Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zioło legalne i grzeszne

Zioło legalne i grzeszne

23.09.2018
Czyta się kilka minut
Południowa Afryka, jako pierwsza na Czarnym Lądzie, i Gruzja, jako pierwsza z państw powstałych na gruzach Związku Radzieckiego, dołączyły do nielicznego grona państw i krajów, w których marihuana uznawana jest za taką samą używkę, jak alkohol czy tytoń.
Fot. Guillermo Arias / AFP/EASTNEWS
Fot. Guillermo Arias / AFP/EASTNEWS
Z

Zarówno w Republice Południowej Afryce, jak i w Gruzji zadecydowały o tym Trybunały Konstytucyjne. W Południowej Afryce z decyzją sędziów nie zgadzają się państwowe władze, w Gruzji – niezwykle wpływowa cerkiew.

Dagga (czyt. dacha) – używana w Południowej Afryce nazwa konopi indyjskich

Południowoafrykański Trybunał Konstytucyjny orzekł w tym tygodniu, że używanie marihuany, choć może i niebezpieczne dla zdrowia, jest prywatną sprawą każdego obywatela, a zabranianie mu tej używki i karanie za nią narusza jego konstytucyjnie zagwarantowaną swobodę wyboru sposobu odpoczynku i rozrywki. Trybunał zastrzegł, że dotyczy to jedynie dorosłych obywateli i pod warunkiem, że nie oddają się temu nawykowi w miejscach publicznych, ani w obecności nieletnich, a także, że palenie czy spożywanie przez nich marihuany, podobnie jak palenie tytoniu, nie zagraża innym. Trybunał uznał też za dozwoloną uprawę konopi indyjskich na prywatne potrzeby.

Podobny wyrok wydał już w marcu zeszłego roku sąd niższej instancji z Kapsztadu, ale jego orzeczenie zaskarżyli urzędnicy z ministerstwa sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, zdrowia i handlu, twierdząc, że marihuana jest bardziej niebezpieczna dla zdrowia niż alkohol czy papierosy, a jej legalizacja sprowadzi na Południową Afrykę plagi narkomanii i narkobiznesu. Trybunał Konstytucyjny nie dał się jednak przekonać, a zamiast tego wyznaczył rządowi i parlamentowi dwuletni termin na przygotowanie nowego prawa, określającego m.in. jaką ilość marihuany uzna się za zaspokajającą „potrzeby własne”, a także granice „miejsc prywatnych”, w których dozwolona będzie legalna konsumpcja narkotyku. Do tego czasu policja i sądy mają nie ścigać i nie karać nikogo za palenie skrętów w miejscach niepublicznych. Trybunał utrzymał natomiast zakaz handlu narkotykami. Obowiązuje on zarówno osoby prywatne, jak państwo, gdyby zechciało opodatkowywać lub clić ewentualnych producentów marihuany albo samemu ją wyrabiać na potrzeby medycyny lub kosmetyki.


Gruzja, Kirgistan, Afganistan - polecamy inne teksty Wojciecha Jagielskiego w serwisie "Strona Świata" >>>


Decyzja trybunału jest ostateczna, a Południowa Afryki, szczycąca się posiadaniem jednej z najbardziej liberalnych konstytucji na świecie (przyjęła ją w 1996 roku, dwa lata po pierwszych wolnych wyborach, zamykających epokę apartheidu) dołączyła do nielicznego wciąż grona państw i regionów – m.in. Urugwaju (w 2013 roku jako pierwszy kraj na świecie zezwolił na używanie marihuany w celach rekreacyjnych), Holandii, Belgii czy Hiszpanii, niektórych kantonów Szwajcarii i niektórych stanów USA z Kalifornią na czele – gdzie marihuana uznawana jest za używkę, dozwoloną dla odpoczynku czy rozrywki. W październiku grupa ta powiększyć się ma o Kanadę.

Anasza – używana na Kaukazie nazwa konopi indyjskich

Latem dołączyła do nich Gruzja, pierwszy kraj, powstały na gruzach byłego Związku Radzieckiego, w którym zabroniono karać za palenie skrętów z marihuaną. Tak jak w Południowej Afryce, zadecydował o tym Trybunał Konstytucyjny, który ostatniego dnia lipca orzekł, że kary więzienia, aresztu czy grzywny, wszelkie kary w ogóle za palenie marihuany – jeśli nie zagraża ono zdrowiu i bezpieczeństwu osób trzecich – są sprzeczne z konstytucją gdyż naruszają wolne prawo obywatela do odpoczynku i rozrywki. Nie przecząc, że używanie narkotyków stanowi zagrożenie dla zdrowia, trybunał zdecydował jednak, że jest to sprawa wolnego wyboru obywatela, a nie paternalistycznego państwa. Trybunał utrzymał jednak obowiązujący zakaz posiadania marihuany i handlu nią. Podobny wyrok trybunał wydał już jesienią zeszłego roku.

„Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, bo w tej wojnie nie szło o marihuanę, ale o wolność i swobodę wyboru” – powiedział po ogłoszeniu wyroku Zurab Dżaparidze, przywódca opozycyjnej partii „Girczi-Szyszka”, która od lat wraz z ruchem społecznym „Śnieżenie” (od obrazu w źle działającym telewizorze) domagają się zalegalizowania tzw. lekkich narkotyków i złagodzenia antynarkotykowej polityki gruzińskich rządów. „Orzeczenie trybunału oznacza jednak, że w Gruzji można używać czegoś, czego nie wolno mieć. Nasi posłowie muszą coś z tym fantem zrobić” – mówił.

Kaukaski Escobar

W sierpniu posłowie byli na urlopach, ale we wrześniu, zamiast zająć się przepisami określającymi gdzie gruzińskim obywatelom wolno będzie palić skręty oraz gdzie i jak będą mogli kupować marihuanę, parlament zajął się bez reszty sprawą przejęcia przez państwo hodowli konopi indyjskich i sprzedaży zagranicę marihuany na potrzeby farmakologii i kosmetyki.

Rządząca od ośmiu lat partia „Gruzińskie Marzenie” dostrzegła w tym okazję do pokaźnego zarobku, a po naradzie z jej założycielem i dobrodziejem, bogaczem Bidziną Iwaniszwilim (dolarowym miliarderem, najbogatszym człowiekiem w Gruzji), zgłosiła w parlamencie projekt stosownej ustawy. „Zważywszy na ogromny popyt na tego rodzaju towar, dochody z eksportu mogłyby bardzo wzbogacić państwowy budżet” – przekonywał premier Mamuka Bachtadze, namawiając posłów, by zezwolili na państwową uprawę i sprzedaż marihuany. 

Rządowa inicjatywa ustawodawcza wzburzyła opozycję, a jej posłowie uznali, że niekoronowany przywódca Gruzji Bidzina Iwaniszwili zechce wykorzystać posłuszny sobie rząd, by zagarnąć dla siebie całą uprawę konopi i eksport marihuany, jeszcze bardziej pomnożyć swój majątek i stać się kaukaskim Pablo Escobarem. „Co za niesłychana hipokryzja! Rząd zamierza czerpać zyski z tego, czego swoim obywatelom surowo zabrania!” – grzmiał w parlamencie Giorgi Bokeria, jeden z przywódców opozycyjnej, prozachodniej Europejskiej Partii Gruzji. Wtórowali mu posłowie z również opozycyjnego, ale nieufnego wobec Zachodu, za to życzliwego wobec Rosji „Sojuszu Patriotów”.

Sędziowie kontra patriarchowie

Ostatecznie rząd wycofał się w pomysłu, ale nie z powodu sprzeciwu politycznej opozycji, lecz niechęci niezwykle wpływowej w Gruzji cerkwi. Na początku kończącego się tygodnia, kiedy parlament miał debatować nad rządowym projektem ustawy regulującej państwowy monopol na uprawę konopi i sprzedaż zagranicę marihuany, duchowni urządzili przed ratuszem w Tbilisi protestacyjną demonstrację, a patriarcha Gruzji, dobiegający już dziewięćdziesiątki Eliasz II, w niedzielnym kazaniu przestrzegł przed śmiertelnie niebezpiecznym jego zdaniem wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który legalizuje konsumpcję marihuany. „Władze nie powinny myśleć jedynie o zarobku, ale o tym, że narkomania i narkobiznes mogą zagrozić bezpieczeństwu i istnieniu gruzińskiego państwa” – ogłosił też jeden z biskupów Jakob Jakobaszwili. „Grozi nam, że Gruzja stanie się nową Kolumbią, albo nowym Afganistanem” – mówił. Ksiądz proterej Andria Dżagmaidze z Tbilisi powiedział, że w Gruzji powinno się raczej rozwiązać Trybunał Konstytucyjny niż zezwolić na legalne palenie skrętów z marihuaną. „Do czego to podobne, żeby kilku sędziów decydowało za cztery miliony ludzi i w dodatku postanawiali coś, że przywiedzie naród do zguby” – ogłosił. Patriarcha Eliasz był łagodniejszy. Potępił zarówno przyzwalający na używanie marihuany wyrok Trybunału, jak i karanie więzieniem. Nie domagał się jednak likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, ale powiedział, że wierzy, iż sędziowie muszą być przecież przeciwnikami narkotyków i że się opamiętają. Dodał także, że nie powinno się ich potępiać, ale im współczuć. „Tak wielki nacisk jest na nich wywierany...” – mówił.  – „Wymuszono na nich ten wyrok. Inaczej by go przecież nie wydali”.

Sprzeciw cerkwi wobec legalizacji marihuany sprawił, że zabiegająca o jej względy rządząca partia „Gruzińskie Marzenie” wycofała z parlamentu projekt ustawy, przyznającej państwu monopol na uprawę konopi i eksport marihuany i zapowiedziała, że najpierw zajmie się przepisami regulującymi w jaki sposób można będzie używać jej w kraju. Według sondaży prawie trzy czwarte Gruzinów, uznających prawosławną cerkiew za najważniejszą przewodniczkę, sprzeciwia się legalizacji marihuany, a licząc się z tym rządzący „marzyciele” będą się teraz głowić, jak pogodzić wyrok trybunału ze sprzeczną z nim wolą cerkwi. W rozmowie z internetową gazetą „Węzeł kaukaski” tbiliski politolog Giorgi Gotua sugerował, że władze spróbują złagodzić sprzeciw cerkwi przyznając jej kolejne przywileje administracyjne i finansowe.

Od upadku komunizmu i Związku Radzieckiego, i od ogłoszenia w 1992 roku niepodległości Gruzji, tamtejsza cerkiew głosi potrzebę przywiązania do dawnych tradycji, a w ostatnich latach występuje przeciwko bezkrytycznemu przyjmowaniu politycznych i obyczajowych mód z Zachodu, w których gustuje zwłaszcza wielkomiejska młodzież z Tbilisi, stolicy, w której mieszka już prawie połowa ludności całego kraju. Młodzi w zachodnich nowinkach widzą postęp i nowoczesność. Cerkiew uznaje je raczej za przejaw dekadencji i upadku. Gruzińscy duchowni w ostatnich latach rozpędzali w Tbilisi parady równości, koncerty rockowe i techno, a także karnawały Halloween w szkołach, uznając je za źródło bezeceństwa i grzechu. 

Rastafarianie i tradycjonaliści

O ile w Południowej Afryce legalizacji marihuany domagali się jej miłośnicy oraz miejscowi rastafarianie, w Gruzji walczą o to tradycjonaliści i libertarianie z niewielkiej partii „Girczi-Szyszka”, powstali ze schizmy w niegdysiejszej, partii Zjednoczonego Ruchu Narodowego  byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego, rządzącej (2004-1012). „Szyszki”, powołane do życia pod koniec 2015 roku, głoszą konserwatyzm i wyższość praw jednostki nad omnipotencją państwa. Od samego początku domagają się legalizacji narkotyków, uważając, że nikomu nie wolno wyręczać obywatela w decydowaniu o tym, co jest dla niego dobre, a co złe. „Szyszki” twierdzą też, że wydana w 2007 roku przez Saakaszwilego bezwzględna wojna przeciwko narkobiznesowi służy dziś policji jedynie do nadużywania władzy i prześladowania obywateli. Występują też przeciwko przywróconej niedawno przez „marzycieli” obowiązkowej, dwuletniej służbie wojskowej. Ich przywódcy uznali to za kolejne pogwałcenie swobód obywatelskich i zarejestrowali w ministerstwie do spraw religii własny kościół, który wydając święcenia kapłańskie umożliwia potencjalnym rekrutom wymiganie się od wojska (kleryków do wojska się nie bierze). Kampania „Girczi” i poparcie, jakie zyskała ona wśród stołecznej młodzieży sprawiła, że od dwóch lat gruzińskie władze łagodzą restrykcyjną politykę antynarkotykową.

Zurab Dżaparidze, przywódca „szyszek”, pod koniec października wystartuje w ostatnich wolnych wyborach prezydenckich w Gruzji. Do elekcji zgłosiło się prawie pół setki pretendentów. Urzędujący od 2013 roku prezydent Giorgi Margwelaszwili postanowił nie ubiegać się o reelekcję, a rządząca partia „marzycieli” w ogóle nie wystawiła własnego kandydata. Zgodnie z poprawioną w zeszłym roku konstytucją, Gruzja staje się republiką parlamentarną, prezydent będzie odtąd wybierany na jedyną sześcioletnią kadencję, a od 2024 roku nie będą go wybierać obywatele, ale parlament.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 19 na 20 października do momentu zakończenia głosowania w wyborach samorządowych 21 października. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej - czyli publicznie nakłaniać lub zachęcać do głosowania w określony sposób, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny od 500 tys. do miliona zł.  

 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

i słowo stało się ciałem

Patrzac na decyzje w odwrwaniu od kontekstu czyli realiow zycia w Poludniowej Afryce mozna rzecz pochwalic. Nie dziwie sie, ze wladze sa przeciwne, zapewne przeciwna jest spora czesc spolecznstwa, szczegolnie ta zyjaca w biedniejszych dzielnicach , gdzie narkotyki i gangi sa codzennoscia - nie ma jeszcze wynikow badania opinii publicznej w tej sprawie. Znajac realia a przede wszystkim slabosc policji jak i wymiaru sprawiedliwosci otworzono tame i trudno bedzie ja zamknac. Kraj ma powazne problemy z narkotykami a dagga jest najpopularniejszym i najpowszechniejszym w obiegu. Pewne negatywne zjawiska mozna ignorowac w spoleczenstwie jesli sa rzeczywiscie marginalane a spoleczenstwo jest swiadomie zdyscyplinowane zas panstwo funkcjonuje sprawnie. Zadna z tych rzeczy nie ma miejsca w Poludniowej Afryce i odwolywanie sie do liberalnych wartosci, jak w tym konkretnym przypadku, nie tylko nie poprawia jakosci zycia spoleczenstwa ale moze stanowic dla jego funkcjonowania dalsze zagrozenie. Rzeczywiscie Poludniowa Afryka ma bardzo liberalna konstytucje a tutjesze sady wyzsze , az do Sadu Konstytucyjnego dzialaja w zgodzie z litera i duchem konstytucji, czego przykladem jest rowniez ta decyzja. Otwartym pozostaje pytanie, czy w tym momencie "tu i teraz" oraz praktycznym wymiarze jest korzystna dla spoleczenstwa? Pozdrawiam

w l e g a l n y m obiegu znajduje się i jest źródłem olbrzymich dochodów państwa tak śmiercionośny n a r k o t y k jak a l k o h o l, penalizacja jego radykalnie łagodniejszego i znacząco mniej niebezpiecznego substytutu jakim są konopie indyjskie, źródło z kolei kolosalnych zysków organizacji przestępczych, jest skandalicznym i n i e w y b a c z a l n y m błędem - gdziekolwiek się ona i pod jakąkolwiek postacią dokonuje - pół świata już to zrozumiało, znad Polski musi wpierw opaść czad kościelnych kadzideł

to ja bym się zastanowił, czy nie wiać w przeciwną stronę. Alkohol jest narkotykiem tak samo jak marihuana czy opiaty? Nie da się ukryć, ale... co z tego? Należą im się równe prawa? Może zalegalizować palenie wysypisk śmieci, bo samochody w sumie trują bardziej? Alkohol ma szczególny status w dziejach cywilizacji (jest o tym artykuł w tym numerze TP) i może gdyby kilka tysiącleci temu odkryto działanie konopi zanim przekonano się o skutkach spożycia sfermentowanych winogron, to dzieje świata potoczyłyby się inaczej. Może... Ale potoczyły się, jak się potoczyły. Próby nadania "miękkim" narkotykom statusu porównywalnego z tytoniem lub alkoholem z pewnością będą podejmowane, ale na razie proces nie wygląda na linearny. W Holandii prawo zaostrzono, przynajmniej teoretycznie. W Kalifornii wesoło palą trawę, a jednocześnie rwą sobie włosy z głowy z powodu legalnych opiatów (mówi się o epidemii). W Jemenie 70% społeczeństwa od lat funkcjonuje na haju pod wpływem czuwaliszki jadalnej, ale czy chcemy być drugim Jemenem? Ideologia rzadko podpowiada najlepsze rozwiązania, zwłaszcza jeśli głownym składnikiem tej ideologii jest pragnienie, by jak najspieszniej rozwalić to, co jest, w irracjonalnej nadziei, że nowe musi być lepsze, bo nowe.

konopie są [także jako narkotyk] stosowane przez człowieka od zarania dziejów, nie wiem skąd Pańska opinia, że alkohol jest kilka tysięcy lat dłużej w użyciu, do tego są całkiem spore połacie świata gdzie po dziś dzień z powodzeniem rolę wiodącej używki pełnią, to po pierwsze - po drugie, bez porównania mniejsze szkody [przy porównywalnych w pewnym sensie efektach działania] wyrządzają marihuana czy haszysz niż C2H5OH, dane bez problemu można znaleźć w sieci - po trzecie to już Pan chyba na głowę upadł pisząc, że palenie wysypisk śmieci mniej truje niż samochody, pomijam litościwie celowość i użyteczność obu działań, zostańmy przy chemii - reasumując, kiedy się ideologicznie za wszelką cenę, wbrew zdrowemu rozsądkowi i faktom chce być w dyskusji na nie, to można jak Filip [albo alfath] z konopi wyskoczyć, publika się uśmiecha ㋡

zajmuje alkohol a rolą w niej marihuany istnieje różnica tak wyraźna, jak między dniem a nocą, więc jeśli ktoś jej nie dostrzega, to dyskusja o odcieniach pośrednich nie za bardzo ma sens. Dla porządku tylko zaznaczę, że bynajmniej nie sugerowałem, jakoby konopie odkryto wczoraj, a jedynie podkreśliłem, że patriarcha Noe przypadkiem nie ujarał się, lecz upił. Niewykluczone, że na trzeźwo międlił czy może nawet palił konopie, ale o tym Biblia milczy. A w ogóle to skąd ten agresywny ton? Podobno trawka w małych dawkach rozluźnia i poprawia nastrój. Naturalnie nie śmiem sugerować, że ktoś coś bierze, ale ja w tej sytuacji brałbym połowę.

pisząc o "cywilizacji" najwyraźniej ma na myśli wyłącznie tę 'naszą' z Biblią, judeochrześcijańską, zachodnią - pomija Pan 3/4 świata co najmniej - a w tej 'resztce' akurat nie alkohol był pierwszym narkotykiem [a co do sugerowanej agresji - umówmy się, że to wrażenie powstało w P a ń s k i e j głowie, ja tej emocji nie odczuwałem i nie odczuwam, co niniejszym dobitnie potwierdzam...㋡...㋡ +++ p.s. ostatni raz paliłem zioło w Nepalu, parę już lat temu - przedniej jakości susz - w Polsce bym teraz nawet nie próbował, od czasu, kiedy kołtuński ciemnogród zaczął stosować drakońskie kary nawet za krzaczki w ogródku, rynek został zalany badziewiastym sianem szprycowanym dopalaczami - to nb. jeden z wielu negatywnych skutków ubocznych tych i d i o t y c z n y c h przepisów - zaś Panu od serca życzę, by sobie nie żałował i urżnął się legalnie w trupa, legalną wódą

Nepalczycy stali się drugą po Ukraińcach nacją, ubiegającą się o legalne zatrudnienie w Polsce. Co pośrednio dowodzi wyższości, a przynajmniej większej atrakcyjności judeochrześcijańskiej cywilizacji, nawet w naszym żytnio-buraczanym wydaniu, i to pomimo podłej jakości tutejszej odmiany szczęściodajnego zioła. No i wcale nie zamykam się na używki z Subkontynentu, np. uważam, że Amrut Fusion potrafi dostarczyć prawdziwej przyjemności. ;)

to kuriozalny argument, jakoby większa zdolność generowania niskopłatnych miejsc pracy była dowodem cywilizacyjnej wyższości - równie dobrze mógłby w tej tonacji Sz. Pan dowodzić, że kultywowane przez wieki i na masową skalę niewolnictwo świadczyłoby o tym samym - no nie wiem, nie wiem... przy okazji, ciekawie z tej perspektywy wyglądałaby długa historia polskiej emigracji zarobkowej - tu już śmiało etykietkę o j k o f o b a można Panu przylepić

niezdolność do generowania miejsc pracy. Jeśli natomiast uszeregujemy cywilizacje według kryterium zamożności, to powstała w ten sposób hierarchia nie będzie odbiegać od intuicyjnego zrozumienia świata. I - tak, to oczywiste, że mamy jeszcze trochę do nadrobienia, żeby zmniejszyć dystans cywilizacyjny do krajów, będących celem emigracji zarobkowej z Polski. Nie tylko pod względem kasy. Co do niewolnictwa, zacytuję zdanie z Levi-Straussa, niegłupiego przecież gościa, na zakończenie rozważań o genezie fundamentu cywilizacji, jakim jest pismo: "...pierwszą funkcją pisma było ułatwienie wprowadzenia niewolnictwa. Używanie pisma w celach bezinteresownych dla zadowolenia intelektualnego i estetycznego jest rezultatem wtórnym, jeżeli nie sprowadza się w większości wypadków do środka wzmacniającego, uzasadniającego i maskującego funkcję pierwotną" (Smutek tropików, rozdz. XXVIII). I jeszcze Benjamin: "Nie ma takiego dokumentu kultury, który nie byłby zarazem dokumentem barbarzyństwa". Trochę niepedagogiczne, ale historia jest ponoć nauczycielką życia, a nie pocieszycielką przedszkolaków ;)

to barbarzyństwo jest ową wyróżniającą zachodnią cywilizację cechą, ono stało się źródłem jej zamożności i fundamentem kultury - jednak nie jestem przekonany by wystarczało, aby stanowić o jej rzekomej wyższości
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]