejom prezydentura Obamy nie zakończyła problemu rasowego w Stanach. Koniec kadencji czarnego prezydenta przyniósł kilka głośnych przypadków śmierci czarnych nastolatków z rąk policji, co raz jeszcze rozpaliło debatę na tematy, jakie dzieliły Los Angeles w trakcie rozruchów i procesu Simpsona. Prezydentura Trumpa ośmielając białych suprematystów, jeszcze wzmocniła rasowe napięcia w państwie.

Medialny kołowrotek nieustannie rozpraszający uwagę przeniósł się z telewizji do internetu. W nowym medium doskonale ma się jednak ciągły spektakl bogactwa i sławy, który tak śmiertelnie zahipnotyzował Cunanana. Internetowy szum informacyjny sprawia też, że opinie publiczne zachodnich państw okopują się w swoich bańkach informacyjnych i ich przesądach, podobnie jak przysięgli w kwestii Simpsona w swoich. „American Crime Story” to niestety bardzo aktualny serial. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2019