Wyspa El Hierro: jeśli migrantom nie uda się tu dotrzeć, ich szanse są minimalne. Korespondencja „Tygodnika” z kanaryjskiego szlaku migracyjnego

Alexis umie pracować pod presją. To przydaje się dziś na Kanarach – od kilku miesięcy na tych hiszpańskich wyspach na Atlantyku trwa stan wyjątkowy. Liczba Afrykanów, którzy tą drogą chcą dostać się do Europy, jest rekordowa.
z El Hierro (Wyspy Kanaryjskie)

06.02.2024

Czyta się kilka minut

Funkcjonariusze Guardia Civil i członkowie Czerwonego Krzyża opiekują się migrantami, ktorzy zeszli na ląd. El Pinar na Wyspie Kanaryjskiej El Hierro, 26 października 2023 r. / Fot. AFP / EAST NEWS
Funkcjonariusze Guardia Civil i członkowie Czerwonego Krzyża opiekują się migrantami, ktorzy zeszli na ląd. El Pinar na Wyspie Kanaryjskiej El Hierro, 26 października 2023 r. / Fot. AFP / East News

Gwar niczym w turystycznym kurorcie. Tłumów nie ma, ale Hiszpanie bywają bardzo głośni. W rybackiej wiosce La Restinga, w największej restauracji w tutejszym porcie, kelner serwuje zimne napoje i żartuje przy tym, że są „chłodniejsze niż serce jego byłej dziewczyny”. Jest zima, ale słońce mocno grzeje.

Tego dnia w La Restinga, liczącej niespełna pół tysiąca mieszkańców, jest spokojnie. Wyjątkowo spokojnie – to jeden z tych nielicznych dni w ostatnich miesiącach, w których do portu nie dociera żadna łódź z migrantami.

O tym, że zwykle jest inaczej, świadczą pozostawione na brzegu cayucos. Ta hiszpańska nazwa (dosłownie: dłubanki) jest myląca. To długie drewniane łodzie, które pomieścić mogą nawet ponad 200 osób. Najdłuższe są z Senegalu.

Adobe Stock / Edward Augustyn

DALEJ JEST OCEAN | Naprzeciw restauracji, na końcu portu, jest pomost. Niewielkimi schodkami na ląd schodzą imigranci, którzy tu dotarli. Po kilku dniach na morzu w prowizorycznych łodziach reagują emocjonalnie. Wielu pada na kolana i całuje ziemię.

Naprzeciw wychodzi im Alexis Ramos Fdez.

Nie rusza się z domu bez kamizelki Czerwonego Krzyża. W aucie ma dwie, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, gdzie zastanie go informacja o nowo przybyłych. Służby państwowe – paramilitarna Guardia Civil i odpowiadająca za bezpieczeństwo na wodach terytorialnych Salvamento Marítimo – regularnie patrolują wybrzeże. Gdy dostają sygnał z radaru, płyną na poszukiwanie łódek.

El Hierro to ostatnia z Wysp Kanaryjskich, wysunięta na południowy zachód archipelagu. Dalej jest pusty ocean. Jeśli migrantom nie uda się tu dotrzeć, ich szanse na przeżycie na oceanie będą minimalne.

Alexis chce pokazać mi port i nowo postawione namioty Czerwonego Krzyża. Nie mają kłódek – na wyspie, gdzie żyje 11 tys. stałych mieszkańców, przestępczość prawie nie istnieje. Jest namiot, gdzie imigranci dostają suche ubrania i koce. Jest punkt wydawania wody, soków i napojów dietetycznych bez sodu. Jedzenie? To wydają rzadko. Gdy migranci z Afryki Subsaharyjskiej spędzą na morzu nawet 11 dni, wymiotują często już po wypiciu wody, wyjaśnia 54-letni Alexis.

STAN NADZWYCZAJNY | Wolontariuszem w Czerwonym Krzyżu został 37 lat temu, a od 2012 r. jest szefem jego oddziału na El Hierro. Wcześniej pracował w Centrum Ratunkowym 112 na sąsiedniej Teneryfie. Odpowiadał za plan ewakuacji El Hierro, gdy w 2011 r. wybuchł wulkan Tagoro. Dyżurując w „112”, co dzień odbierał zgłoszenia o wypadkach, pożarach, samobójstwach. Nauczył się pracy pod presją.

Ta umiejętność przydała mu się jesienią 2023 r. W październiku na El Hierro ogłoszono stan sytuacji nadzwyczajnej ze względu na kryzys migracyjny. Wyspa mająca 278 km² (to obszar Zielonej Góry) musiała opracować procedury na przyjęcie tysięcy migrantów przypływających na „dłubankach”, a czasem na tratwach. Wielu w stanie hipotermii i odwodnionych.

Łącznie w 2023 r. do Hiszpanii przybyło drogą nielegalną ponad 57 tys. migrantów, z tego znaczna większość, bo blisko 40 tys., na Wyspy Kanaryjskie. To wzrost o ponad 154 proc. w porównaniu z rokiem 2022. Większość pochodziła z Mali, Mauretanii, a zwłaszcza Senegalu.

Prof. Pablo Pumares z Uniwersytetu w Almeríi, który specjalizuje się w geografii społeczno-ekonomicznej, zwraca uwagę, że nie ma prawie Marokańczyków. Ich emigrację hamują kontrole brzegu i morza, które prowadzą służby marokańskie. – To efekt umów między rządami Hiszpanii i Maroka – wyjaśnia. – Dziś migrują zwłaszcza Senegalczycy, to zapewne efekt pogarszającej się sytuacji politycznej i ekonomicznej w ich kraju.

NAJDŁUŻSZA TRASA | Na El Hierro opinie o migracji są podzielone. Wielu uważa, że Europa powinna bardziej pomagać krajom Afryki, by ich obywatele nie musieli migrować. Inni pamiętają migrację Hiszpanów do Wenezueli i Kuby w połowie XX w.

– Ludzie muszą uciekać ze swoich krajów przez głód, biedę, wojnę, przemoc. To zrozumiałe, że muszą szukać lepszego miejsca do życia. Nasi ojcowie i dziadkowie musieli też stąd emigrować do Ameryki Południowej, dlatego to rozumiemy – mówi mi Enrique Febles, mieszkaniec Valverde, stolicy El Hierro.

Trasa z Afryki na El Hierro uznawana jest za najniebezpieczniejszą z wszystkich tras wiodących stamtąd na Kanary. Chodzi o długość: aby dotrzeć na Lanzarote, zwykle wystarczą jeden-dwa dni na morzu. Aby dotrzeć na El Hierro, potrzebne są minimum trzy dni. Bywa, że gdy pogoda jest zła, nawet 11 dni. Łodzie i tratwy są prowizoryczne, często przepełnione.

– Nie wiemy, dlaczego akurat do nas dociera znaczna część łodzi. Mamy hipotezę, że to trasa tak obliczona, aby uniknąć większości kontroli – ocenia Alexis.

I prowadzi do namiotu sanitarnego. Jest tutaj osiem stanowisk plus jedno na końcu, za zasłoną. Służy do reanimacji. – Czy było potrzebne? Mieliśmy kilka trudnych momentów – mówi lapidarnie Alexis.

NA TRZY DOBY | – Bywało, że ludzie siedzieli na deskach pomostu, bo było ich tylu, że nie mieliśmy krzeseł dla wszystkich – Alexis wspomina jeden z październikowych weekendów, gdy na El Hierro dotarło ponad tysiąc ludzi. Wówczas w dawnym centrum sportowym było tylko 370 łóżek. Dlatego pod koniec listopada rząd w Madrycie zainwestował prawie 6 mln euro w szybką budowę na wyspie Tymczasowego Ośrodka Recepcyjnego dla Cudzoziemców. Mieści ponad 500 osób. W porównaniu z poprzednim ma ogrzewanie, jest ogrodzony i prowadzony przez policję.

Tam pracownicy i wolontariusze Czerwonego Krzyża nie wchodzą. Choć współpracują z policją, wolą, jak mówią, pozostać neutralni. Alexis: – Jestem dumny, że imigranci nam ufają. Mówią nam o rzeczach, o których nie wspomną policjantom. Chcę, by tak pozostało.

Matki z dziećmi, kobiety w ciąży i rodziny zwykle trafiają do jeszcze innego ośrodka – dawnego klasztoru w miejscowości La Frontera. Prowadzi go Czerwony Krzyż. Miejsce przypomina zabytkową rezydencję z patio w środku. Są tu osobne pokoje dla rodzin, kobiet i mężczyzn. Większość czasu upływa w korytarzu, gdzie najlepiej łapie wifi, albo przed budynkiem, gdzie dzieci kopią piłkę.

W ośrodku recepcyjnym policja zakłada każdemu migrantowi kartę z danymi, robi zdjęcia, pobiera odciski palców i tworzy numer identyfikacyjny obcokrajowca (hiszp. el NIE), który odtąd służy za najważniejszy dokument.

W realiach nadzwyczajnych ważne jest, by procedury biegły szybko. Migranci mogą zostać na El Hierro maksymalnie 72 godziny, po czym muszą być wysłani na większe wyspy archipelagu lub na kontynent. Chodzi o to, by zwolnić miejsca dla tych, którzy mogą przybyć na El Hierro w kolejnych godzinach. Najmniejsza kanaryjska wyspa nie ma zasobów, by kwaterować i żywić większą liczbę migrantów.

KRES ŚWIATA | Prócz klifów, naturalnych basenów i panoramicznych widoków, wulkaniczna wyspa porośnięta jest gęstymi lasami; dominuje sosna kanaryjska. Aż 58 proc. obszaru El Hierro jest pod przyrodniczą ochroną. Ludność skupia się w kilku miasteczkach i wsiach – niemal wszyscy się tu znają.

Niemniej kiedyś była uważana za koniec świata. Biegł przez nią południk zerowy, aż do przeniesienia go w 1884 r. do Greenwich.

Na El Hierro jest też wiele długich i krętych dróg, na których znajdziemy tylko jedną sygnalizację świetlną. Jest też siłownia, mogą z niej korzystać bezpłatnie wszyscy mieszkańcy. Nie ma za to dużych hoteli ani supermarketów.

54-letni Alexis Ramos Fdez, szef Czerwonego Krzyża na El Hierro, nie rusza się z domu bez służbowej kamizelki. Nigdy nie wiadomo, gdzie zastanie go informacja o nowo przybyłych, którzy na morzu mogli spędzić wiele dni. / Fot. Agnieszka Zielińska

– Gdy przybyłem tu pierwszy raz, pomyślałem: otworzę pierwszy na wyspie zakład szewski, bo jeśli zepsuje ci się but, nie ma gdzie go naprawić – mówi Alexis. – Z czasem zdajesz sobie sprawę, że tutaj nie będzie to działać. Wolę nie mówić, jak długo czekamy na paczki z kontynentu. Gdy przybywasz na wyspę z daleka, myślisz, że wszystko jest łatwe. Ale nic nie jest łatwe.

Rozmiar i zasoby El Hierro mają znaczenie, gdy idzie o pomoc migrantom. Tylko w styczniu 2024 r. dotarło tu ponad 30 łodzi i tratw, a na nich ponad 2 tys. ludzi.

Alexis: – Mamy możliwości dopasowane do wyspy, na której żyje 11 tysięcy. Np. jest tylko jedna firma, która zajmuje się transportem. Największe bary mają maksymalnie po 8-10 stolików. Co chcę powiedzieć? Że gdy mamy do czynienia ze stanem nadzwyczajnym, jest to za mało.

Dodaje: – To trochę jak ze sportem. Gdy ćwiczysz, nabierasz mięśni. Teraz pracujemy w miarę normalnie, ale to efekt tych „mięśni”, które wypracowaliśmy sobie wspólnie z innymi organizacjami. Czyli procedur, planów i środków.

DŁUGI PROCES | Adam wyjmuje zakupy z auta. Było otwarte? – A po co zamykać, tu nikt auta nie ukradnie – mówi 32-letni Senegalczyk i stały mieszkaniec wyspy. Z zawodu elektryk, po godzinach dorabia jako tłumacz francuskiego i wolof, języka używanego w Senegalu. Z jego usług korzysta policja, gdy prowadzi pierwsze wywiady.

Adam: – Dwa lata temu przypływała do nas jedna tratwa na dwa tygodnie. Teraz niemal codziennie. Wyobraź sobie, że siedzisz 8-9 dni na dłubance, przemoczona, w słonej wodzie. Ludzie, którzy docierają teraz na wyspę, źle to znoszą. Woda w oceanie jest zimna.

– Ludzie są oszukiwani – uważa Adam. – Życie w Hiszpanii nie jest łatwe, zwłaszcza jak nie znasz języka i nie masz dokumentów ani pracy. To długi proces. Jeśli masz szczęście, za kilka lat ułożysz sobie życie. Ale w Hiszpanii jest wielu imigrantów, którzy żyją w gorszych warunkach, niż mieli we własnym kraju.

Adam wie, przez co przechodzą migranci, bo jako nastolatek wyruszył w taką podróż łodzią z Senegalu. W rodzinnym domu nie przelewało się, rodzicom trudno było wyżywić piątkę dzieci, więc Adam postanowił dołączyć do wuja, którym mieszkał już na Majorce. Jednak zamiast do niego, trafił do centrum dla nieletnich. W sumie – nie tak źle: dzięki temu nauczył się języka, zdobył zawód, a teraz kupił kawalerkę na El Hierro.

32-letni Adam, z urodzenia Senegalczyk, a dziś stały mieszkaniec wyspy uważa, że prowizoryczne łodzie organizują mafie, które zarabiają na migracji. „Obiecują, że w Europie będziesz zarabiać 4-5 razy więcej niż w Afryce”. / Fot. Agnieszka Zielińska

MIGRACYJNA MAFIA | Adam uważa, że prowizoryczne łodzie organizują mafie, które zarabiają na migracji. – Obiecują, że w Europie będziesz zarabiać 4-5 razy więcej niż w Afryce. Nie wspominają, że tu koszty życia i podatki są znacznie wyższe. Jedyne co ich interesuje, to pieniądze. Płacone z góry. Dla nich nie liczy się, czy dotrzesz żywy.

Z Adamem rozmawiam pod koniec stycznia. Tego dnia jest 20 stopni, a wiatr wieje z prędkością w porywach nawet do 49 km/h. Nie zniechęca to kolejnych migrantów. Tuż po jedenastej rano lokalne wiadomości podają, że do wybrzeża El Hierro dotarła kolejna łódź. Na pokładzie jest 65 osób, w tym osiem kobiet i troje dzieci. Jedna z kobiet nie przeżyła podróży.

Gdy o tym rozmawiamy, Adam jest rozgoryczony: – Bilet lotniczy Hiszpania-Senegal kosztuje tylko 300 euro. Dlaczego ludzie płacą mafii 1000 euro, by móc płynąć prowizoryczną łodzią? Bo nie mają innej możliwości. To nie kwestia pieniędzy, lecz wymagań, które trzeba spełnić, by legalnie dostać się do Europy. Senegalczyk chce pracować we Francji i nie może, ale gdy Francuz chce przyjechać do Senegalu, jutro rano ma samolot. Wytłumacz mi, proszę, dlaczego tak jest?

– Nie wiemy, ile łodzi nie dociera. Widzimy cierpienie, ale co możemy zrobić? – pyta Alexis.

BEZIMIENNE GROBY | Ta kobieta, która nie przeżyła, zostanie pochowana na cmentarzu w gminie El Pinar. Cmentarz jest ładny, otoczonym wysokim białym murem. Jeśli uda się ją zidentyfikować, w miejscu jej pochówku na białej ścianie, tuż obok innych, pojawi się tablica z jej nazwiskiem. Jeśli nie, dołączy do kilkunastu innych grobów opisanych literą „T”. To od hiszpańskiego słowa tripulante, dosłownie: członek załogi. Np. tablica T1 podaje tylko datę (24 października 2023 r.) i godzinę (2.28 rano). Ślad po człowieku, który nie przeżył.

Adam: – Odwiedzałem kiedyś rodzinę w Senegalu. Usłyszałem, że z jednej wsi wypłynęła tratwa z ponad 70 ludźmi. Minęło 25 dni bez kontaktu. Potem okazało się, że łódź nie dotarła do Hiszpanii ani do żadnego innego miejsca. Wszyscy zginęli.

Jego zdaniem młodzi nie mówią rodzicom, gdy chcą płynąć do Europy, bo boją się, że rodzice im zabronią: – Nagle ojciec dowiaduje się, że tratwa, na której był syn, zaginęła. Nie chcę wyobrazić sobie bólu, przez który muszą przechodzić taki ojciec czy matka.

KWESTIA WIEKU | Faktem jest, że do Hiszpanii na łodziach dociera wielu nieletnich bez rodziców. W 2023 r. było ich ponad 4,5 tysiąca. Alexis: – Zwykle to, czy ktoś jest nieletni, widać od razu. Jeśli policja ma wątpliwości, trzeba zrobić badanie. Możemy to wykonać w naszym centrum ratunkowym, ale lepiej zaczekać. Nastolatkowie są w szoku, a to może wpływać na wyniki.

Pisały o tym Minerva Herrera Santiago i Carla Segura Ortiz, pracowniczki socjalne z Gran Canarii, w analizie na łamach magazynu „TSDifusion”. Według nich jest różnica między wiekiem prawnym a biologicznym. Rozmowy z nastolatkami, którzy przybyli do Hiszpanii bez rodziców, prowadzone są zwykle przy udziale tłumacza. Dodatkowo nastolatek poddawany jest radiografii nadgarstka, szczęki czy obojczyka, ale margines błędu takiego badania to nawet dwa lata.

– Analizy wieku, które się przeprowadza, są bardzo szacunkowe, a margines błędu duży. To, czy ktoś ma 18 lat, to kwestia nawet kilku dni, a to ciężko wykazać w badaniu. Ponadto ludzie rozwijają się w różnym tempie. Dla nich ta różnica ma duże znaczenie. Jako nieletni są objęci ochroną, dostają szansę na edukację, a jako dorośli już nie – wyjaśnia różnicę prof. Pablo Pumares z Almeríi.

SZANSA | Taka procedura trwa, a centra dla nieletnich są przepełnione. Bywa też, że nieletni są myleni z dorosłymi. Prokuratorka z Wysp Kanaryjskich, María Farnés Martínez, pod koniec grudnia 2023 r. poinformowała, że bada sprawę 200 nieletnich migrantów, którzy latem przez pomyłkę zostali wysłani do centrów recepcyjnych dla dorosłych. Farnés Martínez przy okazji apelowała, by centra dla nieletnich nie zamieniły się w miejsca „do przeczekania”, i twierdziła, że trzeba „dać im szansę na przyszłość”.

Taką szansę 16 lat temu dostał Adam, który w Valverde jest dziś znany jako fachowy elektryk. Jego sąsiadki mówią: „Jeśli wszyscy migranci są tacy, jak ty, niech przyjadą”.

Adam nie uważa, że jest lepszy niż inni: – Pracowałem na to ciężko. I dzięki Bogu mi się udało.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka mieszkająca w Andaluzji, specjalizująca się w tematyce hiszpańskiej. Absolwentka dziennikarstwa, stosunków międzynarodowych i filologii hiszpańskiej. Od 2019 roku współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. W przeszłości pracowała m.in. w telewizji… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Ostatnia wyspa nadziei