Znak nie dla wszystkich

Ks. Łukasz Kamykowski, teolog: Cud osobie wierzącej pozwala przekroczyć dotychczasowe religijne ograniczenia. Kościół jednak nie wymaga wiary we współczesne nadzwyczajne wydarzenia.

18.04.2016

Czyta się kilka minut

Przebarwienie na hostii z legnickiego kościoła, 12 kwietnia 2016 r.  / Fot. Tomasz Gola / EAST NEWS
Przebarwienie na hostii z legnickiego kościoła, 12 kwietnia 2016 r. / Fot. Tomasz Gola / EAST NEWS

ARTUR SPORNIAK: Czy Ksiądz Profesor wierzy w cuda?

KS. ŁUKASZ KAMYKOWSKI: Jeżeli wierzy się w Ewangelię, to trzeba wierzyć także w cuda. Świadectwo Kościoła od początku wiąże się z tym, że Jezus był uznany za cudotwórcę. Cuda zyskały Mu krąg uczniów, z których wybrał apostołów. One nie są najważniejsze, ale trudno myśleć o początkach chrześcijaństwa bez cudów.

Najpierw trzeba jednak dobrze zrozumieć, o czym chcemy mówić, gdy mówimy o cudach. Jeżeli właściwie się sprecyzuje pojęcie cudu, to mogę panu odpowiedzieć: wierzę w cuda. Przy czym cudu nie należy rozumieć w takim sensie, jak próbowali go charakteryzować średniowieczni scholastycy, widząc w nim „zawieszenie praw natury” (wówczas rozumienie cudu zależy od rozumienia, czym są prawa natury, a ono wraz z rozwojem nauki się zmienia). Cud to wydarzenie niezwykłe – dziś byśmy powiedzieli: takie, które przyciąga dziennikarzy. Niezwykłe, czyli niecodzienne, zaskakujące, statystycznie rzadkie. To jest pierwsza narzucająca się charakterystyka cudu. Druga – głębsza – jest taka: to, co jest niewytłumaczalne zwykłym biegiem rzeczy, wyjaśnia się, jeżeli się przyjmie, że jest to znak od Boga. Niezwykłe wydarzenie nabiera wówczas sensu. To, że znowu ktoś widział potwora z Loch Ness, jest zupełnie niezależne od tego, czy Pan Bóg jest, czy Pana Boga nie ma. Takie wydarzenie, gdyby okazało się prawdą, byłoby sensacją, ale nie miałoby znaczenia religijnego. Natomiast jeśli lekarze mówią, że ten chłopak nie miał prawa wyzdrowieć, a on wyzdrowiał i rodzina jest przekonana, że odzyskał zdrowie właśnie wtedy, gdy zaczęli modlić się do konkretnego świętego czy kandydata na ołtarze, wówczas niezwykłe wydarzenie staje się bardziej zrozumiałe z perspektywy religijnej.


CZYTAJ TAKŻE:

Na konsekrowanej hostii, która upadła podczas mszy świętej, pojawiły się czerwone przebarwienia. Jedne z przeprowadzonych badań miały dowieść, że to fragmenty ludzkiej tkanki mięśnia sercowego noszącego ślady agonii.
Reportaż Ewelina Burdy.

Wydarzenie „o znamionach cudu eucharystycznego” z Legnicy  traktuję poważnie.


Za każdym jednak razem cud jest także wyzwaniem dla tego, który go doświadcza. Jeżeli to jest naprawdę wydarzenie, które się tłumaczy Bożym działaniem, to ma ono dwie cechy. Z jednej strony cud jest zawsze jakimś dobrodziejstwem, gdyż Bóg jest Bogiem miłości. Byłoby podejrzane, gdyby w pierwszym rzędzie nie dotyczył relacji międzyosobowej – gdy Chrystus zmartwychwstały mówił „Mario”, to było to przede wszystkim jakieś olśnienie i pocieszenie dla niej samej. Ale z drugiej strony cud jest dla tego człowieka wyzwaniem, bo zwykle wiąże się z jakimś zadaniem. Już samo późniejsze życie jest wyzwaniem. Człowiek, który czegoś niezwykłego doświadczył, jest przekonany, że powinien to w jakiś sposób przekazać innym, a jednocześnie sprawia mu to kłopoty w życiu.

Zmienia dotychczasowe życie?

Tak. Wnikliwie to przedstawia np. Jan Ewangelista – wrażliwy na psychologiczne konsekwencje cudów. Gdy Jezus wskrzesił Łazarza, arcykapłani postanowili, że zgładzą także jego, gdyż jako wskrzeszony przyciągał za dużo ludzi.

Cud zawsze wymaga wiary. To nie jest nigdy taka oczywistość, bym musiał ją przyjąć. I często właśnie najpierw pojawia się odruch ucieczki. Dopóki nie włożę palca w miejsce gwoździ, nie uwierzę – bo nie chcę wierzyć. Apostoł Tomasz jest klasycznym przykładem postawy wątpliwości wobec cudu. „Uwierzyłeś, Tomaszu, bo mnie ujrzałeś” – mówi Jezus. Zawsze to, co się widzi, jest czymś mniejszym od tego, co znak chce pokazać. Gdybym przyjął znak, przyjąłbym znacznie więcej – np. że Pan Bóg mnie kocha, że chce na coś mi wskazać, że gdzieś mnie posyła.

O czym mówią takie znaki, jak ten w Legnicy? 

No cóż, współczuję proboszczowi, któremu to się zdarzyło, gdyż spadło na niego brzemię, o którym mówiliśmy. Ale sam znak odsyła do wiary, że przemiana chleba w ciało Chrystusa jest realna – wzywa: nie traktujcie jej zbyt lekko!

Według świadków na hostii pojawił się kawałek ludzkiego serca. Jeśli rzeczywiście jest to znak religijny – to jednak szokujący. Czy Bóg chce powiedzieć: miejcie świadomość, że spożywacie… mięso Mojego Syna?

Eucharystia jest pokarmem duchowym. „Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem” – mówi Jezus w mowie eucharystycznej w Ewangelii wg św. Jana. Sens cudu eucharystycznego może być taki: Pan Bóg panuje nad rzeczywistością, w której żyjemy, i miejcie tę nadzieję, że wasze ciało nakarmione ciałem Chrystusa będzie miało moc zmartwychwstania. Św. Ireneusz w traktacie „Przeciw herezjom” z II wieku pisze: „Winna latorośl zasadzona w ziemi przynosi owoc w swoim czasie, a ziarno pszeniczne w ziemię wrzucone obumiera i przynosi plon obfity mocą Ducha Bożego, który wszystko ogarnia.

To wszystko dzięki Bożej mądrości obraca się na pożytek człowieka, a przyjmując Słowo Boże staje się Eucharystią, to jest Ciałem i Krwią Chrystusa. Tak samo i nasze ciała, nimi żywione, spoczną kiedyś w ziemi i w niej się rozpadną, lecz w swoim czasie Słowo Boże da im zmartwychwstanie na chwałę Boga Ojca”.

Bóg, oddając się poprzez wcielenie dwa tysiące lat temu w ręce ludzi, doświadczył śmierci. Zakładając, że dzisiaj rzeczywiście dokonuje cudów eucharystycznych, czyli hostię zamienia w ciało swojego Syna, wystawiłby się na zupełnie nowe ryzyko: w czasach, gdy klonowanie stało się realne, dysponując komórkami z genomem Jezusa, człowiek jest w stanie powołać do istnienia jego genetyczną kopię – jego klon. Taka perspektywa wcale nie pomaga mi wierzyć.

Bóg jest konsekwentny. Jeśli raz się oddał w ręce ludzi…

Ale w ten sposób otwierałby się jakiś religijny horror! Kim byłby ów brat bliźniak Jezusa? Jaki stosunek miałby do niego Bóg? Schodząc w cudzie eucharystycznym na poziom empirycznego konkretu, Bóg skazuje nas na dziwne manowce wiary.

Nie wiadomo, czy w cudzie mamy do czynienia z realnym ciałem Jezusa, czy raczej z czymś, co wskazuje na realizm Eucharystii. Kościół mówi: uważaj, bo jak przyjmujesz Eucharystię z szacunkiem, to robisz to na swoje zbawienie, a jak ją profanujesz, czynisz to na własną zgubę.

Cała rzeczywistość jest od Boga zależna – w tym sensie wszystko jest cudowne, ale nie wszystko jest adresowanym personalnie słowem. Dajmy Panu Bogu możliwość kierowania do wybranych przez Niego osób szczególnego przesłania. Wydaje mi się, że wyraźny cud ma sens, gdy jest zaadresowany do kogoś. Gdy jest słowem nie tylko oznajmującym, ale także interpelującym – wzywającym.

Jeśli Kościół potwierdza jakiś cud, czy mamy obowiązek w niego wierzyć?

Nie, w żaden cud nie mamy obowiązku wierzyć. Tylko publiczne Objawienie zakończone wraz ze śmiercią ostatniego apostoła obowiązuje w wierze.

Wszystkie inne znaki – objawienia prywatne czy cuda – jeżeli nam pomagają w wierze, możemy je przyjmować, a jeżeli przeszkadzają – to się nimi nie musimy osobiście przejmować. Tylko, tak czy owak, nie uważajmy się za mądrzejszych od tych drugich i pamiętajmy o upomnieniu św. Pawła: „wiedza wbija w pychę, miłość zaś buduje” (1 Kor 8, 1).

A jak odróżnić zabobon od prawdziwego cudu? 

Jeżeli gonię tylko za wymiarem sensacyjnym i nic z tego więcej nie wynika, to zamykam się w zabobonności i interesowności. Gdy w ewangelii św. Jana ludzie szukają Jezusa po cudzie rozmnożenia chleba, Jezus czyni im wyrzut, że szukają go, gdyż najedli się chleba, a nie dlatego, że jego Słowo daje życie.
Zabobon jest wtedy, gdy religię traktujemy instrumentalnie. Cud jest wtedy, gdy pozwala nam przekroczyć nasze dotychczasowe religijne ograniczenia, nie jest natomiast po to, by rozwiązać za nas doczesne problemy ludzkości. ©℗

​Ks. prof. ŁUKASZ KAMYKOWSKI jest dyrektorem Instytutu Teologii Fundamentalnej, Ekumenii i Dialogu UPJPII w Krakowie oraz kierownikiem Katedry Chrystologii wydziału teologicznego tej uczelni.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów. Opracowanymi razem z… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2016