Reklama

Zbig z Białego Domu

Zbig z Białego Domu

27.05.2017
Czyta się kilka minut
Architekt amerykańskiej polityki zagranicznej w drugiej połowie lat 70. Polak w Białym Domu, który nigdy nie chciał być politykiem etnicznym, ale zawsze leżały mu na sercu sprawy regionu. Wielki patron Solidarności i ojciec chrzestny polskiej drogi do wolności. Miał 89 lat.
Zbigniew Brzeziński. Fot: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
Z

Zbigniew Brzeziński urodził się w 1928 r. w Warszawie. Jego ojciec Tadeusz był dyplomatą, który lata 30. spędził na misjach w Berlinie i w Moskwie. Dlatego kilkuletni Zbigniew mógł być świadkiem najpierw narodzin nazizmu, a potem stalinowskiej wielkiej czystki. Wybuch wojny zastał rodzinę w Montrealu, gdzie senior był konsulem generalnym. Brzezińscy z Ameryki Północnej już nie wrócili. A wojenna pożoga miała na dorastającego juniora kluczowy formacyjny wpływ. „Wyjątkowa przemoc, jakiej dopuszczono się wobec Polski, zdeterminowała moje postrzeganie świata i uświadomiła mi, że lwią częścią globalnej polityki jest permanentna walka” – powiedział po latach.

Zbigniew skończył nauki polityczne na McGill University w Montrealu. Dostał prestiżowe stypendium w Londynie, ale nie mógł z niego skorzystać, bo okazało się, że zarezerwowano je dla obywateli brytyjskich. I tak, przez przypadek, zaczęła się jego amerykańska przygoda. Obronił doktorat na Harvardzie na podstawie pracy o Rewolucji Październikowej i relacjach Lenina ze Stalinem. Jako młody naukowiec krytykował jastrzębią politykę prezydenta Eisenhowera w zimnej wojnie, argumentując, że eskalacja konfliktu ze Związkiem Sowieckim tylko zaszkodzi satelickim krajom ze wschodniej Europy, silniej wiążąc je z Moskwą. Brzeziński bardzo liczył na etat profesorski na Harvardzie, ale ubiegł go tu Henry Kissinger, późniejszy rywal tyleż w bieżącej polityce co w doktrynie stosunków międzynarodowych.

Od rządów Johna Kennedy’ego doradzał kolejnym prezydentom z Partii Demokratycznej oraz jej kandydatom na ważne urzędy. W 1975 r. szerzej niemal nieznany gubernator Georgii i właściciel farmy orzeszków ziemnych James Carter (później znany jako Jimmy) ogłosił, że będzie się ubiegać o Biały Dom. I wybrał Brzezińskiego do skomponowania mu polityki zagranicznej. Outsider z Południa nieoczekiwanie wygrał prawybory, a potem pokonał w wyborach 1976 r. urzędującego republikanina Geralda Forda, który ledwie dwa lata wcześniej odziedziczył prezydenturę po skompromitowanym Richardzie Nixonie. Polski imigrant został doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w nowym rządzie i architektem carterowskiej dyplomacji. Był to zasadniczy odwrót od nixonowsko-kissingerowskiego detente, czyli odprężenia. Na początku lat 70. Waszyngton zaczął tonować zimnowojenne nastroje, skutkiem czego było podpisanie w 1972 r. w Moskwie SALT, pierwszego z układów o ograniczeniu zbrojeń strategicznych. Brzeziński wolał akcentować etosową walkę o prawa człowieka w sowieckiej strefie wpływów przy jednoczesnym zbrojeniu się. To on wywalczył, by w akcie końcowym KBWE pojawiła się twarda wersja stanowiska w kwestii praw człowieka właśnie.

Apologeci Ronalda Reagana wyłącznie jemu przypisują zasługi za rozmontowanie komunizmu w naszym regionie. Tymczasem o poparcie dla rodzącego się w Polsce w drugiej połowie lat 80. ruchu społecznego wokół KOR-u i Kościoła walczył właśnie Brzeziński. To on – zresztą wbrew woli ówczesnego sekretarza stanu Cyrusa Vance’a – spotkał się w 1978 r. w Warszawie z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Dlatego śmiało można go nazwać patronem Solidarności, która rodziła się na kilka miesięcy przed odejściem Polaka ze stanowiska w Białym Domu.

Mało się też mówi o pewnym epizodzie jak z thrillera. Pewnej listopadowej nocy Brzezińskiego zbudził telefon z informacją, że ZSRR wystrzelił 250 rakiet z głowicami atomowymi w stronę USA. Kiedy Zbigniew szykował się już, by poinformować o tym prezydenta, okazało się, że to fałszywy alarm, że system zinterpretował ćwiczenia operacyjne jako prawdziwy sygnał o ataku.

Końcówka rządów Cartera i Brzezińskiego to dwa ważne wydarzenia w stosunkach międzynarodowych. Pierwszym jest oczywiście upadek wspieranego przez USA reżimu szacha Rezy Pahlawiego w Iranie i przekształcenie państwa w dowodzoną przez ajatollahów teokrację. Przewrotowi towarzyszył wielki polityczny kryzys: przez kilkadziesiąt dni amerykańscy pracownicy ambasady w Teheranie byli w jej budynku uwięzieni. Niezdolność do rozwiązania tego problemu przyczyniła się do przegranej Cartera w wyborach, a w konsekwencji zakończyła karierę polityczną jego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, który najpewniej byłby sekretarzem stanu, gdyby Carter jednak ponownie wygrał. 

Ale ważniejszą sprawą z tej epoki była radziecka inwazja na Afganistan. Brzeziński zaczął kompilować strategiczny sojusz z Saudami, Pakistanem i Chinami, żeby przez tą zastępczą wojnę pod Hindukuszem osłabić ZSRR. Po prawie 40 latach wiemy, że była to zbrodnia założycielska tego, co dziś dzieje się na Bliskim Wschodzie i w centralnej Azji. Już za Reagana Amerykanie zbroili mudżahedinów stawiających opór Rosjanom, a CIA ich szkoliła. Z tych szkoleń po części narodził się nowoczesny terroryzm, Al-Kaida i tzw. Państwo Islamskie. Po zamachach z 11 września Brzeziński był wielokrotnie krytykowany za to, że to on wymyślił pomoc mudżahedinom, która skończył się tak, jak się skończyła.

W latach 90. Polak w Waszyngtonie dalej walczył o sprawy regionu, z którego się wywodził. Uważał, że za wszelką cenę trzeba bronić Ukrainy i walczyć o jej miejsce w Europie. W 1998 r. napisał esej, w którym ocenił iż Rosja bez Ukrainy jest raczej peryferyjnym azjatyckim pseudomocarstwem i prędzej czy później spróbuje zaanektować swojego zachodniego sąsiada. Niestety po kilkunastu latach jego hipoteza się potwierdziła. Brzeziński pomny własnego błędu z Afganistanem stanowczo sprzeciwiał się inwazji na Irak. W demokratycznych prawyborach w 2008 r. od początku popierał Baracka Obamę, uważając że Hillary Clinton jest nadto jastrzębia i że będzie w kilku kwestiach kontynuować politykę Busha juniora.

Tymczasem, oprócz oczywiście wielkiego wsparcia dla polskiej opozycji demokratycznej, Brzezińskiego trzeba zapamiętać jako męża stanu, dzięki któremu USA złagodziły kurs wobec Ameryki Południowej, tzn. stopniowo wycofywały się ze wspierania brutalnych, ultraprawicowych reżimów na tym kontynencie. Sprytnie też ogrywał ZSRR, m.in. wspierając Chiny. I to on zaaranżował porozumienie w Camp David, kiedy po raz pierwszy przedstawiciel świata arabskiego, czyli prezydent Egiptu Anwar Sadat, uścisną dłoń szefowi rządu Izraela Menachemowi Beginowi.

Brzeziński miał ze swą ojczyzną zawsze bliski kontakt. Stefan Kisielewski żartował, że podczas wizyt w PRL Zbig mógł zawsze liczyć na „celebrycki” status ze strony bezpieki. A bywał często. Nie zawsze dostawał wizę, ale gdy go wpuszczano, dodawał ducha ludziom opozycji mówiąc, że ktokolwiek będzie w USA u władzy, Ameryka zawsze stanie w obronie wolnościowych ruchów społecznych.

W opowieściach ludzi wspominających Brzezińskiego przewija się pewien motyw. Mianowicie w 1990 r. podobno rozważał on start w wyborach na prezydenta Polski. Jeden z synów miał zapytać: „Tato, a wiesz, ile kosztuje w Polsce chleb i mleko?”. „Big Zbig” odparł, że nie ma pojęcia. Posłuchał rady syna, by pozostać w swej roli – nie tylko eksperta od światowej polityki, ale też dobrego ducha odradzającej się wolnej Polski. A potem także patrona na jej drodze do NATO. ©

Radosław Korzycki


Prof. Brzeziński w 2006 r. w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego" mówił min.: 11 września był straszliwą zbrodnią. Ale zbrodnię zwalcza się na szczeblu policyjno-kryminalnym. Natomiast rozdmuchując ją do rozmiarów konfliktu religijno-filozoficznego i argumentując, że istnieje analogia między tym, co się dzieje obecnie, a wojną z hitleryzmem czy stalinizmem, jest wykorzystywaniem tego wydarzenia dla celów politycznych ekipy rządzącej. Na tym polega, największy grzech popełniony przeciw demokracji amerykańskiej".

Natomiast w 2011 r., komontowałJesteśmy świadkami nagłego przyspieszenia procesu, który w świecie rozwija się od 200 lat, od rewolucji francuskiej. Dziś ma miejsce w krajach arabskich. Prawie cała ludzkość ma w tej chwili poczucie świadomości politycznej i aspiracji politycznych. To coś, co wcześniej nie istniało".


CZYTAJ TAKŻE:

Prof. Andrzej Paczkowski o Zbigniewie Brzezińskim: Na terenie Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim tamtejszych elit politycznych i wojskowych, był – można powiedzieć – „polskim lobbystą”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]