Tylko kotów żal

Jeśli ktoś tęskni za światem sprzed pandemii, to za sprawą „Króla tygrysów” może poczuć wątpliwości, czy jest za czym.

04.05.2020

Czyta się kilka minut

Kadr z serialu „Król tygrysów” / NETFLIX
Kadr z serialu „Król tygrysów” / NETFLIX

Ten serial jest jak jarmarczny gabinet luster, w którym odbijają się najpaskudniejsze choroby tzw. starych dobrych czasów. Ameryka i główny bohater, a jest nim charyzmatyczny hodowca wielkich kotów, odsiadujący właśnie wyrok za zlecenie zabójstwa i znęcanie się nad zwierzętami, stanowią tu jedynie soczewkę skupiającą. Sama zaś produkcja Netfliksa, obwołana „najpopularniejszym serialem dokumentalnym w historii ludzkości”, doskonale wpisuje się w to, co krytykuje, czyli dzisiejszą kulturę spektaklu. Bądź co bądź my też jesteśmy jego częścią. Bo czy coś sprzedaje się w mediach lepiej niż seks, przemoc i kotki?

Gdyby najpierw nakręcono serial fabularny o człowieku przedstawiającym się jako Joe Exotic, mało kto by w tę historię do końca uwierzył, nawet jeśli śledził na bieżąco internetowe reality show z jego udziałem. Również charakteryzatorom i odtwórcy głównej roli zarzucalibyśmy przerysowanie. Podstarzały gej z bujnym wąsem i blond plerezą, ogorzały kowboj z Oklahomy, wielbiciel broni palnej, wytatuowany showman, poligamista i rzutki właściciel ogrodu zoologicznego z prawie dwiema setkami tygrysów i panter – toż to postać dużo większa niż życie.

Naprzeciw niego staje Carole Baskin – nawiedzona i wspierana przez PETA obrończyni praw zwierząt, o której mówi się, że zamordowała męża milionera, a następnie nakarmiła nim swych pręgowanych pupili. Drugi plan stanowi nie mniej osobliwa ludzka menażeria: szemrani wspólnicy, wrogowie i kochankowie Joego, trwale okaleczeni pracownicy zoo, wyliniali bogacze wabiący dziewczyny do hotelu za pomocą słodkich tygrysiątek… Nawet kiedy w kadrze pojawia się osoba spoza tego kręgu – szacowna pani prokurator, dziennikarz czy funkcjonariusz FBI – wygląda niczym przebieraniec. Czy ktoś tu w ogóle jest prawdziwy?

Wszechobecność kamer, tych przemysłowych i tych „rozrywkowych”, które w mediach społecznościowych nakręcały zainteresowanie egzotycznym parkiem, zapewnia twórcom serialu materiał dowodowy, choć co i raz każe kwestionować jego wiarygodność. Zwłaszcza że główne postacie są obecnie gwiazdami internetu i generatorami memów, czym przechwalają się w odcinku specjalnym, dokręconym zdalnie już w trakcie pandemii. Wszyscy też w jakimś stopniu zawdzięczają swoją sławę Exoticowi – jedynemu, jak na ironię, który nie może dziś w pełni spieniężyć swej popularności.

„Nikt na tym nie skorzystał, a najwięcej straciły zwierzęta” – wzdychają rozmówcy komentując główny konflikt, czyli morderczą batalię sądową o przejęcie prywatnego zoo. Trudno oprzeć się wrażeniu, że lwia ich część wylewa przed kamerą krokodyle łzy. Oglądając „Króla tygrysów” ma się wrażenie uczestnictwa w starożytnych igrzyskach, tyle że kciuk w górę lub w dół zastąpił wirtualny przycisk „lubię to”/„nie lubię”. A prawdziwymi drapieżnikami nie są zamknięci w klatkach smutni kuzyni naszych domowych futrzaków, lecz przedstawiciele naszego gatunku.

Nie tylko bowiem Joe Exotic odkrył, że wszystko – i ekologiczną świadomość, i miłość do czworonogów – można łatwo przeliczyć: na slipy w cętki lub prążki sprzedawane w sklepie z pamiątkami, na pizzerię z widokiem na klatkę albo tygrysi show w centrum handlowym. Wykorzystywanie zwierząt, kiedy są małe i rozkoszne, oraz pozbywanie się ich, kiedy stają się duże i groźne, po cichu urasta do wymiaru symbolicznego. Ukazuje w całej jaskrawości nasze podejście nie tylko do braci mniejszych. Gdyby chcieć oznaczyć tę opowieść jednym hasztagiem, byłoby to #użycie.

W amerykańskim dokumencie dominuje perspektywa antropocentryczna. Jeden z odcinków stanowi istny magiel erotyczny z udziałem Joego i jego partnerów, kolejny wypełnia kryminalna afera wokół zamachu na wspomnianą już Baskin – aktywistkę zwalczającą handel egzotycznymi kotami i zarazem biznesową konkurentkę, która przyczyniła się do finansowego upadku „króla tygrysów”. Jeśli mowa o eksploatacji, jakiej dopuszczał się tytułowy bohater czy jemu podobni, dotyczy ona również pracujących z nimi ludzi, poddawanych praniu mózgów, częstowanych narkotykami, oszukiwanych w imię szlachetnej misji ratowania ginących gatunków.

Największy cyrk, ale jakby znany już skądinąd, rozpoczyna się wtedy, gdy Joe Exotic, widząc swoją przeciwniczkę śmiało lobbującą w Kongresie, decyduje się sam wstąpić do polityki – najpierw jako kandydat na prezydenta, później na gubernatora Oklahomy. Lecz choć konserwatywny elektorat posiada dziwną skłonność do głosowania na niewiarygodnych i nieodpowiedzialnych klaunów, tym razem się nie udało. Dziś, po sukcesie serialu, szanse Joego byłyby znacznie większe.

I tylko kotów żal – chciałoby się skonstatować podczas tych filmowo ekscytujących, acz w gruncie rzeczy żałosnych zapasów. Trudno też o satysfakcję, gdy ogląda się upadek „króla”, który resztę życia spędzi za kratkami, czyli z grubsza tam, gdzie trzymał przez lata swych rzekomo najlepszych przyjaciół. Serial o hodowcy tygrysów, który stał się celebrytą, pokazuje wszak wierzchołek góry lodowej. Jak się dowiadujemy z napisów końcowych, w USA w prywatnych rękach może przebywać do dziesięciu tysięcy wielkich kotów. Czy oglądany masowo dokument Netfliksa jest w stanie uwrażliwić na przedstawione w nim problemy? Opowieść o Josephie Allenie Maldonado-Passage’u, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko kontrowersyjnego biznesmena, bardziej sprowadza się do sensacyjnego dylematu „winny czy wrobiony” niż do refleksji nad naszym stosunkiem do natury.

Ktoś powie: nie czas żałować tygrysów, kiedy umierają ludzie. Ale gdy wpatrzeć się głębiej w serialowe atrakcje, wyłania się spod nich karykaturalnie narcystyczna twarz współczesnego homo sapiens. Jeszcze niedawno uważał się za koronę stworzenia, podporządkowując wszystko i wszystkich łatwemu zyskowi, świętemu prawu własności czy medialnej wrzawie. Dzisiaj siedzi w klatce, a korona trochę mu się przekrzywiła. ©

KRÓL TYGRYSÓW (Tiger King: Murder, Mayhem and Madness) – reż. Rebecca Chaiklin, Eric Goode. Prod. USA 2020. Dostępny na Netfliksie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do magazynów „EKRANy” i „Kino”, jest felietonistką magazynu psychologicznego „Charaktery”. Współautorka takich publikacji, jak „Panorama kina najnowszego”, „Szukając von Triera”, „Encyklopedia kina”, „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2020