Urna i zupa

W nadchodzących wyborach parlamentarnych zagłosuje najprawdopodobniej około 6-10 tysięcy bezdomnych.

30.09.2019

Czyta się kilka minut

 / ANDRZEJ GRYGIEL / PAP
/ ANDRZEJ GRYGIEL / PAP

Choć wcześniej rwał mu się film, tamten niedzielny wieczór pamięta ze szczegółami. Do sali, w której leżał pod kroplówką, wszedł sanitariusz. Zapalił światło i jasność uderzyła w źrenice z taką siłą, że przez chwilę czuł, jakby miało mu od tego rozsadzić czaszkę. Z trudem skleił słowa sanitariusza w pytanie: „Czy któryś z was chce zagłosować?”.

– I rzeczywiście, zapakowali mnie i jeszcze kilku innych do taksówek. Razem z nami sanitariuszy, żebyśmy nie dali nogi w miasto, i wyruszyliśmy do komisji wyborczej – uśmiecha się Marek Mentrak. – To był rok 2001. Wygrał wtedy SLD, ale do parlamentu weszli też ludzie Leppera i Liga Polskich Rodzin. Myśmy sobie dorabiali przy tamtej kampanii rozklejając po mieście plakaty Giertycha. Przeczytałem wtedy program LPR i powiedziałem sobie, że tym razem pójdę zagłosować, bo mam wreszcie na kogo. Jestem, proszę pana, z rodziny głęboko religijnej. Po stronie mojej mamusi mieliśmy nawet biskupa Czesława Sokołowskiego, ordynariusza siedleckiego. No więc wyznam panu, że bardzo śmiesznie było jechać do tej komisji wyborczej prościuteńko z izby wytrzeźwień. A jednocześnie potwornie smutno. Bo w takich chwilach do człowieka dociera, jak nisko upadł.

Podobny smutek Marek Mentrak czuł – jak twierdzi – już kilka lat wcześniej, kiedy odebrał duplikat zgubionego dowodu osobistego.

– W urzędzie nie wpisali mi adresu zameldowania. Bo co mieli napisać: Dworzec Centralny?

Rozczarowani

Towarzystwo Pomocy im. Brata Alberta przeprowadziło w zeszłym roku badanie aktywności wyborczej osób bezdomnych. W ankiecie udział wzięło 300 podopiecznych towarzystwa z Gdańska i Wrocławia. Pytano ich o głosowanie w wyborach samorządowych oraz do europarlamentu w 2014 r., a także o późniejsze o rok wybory parlamentarne i prezydenckie. W tych ostatnich udział wzięło 25 proc. respondentów, a w parlamentarnych 22 proc. Zauważalnie niższą frekwencję odnotowano natomiast podczas wyborów samorządowych i do Parlamentu Europejskiego, w których zagłosowało w 2014 r. odpowiednio 15 i 14 proc. ankietowanych.

Przy takim układzie odpowiedzi druga część badania siłą rzeczy skoncentrowała się nie na preferencjach politycznych, lecz na przyczynach wyborczej absencji oraz aktywności obywatelskiej przed wejściem w kryzys bezdomności. Tu aż 37 proc. ankietowanych twierdziło, że nie poszło do urn, bo nie dostrzegali żadnego wpływu polityki na swoje życie codzienne. 23 proc. deklarowało też brak zaufania do klasy politycznej. Na przeszkody natury formalnej – jak zgubiony dokument tożsamości – lub problemy zdrowotne skarżyło się po 12-13 proc. badanych bezdomnych. Na brak dostatecznej wiedzy na temat procedury głosowania, praw wyborczych czy programu poszczególnych partii wskazywał natomiast zaledwie co dziesiąty ankietowany – co nie dziwi zwłaszcza w kontekście deklaracji aż 43 proc. respondentów o systematycznym lub częstym uczestniczeniu w wyborach w okresie przed utratą stałego miejsca zamieszkania.

Skala aktywności politycznej i zainteresowania sprawami publicznymi jest więc wśród osób bezdomnych zauważalnie mniejsza niż w całym społeczeństwie, ale z pewnością nie pozwala postawić znaku równości pomiędzy kryzysem bezdomności i pełną apatią polityczną. Przeciwnie: w ocenach polskiej polityki osoby bezdomne dochodziły właściwie do tych samych wniosków, co reszta Polaków, deklarujących rosnące znużenie polityką.

Autor badania dr Paweł Jaskulski we wnioskach końcowych podkreśla, że mimo niewielkiej próby badawczej wyniki ankiety można uznać za reprezentatywne. Wśród jej uczestników dominowali (85 proc.) mężczyźni oraz osoby powyżej 50. roku życia (60 proc.), co pokrywało się mniej więcej z proporcjami występującymi w ogólnopolskiej grupie osób w kryzysie bezdomności.

Rozkład standardowy

Dokładniejszych danych zresztą brak. Pracownik biura prasowego Państwowej Komisji Wyborczej przez dłuższą chwilę zastanawia się nad możliwością wydobycia informacji o liczbie głosów oddanych przez bezdomnych ze statystyk PKW, w końcu jednak kapituluje.

– Proszę o to pytać poszczególne gminy, one powinny mieć informacje o liczbie osób dopisanych do list wyborczych i może z tego da się wyczytać to, o co pan pyta. Ale czy ktoś w Polsce w ogóle sprawdza, ilu mamy bezdomnych? – dodaje.

Adriana Porowska, dyrektorka Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej w Warszawie: – W lutym odbyło się kolejne ogólnopolskie badanie liczby bezdomnych. Wynik? 30 330 osób, czyli o ponad 3 tysiące osób mniej niż wcześniej. Badanie powtarza się co dwa lata. Problem w tym, że metodologia zmienia się praktycznie za każdym razem i wyników nie da się porównywać. Ostatnio nie uwzględniono np. bezdomnych zamieszkujących altanki działkowe. Moim zdaniem bezdomnych w Polsce jest więcej, być może nawet około 50 tysięcy.

Skala zainteresowania polityką wśród bezdomnych również wydaje się mocno niedoszacowana.

– W naszym ośrodku panowie przy papierosie toczą ostre spory światopoglądowe. Rozkład sympatii politycznych pokrywa się z tym, który obserwujemy w skali kraju. Są wśród nich i zdeklarowani zwolennicy PiS-u, i jego zaciekli przeciwnicy głosujący zawsze na Platformę. Mamy lewaków i konserwatystów w kwestiach obyczajowych. Zresztą dlaczego miałoby być inaczej? Bezdomność to tylko status mieszkaniowy.


Czytaj także: Ta ławka jest wspólna - rozmowa z Piotrem Żyłką, współzałożycielem "Zupy na Plantach"


Poza tym – jak podkreśla Porowska – nawet sytuacja bytowa nie zawsze znajduje proste odzwierciedlenie w poglądach politycznych bezdomnych. Wśród podopiecznych ośrodka trafił się kiedyś nawet eks-specjalista od informatyki z kredytem we frankach, którego nie był w stanie spłacać wskutek problemów zdrowotnych i w rezultacie został eksmitowany z mieszkania. W sporach światopoglądowych w schronisku konsekwentnie brał jednak stronę Janusza Korwina-Mikkego.

Niech się o nas zatroszczy

Marek Mentrak: – Wywodzę się z rodziny o tradycjach patriotycznych. Dziadek walczył u Hallera, ja za komuny byłem więźniem sumienia. Fatalny zbieg okoliczności sprawił, że w nowej Polsce przez 25 lat, z krótkimi przerwami, żyłem na ulicy, głównie na Dworcu Centralnym. Było nas tam początkowo szesnastu. Czternastu już nie żyje. Mnie się udało. Czekam właśnie na mieszkanie od miasta. Ale nie będę teraz udawać twardziela, bo różnie bywało. Zimą czasem podkradałem karmę ptakom, żeby uśmierzyć głód. Pragnienie gasiłem liżąc sople lodu. Ale nawet po tym wszystkim nigdy nie zagłosuję na lewicę. W tych wyborach poprę PiS, bo to partia, która jako pierwsza naprawdę interesuje się losem zwykłych Polaków. A zarazem nie lewicowa światopoglądowo, tylko bliska wartościom typowo polskim, czyli rodzinie, tradycji i patriotyzmowi.

Tomasz Laskowski: – Byłem bezdomny przez 10 lat. Głosowałem jeszcze w wyborach, w których Wałęsa ubiegał się o reelekcję. Potem było już coraz więcej alkoholu. I coraz więcej problemów, których nie potrafiłem rozwiązać, uciekałem więc w pijaństwo, co naturalnie jedynie mnożyło kłopoty. Zaczęło brakować pieniędzy. Nachodził nas komornik. Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że jedyne, co mogę jeszcze zrobić dla moich bliskich, to zabrać im sprzed oczu całe to moje nieszczęście. Wyprowadziłem się na ulicę. Przez kilka lat wałęsałem się po Mazurach. Potem jakiś dobry człowiek dał mi pieniądze, żebym przyjechał do Warszawy, gdzie miał mi załatwić pracę i dach nad głową. Przechlałem je od razu, ale w końcu jakoś dotarłem do stolicy. I już zostałem.

Dziś Tomasz Laskowski znów ma dach nad głową. Przestał pić, znalazł pracę. Odzyskał również, jak mówi, kontakt z dziećmi, nawiązał ponownie stare znajomości, a z byłą żoną udało mu się ułożyć w miarę przyjazne relacje. W poprzednich wyborach samorządowych, jeszcze jako lokator ośrodka dla bezdomnych, próbował nawet zdobyć mandat stołecznego radnego z list lewicy.

– Moim zdaniem sympatie polityczne bezdomnych widać najwyraźniej w jadłodajniach. Ludzie siedzą ­przy stole, odpoczywają, brzuch się syci i zaczynają się kleić rozmowy – zapewnia. – ­Zauważyłem, że ostatnio uwaga koncentruje się na 500 plus. Co tu dużo mówić, jest nadzieja, że jeśli dla kilku milionów ludzi znalazło się po pięć stów miesięcznie, to może znajdzie się też dla kilkudziesięciu tysięcy bezdomnych.

Gdyby na podstawie własnych doświadczeń i rozmów ze znajomymi Tomasz Laskowski miał naszkicować mapę politycznych sympatii przeciętnego polskiego bezdomnego, wyszedłby mu obraz bliski poglądom typowego wyborcy PiS: oczekującego od państwa silnej ręki wobec innych i zarazem troski wobec siebie samego.

– Pamiętam żal, jaki czułem, kiedy wylądowałem na ulicy. Częściowo do siebie, ale też do najbliższych znajomych, do różnych instytucji. Miałem pretensje o to, że nikt w porę nie zareagował i nie zatrzymał mojego upadku. Myślę, że wielu bezdomnych czuje podobnie. Dlatego instynktownie lgną do silnego państwa, nawet jeśli na co dzień kontakty z policjantami, strażą miejską, lekarzem pogotowia czy innym przedstawicielem tego państwa przynoszą im więcej problemów niż pożytku.

Robert Wilk: – Chyba ze sześć lat już mija, jak jestem na ulicy. Już mi się to miesza. Tak jak każdy, trochę się zaczepię w schronisku, trochę pomieszkam gdzieś na boku. Ostatniej zimy przygarnęły mnie na przykład siostry zakonne w Łagiewnikach. Ale latem wolę siedzieć na powietrzu. Nie trzeba nikogo słuchać, można się czuć na tej ławce na Plantach jak u siebie. Jakiś radny mówił niedawno, żeby nas z centrum Krakowa powyrzucać, bo śmierdzimy i straszymy turystów. Jak pan to będzie pisać, proszę koniecznie zaznaczyć, że ja bym się chętnie kąpał codziennie i prał ubranie, jak się tylko zabrudzi. Ale nie mam gdzie. Może by tak radny się tym zajął, zamiast wyrzucać mnie i innych za miasto?

Zobojętniali

Osiedle Podwawelskie w Krakowie. Niedokończony i opuszczony budynek na tyłach jednego z tamtejszych hoteli oddziela od ulicy siatka zarośnięta zdziczałym żywopłotem. Parter budowli widać jedynie przez szpary w listowiu: w otworach na okna stoją puste plastikowe butelki i suszy się ręcznik. Opodal, przy wejściu do klatki schodowej, ktoś postawił stary grill. W końcu udaje się znaleźć dziurę w ogrodzeniu, która dzikim lokatorom budynku służy za bramę. Przy schodach leży zabrudzony materac.

– Dzień dobry. Jest tam kto? – powitanie odbija się od ścian i dopiero po chwili dostrzegam brodatą twarz, która przygląda mi się nieufnie z otworu okiennego na pierwszym piętrze. – Przyszedłem porozmawiać. Zejdzie pan do mnie na chwilę?

Twarz znika w głębi budynku. Ponawiam jeszcze kilka razy prośby o rozmowę, ale na parterze nie pojawia się nikt.

– Piętnaście lat temu pewnie zachowałbym się w identyczny sposób – przerywa mi Marek Mentrak, kiedy opowiadam mu tę przygodę. – Niczego by się pan ode mnie nie dowiedział, nie chciałoby mi się tracić cennej energii na gadanie z obcym. Zwłaszcza o czymś tak odległym od codzienności jak polityka. Albo byłbym po prostu napity i by mnie pan nawet nie dobudził.

Ostra faza bezdomności, czasem połączona z długim ciągiem alkoholowym. U niektórych także okres zaostrzenia się objawów choroby psychicznej, która pchnęła ich w kryzys bezdomności. Czas zobojętnienia – jak mówią ci, którzy przez nią przeszli.

Tomasz Laskowski: – Człowiek buduje sobie wtedy mur, żeby się za nim schować przed resztą społeczeństwa. Bo przechodniom śmierdzisz. Nawet dzieci zaczynają zwracać się do ciebie lekceważąco po imieniu. A jak wejdziesz do sklepu, od razu gonią, chociaż przyszedłeś z pieniędzmi kupić coś do jedzenia. Po pewnym czasie można nawet poczuć się za tym murem tak zwyczajnie, że nie oczekuje się już pomocy. Ja na przykład miałem swoje drzewo nad rzeką. To był mój dom, o który dbałem, sprzątałem i starałem się urządzić jak najładniej.

– Wiedziałem oczywiście, kto rządzi, a kto jest w opozycji. Jak miałem epizod trzeźwości, czytałem nawet gazety, żeby się dowiedzieć, co słychać na świecie – wspomina Marek Mentrak. – Ale przez myśl mi nie przeszło, żeby iść na głosowanie, mimo że miałem dowód. Wybory w Polsce są najczęściej jesienią, wtedy z reguły bywa już zimno. Gdyby na przykład w każdym mieście była choć jedna komisja wyborcza, gdzie dawaliby się napić czegoś ciepłego, nawet cienkiej zupy, ludzie by szli zagłosować. Ale nikt nie myśli o tym, żeby pomóc w ten sposób skorzystać z prawa wyborczego. Bo to by była przecież pomoc, nie zachęta ani przekupstwo.

Tomasz Laskowski również uważa, że bezdomnych trzeba wszelkimi dostępnymi metodami utrzymywać przy aktywności obywatelskiej. To jedna z najskuteczniejszych metod wyciągania z bezdomności.

– Ja na przykład mam teraz wielki głód działania – zapewnia. – Chcę nadrobić stracone lata. Poza tym wiem, jak pomóc takim jak ja sam sprzed kilku lat. Wiem, jak otworzyć ludzi, których znajdujemy na ulicy, tych po drugiej stronie muru, i przekonać, żeby przyjęli wyciągniętą rękę.

Marek Mentrak: – Nie jestem aż tak naiwny, żeby myśleć, że jakiś polityk serio uwzględni garstkę bezdomnych w swoich planach. To zresztą bardzo trudne, bo bezdomni nie tworzą wspólnoty, nie ma nawet wśród nich solidarności. Łączy ich tylko skrajny pragmatyzm. W tym świecie liczy się konkret: miejsce do snu na najbliższą noc, kilka złotych, ciepły posiłek.

Jest jednak coś – mówią obaj mężczyźni – czym można by porwać serca większości, jeśli nie wszystkich bezdomnych w Polsce.

– Przychodnia lub szpital dla ludzi żyjących na ulicy. Wystarczy po jednej małej placówce w każdym dużym mieście i tych kilkanaście tysięcy głosów ma pan w garści – uśmiecha się Tomasz Laskowski. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami ekonomicznymi tzw. Zachodu i Azji oraz wpływem globalizacji na życie… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2019