Wielebny prezydent i śmierć śpiewaka

Interwencja sędziów zmusiła polityków z partii rządzącej w Malawi do powtórzenia sfałszowanych, zeszłorocznych wyborów, a nowa elekcja wyniosła do władzy przywódcę opozycji. Tego w Afryce jeszcze nie...

Reklama

Wielebny prezydent i śmierć śpiewaka

Wielebny prezydent i śmierć śpiewaka

w cyklu STRONA ŚWIATAA
03.07.2020
Czyta się kilka minut
Interwencja sędziów zmusiła polityków z partii rządzącej w Malawi do powtórzenia sfałszowanych, zeszłorocznych wyborów, a nowa elekcja wyniosła do władzy przywódcę opozycji. Tego w Afryce jeszcze nie było.
Zwolennicy Lazarus Chakwery przed powtórnymi wyborami przezydenckimi. Na przedmieściach stolicy Lilongwe, 20 czerwca 2020 r. / FOT. AMOS GUMULIRA/AFP/East News
W

W lutym malawijski Trybunał Konstytucyjny unieważnił zeszłoroczne wybory prezydenckie. Nakazał przeprowadzić je ponownie, tym razem bez jawnych fałszerstw, jakich dopuszczali się urzędnicy w komisjach wyborczych, żeby zapewnić wygraną urzędującego od 2014 roku prezydenta Petera wa Muthariki. Według ogłoszonych przez życzliwą mu komisję wyników, w tamtych, majowych wyborach zebrał on najwięcej głosów i zapewnił sobie reelekcję i kolejne pięć lat rządów. Pokonani rywale nie uznali porażki i złożyli skargę do Trybunału Konstytucyjnego, a ten, po raz drugi w dziejach Afryki, uznał jej słuszność, unieważnił wybory i kazał je powtórzyć.

Poprzednim razem, pierwszym w historii kontynentu, zdarzyło się to przed trzema laty w Kenii. Tam również sędziowie przyznali rację przywódcy opozycji Raili Odindze i orzekli, że zwolennicy walczącego o reelekcję prezydenta Uhuru Kenyatty dopuścili się bezczelnych kantów, żeby zapewnić swojemu faworytowi wygraną. W Kenii powtórzone wybory zakończyły się jednak ponownym zwycięstwem Kenyatty. Władze odrzuciły żądania opozycji, nie powołały nowej, niezależnej komisji wyborczej, nie zmieniły ordynacji. Odinga jeszcze raz zwrócił się do sądu z prośbą, by ponownie przełożyć wybory na późniejszą porę, a spotkawszy się tym razem z odmową zdecydował się zbojkotować wyborczą dogrywkę i oddał Kenyatcie wygraną walkowerem.

Wybory i nowe zasady

W Malawi, ubogim 20-milionowym kraju, rozciągniętym nad brzegami jeziora Niasa, byłej kolonii brytyjskiej, niepodległej od Korony od 1964 roku, przed nowymi wyborami zmieniono nie tylko skład komisji wyborczych, lecz także poprawiono ordynację i konstytucję. Według starych przepisów, wygodnych dla urzędujących przywódców, do wygranej w wyborach wystarczała zwykła większość głosów. W maju Peter wa Mutharika, były prawnik konstytucjonalista, pokonał byłego pastora Lazarusa Chakwerę 38,5:35,5. W powtórzonych w ostatnim tygodniu czerwca wyborach do wygranej już w pierwszej rundzie trzeba było zebrać ponad połowę wszystkich oddanych głosów. Chakwerze udało się to, zdobył ich prawie 60 proc. i został ogłoszony zwycięzcą i nowym prezydentem kraju.

Tym razem to dobiegający osiemdziesiątki Mutharika skarżył się na wybory. W całej historii Malawi – mówił – nie zdarzyły się jeszcze wybory równie oszukane i zbałaganione. Tym razem nie widział niczego oburzającego w tym, że sędziowie mieliby „podważyć wolę suwerena” i nie wyzywał ich od uzurpatorów i zabójców demokracji, jak przed rokiem, gdy odebrali mu wygraną. Sędziowie nie zgodzili się jednak z zarzutami byłego już prezydenta i odrzucili jego skargę.

Jak kazał stwórca

Nowy prezydent Lazarus Chakwera liczy sobie lat 65, jest byłym pastorem i byłym duchowym przywódcą Zgromadzenia Bożego, największego w Malawi Kościoła zgromadzenia zielonoświątkowców. W wyjątkowo pobożnym i przywiązanym do tradycji kraju status duchownego z pewnością ułatwi mu prezydenckie życie i trudne zadanie pogodzenia skłóconych przez polityków obywateli. Za panowania Mutharików (przed Peterem, w latach 2004-12 panował jego starszy brat, Bingu; umarł na urzędzie) najważniejsze posady w polityce, administracji i gospodarce obsadzali ludzie wywodzący się z południa kraju. Zwolennicy wielebnego Chakwery i reszty opozycji pochodzą głównie z centrum i północy.

Nowy prezydent mówiąc z amerykańskim akcentem, którego nauczył się jeszcze w szkole od jednego z wykładowców, przekonuje rodaków, że zajął się polityką jedynie dlatego, że doznał pewnego dnia objawienia i sam Stwórca kazał mu objąć przewodnictwo nad całym ludem Malawi. Było to prawie dziesięć lat temu, a w 2013 roku objął przywództwo Partii Kongresowej Malawi, najstarszego ugrupowania politycznego kraju, które jako pierwsze objęło rządy w niepodległym kraju. W 2014 roku po raz pierwszy stanął do wyborów prezydenckich. Wtedy przegrał, ale choć w polityce stawiał dopiero pierwsze kroki, zebrał prawie 30 proc. głosów. W wyborach sprzed roku, tych unieważnionych zdobył już ponad jedną trzecią głosów. A przed tegorocznymi, potrafił sprzymierzyć się z przywódcami innych partii opozycyjnych, a Saulosa Chilimę – który w zeszłym roku zdobył ponad 20 proc. głosów i w unieważnionych wyborach zajął trzecie miejsce – wziął na swojego zastępcę i wiceprezydenta. Poparcia udzieliła mu także pokonana w wyborach w 2014 roku była prezydent Joyce Banda (2012-14), pochodząca w dodatku z południa kraju.

Malawi inspiruje

Na ironię losu zakrawa fakt, że nadzieją afrykańskiej demokracji okrzyknięto w czerwcowych wyborach właśnie Malawi. Przez pierwsze ćwierć wieku swojego niepodległego istnienia kraj ten uchodził za emblematyczny niemal przykład afrykańskiej satrapii, a jego przywódca, Hastings Kamuzu Banda (1964-94) za wzór jedynowładcy. A jednak w 1994 roku Banda, dobiegający już prawie setki, stał się jednym z pierwszych w Afryce przywódców, którzy pogodzili się z wyborczą porażką i po dobroci oddał władzę swojemu pogromcy.

W następnym ćwierćwieczu Malawi zasłużenie zyskało sobie opinię laboratorium demokratycznych patologii – prywaty, kumoterstwa, korupcji. Zapisało się jednak w historii także jako jeden z pierwszych w Afryce krajów, w którym władzę powierzono kobiecie – wiceprezydent Joyce Banda objęła rządy po śmierci prezydenta, Bingu wa Muthariki.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym reporter i pisarz dwa razy w tygodniu publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie artykuły są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Czerwcowe wybory w Malawi i wygrana tamtejszej opozycji posłużą za inspirację dla politycznych dysydentów z innych państw afrykańskiego południa, bezskutecznie zmagających się z rządzącymi partiami, które utrzymują się u władzy dzięki zawłaszczeniu państwa i jego instytucji. Jako pierwsi z gratulacjami dla wielebnego Chakwery pospieszyli Nelson Chamisa, przywódca największej partii opozycyjnej z Zimbabwe, Hakainde Hichilema z Zambii i Mmusi Maimane, były pierwszy, czarnoskóry przywódca opozycyjnego Sojuszu Demokratycznego. Do Chakwery zadzwonił też z Nairobi Raila Odinga, który za dwa lata, pewnie po raz ostatni (będzie miał już 77 lat), znów będzie się ubiegał o prezydenturę w Kenii.

Malawijskie wybory mogą posłużyć także za inspirację i zachętę dla afrykańskich sędziów, którym z trudem przychodzi bronić niezależności przed politykami widzącymi w nich jedynie irytującą przeszkodę. W Kenii, zdumiony zuchwałością sędziów, którzy unieważnili jego wyborcze zwycięstwo, prezydent Kenyatta publicznie im groził i zapowiadał, że jeszcze pożałują swojego postępku. Sąd Najwyższy nie był w stanie podjąć decyzji w sprawie ponownego przełożenia wyborów na później m.in. dlatego, że na wyznaczone posiedzenie z siedmiu sędziów przybył tylko prezes Sądu Najwyższego David Maraga (do podjęcia decyzji potrzebna była obecność pięciu). Pozostali przestraszyli się, ponieważ nocą nieznani sprawcy ostrzelali samochód zastępcy Maragi.

Sąsiedzi z kontynentu

Kiedy sędziowie w Zimbabwe orzekli w 2001 roku, że wywłaszczanie przez rząd białych farmerów jest sprzeczne z prawem, ówczesny prezydent Robert Mugabe zmusił prezesa Sądu Najwyższego do dymisji. W Kongu przywykli do posłuszeństwa władzy sędziowie uznali w 2019 roku wyborczą wygraną obecnego prezydenta Feliksa Tshisekediego, choć dla obserwatorów i większości Kongijczyków oczywistym było, że najwięcej głosów zdobył w wyborach kandydat opozycji Martin Fayulu. Fayulu zaskarżył wynik wyborów do Trybunału Konstytucyjnego, ale ten odrzucił jego skargę. W Zambii, Burundi, Gwinei czy Ugandzie sędziom brak odwagi, by sprzeciwić się prezydentom, poprawiającym według własnego widzimisię konstytucje. „Economist” przypomniał niedawno byłego prezesa Sądu Najwyższego w Kenii, który zwykł powtarzać swoim kolegom po fachu, że winni są lojalność nie państwu, lecz temu, kto nim włada.

W Malawi przed powtórzonymi wyborami urzędujący prezydent też próbował zmusić do przejścia na emeryturę krnąbrnego prezesa Sąd Najwyższego Andrew Nyirendę, który w zeszłym roku uznał za słuszne unieważnienie wyborów i który miał rozpatrywać ewentualne skargi dotyczące wyborów czerwcowych. Prezydenccy urzędnicy wyliczyli, że sędzia ma prawie dwa lata zaległego urlopu. Poradzili, by udał się na wakacje, a ponieważ po wybraniu przysługujących mu wolnych dni skończy wiek emerytalny, najlepiej byłoby, gdy przed urlopem złożył urząd, na który i tak już nie wróci. Sędzia Nyirenda podziękował za troskę, ale odmówił przejścia na emeryturę przed terminem. Odmówił również inny sędzia Sądu Najwyższego, którego władze również próbowały zmusić do wcześniejszej emerytury. Za sędziami stanęli też murem ich koledzy po fachu, a w malawijskiej stolicy doszło do ulicznej demonstracji prawników.

Śmierć śpiewaka

Wybierając prezydenta Malawi znalazło się w gronie państw, które postanowiły urządzić elekcję mimo panującej epidemii wirusa. Wcześniej wybory przeprowadzono też m.in. w Mali, Gwinei, Burundi, jesienią planowane są wybory na Wybrzeżu Kości Słoniowej i Ghanie.


CZYTAJ TAKŻE

GWINEA, WYBORY PONAD WSZYSTKO: Ani protesty opozycji, ani lamenty zagranicy, ani nawet epidemia COVID-19 nie powstrzymały prezydenta Alphy Condé przed przeprowadzeniem konstytucyjnego plebiscytu.


Na sierpień zaplanowane były także wybory w Etiopii, które miały się stać pierwszym sprawdzianem popularności rządzącego drugi rok premiera, 44-letniego Abiya Ahmeda Alego, najmłodszego przywódcy w Afryce. Został wybrany na premiera głównie dlatego, że wywodzi się z Oromów, najliczniejszego z ludów 100-milionowej Etiopii. Jego awans miał położyć kres trwającym od kilku lat protestom Oromów, narzekających, że pod rządami najpierw Amharów, a od 1991 roku Tigrajczyków traktowani są jak obywatele drugiej kategorii.

Po pierwszym roku rządów Abiy został okrzyknięty „etiopskim Gorbaczowem”, ambitnym reformatorem, liberalizującym policyjne państwo, jakim pozostawała Etiopia, zawierającym pokoje ze skonfliktowanymi sąsiadami. W zeszłym roku przyznano mu nawet Pokojową Nagrodę Nobla.

Zachwytów Zachodu nie podzielali rodacy premiera. Jego towarzysze z rządzącej od ponad 30 lat partii mają do niego pretensje, że zanadto ustępuje opozycji. Wyrzuca mu ona zbyt wolne tempo reform. Oromowie zaś, rodacy, że niewystarczająco zabiega o ich interesy. Już jesienią w ulicznych rozruchach zginęło prawie 100 osób.

Abiy zaczął tracić zwolenników, a do obozu przeciwników zaczęli przechodzić także jego najbliżsi do niedawna sprzymierzeńcy. Do przeciwników premiera przystał także 34-letni muzyk Haacaaluu Hundeessa, którego pieśni stały się hymnem zbuntowanych Oromów. W poniedziałkową noc muzyk został zastrzelony na przedmieściu Addis Abeby. Nazajutrz w etiopskiej stolicy, a także w całym kraju Oromów doszło do burzliwych zamieszek w których znów zginęło co najmniej sto osób, a bojówki Oromów atakowały na ulicach Addis Abeby i Hararu osoby wywodzące się z innych etiopskich ludów.


CZYTAJ TAKŻE

MUZYKA BUNTOWNIKÓW: Prześladowani i pokrzywdzeni w Afryce od dziesięcioleci słuchają ich pieśni. Szukają zrozumienia, ukojenia i pociechy, ale także inspiracji i zachęty do buntu>>>


Planowane na sierpień wybory z powodu epidemii zostały przełożone na później, a ich nowego terminu nie podano. W Addis Abebie od dawna mówi się, że przeciwnicy Abiya i jego reform z rządzącej partii nie mieliby nic przeciwko temu, żeby wydarzenia w kraju zmusiły władze do wprowadzenia stanu wyjątkowego i przejęcia rządów przez wciąż bardzo wpływowych generałów z wojska i służb bezpieczeństwa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]