Reklama

Wieczny Hun Sen

Wieczny Hun Sen

w cyklu Strona świata
09.05.2020
Czyta się kilka minut
Premier Kambodży rządzi już 35 lat. W całej Azji nikt nie sprawuje władzy tak długo jak on, a dzięki koronawirusowi tej władzy będzie miał jeszcze więcej.
Premier Kambodży Hun Sen (z lewej) i niedawny przywódca opozycji Kem Sokha na uroczystościach żałobnych po śmierci teściowej tego pierwszego, Phnom Penh, 5 maja 2020 r. / Fot. Fresh News Pool / Associated Press / East News
F

Fotografia opublikowana w tym tygodniu w miejscowych gazetach wywołała w Phnom Penh niemałą sensację. Widoczny na niej premier Hun Sen ściskał przyjaźnie dłonie przywódcy opozycji, którego dwa i pół roku temu kazał uwięzić za spiskowanie z zagranicznymi mocarstwami. Kem Sokha przyszedł odwiedzić swojego prześladowcę w jego własnym domu, by złożyć mu kondolencje po śmierci teściowej. Sekretarz Hun Sena oświadczył, że panowie rozmawiali przez prawie godzinę, chociaż nie o polityce ani o czekającej wciąż Kem Sokhę sądowej rozprawie, po której – jeśli zostanie uznany winnym – może mu grozić 30 lat więzienia.

Jego proces zaczął się w styczniu, ale w marcu został odroczony z powodu epidemii COVID-19, która dotknęła także Kambodżę. Kem Sokhę aresztowano jeszcze jesienią 2017 roku, kiedy władze ujawniły nagranie, na którym przywódca kambodżańskiej opozycji przyznawał, że przedstawiciele amerykańskich organizacji podpowiadają mu, co ma robić, by zwyciężyć w zbliżających się wyborach i odebrać Hun Senowi władzę. Wkrótce potem rząd rozwiązał główną opozycyjną Partię Ocalenia Narodowego Kambodży, której przewodził Kem Sokha i którą miał poprowadzić do zwycięstwa w zaplanowanych na 2018 rok wyborach.

Wyeliminowawszy jedynego konkurenta – o to ponoć chodziło z aresztowaniem Kem Sokhy i delegalizacją jego partii – w wyborach zwyciężył dobiegający siedemdziesiątki Hun Sen, a Partia Ludowa, której przewodzi, obsadziła wszystkie miejsca w kambodżańskim 123-osobowym parlamencie (w poprzednim partia Kem Sokhy miała aż 55 posłów, tylko o 13 mniej niż rządząca Partia Ludowa).

Publiczne spotkanie z politycznym wrogiem uznano w Phnom Penh za dowód, że Hun Sen nie uważa go już za poważnego konkurenta. Pod koniec zeszłego roku Kem Sokha został wypuszczony za kaucją z aresztu i miał odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. 

Wygląda też na to, że Hun Sen nie obawia się również innego dysydenta, Sama Rainsy’ego – towarzysza Kem Sokhy i współzałożyciela Partii Ocalenia Narodowego Kambodży. Rainsy ogłosił, że wysłał Hun Senowi z Paryża list z kondolencjami z powodu śmierci teściowej i dodał, że w 2016 roku, kiedy zmarła jego teściowa, Hun Sen też złożył mu wyrazy współczucia. W Phom Penh krążą pogłoski, że pod nieobecność przywódców opozycji (jeden w areszcie domowym, drugi – na wygnaniu) Hun Senowi udało się skłócić ze sobą nie tylko ich samych, lecz także podzielić ich zwolenników. W ten sposób rozbił opozycję, która siedem lat temu zagrażała jego władzy.

Stan wyjątkowy

Odkąd na początku roku wybuchła epidemia COVID-19, Hun Sen chyba w ogóle przestał martwić się o władzę. Należy do tej grupy przywódców, którzy najpierw wszystkiemu zaprzeczali (np. jego amerykański idol, Donald Trump, i jego brazylijski odpowiednik Jair Bolsonaro), ale w porę zmienili front i wykorzystali epidemię, by tłumacząc się trudnymi czasami powiększyć zakres władzy do niemal dyktatorskiej (tu przykładem może być inny pobratymca Hun Sena, filipiński prezydent Rodrigo Duterte).

W Kambodży na początku kwietnia miejscowy parlament przyznał premierowi (Kambodża jest monarchią, a formalnym przywódcą państwa – panujący od 2004 roku król Norodom Sihamoni, faktycznie jednak rządzi premier) niczym w zasadzie nieograniczoną władzę i prawo podejmowania dowolnych decyzji, jeśli wymagać tego będzie „obrona bezpieczeństwa narodowego i społecznego ładu”. W imię tego szczytnego celu premier, za pomocą tajnej i jawnej policji oraz wojska i wywiadu może prowadzić nieskrępowaną niczym inwigilację 16 milionów poddanych: śledzić ich, podglądać, podsłuchiwać, przeglądać korespondencję. Może zawieszać i ograniczać wolność zgromadzeń i przemieszczania się, a także rekwirować prywatną własność, cenzurować gazety, telewizję, stacje radiowe, internet, i w ogóle „podejmować wszelkie działania niezbędne w sytuacji stanu wyjątkowego”, wprowadzanego w wypadku zarazy, wojny albo „załamania porządku publicznego”.

Każdemu, kto będzie sprzeciwiał się władzom lub utrudniał im działania w warunkach stanu wyjątkowego, grozi kara 10 lat więzienia. Zaniepokojeni działacze ruchu praw człowieka alarmują, że Hun Sen dostał w ręce dyktatorską władzę, jaką przez całe polityczne życie próbował zdobyć.

Czerwona sekta

Sprawował władzę, odkąd w 1979 roku, jako 27-letni partyzancki komendant, został szefem dyplomacji w Kambodży, wyzwolonej od ludobójczej tyranii Czerwonych Khmerów. Hun Sen sam był jednym z nich. Walczył w ich szeregach w latach 70. (stracił w walkach oko), gdy w sąsiednim Wietnamie trwała prowadzona przez Amerykanów wojna, a przez Kambodżę przeprawiali się wietnamscy partyzanci, w Phnom Penh zaś rządził wspierany przez Amerykę wojskowy dyktator Lon Nol.

Wszyscy, którzy uważali się za kambodżańskich patriotów, zwracali się przeciwko Lon Nolowi, uważanemu za popychadło Jankesów. Wystąpili przeciwko niemu kierowani przez Pol Pota partyzanci Czerwonych Khmerów, ale także obalony przez Lon Nola król Norodom Sihanouk. W 1975 roku pokonani w wietnamskiej wojnie Amerykanie wycofali się z Indochin, a partyzanci Wietkongu zdobyli Sajgon i zjednoczyli Wietnam, podzielony dotąd na dwa państwa – południowe i północne. Wkrótce potem Czerwoni Khmerzy wkroczyli do Phnom Penh i przejęli władzę w Kambodży (w tym samym roku kolejna lewicowa partyzantka, Pathet Lao, zdobyła władzę również w Laosie, trzecim z indochińskich państw).


Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Czerwoni Khmerzy rządzili tylko cztery lata, ale w tym krótkim czasie, jak zbrojna sekta wprowadzając w życie rewolucyjną utopię, zdążyli wymordować około dwóch milionów ludzi, jedną czwartą ludności kraju. Stracili władzę dopiero, gdy wdali się w konflikt z sąsiednim Wietnamem, a ten najechał zbrojnie na Kambodżę i ustanowił w Phnom Penh przyjazne sobie władze. Do tych ostatnich weszło wielu byłych Czerwonych Khmerów, którzy – jak Hun Sen – nie zgadzając się ze zbrodniczymi eksperymentami Pol Pota, podnieśli przeciwko niemu bunt i przyjęli wietnamską kuratelę.

Premier Drugi

W pierwszym po obaleniu Czerwonych Khmerów rządzie Hun Sen był ministrem od dyplomacji, ale w rzeczywistości to on, a nie I sekretarz rządzącej partii Heng Samrin sprawował władzę w kraju. W 1985 roku Hun Sen został premierem – wówczas najmłodszym w świecie – i jako faktyczny przywódca Kambodży podpisał w 1991 roku układ pokojowy z Czerwonymi Khmerami oraz wspieranymi przez Zachód monarchistami Sihanouka.

Dwa lata później, w 1993 roku, w pierwszych wolnych wyborach, przeprowadzonych pod nadzorem ONZ, Hun Sen i jego partia zostali pokonani, ale zwycięzcy elekcji, monarchiści z księciem Ranariddhem, synem Sihanouka, na czele, w imię zgody narodowej, a tak naprawdę w obawie, że Hun Sen nie pogodzi się z wyborczym wyrokiem, postanowili zawrzeć z nim koalicję i podzielić się władzą. Król Sihanouk wrócił na kambodżański tron, syna ogłosił Pierwszym Premierem, a Hun Sena Premierem Drugim.

Hun Sen, niekoronowany, ale i niekwestionowany przywódca wojska, wywiadów, policji i służb bezpieczeństwa, a przede wszystkim faworyt potężnego sąsiada, Wietnamu, wrócił więc do dawnej roli rzeczywistego władcy państwa, sprawującego władzę z tylnego fotela.

Cztery lata później stanął jednak na czele zamachu stanu, wskutek którego odsunął od władzy księcia Ranariddha. Nie zajął jednak jego miejsca, lecz wyznaczył na nie kolejnego monarchistę, a sam zadowolił się stanowiskiem Drugiego Premiera. Zerwał z maskaradą dopiero rok później, gdy wygrał ze swoją partią wybory parlamentarne i objął stanowisko jedynego szefa rządu. Zachował je do dziś, zwyciężając w kolejnych wyborach, choć w przedostatnich, w 2013 roku, był bliski porażki. Przywódcy opozycji z Kemem Sokhą i Samem Rainsym do dziś twierdzą, że zostali oszukani, a ich zwolennicy długo jeszcze protestowali przeciwko wyborczym kantom Hun Sena. W końcu, z ulic Phnom Penh przegnały ich, ignorując protesty obrońców demokracji i praw człowieka, wojsko i policja, zabijając czterech demonstrantów i raniąc około dwudziestu.

Koronasceptyk

Już wtedy Hun Sen cieszył się pełnią władzy, ale wirusowa epidemia ten stan rzeczy usankcjonowała i utrwaliła. Powołując się na zagrożenie bezpieczeństwa i zdrowia poddanych, Hun Sen przyznał sobie władzę absolutną – nie on jeden zresztą – a Zachód, żandarm światowej demokracji, mierzący się z własnymi, piętrzącymi się kłopotami, nie ma ani głowy, ani serca, żeby zajmować się Kambodżą.

Hun Sen nie od razu dostrzegł w wirusie sojusznika. Początkowo zaprzeczał jego istnieniu, przekonywał, że jest wymysłem przewrażliwionych ludzi Zachodu albo intrygą zachodnich rządów, wymierzoną przeciwko Chinom, gdzie według nich zaczęła się epidemia. Gdy Zachód unikał Chin, Chińczyków i wszystkiego, co chińskie, Hun Sen wybrał się do Pekinu w  podróż, a wkrótce potem zaprosił chińskich żołnierzy na wspólne z kambodżańskim wojskiem ćwiczenia. A kiedy kolejne kraje zamykały porty przed szukającym przystani pasażerskim statkiem „Westerdam”, pełnym zachodnich turystów, Hun Sen zaprosił go do Sihanoukville, który ze spokojnej mieściny na plaży przepoczwarzył się w monstrualny kurort, jaskinię hazardu i prostytucji. Hun Sen przyjechał do Sihanoukville, żeby osobiście, serdecznym uściskiem, powitać na lądzie udręczonych letników, których wakacje zamieniły się niespodziewanie w tułaczkę.

Przywódca Kambodży wypraszał także ze swoich konferencji prasowych dziennikarzy, którzy przychodzili na nie w maseczkach ochronnych. Sprzeciwiał się też wprowadzeniu w kraju kwarantanny i osobiście namawiał pracowniczki i pracowników zatłoczonych fabryk dziewiarskich i włókienniczych, głównego źródła dochodu kraju, żeby nie przerywali pracy, bo „nigdzie nie będą bezpieczniejsi niż w pracy”.

Chiński pasek

Wirusowym sceptycyzmem Hun Sen zaskarbił sobie wdzięczność Chin, głównego partnera gospodarczego i politycznego patrona Kambodży. Hun Sen stara się, by Chińczycy byli z niego zawsze zadowoleni, a w zamian służyli mu pomocą, gdy będzie jej potrzebował. Chińscy turyści spędzają wakacje na plażach Sihanoukville i w świątyniach Angkor Wat, a chińskim przedsiębiorcom i bogaczom Hun Sen rozprzedaje ziemię i rozdziela licencje na poszukiwanie i wydobycie cennych minerałów. 

Jednak kiedy epicentrum epidemii przeniosło się z Chin i Iranu do Włoch, Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych, Hun Sen ogłosił nagle alarm: zakazał wpuszczać do kraju turystów z USA, Włoch, Francji, Hiszpanii i Niemiec, a w sklepach, restauracjach i hotelach w Phnom Penh pojawiły się napisy uprzedzające, że przybysze z Zachodu nie będą do nich wpuszczani (poza cudzoziemcami z Zachodu, wytykającego Hun Senowi dyktatorskie zapędy, za winnego epidemii uznano w Kambodży, podobnie jak w Indiach i Birmie, miejscowych muzułmanów). 

Wszystko to nie umknęło uwadze Chińczyków, którzy nie przerwali zaopatrywania kambodżańskich fabryk w surowce oraz importu wytwarzanych w nich tkanin i odzieży, i właśnie do Kambodży, jako pierwszej, wysłali pomoc medyczną.

Generalnie jednak epidemia wirusa oszczędza Indochiny. W pierwszym tygodniu maja najwięcej zachorowań i zgonów zanotowano w blisko 70-milionowej Tajlandii (trzy tysiące i 55 zmarłych). W stumilionowym Wietnamie było tylko 271 przypadków zarażeń i zachorowań, w Kambodży – 122, a w 7-milionowym Laosie – 19. Ani w Wietnamie, ani w Kambodży, ani w Laosie nikt z powodu wirusa nie umarł. W pobliskiej, 50-milionowej Birmie zachorowało ponad 160 osób, a liczba zmarłych nie przekroczyła dziesięciu. Na ponad 100-milionowych Filipinach liczba zarażeń i zachorowań przekroczyła 10 tys., a zmarłych – ponad 650. W liczącym prawie 6 mln mieszkańców Singapurze zachorowało i zaraziło się ponad 20 tys. osób, dwadzieścia zmarło. W Indonezji – ponad ćwierć miliarda ludności, najludniejszy muzułmański kraj na świecie – zachorowało i zaraziło się ponad 12,5 tys., a liczba zgonów zbliża się do 900, w 30-milionowej Malezji wirusem zaraziło się i zachorowało ponad 6,5 tys. osób, ponad 100 zmarło.

Syn strzeże

Hun Sen powiedział kiedyś, że zamierza rządzić do 74. roku życia. Jeśli mówił poważnie, do emerytury zostało mu jeszcze sześć lat. W Kambodży od dawna mówi się, że na swojego następcę sposobi syna, dobiegającego pięćdziesiątki Maneta. Na żołnierza wykształcił go w amerykańskiej akademii wojennej West Point (generałem, ale jednogwiazdkowym, jest także jego młodszy brat, Manith, a najmłodszy Mani – posłem, czwarty, a zarazem pierworodny syn Hun Sena, Kamsot umarł zaraz po urodzeniu, siostry Mana i Maly są milionerkami, potentatkami w branży medialnej), a na ekonomistę – na uniwersytecie w brytyjskim Bristolu. Hun Manet wchodzi w skład Biura Politycznego rządzącej partii, a jako czterogwiazdkowy generał dowodzi strażą przyboczną ojca, elitarną jednostką wojskową, lepiej wyszkoloną, uzbrojoną i uposażoną niż regularne wojsko i będącą w stanie udaremnić generałom przeprowadzenie zbrojnego zamachu.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]