Wizja klęski przed PiS-em

Po jesiennych wyborach możemy znaleźć się w sytuacji podobnej do tej z 2005 r. Wtedy do sformowania koalicji rządzącej ­Jarosławowi Kaczyńskiemu potrzebny był (PiS zdobył 155 mandatów) „zgniły kompromis” z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem.
Czyta się kilka minut
Fot. Wojciech Olkuśnik / East News

Kompromis, który przetrwał ledwie dwa lata i skończył się porażką wyborczą w 2007 r. Co prawda PiS zdobył wtedy 2 mln więcej głosów, ale równocześnie poparcie dla PO wystrzeliło ponad dwukrotnie w górę.

Pamięć o tamtych wydarzeniach może sprawić, że następny Sejm wcale nie będzie rozwiązaniem dla domagającej się przesilenia sytuacji politycznej, ale jeszcze większym jej zapętleniem. Bo nawet jeśli PiS wybory wygra, to liczba jego posłów będzie raczej bliższa wynikowi z 2007 r. (166 mandatów) niż obecnej ­bezwzględnej większości. A to oznacza, że Kaczyński musiałby szukać sojuszu z Konfederacją, co jednak w niedzielę 23 lipca kategorycznie wykluczył. Także Sławomir Mentzen odcina się od takiego scenariusza – stanowiska dla swych ludzi przypłaciłby mocnym spadkiem poparcia w elektoracie, który jest skrajnie przeciwny programom społecznym stanowiącym fundament polityki PiS. Krzysztof Bosak zaś, będąc młodym posłem LPR, obserwował na własne oczy, jak rola przystawki uśmiercała jego ówczesną partię.


FRUSTRACJA ZAMIENIŁA SIĘ W GNIEW. CHCEMY ZMIANY

MARCIN DUMA, badacz opinii, prezes IBRiS: Cztery lata temu wyborcy uznali, że z PiS u steru mogą się dalej bogacić, i dlatego większość opowiedziała się za kontynuacją. Dziś gotowi jesteśmy zaryzykować zmianę. Uważamy, że obecna władza się zużyła >>>>


Koalicja PiS i Konfederacji jest dziś wątpliwa, a to oznacza, że jeśli Kaczyński nie wymyśli czegoś wyjątkowego, usiądzie w ławach opozycji. Być może czas się pakować – wizja ta dotarła już do tysięcy działaczy, rozlokowanych od parlamentu, przez spółki państwowe, po najmniejsze urzędy. Bezpieczną przystanią pozostanie na pewno Sejm, więc – jak wyznał mi jeden z polityków partii rządzącej – „ludzie niemal się tratują, by trafić na dobre miejsca list”. W środowisku jest nerwowo, starzy znajomi patrzą na siebie podejrzliwie, a zamiast spotykać się z elektoratem, kłócą się, intrygują lub podlizują w centrali.

Jeśli opozycji nie uda się zdobyć 231 miejsc w Sejmie, a dziś wiele na to wskazuje, będzie mogła co najwyżej stworzyć rząd mniejszościowy z nieprzyjaznym prezydentem i Trybunałem Konstytucyjnym w tle. A to oznacza, że do lokali wyborczych wrócimy szybciej, niż myślimy.©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Wizja klęski