Właśnie tak

W najnowszym numerze kwartalnika "Karta" mały jubileusz: werdykt dziesiątego już konkursu "Historia bliska", w którym młodzież szkolna co roku próbuje sił w odkrywaniu dziejów najbliższego środowiska, miejscowości i okolicy. "Nie ma chyba takiej sprawy w przeszłości Polski ostatniego stulecia, istotnej dla życia narodu, która nie znalazłaby egzemplifikacji w którejś z prac konkursowych" - pisze Alicja Wancerz-Gluza, komisarz konkursu. Prawie sześć tysięcy prac nadesłanych, przeszło dziesięć tysięcy uczestników z pół tysiąca miejscowości, do najmniejszych włącznie. Ostatni konkurs miał za temat "Życie religijne w czasach PRL", a z listy nagród przyznanych prawie setce prac zbiorowych i indywidualnych widać panoramę przeoranych zjawisk dziejących się w Polsce rzeczywistej, doświadczonych naprawdę, składających się na to, co w założeniu organizatorów miało zawsze stanowić istotę patriotyzmu: "przyjmowanie odpowiedzialności za przeszłość i gotowość budowania przyszłości wspólnoty".
Czyta się kilka minut

Bardzo to wszystko brzmi nieatrakcyjnie, nadając się raczej na notatkę sprawozdawczą niż na temat felietonu, i to jest właśnie powód, dla którego wybrałam ten temat, tak odległy od awantur odbywających się akurat w naszym polskim świecie politycznym i medialnym. Kiedy sięgnęłam po nadesłany numer "Karty", uderzył mnie pozorny spokój tego sprawozdania w porównaniu z hałasem wszystkich aktualnych przekazów, a równocześnie jaskrawa oczywistość: to tamci, organizatorzy, nauczyciele i przede wszystkim uczniowie robią coś prawdziwego, co zostanie i będzie owocować. I robią to - łatwo wyczytać - wciąż mało zauważani i ani trochę docenieni. Jakie to "normalne". Na jubileusz 10-lecia organizatorzy zaprosili media, pisząc, że "edukacja patriotyczna (...) nie jest odkryciem ostatniej chwili" - ale media nie dopisały, rzecz przeszła niezauważona, bo nie takie zjawiska dziś się medialnie liczą. Konkurs opiniowany jest i nagradzany przez wysokie autorytety historyczne, ale - czytamy - "nigdy nie uzyskał oficjalnego błogosławieństwa MEN". Ba, nawet prośba, by tak jak różne inne osiągnięcia, dawał laureatom dodatkowe punkty, np. przy ubieganiu się o miejsca w szkołach wyższego stopnia, też nie została przez władze uwzględniona. Nie dziwi więc czytelnika, gdy na koniec dowiaduje się, że przyszłość konkursów wobec niepewności finansowej staje pod znakiem zapytania i kto wie, czy właśnie ogłoszony konkurs jedenasty ("Niepokorni XX wieku") nie będzie ostatnim, gdy świętować przyjdzie na wiosnę na Zamku Królewskim jego zakończenie. Polska reguła marnowania tego, co dobre, lekceważenia tego, co naprawdę cenne - ta reguła działa bez przeszkód - i tylko frazesy polityków mają się dobrze i coraz lepiej...

PS. Właśnie minęła 15. rocznica śmierci Stefana Kisielewskiego, Kisiela, współtworzącego swoimi felietonami "Tygodnik" od początku aż do transformacji. Nie opuszcza mnie ostatnio myśl: co Kisiel powiedziałby dzisiaj politykom i dziennikarzom? Jaka byłaby jego miara na czas, w którym nie potrzeba już jego odwagi, ale tym bardziej potrzeba niezależności i mądrości, i to na wszystkich polach? Ale on nam już tego nie powie...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2006