W Indiach co 16 minut dochodzi do gwałtu

Najludniejszy kraj świata, a wkrótce też trzecia gospodarka globu wciąż szuka sposobu na powstrzymanie fali przemocy wobec kobiet.

15.07.2023

Czyta się kilka minut

Dekadę po brutalnym gwałcie i morderstwie 23-letniej dziewczyny w autobusie nadal wiele kobiet w Indiach boi się jeździć nocą komunikacją miejską. Delhi, 13 grudnia 2022 r.  / MONEY SHARMA / AFP / EAST NEWS
Dekadę po brutalnym gwałcie i morderstwie 23-letniej dziewczyny w autobusie nadal wiele kobiet w Indiach boi się jeździć nocą komunikacją miejską. Delhi, 13 grudnia 2022 r. / MONEY SHARMA / AFP / EAST NEWS

Mieszkanie numer dwadzieścia w Domu Mandali opodal bazy wojskowej w Barrackpore wyglądało na miejsce suto zakrapianej imprezy. Na stole stały jeszcze szklanki z niedopitym alkoholem. Po podłodze walały się puszki po napojach i puste butelki whisky, pobrudzone resztkami jedzenia i zmieszane z rzeczami, które ktoś powyrzucał z szafy.

Zwłoki denatki wisiały w kącie pokoju, na sznurze ukręconym z fragmentu sari, które indyjskie kobiety zakładają na ważne okazje. Obok, na skraju łóżka, leżała kartka. Trzy linijki pisma w alfabecie bengalskim, zadziwiająco starannego jak na kogoś, kto za chwilę targnie się na swoje życie. „Odchodzę ze śladami pobicia. Ktoś za to zapłaci”.

Rzekome samobójstwo

Pradźnadipa Halder, bo tak nazywała się kobieta, miała 37 lat. Pracowała jako lekarka, choć jej największą pasją była publicystyka: pisywała do indyjskich gazet, miała też kanały w mediach społecznościowych, w których poruszała m.in. tematykę zdrowia kobiet i równouprawnienia.

Od kilku lat Pradźnadipa Halder żyła w nieformalnym związku z Koszikiem Makiszirim, lekarzem wojskowym w bazie Barrackpore na przedmieściach Kalkuty. Obecnie – głównym podejrzanym w sprawie jej śmierci, która pod koniec czerwca wstrząsnęła Indiami.

Opinia publiczna żąda dokładnego zbadania okoliczności zgonu, który policja zakwalifikowała jako samobójstwo i zamierzała szybko sprawę zamknąć. W sieci mnożą się pytania o to, co naprawdę zaszło pod numerem dwudziestym wieczorem 23 czerwca. Czy tylko zakrapiana alkoholem kłótnia kochanków z tragicznym finałem? A może – jak twierdzi część indyjskich mediów, powołując się na nieujawnione jeszcze materiały ze śledztwa – Makisziri tamtego wieczora zaprosił do siebie trzech znajomych z Bangladeszu, którzy razem z nim przez kilka godzin gwałcili i maltretowali kobietę, doprowadzając ją aż do samobójstwa?

Jeśli Pradźnadipę Halder faktycznie spotkał taki los, szokujące dla indyjskiej opinii publicznej będzie tylko jedno: że tym razem padło na wykształconą przedstawicielkę klasy średniej.

Zderzenie światów

W roku 2021 – jak podało niedawno indyjskie Narodowe Biuro Danych Kryminalnych – w kraju doszło do ponad 428 tys. aktów przemocy wobec kobiet. Rok wcześniej było ich o 15,3 proc. mniej, ale na przestrzeni dekady przybyło ich aż o 87 proc. Czy to dowód, że dzięki zmianom mentalności indyjskie kobiety coraz częściej zgłaszają policji przestępstwa, które wcześniej, zgodnie z tamtejszą tradycją kulturową, traktowały jak uciążliwą część codzienności? Czy przeciwnie – to transformacja, jakiej doświadczają w ostatnich latach szybko bogacące i modernizujące się Indie, prowadzi do wzrostu agresji wobec kobiet?

Obie hipotezy wydają się trafne, z tą różnicą, że pierwsza odzwierciedla sytuację lepiej wykształconych mieszkanek największych miast, a druga wciąż opisuje codzienność indyjskiej wsi.

Przywołane powyżej dane pokazują także, że do aktów przemocy – od napastowania na ulicy, przez gwałty, aż po tzw. morderstwa honorowe i zabójstwa dla posagu – statystycznie dochodzi dziś najczęściej w stanach Maharasztra, Uttar Pradeś i Radżastan, czyli w tych regionach kraju, które nie tylko należą do najzamożniejszych i najludniejszych, ale doświadczają też szybkiego rozwoju gospodarczego.

To tam ciągną masowo mieszkańcy biedniejszego wiejskiego północnego wschodu Indii, wraz ze swoimi tradycyjnymi wyobrażeniami o kobiecie nie tylko zobowiązanej do posłuszeństwa wobec mężczyzny, ale też zgodnie z hinduistyczną tradycją odpowiedzialnej za jego dobrostan, zdrowie, a nawet powodzenie w kolejnym życiu.

Bez skargi

W badaniu przeprowadzonym w 2016 r. aż 65 proc. indyjskich mężczyzn zgodziło się z opinią, że dla dobra rodziny żona powinna bez skargi znosić akty przemocy ze strony męża. Tyle samo ankietowanych uznało, że kobiecie czasem po prostu należy się lanie. Cztery lata wcześniej w innym ogólnokrajowym badaniu 24 proc. pełnoletnich mężczyzn przyznało, że przynajmniej raz w życiu dopuściło się przemocy wobec kobiety.

Konfrontacja takich wyobrażeń z wielkomiejskimi realiami – oraz ze stylem życia młodego i wyemancypowanego pokolenia Indusek – czasem prowadzi do tragedii. W grudniu 2012 r. opinią publiczną wstrząsnął brutalny gwałt, jakiego na wracającej z kina studentce Dźoti Singh dopuściło się w nocnym autobusie sześciu młodych mężczyzn. Uznali oni, że kobieta bawiąca o tak późnej porze w mieście w towarzystwie młodego mężczyzny najwyraźniej musi szukać przygód.

23-letnia Dźoti Singh zmarła w szpitalu wskutek obrażeń wewnętrznych odniesionych m.in. od metalowego pręta, jakiego oprawcy użyli podczas gwałtu. Jej przyjaciel, pobity do nieprzytomności, został uratowany przez lekarzy.

W stolicy i w wielu innych miastach Indii doszło wtedy do zamieszek, których uczestnicy i uczestniczki domagali się systemowych zmian w traktowaniu aktów przemocy wobec kobiet.

Czterech spośród sprawców gwałtu na Dźoti Singh skazano na karę śmierci (wyroki wykonano w marcu 2020 r.). Wstrząśnięte Bollywood zareagowało serią filmów mających nie tylko uczcić pamięć Dźoti, ale też zmienić stereotypowe wyobrażenia młodych Indusów o relacjach z płcią przeciwną.

Ponad dekadę później można już stwierdzić, że to nadal za mało. Korzenie problemu sięgają głębiej, aż do demografii.

Czerwonym atramentem

Według ostatniego spisu powszechnego z 2011 r. na każdych stu pełnoletnich Indusów przypadały w Indiach 94,3 kobiety (dla porównania: w Polsce w 2019 r. ten sam współczynnik wynosił 107, ale na korzyść kobiet). To pokłosie tradycyjnego przekonania, że posiadanie córki (w języku hindi: larki) wiąże się z perspektywą niemal pewnego zubożenia rodziny po ufundowaniu dziewczynie posagu.

Kolejne rządy Indii robią, co mogą, by zatrzymać plagę aborcji żeńskich płodów i zabijania narodzonych już dziewczynek, co na terenach wiejskich nadal robi się trującymi jagodami lub pestycydami. Od 1996 r. indyjskie prawo zabrania lekarzowi – pod karą utraty prawa wykonywania zawodu – informować rodziców o płci nienarodzonego dziecka, ale przepis ten jest często łamany na wiele pomysłowych sposobów, rzecz jasna nie za darmo. Jednym z powszechnie stosowanych kodów jest wypisywanie przez lekarza kobiecie, która spodziewa się córki, recepty czerwonym atramentem.

Kampania rządowa przynosi jednak pierwsze efekty. Niedawny raport instytutu badawczego Pew Research pokazuje, że w ciągu dekady pomiędzy rokiem 2010 a 2020 parytet płci nowo narodzonych dzieci zaczął w Indiach wracać do stanu populacyjnej równowagi, który zdaniem demografów oscyluje na poziomie 105 chłopców na każde 100 dziewczynek. O ile w 2010 r. dysproporcja na korzyść chłopców osiągnęła w Indiach apogeum (111,2 chłopców na 100 dziewczynek), o tyle w ciągu dekady zmalała do 108,1.

Demografia oraz polityka

Analiza krzywej pokazującej proporcje między płciami nowo narodzonych dzieci w Indiach to zarazem dobra lekcja indyjskiej historii. Aż do początku lat 70. XX w. parytet ten oscylował na wspomnianym poziomie 105 chłopców na każde 100 dziewczynek. Był to również czas, kiedy Indie dostrzegły już zagrażającą im bombę demograficzną, a politycy cytowali słynny apel premiera Jawaharlala Nehru, który przekonywał rodaków, że wielkie i nowoczesne Indie mogą też oznaczać kraj liczący tylko 400 mln mieszkańców.

Problem w tym, że u progu lat 70. mieszkańców było już 557,5 mln, a dziesięć lat później populacja Indii otarła się o próg 700 mln mieszkańców, do tego bardzo młodych.

„Bomba” wybuchła, mimo że władze w New Delhi postulaty rewolucji obyczajowej lat 60. uczyniły de facto filarem swojej polityki socjalnej. W 1971 r. Indie zalegalizowały aborcję. Rok wcześniej ruszył program badań prenatalnych, a na początku 1980 r. w placówkach medycznych pojawiły się pierwsze aparaty USG.

Indyjska demografia z ilości miała się przestawić na jakość – rosnąć miała nie tyle liczebność populacji, lecz długość i standard życia. W międzyczasie, w trakcie stanu wyjątkowego, w kraju ruszył program dobrowolnej sterylizacji mężczyzn, który okazał się jednak tragiczną parodią towarzyszących mu początkowo założeń. Władze kusiły ochotników pieniędzmi i atrakcyjnymi nagrodami (jak radia tranzystorowe). Po latach okazało się, że z około 7 mln mężczyzn poddanych w tamtym okresie zabiegowi wazektomii spory odsetek stanowili biedacy i bezdomni, których policja i wojsko zwoziły do szpitali siłą.

***

Dziś awans na pierwsze miejsce listy najludniejszych krajów świata, jakiego doświadczyły w tym roku Indie, z punktu widzenia władz jest bardziej atutem niż problemem. Szybki przyrost naturalny napędza konsumpcję wewnętrzną i dostarcza krajowi taniej siły roboczej.

Z populacją liczącą już blisko półtora miliarda ludzi Indie pozostają jednak nadal chorym człowiekiem Azji. Dane z ostatniego spisu powszechnego pokazują to niezbicie: na 100 indyjskich chłopców w wieku do 15. roku życia przypadały niespełna 92 dziewczynki. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami ekonomicznymi tzw. Zachodu i Azji oraz wpływem globalizacji na życie… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Larki znaczy przekleństwo