Reklama

Watykan przeciera oczy. Kiedy Franciszek wypowie słowo: Rosja

Watykan przeciera oczy. Kiedy Franciszek wypowie słowo: Rosja

14.03.2022
Czyta się kilka minut
Lęk przed oddaniem sprawiedliwości walczącym i poległym już nie tylko dziwi, ale oburza. Watykan słyszy tę krytykę i widzi, że upada mit bezkompromisowego papieża, którego stać na wielkie gesty.
Ukraińskie flagi na placu św. Piotra podczas niedzielnej modlitwy Anioł Pański, 13 marca 2022 r. Fot. AP/Associated Press/East News
S

Słowa mają znaczenie – mówi kard. Pietro Paroline, papieski sekretarz stanu, w udzielonym w sobotę wywiadzie dla watykańskich mediów. Przyznaje, że „nazywanie tego, co się dzieje w Ukrainie, operacją militarną, byłoby nieuznawaniem realności faktów”. „Proszę was, w imię Boga, o powstrzymanie tej masakry” - nawoływał papież Franciszek w czasie niedzielnej modlitwy Anioł Pański.

Dobrze, że papież i jego dyplomacja wreszcie nazwali atak na Ukrainę adekwatnym terminem. Bo przez pierwsze dziesięć dni mówili słowami Kremla o „operacji militarnej”.

Gdy pierwsze rosyjskie rakiety spadły na ukraińskie miasta, w gruzach legła też wschodnia polityka Watykanu. Zresztą, nie tylko Watykanu. Wielu przywódców dało się uwieść Putinowi, wiele krajów w dobrych relacjach z Moskwą widziało gwarancję pokoju.

Ale większość już pierwszego dnia potępiła agresję, oskarżając Rosję o państwowy terroryzm i łamanie prawa międzynarodowego. Stolica Apostolska pozostała w gronie nielicznych, które bały się agresję i agresora nazwać po imieniu.


WOJNA NA UKRAINIE – CO MÓWI I ROBI KOŚCIÓŁ? CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPEJCLANYM >>>


Zatrzęsły się też podstawy społecznej nauki Kościoła, która co najmniej od czasu encykliki „Pacem in terris” (1963 r.) mówi dużo o pokoju i wysiłkach, by go utrzymać za wszelką cenę, a mało o sytuacji, gdy go braknie. Zachęca do rozmów, negocjacji, kompromisu, uwzględniania racji wszystkich stron. Na czas wojen – zwłaszcza takich, które zaczynają się od nieuzasadnionej, jednostronnej agresji – rad ma niewiele. Dziś gorączkowo odgrzebuje się stare dyskusje o wojnie obronnej i sprawiedliwej. Oraz próbuje się je godzić z chrześcijańskim, ewangelicznym pacyfizmem.

Pokój jest fundamentalną wartością, podobnie jak ludzkie życie. Ważenie słów nie wynika z bezduszności papieża i jego dyplomatycznych służb, ale z obawy, by nie została zamknięta ostatnia przestrzeń dla rozmów i porozumienia, którą Watykan wciąż próbuje oferować. Słowa są ważne, ale ważniejsze są oczywiście czyny.


Anna Łabuszewska: Putin trafi do piekła – przestrzega grupa duchownych, która wyłamała się z podporządkowanej autokracie Cerkwi prawosławnej.


 

Tyle że znów, gdy wszystko się skończy, moraliści będą dyskutować, czy dla ratowania (hipotetycznego) pokoju, można sprzeniewierzać się (całkiem realnie) prawdzie i sprawiedliwości. A historycy znów będą się spierać, czy milczenie Watykanu było ceną za uratowanie setek ludzkich istnień, czy może za sny o mediacyjnej potędze watykańskiej dyplomacji.

Tymczasem szanse na negocjacje z jej udziałem są niewielkie. W wojnie z zachodem – bo tym faktycznie jest napaść na Ukrainę – zwierzchnik zachodniego Kościoła nie będzie przez Kreml uważany za bezstronnego mediatora. A na Władymira Putina, który gardzi i zasadami, i wartościami, skuteczniejszy wpływ mogą mieć politycy, nawet byli i skompromitowani, ale robiący z nim interesy, jak Gerhard Schroeder.

Dyplomatyczna powściągliwość papieża – który potrafił nie tak dawno publicznie ekskomunikować mafiosów i wytknąć Libii budowę obozów koncentracyjnych – dziwi. Lęk przed nazwaniem rzeczy po imieniu, oddaniem sprawiedliwości walczącym i poległym – oburza. Watykan jest tego świadomy. Słyszy krytykę, widzi, że upada mit bezkompromisowego papieża, którego stać na wielkie gesty (tak, poszedł do rosyjskiej ambasady, ale może powinien polecieć do Kijowa i przez sam ten fakt wymusić wstrzymanie ognia?).


Massimo Faggioli: Wydarzenia ostatnich tygodni potwierdzają słabość Franciszkowego pontyfikatu w dostrzeganiu rosyjskiego zagrożenia.


Dwa dni przed wywiadem kardynała Parolina watykański dziennik „L’Osservatore Romano” opublikował na pierwszej stronie wstrząsające zdjęcia ze zbombardowanego szpitala w Mariupolu, z wymownym tytułem: „Operacja militarna”. Nie była to ironia ani wyraz buntu redakcji wobec zachowawczego stanowiska sekretarza stanu. Publikacja została z nim uzgodniona. Miała być znakiem dla czytelnika, porozumiewawczym mrugnięciem, że dyplomatyczne eufemizmy nie są w stanie przesłonić prawdy. Tyle że autorytetu nie odbuduje się przez mrugnięcia. To za mało.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]