Reklama

Warszawa, Wenecja, Waszyngton

Warszawa, Wenecja, Waszyngton

14.03.2016
Czyta się kilka minut
Walka rządu z Trybunałem
 Konstytucyjnym może wywołać ostrą reakcję USA – pisze Radosław Korzycki.
W Polsce trwają protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego: 13 marca pod hasłem "Gdzie jest prezydent dialogu?" pikietowano w Krakowie. / Fot. Fot. Jan Graczynski / East News
W

W miniony piątek Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo, zwana potocznie Komisją Wenecką, ogłosiła werdykt w sprawie dokonywanych przez PiS zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Przecieki na temat tego, jaką opinię wydadzą zasiadający w niej prawnicy, pojawiły się jeszcze w lutym. Ostateczna wersja nie pozostawia wątpliwości: Komisja w całości zakwestionowała uchwaloną przez Sejm tzw. ustawę naprawczą i uznała, że dobrze się stało, iż kwestią jej konstytucyjności zajął się Trybunał. Rząd Beaty Szydło nabrał wody w usta i odesłał werdykt do parlamentu. Jednocześnie odmówił publikacji wyroku TK w sprawie tej ustawy. Obie te kwestie zbliżają Polskę do kolizji z jej najważniejszym sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi. W minionym tygodniu rzecznik sekretarza stanu USA John Kirby – po raz pierwszy oficjalnie, w imieniu amerykańskiego rządu – oznajmił, że jest zaniepokojony sytuacją w Polsce.

Politycy w Waszyngtonie stracili nerwy z prozaicznego powodu. Podczas zakulisowych rozmów minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski obiecał im, że zastosuje się do tego, co orzeknie Komisja Wenecka (on sam zresztą, za radą wiceministra Aleksandra Stępkowskiego, zaprosił jej członków do Warszawy). Amerykańska dyplomacja jest dyskretna i delikatna – ale nie wtedy, kiedy łamie się dane słowo. Już wcześniej nasz kraj odwiedziło dwoje specjalnych wysłanników sekretarza stanu Johna Kerry’ego: jego zastępczyni ds. Europy Victoria Nuland oraz b. ambasador w Polsce Daniel Fried. Z przedstawicielami władz rozmawiali o wspólnocie demokratycznych wartości i o tym, aby Polska jej nie opuszczała. Jednak język, którym posługują się amerykańscy dyplomaci, wydaje się ich polskim rozmówcom jakąś wrogą ideologią – nazwaną pogardliwie przez publicystę jednego z prawicowych tygodników „językiem Michnika”. Przy takim podejściu władz w Warszawie o dialog będzie trudno. Amerykanie korzystają z własnych (ustalonych prawie 250 lat temu) definicji demokracji, wolności i praw obywatelskich – redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” nie jest im potrzebny do rewizji tych pojęć. Zakładanie, że Waszyngton ma złą wolę i realizuje interesy jednej tylko strony wewnętrznego sporu w Polsce, jest absurdalne.

Co teraz zrobi Waszyngton? Zastosuje przyjacielską, lecz stanowczą perswazję. Jej zapowiedzią było obniżenie ratingu Polski przez dwie z trzech głównych agencji ratingowych. To właśnie na nie dyskretnie wpływa rząd amerykański, odradzając inwestowanie. W następnej kolejności administracja Baracka Obamy może zacząć zniechęcać konkretne amerykańskie koncerny do prowadzenia biznesu nad Wisłą. To może być wymierna cena, jaką zapłaci Warszawa za zamieszanie wokół TK. W najtrudniejszym położeniu znalazł się chyba Witold Waszczykowski, który Amerykę kocha całym sercem, widząc w niej sojusznika nie tylko najważniejszego, ale też jedynego, na jakim można się w praktyce oprzeć. „Polsko-amerykańskie relacje wychodzą poza sprawy obronności i bezpieczeństwa. Demokratyczne wartości i eksport demokracji do innych społeczeństw jest cechą charakterystyczną naszego sojuszu” – pisał przed miesiącem minister w komentarzu dla „New York Timesa”. Czy to znaczy, że on też mówi „językiem Michnika”? © 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gadał dziad do obrazu....

Najnowszy sondaż: PiS:38%, Nowoczesna:13%, PO:12%, Kukiz'15:9% (marzec 2016,TNS Polska, sondaż opublikowany m.in. na stronie www.polskieradio.pl).

Ludzie chcą mieć "święty spokój", na wszelki wypadek wolą powiedzieć, że są za PiS, nigdy nie wiadomo jak bardzo anonimowe są te badania? Niemniej poparcie rzędu 30% z hakiem dla PiS-u jest faktem (raczej). Niemniej dla USA byłoby dosyć łatwo wywołać ewentualną rewoltę społeczną w Polsce, ale o tym zadecydują już nowe władze w USA, do wyborów nic się nie stanie, potem zależy od tego kto wygra i jakie będzie miał cele. Dziś jeden z kluczowych dni w kampanii prezydenckiej w USA ;P

Moim zdaniem niezależnie od tego, kto wygra wybory w USA, nowy prezydent nie będzie miał cierpliwości do watażków z Polski. Zostawią nas z naszymi własnymi problemami. Dlaczego mieliby zrobić inaczej? Przy takiej dozie złej woli ze strony rządu (szeroko pojętego) nie wiem czym mielibyśmy zachęcać Amerykanów do współpracy bo chyba nie gospodarką? A "zachęcanie" zagrożeniem konfliktem z Rosją to też żadna atrakcja - raczej wymuszenie.

USA to prawdziwe Imperium, mają niewyobrażalną moc oddziaływania i bardzo wiele mechanizmów wymuszenia posłuszeństwa, mają też swoich potężnych wrogów, zatem nie stać ich na "prawdę i demokrację" w każdych okolicznościach. Jeśli w ich układance Polska okaże się nie pasującym puzzlem wezmą odpowiedni młotek (nacisk finansowy, wywołanie jakiej kolorowej rewolucji, szantaż, przekupstwo, przemoc, cokolwiek) i niesforny puzzel docisną tak by pasował. Niewykluczone też niestety, że nas przehandlują, się zobaczy. Niewykluczone też, że i PiS im się spodoba (słowa bez czynów niewiele znaczą, słowami mogą po prostu kminić innych sojuszników wrażliwych na demokrację), bardzo wielu sojuszników USA ma, że tak napiszę "na bakier" z demokracją i nikomu to nie przeszkadza.

Ta władza to zakamuflowana opcja rosyjska. Stad konkretne wrogie posuniecia wobec UE, a retoryczne, głupie i bez znaczenia ataki na Rosje - w moim przekonaniu uzgodnione i pozorowane.

Wcale nie taka zakamuflowana.

wytłumacz mi jak to jest możliwe, że Jarosław Kaczyński, który podejrzewa Rosjan o zlikwidowanie brata bliźniaka jest opcją rosyjską?

Jarosław Kaczyński jest socjopatą, a o zamach smoleński podejrzewa Tuska z Komorowskim. Jego opcja rosyjska polega na wrogości wobec Zachodu, zachodnich wartości kulturowych i Unii Europejskiej, w której pierwsze skrzypce graja Niemcy. Antyniemieckość była znakiem rozpoznawczym ideologii endeckiej, co wiązało się ze stawianiem na Rosję. A co bynajmniej nie oznaczało milosci do Rosji. Myslę, ze te PiS-owskie mumie ideologiczne tak właśnie rozumują.

Tylko głupiec lub skrajny naiwniak może przypuszczać, że Kaczyński rzeczywiście podejrzewa Rosjan o zamach na LK.

To prawda Kaczyński prywatnie nie uważa, że został przeprowadzony zamach powiem więcej chyba nawet Macierewicz w to nie wierzy. To po pierwsze tylko gra na zabetonowanie najtwardszego elektoratu. Po drugie zaś typowe wyparcie swojej winy bowiem Kaczyński prawdopodobnie w głębi duszy zdaje sobie również sprawę, że w jakiś sposób przyczynił się a przynajmniej nie zapobiegł tej tragedii gdzie zginęli jego brat i bratowa oraz kilku jego przyjaciół. Do tego dodać trzeba, że w PiS wszyscy boją się Kaczyńskiego i dlatego mamy ten sen wariata w kwestii tej sprawy.

jednostka bardzo oświecona, w której zwojach mózgowych zachodzą procesy epistemologiczno - ontyczne wskaże, że z dwóch możliwych opcji tj. że zamachu dokonał rosyjski kontroler lotów lub że zamachu dokonał prezydent Komorowski, sprawcą jest ten drugi.

Stawiam na Komorowskiego z Tuskiem przy pomocy rosyjskiego kontrolera lotów z Putinem, którzy posadzili pancerna brzoze i rozpylili sztuczna mgłę. Znam ludzi z wyższym wykształceniem i niegłupich, którzy całkiem poważnie w to wierzą. Sondaze dają tym cynicznym manipulatorom wielkie poparcie społeczne. Ten naród całkowicie już oszalał. Mamy w Polsce jeden z niższych wskaźników czytelnictwa, zato triumfy święcą strony wróżbiarskie i paranormalne.

ciętość pani języka oraz uwzględniając fakt, iż jest pani specjalistka od historiozoficznych dziejów inteligencji polskiej a również to, że skomplikowane procesy myślowe na poziomie molekularnym nie chcą doprowadzać do indukcji powiązań neuronowych w moich płatach czołowych i nie tylko, pozwolę sobie zamilknąć.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]