Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zagubiona więź

Zagubiona więź

25.07.2017
Czyta się kilka minut
Blisko pół wieku temu Kościół zakazał antykoncepcji. Katolicy masowo to ignorują. Być może papież w przyszłym roku rozwiąże tę patową sytuację.
Przystanek Woodstock, sierpień 2013 r. MAREK LAPIS / FORUM
W

W przyszłym roku minie 50. rocznica ­encykliki Pawła VI „Humanae vitae”, jednego z najbardziej dyskutowanych dokumentów Kościoła naszych czasów. Wygląda na to, że Franciszek już zaczął się przygotowywać do rocznicy – niedawno w dyskrecji powołał komisję, która, jak wytropili watykaniści, ma zbadać dokumentację powstałą podczas opracowywania encykliki. Watykan nie zaprzeczył istnieniu takiej komisji i nie zdementował ujawnionych przez dziennikarzy nazwisk jej członków. W skład komisji mieli wejść: ks. prof. Pierangelo Sequeri, rektor Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną, pracujący na Uniwersytecie Laterańskim, szwajcarski historyk prof. Philippe Chenaux, autor m.in. monografii Piusa XII, oraz prof. Angelo Maffeis, dyrektor Instytutu Pawła VI w Brescii.

Ciekawa jest nominacja koordynatora tej grupy – został nim ks. Gilfredo Marengo,...

18029

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo dziękuję za ten artykuł. Jego temat jest mi tak boleśnie bliski. Dojście do tego, że moje sumienie i moja odpowiedzialność za własne życie i decyzje są... no właśnie - moje, zajęło mi ponad 8 lat małżeństwa. Wciąż nie mogę powiedzieć, że osiągnęłam pokój wewnętrzny - czuję, że moja decyzja jest słuszna, niesie dobro dla mojego małżeństwa, że jest wreszcie naprawdę moja, ale pozostaje we mnie żal i poczucie rozdarcia, że moje postępowanie jest "nielegalne" w moim Kościele, poczucie że normy są ważniejsze niż osoba. Zmagam się obecnie z najpoważniejszym kryzysem duchowym w moim życiu, mogę go nazwać "zwątpieniem w Kościół" i choć sprawa antykoncepcji nie jest jego jedynym powodem, to na pewno jednym z głównych. Wynika to chyba z tego, jak ważne są dla mnie i praktyka wiary, i małżeństwo, więc nie umiałam znieść sytuacji kiedy dobro jednego stanęło naprzeciwko dobru drugiego. Kryzys - mam nadzieję, że minie i wyjdę z niego mocniejsza, z dojrzalszą wiarą. Natomiast niezwykłą ulgą byłoby znaleźć w nauczaniu Kościoła raczej zrozumienie i empatię niż - jak dotąd - surowy nakaz i osąd.

Gwarantuję Ci, że na zrozumienie i empatię w Kościele poczekasz znacznie dłużej niż 8 lat.

Bardzo ważny artykuł. Pokazuje dylematy wielu katolików. Dla mnie również jest to bardzo bolesny probLem. Jestem bardzo wierząca, praktykująca, od 10 lat w małżeństwie. Umiem panować nad swoimi popedami, nie wspolzylismy z mężem przed ślubem, ale nauczenia Kościoła w kwestii planowania rodziny mam już po wyżej dziurek w nosie. Jestem tym po prostu psychicznie wykończona, marzę, żeby nie było npr-u, nie było niczego. Czuję się jak związana, ograniczona. Wiem, że teoretycznie mam wolna wolę, ale chcę przystępować do sakramentów, wiec nie mogę stosować antykoncepcji zgodnie z nauczaniem Kościoła. Każdy z małżonków (a nie teoretyków księży!) zna szara codzienność. U mnie - dwoje małych dzieci, do tego praca zawodowa, ciągła gonitwa do pracy, z pracy, żeby zdążyć odebrać dzieci itp. Choroby dzieci. Gotowanie, sprzątanie - dzielimy się oczywiście obowiązkami, ale i tak jest tego dużo. Szara rzeczywistość. I do tego jeszcze nie możemy z mężem przeżywać bliskości, kiedy mamy akurat siły i nastrój, czyli przeważnie w weekendy. Przy npr wypadają nam czasem tylko 3 współżycia miesiecznie-zdecydowanie mi to nie odpowiada i chyba nie tak powinno być. Nie potrafię nagle na hurra codziennie na zapas współżyć 10 dni a po takim "szaleństwie" dwa tygodnie nawet się nie przytulać, żeby czasem się nie zapomnieć. Teraz jak to piszę, dochodzi do mnie tym bardziej, że jest to chore i ponizajace! A ja mam raczej regularne cykle, a pamiętajmy, że są kobiety o cyklach nieregularnych nawet 60-dniowych i wtedy łatwo policzyć, ile wychodzi abstynencji. Po porodzie nawet nie próbowałam bawić się w npr, tylko sporadycznie używaliśmy prezerwatyw. Co do meritum-uważam, że sprawa prezerwatyw oraz form bliskości typu petting powinna być w całości pozostawiona sumieniu małżonków. Kwestia antykoncepcji hormonalnej-powinno być wyjaśnione, czy i która antykoncepcja może działać wczesnoporonnie i wtedy też kwestia sumienia, jeśli takiego dzialania nie ma. Kiedy w końcu doczekamy się czegoś tak oczywistego dla większości małżonków? Ja jestem na takim etapie, że czuję się trochę jak szczur w klatce. Może środowisko TP miałoby możliwość wyatosowania jakiegoś listu do papieża Franciszka? Np.na wspomnianym forum naturalne metody znajdzie się pełno takich świadectw jak moje.

Od znajomego psychoterapeuty zaangażowanego w katolickie poradnictwo małżeńskie otrzymałem maila uzupełniającego mój tygodnikowy tekst „Zagubiona więź” o ważny problem. Cytuję (na życzenie autora anonimowo): >>„Niebieski Tygodnik” sprawił, że chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt „wstrzemięźliwości okresowej” (WO) jako jedynej „uprawnionej” formy unikania poczęcia, o którym mało się wspomina. Otóż w spontanicznym współżyciu seksualnym, głównie ze względu na układ hormonalny kobiety (choć reagują na to także mężczyźni), kobiecie „chce się” współżyć właśnie wtedy, kiedy istnieje największa szansa na zapłodnienie. Po jajeczkowaniu, gdy „można” już współżyć bez ryzyka poczęcia, kobieta często nie ma ochoty na seks do tego stopnia, że czasem wręcz musi się do niego zmuszać. WO właśnie tak niekorzystnie ustawia współżycie małżonków. Z naszych „gabinetowych” obserwacji wynika, że jest to druga najważniejsza przyczyna oziębłości i niechęci do współżycia u naprawdę wspaniałych, ofiarnie żyjących, wierzących kobiet (zaraz po lęku przed poczęciem kolejnego dziecka). Dodajmy, że kobiety przeżywające orgazm w okresie płodnym znacznie lepiej przechodzą czas przed miesiączką (spada im tzw. napięcie przedmiesiączkowe). Z punktu widzenia teologii i antropologii, ciągle jakoś nie mogę pogodzić się z wizją małżeństwa, w którym pojedyncze akty są niejako wyłączone z całości życia. I tak, para mająca np. siódemkę dzieci, poprzez fakt, że zdecyduje się na antykoncepcję, „zamyka się na życie” tylko dlatego, że akty, które miałaby podjąć są wyłączane z kontekstu bardzo już ofiarnego życia. Jakoś trudno mi się z takim rozumowaniem zgodzić.<<

Trochę to pozbawione sensu. Kobieta, która przyjmuje antykoncepcję hormonalną w ogóle nie jajeczkuje, więc idąc za logiką tego komentarza powinna nie mieć ochoty na seks permamentnie. Czy znajomy psychoterapeuta nic nie mówił o spadku libido u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną? (nawet w ulotkach preparatów antykoncepcyjnych można o tym przeczytać, trudno mi uwierzyć, że nie spotkał się z takimi przypadkami. Może jednak jak się o czymś pisze warto by napisać całą prawdę a nie pół prawdy?

Przy nich nie zmienia się gospodarka hormonalna kobiety, a więc i jej libido. Proszę poczytać na ten temat, albo skonsultować się z lekarzem, nie z duchownym. Pozdrawiam!

Naturalnych Metod NIE MOŻNA stosować w okresie po urodzeniu dziecka do uregulowania się cyklu. Ponieważ zachęca się kobiety do karmienia piersią (i słusznie!), jest to mniej więcej ROK życia małżeńskiego. Czyli według dostojników kościelnych rok bez współżycia, bo nawet w tej sytuacji nie dopuszczają możliwości stosowania żadnej antykoncepcji. Co gorsza, niektórzy "nauczyciele" NMPR na kursach dla narzeczonych mówią im, że jeśli kobieta krami piersią i nie miała jeszcze miesiączki, to nie zajdzie w ciążę. Koleżanka uwierzyła w to i ma dwójkę dzieci, pomiędzy którymi nie ma nawet 12 miesięcy różnicy! Czy ci "nauczyciele" wezmą odpowiedzialność za wychowania i utrzymania tego nieplanowego dziecka na siebie? Oczywiście, że nie! Tymczasem kobieta NAJPIERW ma owulację, a potem miesiączkę, czyli można jeszcze nie mieć miesiączki, a już zajść w ciążę. Jeszcze większe problemy nastręcza stosowanie wyłącznie metod naturalnych w okresie przekwitania kobiety. Być może wbrew opinii księży-mężczyzn nie jest to jeden dzień, który wszystko zmienia, ale DŁUGOTRWAŁY PROCES. Trwa od kilku do 10 lat, zależnie od osoby. Czy małżonkowie mają zostać "białym małżeństwem", choć wcale nie na to się godzili przed ołtarzem, czy ryzykować poczęcie kolejnego dziecka w wieku, w którym kobieta zwyczajnie może nie mieć sił lub zdrowia na wychowywanie niemowlaka? Kościelne organa milczą.

Najważniejszym problemem dla mnie jako kobiety jest moja wolna wola. Otóż od dwóch księży (młodych, kilka lat po seminarium), z różnych parafii, dowiedziałam się, że nawet metody naturalne stosowane po to, żeby nie mieć więcej dzieci, są rodzajem ANTYKONCEPCJI, częścią "cywilizacji śmierci" i grzechem, z którego trzeba się spowiadać. To chyba nadinterpretacja polskiego duchowieństwa (biskupów), bo z dokumentu Pawła VI to raczej nie wynika. Ale przekaz jest jasny: MUSZĘ zawsze być "otwarta na życie". Tymczasem uważam, że Jestem: dwa razy zostałam mamą, kocham moje dzieci, i męża, dbam o nich, gdybym zaszła nieplanowo w ciążę też przyjmę to dziecko. Ale NIE CHCĘ więcej zachodzić w ciążę! Dlaczego nie mam prawa do takiej decyzji, dlaczego nie szanuje się mojej wolnej woli? Czy to, że chciałam zostać żoną, zamiast żyć w grzechu z ukochanym, musi skutkować byciem matką dla 12 dzieci lub odłączeniem od sakramentów za stosowanie antykoncepcji? Wobec takiego wyboru nie dziwi wybór wielu par, które rezygnują z zawarcia małżeństwa. Jak Kościół chce je zachęcić?

.

48% UWAŻAJĄCYCH się za bardzo religijnych. Aha. Jezus nie obiecał, że wiara będzie łatwa. Ten artykuł uważam za kolejny przykład rozmiękczania sumień wierzących i rozmydlania nauki Kościoła Katolickiego

"Blisko pół wieku temu Kościół zakazał antykoncepcji. Katolicy masowo to ignorują." Artur, a wiesz dlaczego to ignorują? Bo nie wiedzą co to znaczy pełnić Wolę Bożą w swoim życiu! Dlaczego nie wiedzą? Bo nie mają formacji w wierze! Ich nie interesuje to jaki plan Bóg ma na ich życie: ile On chce aby mieli dzieci, kiedy poczynać następne dziecko...ich to nie interesuje, oni o to Boga nie pytają na modlitwie. Liczy się to: ja mam swój plan na swoje życie, będę miał jedno, albo dwoje dzieci i koniec! I nikt czyli Bóg, Kościół nie będzie się wtrącał do mojego życia! Jasne, że aby utrzymać model rodziny z jednym lub dwojgiem dzieci i nie zajść w ciążę stosowanie antykoncepcji jest nieuniknione! Czy można żyć inaczej? Oczywiście! Ile to wieków ludzie żyli i nie mieli możliwości stosowania żadnej antykoncepcji. Wiesz, którym dzieckiem z kolei była święta Katarzyna ze Sieny? A 23-cim! I została doktorem Kościoła! A przyjrzyj się katolickim rodzinom wielodzietnym. Mają 7-ro czy 9-cioro dzieci. I żyją. Nie jest im łatwo, ale żyją pełniąc Wolę Bożą, nie swoją wolę, ale Wolę Bożą! Chcesz poznać na czym polega zło antykoncepcji (bo to jest zło i absolutnie nie pomaga małżeństwu)? To czytaj Gabriele Kuby!

'...papież planuje otworzyć Magisterium na problem antykoncepcji podobnie, jak to zrobił z komunią dla osób rozwiedzionych żyjących w powtórnych związkach?" A Ty wiesz Artur na czym to otwarcie Magisterium polega? Bo na pewno nie na tym, że żyję w związku niesakramentalnym, współżyję sobie z konkubiną i ze względu na pewne szczególne okoliczności to nie jest grzech i mogę sobie spokojnie przystępować do Komunii świętej. Wielu tak to rozumie i to jest kłamstwo! Współżycie w związku niesakramentalnym zawsze jest grzechem. I jest to grzech śmiertelny! Ale mogą być takie osoby i w takich sytuacjach, że wymaganie od nich życia w czystości jest z pewnych względów niemożliwe! Kościół więc pozwala by po spowiedzi, żalu za grzechy, obietnicy walki z tym grzechem dać tym ludziom rozgrzeszenie i pozwolić na przyjęcie Komunii świętej. Celem jest nawrócenie do życia w czystości w oparciu o Jezusa Chrystusa z pomocą prowadzącego kapłana. Jest to proces długotrwały. Ale zawsze musi być spowiedź, żal za grzechy, obietnica nawrócenia. Jeśli to nie jest prawdziwe i szczere to wiesz co się dzieje? To:1 Kor 11,27-30 Z Bogiem nie ma żartów. Przeczytaj sobie książkę Jean-Dominique Bauby, " Skafander i motyl"

Dlaczego wirus mentalności liberalno-lewicowej grasuje w Kościele? W redakcji "TP" również? Brakuje solidnej formacji chrześcijańskiej! Wielu ma swoją prywatną teologię, prywatną koncepcję moralności chrześcijańskiej, przeżywa chrześcijaństwo tylko w swojej głowie jako jakąś konstrukcję intelektualną. I to byłoby na tyle:)))

Dziękuję za słowa rozsądku

Ilość komentarzy dobitnie świadczy o zainteresowaniu tematem. Czemuż jest ono takie wielkie? Ano seks jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka, jest chyba po jedzeniu na drugim miejscu. Nie jest bynajmniej wyłącznie przyczynkiem do prokreacji, jest mechanizmem u ludzi scalającym związek, podtrzymującym więź rodzinną, Rodzina zaś jest podstawowym ogniwem społeczności. Kościół nie byłby sobą gdyby w tę sferę naszej prywatności i wolności nie wkraczał, nie od dziś wiadomo, że kto zawłaszczy tę sferę życia człowieka, włada nim do końca. W kwestii antykoncepcji teolodzy zadziałali i nadal to robią, niczym pies ogrodnika - sami nie zjedzą a i innym nie dadzą. Metoda jest prosta, człowiek musi być grzeszny i mieć poczucie winy, łatwo to w nim zaprogramować, potem potulny niczym baranek, skruszony, niezdolny do samodzielnej oceny sytuacji leży u stóp kościoła, zdany na jego łaskę. Na pigułkę antykoncepcyjną kościół nie był gotowy przed półwiekiem, tak jak nie jest gotowy na pigułkę dzień po. Zresztą nigdy nie jest gotowy na wyzwania czasu, zawsze daje im odpór, tak było z płaską ziemią, stojącym słońcem, transfuzją, przeszczepami czy kremacją zwłok. To nie kościół te kwestie prostuje ale życie i przymus z tego wynikający. Każdy z nas ma swój rozumek i po swojemu wierzy i pojmuje Boga, jeśli nas na to nie stać i musimy korzystać z nakazów uczonych w piśmie, to za spieprzone życie i tak sami siebie musimy obwinić. Dostaliśmy od Najwyższego wszystko czego nam potrzeba i sami jesteśmy odpowiedzialni za to kogo słuchamy i co robimy, wszystko to w końcu obciąża nasze sumienie, a nie jakiegoś klechy.

.

>>Miłość jest podstawowym wymiarem ślubów małżeńskich i podstawową a nawet definiującą sakramentalną składową więzi małżeńskiej, osnową więzi małżeńskiej. Bez miłości każde działanie w małżeństwie, nie tylko seksualne, jest używaniem drugiej osoby jak rzeczy, co w kontekście seksualnym znaczy tkwienie w czymś podobnym do autoerotyzmu, także w autoerotyzmu we dwoje. Brak tej etycznej perspektywy w tekście sprawia wrażenia jakby jego autor nigdy ze zrozumieniem nie przeczytał studium etycznego "Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły.<< Documentation xxi, czy jesteś pewien, że Kościół tak to właśnie rozumie, skoro skarament małżeństwa można przyjąć przez pełnommocnika? Kościołowi też "brak tej etycznej perspektywy"?

.

.

.

.

.

Dla mnie osobiście było szokiem, gdy dowiedziałem się, że są kobiety, które stosują spiralę, jednocześnie chodząc do kościoła i uważając się za dobrą katoliczkę. Jedną taką znam i nie jest to dla mnie zrozumiałe w kategoriach etycznych, jak to można pogodzić. Kościół być może powinien dokonać jakiejś gradacji pod względem etycznym tych środków. Prezerwatywa, czy tabletka, to jednak co innego niż spirala domaciczna. Ja mam wątpliwości, czy ludzie to rozumieją, czy też ignorują po prostu w zupełności naukę kościoła.

jak można jednocześnie zacząć myśleć samodzielnie i jednocześnie swoim uczestnictwem w pewnych absurdalnych rytuałach wspierać pewną kłamliwą instytucję, to doprawdy niepojęte!

.

Niestety, ale pod tym względem nauke Kosciola można jedynie zignorować. Tak, rzeczywiście interesuje mnie MOJ plan na moje zycie. Jeśli Bóg ma inny, z pewnoscią go zrealizuje i bez mojego współudziału. Przez wiele lat wiodłam zycie ze wszech miar racjonalne, współżyłam z mężczyzną i miałam tyle dzieci, ile mogłam wychować zapewniając im minimum właściwe dla mojego kręgu cywilizacyjnego. Stosowałam oczywiście antykoncepcję, aby zapewnić sobie komfort psychiczny i luz we współżyciu, dzięki temu byłam usatysfakcjonowana i uniknęłam nerwic. Oczywiście przez lata byłam wykluczona z udziału w Sakramencie, co nie znaczy, ze nie czułam się członkiem Koscioła. Tyle tylko, ze uważałam mój Kościół za instytucję z lekka uposledzona pod względem kontaktu z rzeczywistoscia, a i w rozumieniu tzw. woli Bozej.

.

Chyba zaczyna Pan/Pani rozumieć istote konflktu. Ludzi interesuje miłość ludzka, ziemska, która z pomysłami mistykow na wyimaginowane rozmowy z Panem Bogiem nie ma nic wspólnego. Co nie wyklucza pragnienia bliskości z Bogiem, który nieustannie jest posadzany przez fundamentalistów religijnych o to, ze w gruncie rzeczy nienawidzi ludzi i zyczy im jak najgorzej. Np. żeby płodzili w nieskończoność dzieci, których nie będą w stanie wykarmić, lub dzieci chore i cierpiące. A ich matki żeby umierały w pologu i pozostawiały bez opieki dzieci już urodzone. Pan Bóg rzeczywiście czasem podejmuje zastanawiające decyzje co do losów świata i ludzi, niemniej wciąż mam nadzieje, ze jest Bogiem miłosiernym i nie zyczy źle matkom i ich dzieciom

.

>>kasia historyk .... Naturalnych Metod NIE MOŻNA stosować w okresie po urodzeniu dziecka do uregulowania się cyklu. Ponieważ zachęca się kobiety do karmienia piersią (i słusznie!), jest to mniej więcej ROK życia małżeńskiego. Czyli według dostojników kościelnych rok bez współżycia, bo nawet w tej sytuacji nie dopuszczają możliwości stosowania żadnej antykoncepcji.>> A Pan Jezus powiedział (do faryzeuszy): "Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia ...". Pytanie - do obu stron sporu: Czy "rok bez współżycia" można zaliczyć do kategorii "ciężarów nie do uniesienia"?

Tak, z pewnoscią nie wolno sobie pozwolić na taką niedogodność. I ze względu na własne potrzeby, i ze względu na potrzeby mężczyzny, który ma prawo wymagać od zony, aby je zaspokajała

.

i tak wmówi, że był nieomylny, jest nieomylny i jest nieomylnym głosem Boga, a kto się z nimi nie zgadza, ten się z samym Bogiem nie zgadza.

.

Abstrahując od innych wątków Documentation xxi: >>A zatem trzeba zadbać o powszechną dostępność antykoncepcji i aborcji<< Stawianie na jednej płaszczyźnie antykoncepcji i aborcji to wielkie nadużycie!

.

.

.

Głupi jest przede wszystkim pański przykład. Nie rozumie Pan/Pani, ze seks może być uzyty w rozmaity sposób: dla prokreacji, w celach leczniczych, czyli koniecznego rozładowania napięcia seksualnego, a także w celach rozrywkowych. Żaden sposób na uprawianie seksu nie jest naganny, jeśli nie generuje krzywdy drugiego człowieka. I tu ma Pan/Pani rację: konieczne jest wyczucie moralne, co dobre, a co złe. I tego powinien uczyc Kosciół, a nie specjalizować się w złych z moralnego punktu widzenia zakazach. Bo zakaz używania srodkow antykoncepcyjnych jest Wielkim Złem. Prowadzi do krzywdy zarówno dorosłych, jak i dzieci, które nie powinny były byc poczęte dla ich własnego dobra.

.

Znów Pan/Pani myli się głęboko. Tak jak potrafie bez pomocy lekarza pomóc sobie w przypadkach infekcji gardlanej, czy skórnej, tak mam zakodowany w podświadomosci humanistyczny system wartości pokrywający się w dużej mierze z hierarchia chrzescijańska. Dlatego Jana Pawła II nie musze czytać, zresztą nigdy ten pontifex nie był dla mnie dobrym źródłem wiedzy o tym, co powinnam uczynić w konkretnych sytuacjach. O ilez głębsza i bardziej racjonalna jest nauka Josepha Ratzingera, O.S. Benedykta XVI. Wiem oczywiście, ze Ojciec Świety nie pochwaliłby mojego sposobu na zycie. Jestem jednak przekonana, ze rozumiałby mnie, a i miałby w zanadrzu dobra radę

.

Co jest źródłem naganności?

.

traktowanie siebie z traktowaniem drugiego? Piszesz bowiem "siebie/drugiego"? Czyż nie mogę potraktować siebie przedmiotowo, aby drugi uzyskał podmiotowość?

.

Miłość to coś całkiem innego. Kiedy już Pan/Pani jej doświadczy, wszystko stanie się jasne i proste:)))))

.

"spotkanie i etyczną bliskość ludzi", jak sam Pan/Pani napisał. Milość wystepuje nie z powodu "czegos" (etyczna bliskość), ale pomimo "czegoś" (np. odmienne poglądy, hierarchia wartości etc). Przyznaje, ze jest wówczas trudniej, ale miłość jest w stanie wszystko pokonać.

Z teorii jest Pan przygotowany na 5+, natomiast o praktyce - tak mi się wydaje - nie ma Pan wielkiego pojęcia. Kobiety zna Pan zapewne tylko w formacie .jpg :)

Strony

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]