Reklama

Trzecia droga

Trzecia droga

06.02.2005
Czyta się kilka minut
Moje zainteresowanie polemiką Ireneusza Cieślika z bp. Stefanem Cichym nie wynika jedynie z zawodowego obowiązku redaktorskiej opieki nad transmisją Mszy św. w TVP, także z osobistych refleksji na temat styku Kościoła i mediów. Biorąc pod uwagę wypowiedzi obu Autorów, jestem orędownikiem “trzeciej drogi". Bliskie jest mi doświadczenie Cieślika, który broni czegoś, co dla wielu najcenniejsze, a co - jak się wydaje niektórym - powszednieje przez przekaz telewizyjny. Nikt nie zaprzeczy, że “oglądanie relacji z celebracji liturgicznych może powodować postępujące stępienie wrażliwości na graniczącą z profanacją nieprzyzwoitość, jaką jest ich powszechne udostępnianie". Oczywiście, nie musi - ale może. Czy zatem zrezygnować z transmisji Mszy św. w telewizji? Co niedzielę rano zasiada przed ekranem czasem nawet ponad pół miliona widzów. To nie mało; z pewnością można mówić o zapotrzebowaniu społecznym. Tylko czy - jako Kościół - właściwie zaspokajamy owo zapotrzebowanie?
B

Bp Cichy przypomina, że Kościół nie gani transmisji liturgii, a nawet udziela (Kościół) w tym względzie wielu wskazówek. Nie ulega też wątpliwości, że “Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście wypełnić obowiązku niedzielnego (…). Dla tych jednak, którzy z różnych przyczyn nie mogą uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego, transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc". Czy jednak często nie zdarza się, że Mszę św. oglądają również zdrowi, którzy zbyt łatwo sami się z obowiązku zwalniają - nie widząc potem potrzeby rzeczywistego udziału w zgromadzeniu braci? Bałbym się zmiany treści jednego z przykazań kościelnych z “W niedzielę i święta uczestniczyć we Mszy" na “oglądać Mszę św.".

Podobnie jak Cieślik jestem zauroczony liturgią i może zbyt dużą wagę przywiązuję do przepisów ją porządkujących, czego z pewnością Ksiądz Biskup nie zgani, choć skrytykować może przerost litery nad duchem. Zaryzykuję jednak i przywołam inny fragment artykułu bp. Cichego, poświęcony instrukcji “Inaestimabile donum" z 1980 r., gdzie napisano m.in.: “szczególną czujność i specjalną staranność zaleca się przy Mszach św. przekazywanych za pomocą środków audiowizualnych. Ze względu na bardzo szeroki zakres odbioru powinny być sprawowane w przykładny sposób". Tymczasem w niektórych transmisjach (rzecz jasna nie tylko w TVP) zdarza się naliczyć kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt błędów, a przecież transmitowana liturgia wyznaczać powinna pewien wzorzec.

Może zatem obaj polemiści mają rację. Może zamiast alternatywy: transmitować Mszę czy nie - wszyscy pytamy w istocie o to samo: jak owocnie docierać do widzów z bogactwem i pięknem liturgii, nie odzierając jej jednocześnie z Tajemnicy? Bowiem - niestety - media, szczególnie telewizja, Tajemnicy czy Duchowości po prostu nie znoszą. Zadziwiające, z jakim zaangażowaniem zareagowaliśmy na - znakomitą - intelektualną prowokację o. Dariusza Kowalczyka, prowincjała jezuitów, na temat spowiedzi przez internet. Ileż się pojawiło wtedy protestów, że z sakramentów nie wolno korzystać przez media. Oczywiście, nie zamierzam utożsamiać problemu spowiedzi w sieci z transmitowaniem Mszy w radio czy telewizji, jednak zadziwia, jak bardzo rozbieżne są reakcje na podobny w gruncie rzeczy problem “transmisji łaski Bożej" w mediach.

Pamiętając zatem o pozytywnym stanowisku Episkopatu wobec inicjatywy nowych władz TVP (inicjatywy, co trzeba koniecznie podkreślić, ze wszech miar godnej podziwu choćby ze względu na odwagę) w sprawie coniedzielnego transmitowania Mszy, należy wciąż szukać formuły, która “duchowego promieniowania pewnych rzeczywistości nie sprowadzi do promieniowania elektromagnetycznego", jak przestrzega Ireneusz Cieślik. Jednocześnie nie będzie jednak powodować “telewizjofobii", przed czym ostrzega bp Cichy.

Bogdan Sadowski, redakcja programów katolickich TVP S.A.

PS. Ciekaw jestem opinii Czytelników “TP" na temat pomysłu, jaki od dawna chodzi mi po głowie. Otóż wyobraźmy sobie program typu “godzina biblijna". Jego treść byłaby oparta na niedzielnych tekstach liturgicznych; w studio toczyłaby się wokół tych tekstów swobodna dyskusja specjalistów z różnych dziedzin: liturgisty, biblisty, archeologa, historyka sztuki czy dogmatyka. Wszystko zilustrowane materiałami filmowymi, widzowie mogliby brać czynny udział, choćby poprzez zadawane gościom pytania. Być może uniknęlibyśmy wtedy odpływu po homilii części widzów na inne kanały, gdzie właśnie rozpoczyna się kolejny odcinek popularnego serialu.

Jeżeli Czytelnicy chcieliby się podzielić z naszą redakcją uwagami, proszę pisać pod adresem:

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]