Reklama

Złote, ale skromne

Złote, ale skromne

26.04.2021
Czyta się kilka minut
Pandemia pandemią, lecz oscarowe przedstawienie musi trwać. Choćby i na dworcu, z mocno okrojonym czerwonym dywanem, transmitowaniem tych nieobecnych i z zachowaniem dystansu.
Chloe Zhao z Oskarem za "Nomadland", Los Angeles, 25 kwietnia 2021 r. / Fot. Todd Wawrychuk / A.M.P.A.S. / Shutterstock / East News
B

Było skromniej, ale za to bardziej po ludzku. Chloé Zhao, reżyserka „Nomadland”, czyli wielkiego zwycięzcy tej gali, występowała w trampkach, Emerald Fennell odbierała nagrodę za scenariusz oryginalny dla „Obiecującej. Młodej. Kobiety” w zaawansowanej ciąży, a podziękowania i społeczno-polityczne odezwy brzmiały jakoś bardziej szczerze. 

Wielkich zaskoczeń nie było – i bardzo dobrze. Jeśli chwilami miało się wrażenie, że Oscary przyznawał algorytm, to w większości przypadków się nie pomylił. „Nomadland” (najlepsza produkcja roku, reżyseria i główna rola Frances McDormand) jest filmem spełnionym. Odbija się w nim nie tylko Ameryka jako kraj przymusowych nomadów, ale i, chcąc nie chcąc, cała nasza okołopandemiczna niepewność jutra. Przy tym obraz, który jest tak blisko życia, blisko ludzi, który upomina się o ich godność, operuje muśnięciami, a nie nośnymi hasłami.  

93. edycja Oscarów przejdzie do historii z wielu powodów. Zhao to raptem druga reżyserka, która doczekała się złotej statuetki. Nigdy zresztą nie było tak równościowo i różnorodnie, co widać choćby w nagrodach za drugi plan (Afroamerykanin Daniel Kaluuya w „Judas and the Black Messiah” i Koreanka Yuh-Jung Youn w „Minari”). Targowisko próżności uhonorowało także organizacje humanitarne i, o dziwo, nie czuło się w tym geście hipokryzji. Również tradycyjne „in memoriam” miało w tym roku mocniejszy wydźwięk.  

Trochę jednak zabrakło odwagi. „Na rauszu” Thomasa Vinterberga (najlepszy film zagraniczny), a zwłaszcza „Czego nauczyła mnie ośmiornica” Pippy Ehrlich i Jamesa Reeda (najlepszy dokument) to wybory raczej „bezpieczne”. Jeśli jednak celem tego przewidywalnego show miała być promocja filmów przed ponownym otwarciem kin, to spełniło ono swoją rolę. Przede wszystkim obudziło tęsknotę za normalnością, bo przecież pełne sale kinowe są jej częścią. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]