Umieranie w majestacie prawa

„Ta ustawa pachnie śmiercią” – tak w minionym tygodniu komentowali zaostrzenie prawa aborcyjnego cieszący się międzynarodowym autorytetem ginekolodzy-położnicy.
Czyta się kilka minut
„Ani jednej wiecej!” - marsz dla Izy, Warszawa, 6 listopada 2021 r. / / fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER
„Ani jednej wiecej!” - marsz dla Izy, Warszawa, 6 listopada 2021 r. / / fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER

Śmierć pani Izabeli, ciężarnej 30-latki z Pszczyny, to pierwszy przypadek poświęcenia życia matki w imię „ratowania” życia płodu.

Nie mamy wglądu w dokumentację medyczną ciężarnej. Wiele możemy wywnioskować z faktów przedstawionych przez jej matkę. Pani Izabela wiedziała, że jej ciąża nie rozwija się prawidłowo. Badania prenatalne (wykonane między 11. a 13. tygodniem ciąży) wykazały duże prawdopodobieństwo wystąpienia u płodu zespołu Downa i poważnych wad kardiologicznych (najprawdopodobniej letalnych, z powodu których dziecko umiera zaraz po urodzeniu). Mając tego świadomość, kobieta nie zdecydowała się (jak 34 tys. Polek w 2020 r.) na terminację ciąży umożliwianą przez organizacje pro choice. Postanowiła urodzić chore dziecko. W 22. tygodniu ciąży odpłynął płyn owodniowy. To naturalny proces – organizm „zorientował się”, że nosi uszkodzony płód, postanowił go usunąć. SMS-y wysyłane przez panią Izabelę do matki i opowieść innej pacjentki hospitalizowanej w pszczyńskim szpitalu, brzmią jak świadectwo z sali więziennej – nie szpitalnej.

Temperatura ciała pani Izabeli rosła (w krytycznym momencie sięgając prawie 40 stopni), zaczęły się dreszcze. Kobieta wymiotowała, odchodzące wody przybrały zielony kolor (świadectwo rozwijającej się sepsy). Pani Izabela napisała do matki: „Tragedia. Moje życie zagrożone”. W kolejnych wiadomościach informowała, że „dzięki ustawie aborcyjnej” lekarze muszą czekać, aż serce płodu samoczynnie przestanie bić. Dlatego ginekolog-położnik nie zdecydował się – o czym mówią rekomendacje medyczne – na indukcję porodu, czyli podanie leków wywołujących skurcze i późniejsze wyczyszczenie jamy macicy.

Płód określany jest w medycynie „życiem zależnym”. Lekarze mówią, że w pierwszej kolejności liczy się życie, które „już jest”, czyli matki. Zdarza się, że płód obciążony ciężkimi wadami wrodzonymi może spowodować zagrożenie życia ciężarnej. Np. poród naturalny dziecka bez czaszki doprowadza niekiedy do uszkodzenia kanału rodnego i krwotoku. Cięcie cesarskie nie jest prostym rozwiązaniem – to nie „zabieg”, lecz poważna operacja, której komplikacje mogę utrudnić ponowne zajście w ciążę. Decyzję o kontynuowaniu bądź terminacji ciąży wiążącej się z zagrożeniem życia kobiety, powinna podejmować więc jedynie ona sama.


CZYTAJ TAKŻE: Jestem za życiem. Czy PiS też?


Ginekolodzy-położnicy pracujący w szpitalach o trzecim, najwyższym stopniu referencyjności prawie codziennie stają przed skrajnie trudnymi dylematami. Ratują życie matki, ale nie mogą uratować życia dziecka. Wiedzą, że kobieta urodzi zdrowe dziecko, ale sama może umrzeć w wyniku krwotoku spowodowanego odklejeniem łożyska. W dużych miastach lekarze mają świadomość swoich kompetencji i podejmują trudne z medycznego punktu widzenia decyzje. W mniejszych ośrodkach medycznych mogą powtarzać się sytuacje analogiczne do tej z pszczyńskiego szpitala. Zamiast kierować się rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, personel medyczny będzie kierować się strachem.

W Sejmie złożono już projekt przepisów o całkowitym zakazie aborcji. Ta ustawa nie ocali ani jednego życia poczętego (kobiety wiedzą, jak dokonać bezpiecznej aborcji zagranicą). Zaprowadzi jedynie większy lęk w środowisku lekarzy i przyczyni się do zwiększenia odsetka śmierci ciężarnych.

Sytuacja demograficzna w Polsce pierwszy raz przypomina tę po II wojnie światowej – nigdy nie rodziło się tak mało dzieci. W ciążę zachodzą kobiety coraz starsze. Hasło: „Martwe rodzić nie będziemy” wybrzmiewa podczas demonstracji przeciwniczek zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Polki z lęku nie decydują się na macierzyństwo.


CZYTAJ TAKŻE: Prawdziwe ofiary gier aborcją. Na świat przyjdzie więcej chorych niemowląt, których wady można było zoperować w łonie matki. I więcej z nich umrze.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2021