Reklama

Anatomia przyjaźni

Anatomia przyjaźni

05.06.2005
Czyta się kilka minut
Jeden ze szczególnie wymownych dowodów przyjaźni między dwoma narodami stanowi fakt, że najbardziej stabilną granicą Europy była od wieku XI do 1920 r. granica polsko-węgierska. Przez stulecia zmieniła się najwyżej na odcinku dwudziestu, dwudziestu pięciu kilometrów.
Generał Józef Bem
L

Lajos Kossuth był tak ważną postacią w historii Węgier, że na dźwięk jego nazwiska mężczyźni uchylali kapelusza jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Stał się bohaterem i realizatorem zmiany ustrojowej 1848 r. Tę zmianę warunków społecznych bardzo pozytywnie odebrali chłopi, stanowiący najliczniejszą warstwę narodu węgierskiego, otrzymali bowiem nie tylko wolność osobistą i zrównanie w prawach z pozostałą częścią społeczeństwa, ale stali się też właścicielami domów, w których mieszkali, i działek, na których domy te stały. Wolność oznaczała więc dla nich wejście w stan posiadania. Wagę tego pozornie suchego faktu historycznego obeznana trochę z historią węgierska opinia publiczna pojęła na skutek wydarzeń z lat 1989-1990, kiedy to grupa ludzi, którzy stracili na transformacji ustrojowej, okazała się liczniejsza od tych, którzy na niej zyskali, wskutek czego rozczarowanie społeczne rosło w tempie odpowiadającym opadaniu stopy życiowej.

Generałowie i poeci

W swojej korespondencji Cyprian Kamil Norwid niejednokrotnie wspominał z uznaniem nazwisko podkreślającego swoją przyjaźń do Polaków Lajosa Kossutha, w Stanach Zjednoczonych miał też kilkakrotnie okazję wysłuchać przemówień Węgra. Ale Norwid pisał wiersze także o polskich generałach, którzy brali udział w węgierskiej walce o wyzwolenie narodowe w latach 1848-49. Jednym z najpiękniejszych jest “Bema pamięci żałobny rapsod". Przypomnijmy też naturalnej wielkości portret pędzla Henryka Rodakowskiego, na którym feldmarszałek Henryk Dembiński stoi w mundurze honveda, smutnie zamyślony. Norwid pozostawił wiersz-wspomnienie “Na portret generała Dembińskiego", zaś jednym z adresatów wiersza “Pokój" (1856) jest generał Józef Wysocki, który osiem lat wcześniej był głównodowodzącym polskiego legionu na Węgrzech. Oni to - obok wielu innych - walczyli, by postanowione w 1848 r. zmiany ustrojowe były trwałe. W tym sensie walka wolnościowa nie została przegrana. Pomimo klęski wojskowej jej sukcesem było także stworzenie nowoczesnego mitu przyjaźni polsko-węgierskiej, którego mobilizacyjna energia działała jeszcze w XX wieku.

Pozornie najbardziej nieodgadnionym “węgierskim" wierszem Norwida jest “Vanitas". W trzeciej strofie czytamy:

Grek ma więcej świetnych w dziejach kart

Niż łez w mogile -

U Polaka tyle Węgrów wart,

Tyle!... co - Termopile...

Wiemy, że Norwid nie porównywał Polaków z Węgrami, lecz że mowa tu o znajdującej się na Podlasiu miejscowości Węgrów i o wydarzeniu historycznym z nią związanym: 6 lutego 1863 r. powstańcy odnieśli tu jedno z pierwszych zwycięstw nad Rosjanami i przedstawili Europie miejsce bitwy jako polskie Termopile. W latach zrywu styczniowego powstańcy odnieśli kilka zwycięstw w różnych miejscach kraju. O tym, że Norwid wybrał właśnie Węgrów, zadecydował pozytywny stereotyp wiążący się z narodem węgierskim, sympatia, tradycja wzajemnej przyjaźni, której nastrój słychać w nazwie miejscowości.

Pozostając w kręgu norwidowskiego ducha nie odczujemy może przesady w stwierdzeniu, że przyjaźń polsko-węgierska stanowi niepowtarzalny fenomen w historii świata, jest wartością, którą trzeba dalej budować codzienną pracą organiczną - dziś już w “bezpiecznych" warunkach Unii Europejskiej.

"W ten dzień"

Historyczną wagę przyjaźni polsko-węgierskiej, jej mobilizującą energię polityczną i uczuciową, jej mityczne znaki ukazuje kronika i ikonografia jednego jedynego dnia. Tym dniem był 23 października 1956 r., dzień wybuchu węgierskiej rewolucji antystalinowskiej i powstania, którego pięćdziesiątą rocznicę będziemy świętować za rok. O nim to pisał Adam Ważyk w wierszu “Qui tacent clamant":

Byłem z wami w ten dzień, gdy pod pomnikiem Bema

wznosiliście węgierskie i polskie sztandary.

Nie wiem, kto z was raniony, a kogo już nie ma,

kiedy głosy umilkły i świecą pożary.

I ten wiersz przywołuje geniusza poezji polskiej, Cypriana Kamila Norwida... Ale nie wspomniany już “Bema pamięci żałobny rapsod", lecz trzecią część poematu “Fortepian Szopena" (“Byłem u ciebie w te dni, Fryderyku!"). Wydarzenia, nastrój, poczucie wspólnotowej serdeczności i gotowość do ofiar tych trzynastu dni “małej węgierskiej rewolucji październikowej", po której ruch komunistyczny już nigdy naprawdę nie odzyskał dawnej pewności siebie, były rodzajem surrealistycznego unoszenia się nad ziemią, wizją wolności, opisaną przez Norwida także w prozie, odegraną przez umierającego Chopina muzyką gorączkowego marzenia sennego, “chwiejnym dotknięciem" historii.

Przyjęto porównywać Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 r., z węgierskim dramatem 1956 r. I chyba nie głównie z powodu cynicznego opuszczenia powstańców przez państwa zachodnie. Przez stulecia można się było przyzwyczaić do egoizmu nazywanego racją polityczną. Łączący oba te ciągi wydarzeń “okrwawiony węzeł", by przywołać słowa Herberta, to w istocie więzy upokorzonych.

Powstanie Warszawskie mogło zgasnąć po kilku dniach, gdyby nie stanęła za nim pogardzana każdego dnia pięcioletniej okupacji niemieckiej, żyjąca w śmiertelnym zagrożeniu i upojona wolnością godziny “W" ludność Warszawy. I kto wie, jak zakończyłyby się wieczorne demonstracje budapeszteńskie, organizowane przez kręgi inteligencji, gdyby nie włączyła się w nie odarta z dóbr materialnych i duchowych, upokarzana każdego dnia, reprezentująca naród, ludność budapeszteńska - przede wszystkim robotnicy z fabryk i zakładów, spieszący między godziną szesnastą a dwudziestą na popołudniową i nocną zmianę.

Inspirację, “materiał zapalny" węgierskiej rewolucji 1956 r. stanowiły zasadnicze postanowienia VIII plenum Komitetu Centralnego PZPR, które odbyło się w dniach 19-21 października w Warszawie. W trakcie plenum, bez uprzedniego przyzwolenia Moskwy, pierwszym sekretarzem wybrano Władysława Gomułkę, usuniętego pod koniec lat czterdziestych z organów władzy.

Celem demonstracji budapeszteńskiej 23 października było wyrażenie solidarności z narodem polskim i wymuszenie na Centralnym Kierownictwie Węgierskiej Partii Pracujących radykalnych zmian w podobnym duchu. Skandowano hasło: “Polska ukazuje drogę...". Młodzież węgierska maszerowała, jak to wspomina Ważyk, pod polskimi sztandarami i z wizerunkami orła białego. Na wznoszonych w niebo transparentach widniały napisy: “Niech żyje odważna polska młodzież", “Niech żyją polskie zmiany", “Bem, Kossuth, Petöfi". A celem pochodów, wyruszających z wielu dzielnic Budy i Pesztu, z uniwersytetów i szkół wyższych, był stojący na nadbrzeżu Dunaju dobrze znany pomnik Bema.

Dziś wiemy, że powstanie węgierskie, podczas którego niezwyciężona Armia Czerwona w ciągu kilku dni straciła 2600 zabitych i rannych (podczas gdy po stronie węgierskiej liczba zabitych i rannych wyniosła blisko 20 000 osób), ocaliło zmiany polityczne, które zaszły w ostatniej dekadzie października 1956 r. w Polsce. Moskwa nie zdecydowała się na wysłanie sił zbrojnych przeciwko Polakom. Kiedy w rok później Władysław Gomułka jako jedyny przywódca komunistyczny próbował wyjednać u Chruszczowa ułaskawienie Imre Nagya, czynił to ze świadomością, że bez węgierskiej rewolucji prawdopodobnie to jemu szykowano by szubienicę.

Święci i królowie

Demonstracja młodzieży węgierskiej 23 października 1956 r. wyrosła na gruncie organicznej tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej, historycznych i kulturalnych więzi pomiędzy Polakami a Węgrami, które stały się polityczną siłą sprawczą. Ta mająca swoje korzenie w X wieku tradycja była tak silna, że łagodziła skutki chwilowych sprzeczności interesów i starć, takich jak konflikt między królem Maciejem a Kazimierzem Jagiellończykiem w 1470 r. czy nieszczęsna wyprawa na Polskę księcia siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego II w 1657 r.

Polityczne i kulturalne więzi polsko-węgierskie mają tysiącstuletnią przeszłość. W okolicach Przemyśla, Halicza i Włodzimierza, bezpośrednio po zajęciu ojczyzny (tym terminem Węgrzy określają przełom IX i X wieku, kiedy siedem plemion węgierskich przybyło do kotliny pannońskiej, by przyjąć osiadły tryb życia) lub w trakcie tego procesu, osiedliło się jedno z węgierskich plemion wojów. Na zagospodarowanym przez to plemię terenie oraz na zachód i północny zachód od niego żyli Lędzianie. To dlatego Węgrzy nazywają Polaków lengyelek.

Polacy i Węgrzy zorganizowali własne państwa niemal w tym samym czasie, w drugiej połowie X wieku. Elity polityczne obu narodów wybrały zachodnie chrześcijaństwo, a przeciw silnym wpływom politycznym cesarstwa rzymsko-niemieckiego poszukiwały wsparcia (i otrzymały je) nie tylko u papieża, lecz także u siebie nawzajem.

W Kronice polsko-węgierskiej Jan Długosz opisuje scenę pojawienia się delegacji, węgierskiej i polskiej ok. roku 1000 w Rzymie, dla wyjednania u Sylwestra II korony królewskiej. Historyk polski, wkładając w usta papieża własne argumenty natury moralnej, gani Polaków, koronę oddaje zaś w ręce posła węgierskiego. Ale nakazuje przedstawicielom obu narodów, by zachowały przyjaźń, nigdy nie zwracały się przeciw sobie nawzajem, bo winien takowego uczynku sprowadzi na swój kraj wielkie nieszczęście.

Dla Jana Długosza, który jako pierwszy opisał życie Kingi, uważanej przezeń za świętą, było zupełnie naturalne, że jeździł do archiwum biskupa z Wielkiego Waradynu (Nagyvárad) w poszukiwaniu źródeł polskich. Naturalne było także, że profesor Akademii Krakowskiej Marcin Bylica z Olkusza przez długie lata pracował na dworze króla Macieja, a w sporządzonym w 1493 r. testamencie pozostawił swemu uniwersytetowi wykonane w Budzie narzędzia astronomiczne, które po dziś dzień można oglądać w muzeum UJ.

Zarówno Złota Bulla, wydana w 1222 r. przez króla Andrzeja II, która ustalała prawa szlachty (włączając w to uzasadnioną możliwość wystąpienia przeciw królowi), jak i wydane przez Ludwika Wielkiego (tak Węgrzy nazywają Ludwika Węgierskiego) edykty budańskie i koszyckie w zdecydowany sposób przyczyniły się do ukształtowania społecznej struktury szlachty polskiej, jej świadomości prawnej i mentalności. W obu sąsiednich królestwach społeczeństwo miało możliwość wpływu na kierunek życia politycznego w tak znacznym stopniu, jak nigdzie indziej w Europie.

16 czerwca 1999 r. podczas kanonizacji księżniczki Kingi w Starym Sączu Jan Paweł II podkreślił, że dynastia Árpádów “szlachetnego narodu węgierskiego" dała Kościołowi katolickiemu i historii powszechnej największą ilość błogosławionych i świętych - ponad 40 osób. Galeria ich portretów znajduje się w przepięknym kościele w Orawce. Niektórych z nich naród polski uważa także za swoich: obok królowej Jadwigi czcimy także starszą siostrę świętej Kingi, błogosławioną Jolantę. One wraz ze świętą Małgorzatą - której imię upamiętnia wyspa i most w Budapeszcie - były córkami króla Béli IV, nazywanego na Węgrzech drugim założycielem ojczyzny, bo odbudował kraj po zniszczeniach najazdu tatarskiego. Młodszego brata króla Béli IV, księcia Kálmána (Kolomana), który zginął w 1241 r. w decydującej bitwie z Tatarami pod Muhi, także znajdujemy w poczcie świętych. Wdową po nim była błogosławiona księżniczka Salomea, której grób znajduje się w krakowskim kościele franciszkanów.

Możemy też wspomnieć o jednym z najznaczniejszych królów średniowiecznej Europy, rycerzu i świętym królu László (Władysławie), który do XVII wieku był wzorem dla panujących między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Jego matką była córka Mieszka II, księżniczka Rycheza, zaś wychowywał się na dworze Bolesława Śmiałego. Przyjęcie polskiego króla, który po zabójstwie biskupa Stanisława zmuszony był uchodzić na Węgry, wywołało na dworze króla László niemałe moralne i dyplomatyczne napięcia, ale święty król potrafił znaleźć wyjście z sytuacji, podobnie jak innym razem udało mu się wyrwać z pierścienia otaczających go pogańskich wojowników huńskich. Nie przypadkiem pomnik świętego László zdobi jedną z kaplic katedry wileńskiej: dla czterech polskich królów i licznych polskich książąt, którym nadano imię Władysław, król László był wzorem i patronem.

"Nasz Polak"

Najbardziej stabilne królestwo średniowiecza po katastrofalnej klęsce, zadanej mu w 1526 r. przez armię turecką pod Mohaczem - w której oprócz 18 000 rycerzy węgierskich zginęło też 3000 rycerzy polskich - rozpadło się w latach czterdziestych XVI wieku na trzy części. Kulturalne centrum Węgier przeniosło się wtedy częściowo do Krakowa, gdzie w XVI wieku wydano blisko 160 książek węgierskich. Na krakowskim uniwersytecie od początków do dnia dzisiejszego studiowało 8000 studentów, ale podczas gdy w okresie minionych pięćdziesięciu lat liczba stypendystów węgierskich w Krakowie nie osiągnęła 50 osób, w samej tylko drugiej połowie XV wieku liczba studentów z terenów zamieszkałych przez Węgrów wyniosła ponad 1200 osób, co stanowiło 20 proc. słuchaczy Wszechnicy.

Nie istnieje węgierskojęzyczny przewodnik po Krakowie. Nasi turyści korzystają z książki pt. “Węgierskie zabytki Krakowa" pióra Árona Petnekiego, z której wynika, że niemal każdy dom Starego Miasta posiada jakąś węgierską historię; autor przedstawia je wraz z przynależnym doń polskim tłem historycznym.

Najbogatszą tradycję w tym względzie ma pałac Potockich, na miejscu którego w XVI wieku stał Dom pod Baranami, podarowany przez Stefana Batorego jednemu z dowódców, Gáspárowi Bekesowi. Na prawach dalekiego krewnego wdowę po Bekesu odwiedzał Bálint Balassi, największy poeta węgierskiego renesansu. Przebywał w Polsce trzykrotnie, a spędziwszy tu ponad pięć i pół roku mówił dobrze po polsku. O tym fakcie przypomina widoczna dziś na ścianie pałacu Potockich tablica pamiątkowa dłuta Bronisława Chromego. Współczesnym Balassiego był walczący w Egerze poeta polski, Jan Czachrowski.

Pomiędzy szlachtą polską a węgierską silne więzi istniały przez wieki. Za przyczyną dziewiętnastowiecznych powstań polskich powstało na Węgrzech powiedzenie “nasz Polak". Każdy dwór szlachecki na północnych terenach Węgier uważał za obowiązek przyjąć u siebie chociaż jednego z uchodźców polskich; byli to najczęściej szlachcice i oficerowie. Polska sprawa po roku 1831 r. była znana nie tylko węgierskiej elicie politycznej, lecz całemu społeczeństwu. Dowodzi tego fakt, że w latach 1848-1849 w szeregach legionów i armii węgierskich i siedmiogrodzkich walczyło blisko 4000 Polaków, a najbardziej znanym bohaterem tej epoki stał się generał Józef Bem, zwany przez Węgrów “ojczulkiem". Niewiarygodnie bogatą skarbnicę kontaktów polsko-węgierskich w XIX wieku odkrywamy w opublikowanej niedawno książce Istvána Csaplárosa “Przyjaciele w biedzie. Związki polsko-węgierskie w okresie niewoli 1772-1918" (Warszawa, Wydawnictwo Studio Emke, 2004). Inny aspekt związków obu narodów w tym okresie przedstawia książka Mieczysława Adamczyka “Szkoły obce w edukacji Galicjan. Kraje korony węgierskiej" (Oficyna Wydawnicza Rytm - WIK, Warszawa 2003), z której dowiadujemy się, że w stuleciu następującym po roku 1772 w węgierskich gimnazjach pijarów pobierało nauki ok. 8000 uczniów galicyjskich.

Nierealistyczny sentyment?

Najbardziej stabilną granicą Europy była od wieku XI do 1920 r. granica polsko-węgierska, która przez stulecia zmieniła się najwyżej na odcinku dwudziestu, dwudziestu pięciu kilometrów. Węgry, jakie ocalały po podpisanym 4 czerwca 1920 r. w Trianon traktacie pokojowym, były pod względem proporcji podobne do państwa polsko-litewskiego po drugim rozbiorze Polski w 1793 r. Otaczał je jednak pierścień wrogich państw Małej Ententy - Czechosłowacji, Rumunii, Jugosławii.

Kierowane przez regenta Miklósa Horthy’ego i prowadzące politykę rewizjonistyczną państwo pragnęło z pomocą Polski wyrwać się z politycznej izolacji. Rzeczpospolitą jednak interesy wiązały z Francją, a w 1926 r. zawarła pakt wojskowy z Rumunią, która - ze względu na Siedmiogród - miała napięte stosunki z Węgrami. Jednak pomimo chwilowych sprzecznych interesów politycznych społeczeństwo węgierskie także oficjalnie pozostało wierne duchowi przyjaźni polsko-węgierskiej. Zarówno w szkołach podstawowych, jak i w harcerstwie węgierskie dzieci uczyły się obowiązkowo pieśni “Boże, coś Polskę". Ten fakt także odegrał istotną rolę, gdy w latach II wojny światowej polscy uchodźcy znaleźli schronienie na Węgrzech. Wiernymi świadkami tego są polscy uczniowie jedynego wówczas w tym regionie Europy legalnego gimnazjum polskiego, które znajdowało się w Balatonboglár, skupieni dziś w działającym w Krakowie stowarzyszeniu Boglarczycy.

Granica polsko-węgierska, która w marcu 1939 r. po rozpadzie Czechosłowacji powstała na Zakarpaciu, miała ogromne znaczenie dla Polski. Kiedy 17 września Armia Czerwona jako sojusznik Hitlera zaatakowała Polskę ze wschodu, rząd węgierski oficjalnie otworzył granice przed wychodźcami polskimi. Dziesięć dni wcześniej doszło do wymiany not między Ribbentropem a premierem Telekim; szef rządu węgierskiego odmówił prośbie niemieckiej, dotyczącej skorzystania z koszyckich linii kolejowych. Żołnierz niemiecki nie może wkroczyć na teren Węgier we wrogich wobec Polski zamiarach, napisano w nocie. Kilka lat później niemiecki minister spraw zagranicznych zanotował w dzienniku, że należy już położyć kres nierealistycznemu sentymentowi Węgrów do Polaków.

Niemcy nie ufali oddziałom węgierskim, które podczas II wojny światowej stacjonowały na terenie Polski. Armia Krajowa i inne polskie jednostki sił oporu starały się unikać starć zbrojnych z nimi. Wiele dają do myślenia odbite na powielaczu “Rozmówki polsko-węgierskie", których dialogi zdradzają, że zredagowano je raczej w duchu realizacji rozmaitych form współpracy niż walki. Wiadomo, że korpus węgierski, który podczas Powstania Warszawskiego zamykał stolicę od strony Żoliborza i nawiązał kontakt z powstańcami, został w połowie września 1944 r. odesłany na Węgry przez niemieckie dowództwo wojskowe. O tym opowiada m.in. pierwsza część filmu Andrzeja Munka “Eroica".

W czasach obecnych najważniejszym źródłem emocjonalnym przyjaźni polsko-węgierskiej jest dla Polaków ciągle propolska postawa Węgrów podczas II wojny światowej oraz opuszczona przez wszystkich rewolucja węgierska 1956 r. Jak się ułożą losy tej przyjaźni w przyszłości, zależy, miejmy nadzieję, także od nas, nie tylko od lubującej się w dramatach historii.

Tłumaczyła Teresa Worowska

István Kovács, historyk i poeta, pełnił funkcję Konsula Generalnego Republiki Węgier w Krakowie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]